Luba pisze: ↑27 lip 2020, 11:52
RN pisze: ↑27 lip 2020, 11:11
Według mnie, idealnym stanem duchowym ( niezależnie co przez to słowo rozumiemy, jak je definiujemy ) jest ustabilizowany stan bez wzlotów i upadków.
(...)
To zdanie brzmi bardzo madrze....jednak w przypadku ducha i rozwoju duchowego trudno mowic o jakiejs stabilizacji...o "stanie bez wzlotów i upadków"

...no chyba, ze osiagnelo sie juz szczyt rozwoju duchowego , czyli wg mojego toku rozumowania "jednosc z Bogiem"...przy czym pojecie tej "jednosci" to znow temat drazliwy dla wielu...
W filozofii stan niewzruszonego ducha nazywany jest ataraksją. Nie wiem na ile można to ''wytrenować'', a na ile potrzebne są wrodzone predyspozycje, aby doprowadzić się do takiego stanu. Stan ten pewnie ma też i swoje wady, jak np. obojętność czy oziębłość w stosunku do krzywd i potrzeb innych.
Ja jednak nie zupełnie taki stan miałem na myśli. Wiem, że to jest wysoka poprzeczka i dla wielu będzie to wbrew ich naturze.
Ja tylko chciałem zwrócić uwagę na to, aby w prosty i naiwny sposób nie dawać sobą manipulować.
Ooo naiwności ludzka, jak można doprowadzać się do stanu znerwicowania na podstawie jakiś pism bosych, półnagich pasterzy

dla których świat to Izrael, Juda i kilka ościennych dzikich plemion. Świat, który ma 4 tys.lat i powstał w 7 dni, w dodatku w niewłaściwej kolejności. Ziemia,która stoi na słupach i ma 4 rogi ( krańce), a z wysokiej góry można zobaczyć wszystkie Królestwa ziemi.
Jak można robić sobie wyrzuty, czy my właściwie postępujemy, czy przypadkiem jakimś słowem czy myślą nie zgrzeszyliśmy, przekraczając jakieś przykazanie, skoro moralność samych autorów pism i tych przykazań, była mniej więcęj taka, że wtedy, kiedy było korzystnie dla nich operować tymi przykazaniami to chętnie z tego korzystali, tylko, że chwilę póżniej z byle powodu potrafili chwycić za kamień i dać między oczy. I wtedy już nie zastanawiali się, czy można zabijać, czy nie.
Takim ludziom trzeba powiedzieć lekarzu ulecz się sam, a nie histeryzować.
My swój świat powinniśmy wziąść we własne ręce, próbować zrozumieć swoje miejsce w szeregu, odczytać nasze własne ( do nas skierowane ) ''objawienie'', a nie cedzić nasze życie przez sito pomysłów na życie, ludzi nie dość, że żyjących tysiące lat temu, to jeszcze tak naprawdę obcych nam kulturowo.
Oczywiście z ich doświadczeń też nie powinniśmy całkowicie rezygnować, ale to nie przed nimi, my dzisiaj żyjący powinniśmy frontować, tylko ich doświadczenia powinny przechodzić przez nasze sito.