Henryk pisze: Głosicie, że Jezus przyszedł w 1914 roku i jednocześnie wyrzucił szatana z nieba.
Załóżmy, bo nie o tym piszemy teraz — ale zobacz, co sam Jezus zapowiada jako skutek swojego powrotu:
„A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę ponownie i zabiorę was do siebie, abyście byli tam, gdzie Ja jestem” (J 14:3).
Czyli powrót Jezusa ma jeden jasny cel: zabrać swoich do siebie.
Więc jak to wygląda w waszej wersji? Przyszedł — ale nie zabrał?
Albo wrócił i odłożył najważniejszą część swojej obietnicy na później?
Bo jeśli powrót już nastąpił, a uczniowie nadal tu są, to coś tu się po prostu nie zgadza.
Albo przyjście Jezusa oznacza to, co sam powiedział — albo trzeba przyznać, że ta interpretacja tego nie wytrzymuje. Dużo jeszcze u Was żyjących "namaszczonych"?

Werset Jana 14:3 nie musi oznaczać, że wszyscy namaszczeni zostaną zabrani do nieba w jednej chwili. Jezus rzeczywiście „przyszedł” w sensie rozpoczęcia swojej królewskiej obecności, natomiast spełnianie obietnicy „zabiorę was do siebie” odbywa się stopniowo. Każdy z namaszczonych jest zabierany do nieba po swojej śmierci, a ci, którzy pozostają przy życiu podczas obecności Chrystusa, mają otrzymać przemianę przy zmartwychwstaniu.
Strażnica powołuje się przy tym m.in. na:
1 Koryntian 15:51-53 : „nie wszyscy zaśniemy, ale wszyscy będziemy przemienieni”;
1 Tesaloniczan 4:15-17 : zmartwychwstanie namaszczonych podczas obecności Pana;
Objawienie 14:13 : szczęśliwi umierający „w jedności z Panem”.
Powstaje pytanie, czy „przyjdę” oznacza jednorazowe, widzialne wydarzenie połączone natychmiast z zabraniem wszystkich wybranych, czy też początek niewidzialnej obecności, podczas której obietnica jest realizowana stopniowo.
Fakt, że nadal żyją osoby uważane za namaszczone nie obala nauki Towarzystwa Strażnica, ponieważ oczekują oni że ostatni z tej grupy zostaną zabrani do nieba dopiero przed zakończeniem obecnego systemu rzeczy. Nie jest wymagane, aby wszyscy zostali zabrani jednocześnie w momencie rozpoczęcia obecności Chrystusa. Jezus rozpoczął swoją niewidzialną obecność w 1914 roku. Nie oznacza to jednak, że wszyscy namaszczeni zostali wtedy zabrani do nieba.
1)Osoby należące do klasy 144 000 nadal rodziły się, żyły i umierały po 1914 roku.
2)Każdy z namaszczonych, gdy umiera, ma zostać wzbudzony do życia w niebie. Dlatego proces ten trwa przez cały okres obecności Chrystusa.
3)Dopiero gdy umrze ostatni z żyjących namaszczonych, klasa 144 000 będzie kompletna.
Jeżeli chodzi o osoby żyjące w 1914 roku, to oczywiście żadna z nich już nie żyje. Nawet noworodek urodzony w 1914 roku miałby dziś około 112 lat.
Towarzystwo Strażnica nie uczy, że obecnie żyją ci sami namaszczeni, którzy byli na ziemi w 1914 roku. Uczy natomiast, że Bóg nadal namaszczał kolejne osoby, które dołączały do pozostałej części 144 000. Dlatego dzisiejsi namaszczeni nie muszą mieć związku z rokiem 1914 pod względem wieku.
To właśnie jest jedna z głównych różnic w interpretacji. Henryk rozumie Jana 14:3 tak, że kiedy Jezus przyjdzie, wszyscy wybrani zostaną zabrani do nieba jednocześnie. Strażnica uważa, że od 1914 roku Jezus jest obecny i stopniowo zabiera do nieba kolejnych namaszczonych, aż zostanie zabrany ostatni z nich.
Dlatego z punktu widzenia Strażnicy fakt, że obecnie żyją jeszcze osoby uważające się za namaszczone, nie przeczy ich interpretacji Jana 14:3, ponieważ uważają oni, że obietnica Jezusa jest realizowana sukcesywnie, a nie jednorazowo.