Jego śmierć była "okupem" za utraconą doskonałość umożliwiającą życie wieczne na ziemi (Mat 20:28; Rzym 6:23; Jan 6:40).
Każdy, bez wyjątku, ma szansę na życie wieczne, jeżeli tylko będzie przestrzegał Prawa Bożego. Tysiącletni Sąd jest okresem pozwalającym dostosować swoje życie do mierników Bożych pod panowaniem Królestwa Bożego. Jeżeli ktoś dostosuje swoje życie do takich warunków, zyska życie wieczne. Jeżeli będzie nieustannie buntował się przeciw Bogu, poniesie drugą śmierć. Różnica między tymi, którzy umrą teraz i służą Bogu, a tymi którzy mu nie służą jest taka, że będzie zmartwychwstanie "prawych i nieprawych" (Dzie 24:15). Co się z tym wiąże, to już inny temat.Nieziem pisze: ↑16 sty 2026, 20:01Czy chcesz przez to powiedzieć, że zbawienie, które zawdzięczamy Pomazańcowi sprowadza się do zmartwychwstania, a ewentualne życie wieczne to sprawa znacznie dalsza bo między zmartwychwstaniem a wiecznością jest jeszcze przewidziany czas na tysiącletnie Królestwo?
Rozumiem, że nie każdy posiądzie życie wieczne.
Każdy, czy był prawy w oczach Boga czy nieprawy zmartwychwstanie. NIezmartwychwstaną jedynie ci, którzy popełnili niewybaczalny grzech przeciw Bogu, nazywany grzechem przeciw świetemu duchowi Jehowy tzn, byli świadomi, że buntują się z premedytacją przeciw Bogu (Mat 12:32):
"I pokładam w Bogu nadzieję, tak samo zresztą jak oni, że nastąpi zmartwychwstanie zarówno prawych, jak i nieprawych" (dzie 24:15)
Czy złoczyńca, który zginął z Jezusem, był prawy? Nie! A jednak Jezus zapewnił go, że będzie z nim w raju (Łuk 23:43)
Zmartwychwstanie zależy wyłącznie od Boga. To On daje życie. To Bóg dał życie Jezusowi, który trzy dni był martwy. Jezus sam siebie nie wskrzesił, bo wtedy nie istniał.Nieziem pisze: ↑16 sty 2026, 20:01Pytam bo rola Pana Jezusa jest jakoś bardzo marginalna w tym co piszesz. Glosisz w taki sposób jakby zbawienie było w całości sprawą człowieka, a Jezus tylko (albo aż) sprawia RESET czyli poprzez dar zmartwychwstania daje człowiekowi drugą szansę na osiągnięcie tego, co w obecnym życiu nie był w stanie osiągnąć czyli nie zgrzeszyć. Czy tak należy to rozumieć?
Człowiek się rodzi, żyje, grzeszy, umiera.
Nastaje zmartwychwstanie.
Po. zmartwychwstanu człowiek przez 1000 lat żyje i albo nadal grzeszy i kończy w ogniu wiecznym, albo nie grzeszy i znajduje życie wieczne. Czy tak to należy rozumieć?