Biblia kontra nauka ....

Dyskusje o powstaniu świata itp.

Moderatorzy: Bobo, kansyheniek, booris, Junior Admin, Osoby odpowiedzialne za forum, Moderatorzy

ODPOWIEDZ
RN
Posty: 7515
Rejestracja: 25 paź 2013, 19:49
Lokalizacja: Ziemia Łódzka

Re: Biblia kontra nauka ....

Post autor: RN »

Przeemek pisze: ↑
08 maja 2025, 12:04


Bo np. Rdz 2:19-20 wyraźnie podkreśla, że Adam nazwał wszystkie zwierzęta – co wymaga, by wszystkie rodzaje istniały jednocześnie, w jednym dniu. A Ty, sugerując „przetrzymywanie milionów czy miliardów stworzeń”, nie tylko ignorujesz biblijną chronologię, ale wprowadza absurd: jak Bóg mógłby „przetrzymywać” zwierzęta, skoro tekst mówi, że przyprowadził je od razu, by Adam je nazwał?
W ten sposób potwierdzasz to, co ja wcześniej napisałem.
Według drugiego opowiadania o stworzeniu, zwierzęta zostały stworzone i od razu przyprowadzone do człowieka.
Skoro Bóg je stworzył i od razu przyprowadził, to musiał mieć do kogo przyprowadzić. Oznacza to, że według drugiego opowiadania, człowiek był wcześniej niż zwierzęta.
Jeśli chodzi o nazwanie przez Adama wszystkich zwierząt, to jest to oczywiście totalną bzdurą. Do tej pory jeszcze nie wszystkie zwierzęta zostały opisane. Poza tym, ile czasu musiałoby to zająć Adamowi, skoro wszystkich gatunków są miliony.
Bzdurą jest tez liczenie stwarzania jako nastał wieczór i poranek dzień następny, przynajmniej w początkowej fazie stwarzania, skoro słońce miało być stworzone dopiero w czwarty dzień.
To przecież słońce jest wyznacznikiem wieczorów i poranków. Jak zatem mogły nastawać wieczory i poranki w pierwszych trzech dniach stwarzania skoro nie było jeszcze słońca.
WYŁĄCZ TELEWIZOR - WŁĄCZ MYŚLENIE

Henryk
Posty: 12401
Rejestracja: 10 lis 2008, 8:26

Re: Biblia kontra nauka ....

Post autor: Henryk »

Queza pisze: ↑
09 maja 2025, 21:36
Też tak uważam, zgodnie z z wynikami badań antropologów ludzie pojawili się około 2 miliony lat temu,[...]
A zgodnie ze Słowem Bożym człowiek został stworzony około sześć tysięcy lat temu.
Jesteśmy w przededniu siódmego, szabatowego Tysiąclecia- czasu naprawy wszechrzeczy.

Henryk
Posty: 12401
Rejestracja: 10 lis 2008, 8:26

Re: Biblia kontra nauka ....

Post autor: Henryk »

RN pisze: ↑
09 maja 2025, 23:32
To przecież słońce jest wyznacznikiem wieczorów i poranków. Jak zatem mogły nastawać wieczory i poranki w pierwszych trzech dniach stwarzania skoro nie było jeszcze słońca.
Jednak te wieczory i poranki miały być widoczne z powierzchni Ziemi. Nie z kosmosu.
To te świata miały wyznaczać pory dnia.
Coś stało na przeszkodzie, że przedtem ani Słońce, ani Księżyc, nie były widzialne. I dopiero tu możemy gdybać co było tą przeszkodą?
Możliwości jest kilka. Proces formowania planety, której ostatnia faza nastąpiła podczas Potopu, oczyszczenie atmosfery z pyłów, które pod wpływem grawitacji osiadły wreszcie na powierzchni...

Nieziem
Posty: 1734
Rejestracja: 25 sty 2021, 23:47

Re: Biblia kontra nauka ....

Post autor: Nieziem »

Przeemek pisze: ↑
09 maja 2025, 15:23

Nie twierdzę, że spożycie owocu z drzewa poznania w Genesis 2:17 miało skutkować natychmiastową śmiercią fizyczną, więc Twoje zarzuty o „absurdy” mijają się z moim poglądem.

Moje stanowisko, oparte na tradycyjnym rozumieniu żydowskim i chrześcijańskim, jest jasne: fraza „w dniu, gdy zjesz z tego drzewa, na pewno umrzesz” (môt tāmût) odnosi się przede wszystkim do śmierci duchowej, czyli separacji od Boga, która nastąpiła natychmiast po grzechu Adama. Zgadzasz się z tym, pisząc, że mowa o śmierci duchowej, więc w tej kwestii nie ma między nami sporu.

Jednak Twoje stwierdzenie, że dodanie początku procesu umierania fizycznego to „filozofia”, jest nietrafione i ignoruje szerszy kontekst biblijny.
Śmierć duchowa, która była głównym skutkiem grzechu Adama, miała dalsze konsekwencje, w tym wprowadzenie śmiertelności do życia człowieka. Rzymian 5:12 mówi: „przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć”, co obejmuje zarówno aspekt duchowy, jak i fizyczny. Genesis 3:19 („w pocie czoła będziesz jadł chleb, aż wrócisz do ziemi, bo z niej zostałeś wzięty”) jasno wskazuje, że grzech Adama wprowadził fizyczną śmiertelność jako część kary. To nie jest „filozofia”, ale biblijna teologia potwierdzona przez tradycję. John C.P. Smith (Answers Research Journal, Part 3, s. 103) zauważa, że hebrajska fraza „na pewno umrzesz” podkreśla pewność kary, a nie jej natychmiastowość, co obejmuje zarówno duchową separację, jak i początek procesu prowadzącego do śmierci fizycznej.

Twoje porównanie do filmów Zanussiego czy żartobliwe „zabili go i uciekł” spłyca problem i ignoruje fakt, że Biblia często opisuje konsekwencje grzechu w sposób wielowymiarowy. Życie Adama po grzechu (930 lat) nie oznacza, że Boża zapowiedź była fałszywa. Śmierć duchowa nastąpiła natychmiast, a proces śmiertelności rozpoczął się w tym samym „dniu” – co jest spójne z tekstem - bo fizycznie od razu rozpoczął się proces starzenia się organizmu, chorowanie i obumierania komórwk - jeden akt - "upadek" - w ten sposób spowodowął śmierć fizycznąi duchową, tyle, że fizycznie z "natury" umiera sie wolniej, ale się nadal umiera.......

Przywołujesz „zdroworozsądkowe podejście”, ale pomijasz, że w hebrajskiej narracji „yom” w Genesis 2:17 („bəyôm”, „w dniu, gdy”) jest idiomem oznaczającym „w czasie, gdy”, a niekoniecznie literalny 24-godzinny dzień. Jednak nawet w tym idiomatycznym użyciu konsekwencje (śmierć duchowa i początek śmiertelności) zaczęły się w momencie grzechu, co nie prowadzi do żadnych „absurdów”.
W momencie grzechu nie zaczęło się nic takiego. Uczepiłeś się słowa "natychmiast" i bez sensu ciągle go dodajesz podczas gdy Pismo stwierdza, że wydarzyło to się nie natychmiast ale w tym dniu. Stąd bezpodstawnie twierdzisz, że śmierć duchowa nastała natychmiast. Te akapity z "natychmiast" są bez sensu, zobacz sam ile w związku z tym pustoslowia jest w Twoich wpisach. Twoje twierdzenie, że w tym dniu rozpoczął się proces umierania fizycznego ma się nijak do zapowodzi Boga, że w tym dniu umrze. Bóg mówi o fakcie śmierci, a nie o procesie. Ty przeinaczasz, twierdząc, że owszem nie umarł ale zaczął umierać. Że co? umiera wolniej, ale umiera? Tak, ale według tej Twojej wykładni, umiera fizycznie, ale nie w tym dniu. Glosisz jakieś umieranie rozciągnięte w czasie, a to jest czysta filozofia.

Co do fizycznej śmierci Adama, to zgadzam się, że była skutkiem grzechu, nie karą jednakże ale konsekwencją nieposłuszeństwa. Pozostając w Edenie nie doświadczył by śmierci fizycznej, ale gdy znalazł się poza Ogrodem, zaczął podlegać pod.prawa tego świata więc i fizyczne umieranie stało się jego udziałem.
W tym dniu Adam umarł duchowo, a dopiero po wyjściu z Ogrodu rozpoczęło się jego życie w fizycznym świecie. Dlatego usłyszał prochem jesteś i w proch się obrócisz bo wtedy już pierwiastek duchowy został przez Adama utracony, a pozostal mu jedynie aspekt fizyczny, co później Kaznodzieja wyraził słowami, że człowiek nie ma żadnej przewagi nad zwierzęciem.

Przeemek
Posty: 107
Rejestracja: 16 kwie 2025, 14:54

Re: Biblia kontra nauka ....

Post autor: Przeemek »

Henryk pisze: ↑
09 maja 2025, 20:39
Przeemek pisze: ↑
09 maja 2025, 15:23
Nie trzeba być młodoziemcą ani fundamentalistą, by uczciwie przyznać, że Żydzi w czasach Mojżesza i Jezusa rozumieli „dni stworzenia” dosłownie jako zwykłe dni, tak jak rozumiemy dzisiaj 24-godzinny dzień.
Mogli i tak uważać za dni Mojżesza. Nie zweryfikujemy tego dziś. :-(
W czasach znacznie późniejszych- już talmudycznych, wielu żydowskich uczonych, zwłaszcza średniowiecznych myślicieli takich jak Majmonides, podkreślało, że opis stworzenia należy traktować bardziej symbolicznie niż dosłownie.
Ja jednak skłaniam się ku teorii, że te "dni", a właściwie czas ich trwania, były symboliczne.
Że były to okresy znacznie dłuższe niż doba. Jednak cały czas są to nasze przypuszczenia.
Heńku, strasznie rzuca mi sie w oczy Twoja opinia - na starcie - „Nie zweryfikujemy tego dziś” - to brzmi trochę tak, jakbyśmy nie mogli wiedzieć, co autorzy Biblii mieli na myśli. Tymczasem jeśli wierzymy, że Biblia jest natchniona przez Boga, to zakładamy też, że jej sens można poznać, zwłaszcza jeśli chodzi o tak podstawowe sprawy jak opis stworzenia.

W czasach Mojżesza i Jezusa dni były rozumiane jako zwykłe dni - 24-godzinne. Całe prawo szabatu (Wj 20,11) opiera się na tym, że Bóg stwarzał świat przez sześć dni, a siódmego odpoczął. Trudno byłoby budować praktykę tygodnia i szabatu na symbolicznych "epokach".

Jasne, że późniejsi rabini jak Majmonides interpretowali te dni bardziej filozoficznie, ale to już średniowieczna refleksja, nie pierwotne rozumienie tekstu.

Można mieć różne teorie co do długości tych dni, ale jeśli ktoś jest chrześcijaninem i uznaje Biblię za autorytatywne Słowo Boże, to powinien uważać z twierdzeniami typu: „to tylko przypuszczenia” albo „nie wiemy, co autor miał na myśli”. Bo to jest trochę podważenie wiarygodności objawienia.

Więc co do meritum.......

Jak myślisz, skąd u ludzi wziął się podział na "tygodnie"? Jedyny który nie ma podstaw astronomicznych, ale kulturowe/religijne?

Dlaczego Egipt używał 10-dniowy tydzień (w kalendarzu cywilnym)? Dlaczego Imperium Rzymksie 8-dniowych (nundinum)? Nawet ZSRR (1929–1931) eksperymentalne przyjęło 5-dniowe i 6-dniowe tygodnie? Ale ostatecznie wszyscy używamy wersji żydowskiej, siedmiodniowej, zaadoptowane też w Imperium Rzymskim? Dlaczego? Własnie z pwodu Biblii, aktu Stworzenia i Prawa/Dekalogu........ czy trzeba większy dowód, na to w ile dni tworzył Bóg świat?



Całe prawo mojżeszowe opiera się na siedmiu literalnych dniach stworzenia, co jest fundamentem Dekalogu.
Wyjścia 20:8-11 jasno mówi: „W sześciu dniach uczynił Pan niebo i ziemię, a siódmego dnia odpoczął. Dlatego Pan pobłogosławił dzień szabatu i uczynił go świętym.” To nie jest poetycka metafora – Bóg ustanowił szabat jako pamiątkę stworzenia, a Żydzi do dziś praktykują ten 24-godzinny dzień co siedem dni. Tradycja żydowska, od Mojżesza (ok. 1500 p.n.e.) po współczesność, opiera rytuały szabatowe na dosłownym tygodniu stworzenia, co potwierdzają Zwoje znad Morza Martwego i masorecki podział Genesis 1 (Smith, Answers Research Journal, Part 1, s. 78). Nie trzeba filozoficznych ani alegorycznych wyjaśnień – prawo krzyczy o literalnych siedmiu dniach.

Zauważyłeś, że wszystkie ustanowione przez Boga pamiątki w Biblii opierają się na rzeczywistych wydarzeniach? Pascha była pamiątką prawdziwego wyjścia z Egiptu. Ostatnia Wieczerza była oparta na realnym wydarzeniu – spotkaniu Jezusa z apostołami tuż przed Jego śmiercią. Szabat z kolei został ustanowiony jako pamiątka zakończenia dzieła stworzenia przez Boga w siedem dni.
Widzisz więc, że Bóg nie ustanawia symboli w oderwaniu od historii – każda pamiątka jest zakorzeniona w konkretnym, realnym działaniu Boga w czasie i przestrzeni.
A teraz mamy mówić, że te 'dni stworzenia' to tylko poetycki obraz, metafora albo mit? Jak wtedy rozumieć szabat jako pamiątkę stworzenia? Na czym miałby się opierać, skoro fundament, którego ma być wspomnieniem, rzekomo nigdy się nie wydarzył dosłownie?
Widzisz tu napięcie? Nauka każe nam interpretować początki świata zupełnie inaczej – ale taka interpretacja nie pasuje ani do przesłania Biblii, ani do logiki Bożych działań.


Twój argument o symbolicznych „dniach” i średniowiecznych interpretacjach Majmonidesa jest anachroniczny i spekulatywny. Majmonides pisał w XII w., w kontekście filozoficznym, ale Żydzi czasów biblijnych, jak pokazują Wyjścia 31:16-17 i Powtórzonego Prawa 5:13-14, rozumieli dni stworzenia jako dosłowne, co odzwierciedla szabat. Sugerowanie, że dni mogły być dłuższymi okresami, ignoruje strukturę tekstu Genesis 1 – formułę „wieczór i poranek” oraz numerację dni – oraz fakt, że cały Dekalog, fundament prawa mojżeszowego, opiera się na tej siedmiodniowej ramie. Nie ma tu miejsca na spekulacje, gdy Pismo i tradycja są tak jednoznaczne.

Siedmiodniowy tydzień, w przeciwieństwie do dnia, miesiąca czy roku, nie ma podstawy astronomicznej – jego źródło tkwi w Biblii. To nie Słońce, Księżyc ani planety, jak w Mezopotamii, dyktują ten cykl, ale Boże objawienie w Genesis 1.
Nawet chrześcijańska niedziela, przyjęta jako dzień odpoczynku, wywodzi się z tego biblijnego wzorca, a Konstantyn w IV w. uczynił tydzień globalnym standardem. Inne kultury eksperymentowały z 8-, 10- czy 5-dniowymi cyklami, ale to biblijny tydzień przetrwał. To niezbity dowód, że nasz tydzień opiera się na Biblii, a nie na spekulacjach czy innych wierzeniach. Hebrajczyków 4:4 potwierdza: „I odpoczął Bóg dnia siódmego” – to dosłowny wzór dla ludzkości.

Prawo mojżeszowe, Dekalog i nieprzerwana tradycja szabatu wołają o siedem literalnych dni stworzenia. Nie potrzeba zawiłej egzegezy – tydzień, którym żyjemy do dziś, jest zakorzeniony w Genesis 1, a nie w mitach czy nauce. Twoje symboliczne podejście osłabia autorytet Pisma i ignoruje oczywisty dowód: świat żydowski i chrześcijański od tysięcy lat żyje siedmiodniowym cyklem, bo Bóg tak ustanowił. Zachęcam do analizy Wyjścia 20:8-11 i Smitha (Part 1), które nie pozostawiają wątpliwości co do dosłownego tygodnia stworzenia.
Queza pisze: ↑
09 maja 2025, 21:36
Henryk pisze: ↑
09 maja 2025, 20:39
Ja jednak skłaniam się ku teorii, że te "dni", a właściwie czas ich trwania, były symboliczne.
Że były to okresy znacznie dłuższe niż doba. Jednak cały czas są to nasze przypuszczenia.
Też tak uważam, zgodnie z z wynikami badań antropologów ludzie pojawili się około 2 miliony lat temu, a świat ma już około 16 miliardów lat.
Droga Queza, rozumiem, że zgadzasz się z ustaleniami nauki co do wieku Ziemi czy istnienia człowieka — i to jest inny temat.

Mnie w tej dyskusji nie chodzi o to, co mówi antropologia czy kosmologia, ale o to, jak autorzy Biblii oraz Żydzi w czasach Mojżesza i później rozumieli „dni stworzenia”. To jest zupełnie inna płaszczyzna: nie naukowa, ale historyczno-tekstualna.

I teraz pytanie: czy ci, którzy spisywali Biblię — Żydzi, autorzy Pięcioksięgu — mieli na myśli dosłowne dni, czy raczej epoki miliardów lat?
Cały rytm tygodnia i szabatu (zob. Wj 20,11) wskazuje, że rozumieli to jako zwykłe dni, tak jak my dzisiaj — od wschodu do zachodu słońca.

To, że dziś ktoś interpretuje te „dni” symbolicznie, nie zmienia faktu, że oryginalni autorzy i odbiorcy Biblii rozumieli je dosłownie.

A więc nie chodzi o to, kto ma rację naukowo, ale co mówi sam biblijny tekst i jak go rozumieli ci, którzy go tworzyli - widzisz różnicę?


A odnośnie samego meritum, szanuję Twoje zdanie, ale opieranie się na badaniach antropologicznych, by interpretować Genesis 1, ignoruje kontekst biblijny i żydowski. Antropologowie nie są specjalistami od egzegezy Pisma ani tradycji żydowskiej, która od Mojżesza (ok. 1500 p.n.e.) rozumiała „dni stworzenia” jako literalne, 24-godzinne, co potwierdzają Wyjścia 20:8-11 i masorecki tekst (Smith, Answers Research Journal, Part 1, s. 78).
Autorzy Biblii pisali z perspektywy Bożego objawienia, a nie współczesnej nauki. Dekalog wiąże stworzenie z siedmiodniowym tygodniem i szabatem, praktykowanym do dziś. Sugerowanie „symbolicznych okresów” na podstawie antropologii to spekulacja, która pomija narrację Pisma i jego teologiczne znaczenie. Zachęcam do analizy Wyjścia 20:11 w kontekście żydowskim, a nie naukowym.
Ostatnio zmieniony 15 maja 2025, 14:05 przez Przeemek, łącznie zmieniany 1 raz.

wuka
Posty: 9805
Rejestracja: 25 cze 2016, 10:40

Re: Biblia kontra nauka ....

Post autor: wuka »

Mnie w tej dyskusji nie chodzi o to, co mówi antropologia czy kosmologia, ale o to, jak autorzy Biblii oraz Żydzi w czasach Mojżesza i później rozumieli „dni stworzenia”. To jest zupełnie inna płaszczyzna: nie naukowa, ale historyczno-tekstualna.
Jakie znaczenie i jaki wpływ na każdego z nas ma to, w jaki sposób Mojżesz i żydzi sprzed tysiącleci rozumieli "dni stworzenia". W dodatku, skoro o tym pisali to już jasno wyjaśnia, jak rozumieli. Rozumieli błędnie, o czym wiemy od wieków, a potwierdza to nauka i odnalezione w glebie artefakty.

Przeemek
Posty: 107
Rejestracja: 16 kwie 2025, 14:54

Re: Biblia kontra nauka ....

Post autor: Przeemek »

RN pisze: ↑
09 maja 2025, 23:32
W ten sposób potwierdzasz to, co ja wcześniej napisałem.
Według drugiego opowiadania o stworzeniu, zwierzęta zostały stworzone i od razu przyprowadzone do człowieka.
Skoro Bóg je stworzył i od razu przyprowadził, to musiał mieć do kogo przyprowadzić. Oznacza to, że według drugiego opowiadania, człowiek był wcześniej niż zwierzęta.
Jeśli chodzi o nazwanie przez Adama wszystkich zwierząt, to jest to oczywiście totalną bzdurą. Do tej pory jeszcze nie wszystkie zwierzęta zostały opisane. Poza tym, ile czasu musiałoby to zająć Adamowi, skoro wszystkich gatunków są miliony.
Bzdurą jest tez liczenie stwarzania jako nastał wieczór i poranek dzień następny, przynajmniej w początkowej fazie stwarzania, skoro słońce miało być stworzone dopiero w czwarty dzień.
To przecież słońce jest wyznacznikiem wieczorów i poranków. Jak zatem mogły nastawać wieczory i poranki w pierwszych trzech dniach stwarzania skoro nie było jeszcze słońca.
Nie potwierdzam Twojego stanowiska - oczywiście, masz prawo do własnej interpretacji. Ale tak jak każdy rzetelny historyk czy badacz, warto również sprawdzić i przeanalizować inne możliwe interpretacje tekstu.

Interpretacja, o której ja wspominam, mówi o tym, że drugi opis stworzenia (Rdz 2) nie jest sprzeczny z pierwszym (Rdz 1), ale go uzupełnia, rozwija i podkreśla inne aspekty, na które autor chciał zwrócić uwagę. W wielu poważnych komentarzach biblijnych, zarówno żydowskich, jak i chrześcijańskich, ten drugi opis jest traktowany jako komplementarny, a nie jako sprzeczność lub inna chronologia.

Weź pod uwagę, że to Żydzi byli autorami i pierwszymi odbiorcami Księgi Rodzaju (Bereiszit). Ich egzegeza (czyli interpretacja) sięga czasów przedchrześcijańskich. Dlatego żydowskie rozumienie tekstu ma ogromne znaczenie, jeśli chcemy uczciwie zrozumieć, co autor miał na myśli — a nie tylko, co my dziś w tym widzimy.

A ówczesne chrześcijaństwo korzystało z tradycji żydowskiej - Ojcowie Kościoła (np. Orygenes, Augustyn, Hieronim) często odwoływali się do żydowskich tekstów, targumów czy midraszy. Co więcej, sam Nowy Testament był pisany przez Żydów (z wyjątkiem Łukasza), więc rozumienie Starego Testamentu (czyli Tanachu) przez Żydów było naturalnym punktem wyjścia.

Dlatego Drugi opis stworzenia jako uzupełnienie — to też żydowska tradycja!
Już starożytne komentarze żydowskie (np. Midrasz Bereiszit Raba) zauważają, że opisy stworzenia (Rdz 1 i Rdz 2) nie są sprzeczne, ale pokazują inne perspektywy:

Rdz 1 — „kosmiczne” stworzenie: ogólne, uporządkowane, z naciskiem na „Bóg stworzył”.

Rdz 2 — „ludzkie” stworzenie: z naciskiem na relację Bóg–człowiek, ogród Eden, odpowiedzialność.


To podejście było powszechnie przyjmowane także przez chrześcijan, zwłaszcza tych, którzy nie czytali Biblii tylko dosłownie, ale symbolicznie, teologicznie i duchowo (np. Augustyn, Orygenes).

Masz oczywiście prawo do swojego zdania - ale nie oznacza to, że inne interpretacje są automatycznie błędne lub niewarte rozważenia. Zwłaszcza jeśli chcemy zrozumieć, jak tekst był rozumiany przez jego autorów i pierwszych odbiorców, warto brać pod uwagę również głosy tradycji żydowskiej.



Dlatego Genesis 2:19-20 nie mówi, że zwierzęta stworzono po człowieku.
Tekst („Pan Bóg ulepił z ziemi wszystkie zwierzęta... i przyprowadził je do człowieka”) opisuje sekwencję narracyjną, nie chronologiczną. Genesis 1 jasno podaje, że zwierzęta powstały przed człowiekiem (dni 5-6). Genesis 2 to szczegółowy opis dnia szóstego, nie osobna opowieść. Sugerowanie, że człowiek był przed zwierzętami, ignoruje harmonię obu rozdziałów.

Twierdzenie, że nazwanie zwierząt przez Adama to „bzdura” z powodu ich liczby, pomija biblijny kontekst. Adam nazywał „rodzaje” (hebr. min), nie każdy gatunek (ps. widać, że nie zaglądasz do manuskryptów/interlinii, a bazujesz tylko na przekładach) – prawdopodobnie przedstawicieli podstawowych grup, co nie wymagało milionów lat. Tekst nie sugeruje, że nazwał wszystkie współczesne gatunki, a Bóg przyprowadził zwierzęta w sposób uporządkowany (Rdz 2:19).

Twoje zarzuty o „wieczór i poranek” przed stworzeniem słońca w dniu czwartym wynikają z niezrozumienia. Hebrajskie „yom” w Genesis 1, z formułą „wieczór i poranek”, oznacza 24-godzinny dzień, niezależnie od słońca. Bóg, jako źródło światła (Rdz 1:3-5), wyznaczał cykle czasowe przed stworzeniem ciał niebieskich. Słońce od dnia czwartego jedynie przejmuje rolę regulatora (Rdz 1:14-16). Tekst masorecki i tradycja żydowska (Smith, Answers Research Journal, Part 1, s. 74) potwierdzają dosłowne dni.

Twoje podejście ignoruje spójność narracji Genesis i narzuca współczesne założenia naukowe na tekst pisany w teologicznym kontekście. Zachęcam do analizy Genesis 1-2 w świetle hebrajskiego tekstu i tradycji, a nie spekulacji.
Nieziem pisze: ↑
10 maja 2025, 20:52
W momencie grzechu nie zaczęło się nic takiego. Uczepiłeś się słowa "natychmiast" i bez sensu ciągle go dodajesz podczas gdy Pismo stwierdza, że wydarzyło to się nie natychmiast ale w tym dniu. Stąd bezpodstawnie twierdzisz, że śmierć duchowa nastała natychmiast. Te akapity z "natychmiast" są bez sensu, zobacz sam ile w związku z tym pustoslowia jest w Twoich wpisach. Twoje twierdzenie, że w tym dniu rozpoczął się proces umierania fizycznego ma się nijak do zapowodzi Boga, że w tym dniu umrze. Bóg mówi o fakcie śmierci, a nie o procesie. Ty przeinaczasz, twierdząc, że owszem nie umarł ale zaczął umierać. Że co? umiera wolniej, ale umiera? Tak, ale według tej Twojej wykładni, umiera fizycznie, ale nie w tym dniu. Glosisz jakieś umieranie rozciągnięte w czasie, a to jest czysta filozofia.
Powiedz nam, czy jeśli ktoś złamie prawo – na przykład kradnąc – to czy jego wina moralna "uaktywnia" się przez całą dobę? Jakby była ograniczona lub "wydarzała się" czasowo? Czy raczej moralna odpowiedzialność pojawia się natychmiast, niezależnie od długości dnia czy czasu? Innymi słowy: czy grzech mierzy się zegarkiem, czy raczej jego skutki i znaczenie są natychmiastowe i niezależne od trwania w czasie?


Nie „uczepiłem się” słowa „natychmiast” – to Ty błędnie zakładasz, że fraza „w tym dniu” (bəyôm) w Genesis 2:17 wymaga natychmiastowej śmierci fizycznej. Hebrajskie „bəyôm” oznacza „w czasie, gdy” i nie implikuje, że wszystko musiało wydarzyć się w 24 godziny. Moje użycie „natychmiast” odnosi się do śmierci duchowej, która nastąpiła w momencie grzechu, co sam przyznajesz, pisząc, że Adam „umarł duchowo” w tym dniu. Nie ma tu pustosłowia – to Ty przeinaczasz moje stanowisko, sugerując, że mówię o natychmiastowej śmierci fizycznej, czego nigdy nie twierdziłem.


Twój zarzut, że mówię o „procesie umierania” jako filozofii, jest chybiony. Genesis 3:19 („w proch się obrócisz”) i Rzymian 5:12 („przez grzech śmierć”) jasno wskazują, że grzech Adama wprowadził śmiertelność fizyczną jako konsekwencję, nie karę – tu się zgadzamy. Inne tego dowody......
1 Kor 15,21–22
„Skoro bowiem przez człowieka przyszła śmierć, przez człowieka też dokona się zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni.”

Rz 8,10
„Jeżeli jednak Chrystus w was mieszka, ciało wprawdzie podlega śmierci ze względu na grzech, duch zaś jest życiem dzięki usprawiedliwieniu.”

i inne.....


Ale to nie znaczy, że proces ten zaczął się dopiero po opuszczeniu Edenu. W momencie grzechu Adam stracił dostęp do drzewa życia (Rdz 3:22-24), co zapoczątkowało fizyczne starzenie i umieranie – proces, który obserwujemy dziś, gdy komórki obumierają, a organizm choruje. Twoja analogia z Kaznodzieją („człowiek nie ma przewagi nad zwierzęciem”) dotyczy skutków grzechu, ale nie neguje, że śmiertelność zaczęła się w Edenie.

Można tutaj zastosowac analogie, porównanie grzechu do choroby, np. raka, trafnie ilustruje moje stanowisko. Gdy ktoś „zachoruje” na grzech, skutki (śmierć duchowa) są natychmiastowe – relacja z Bogiem zostaje zerwana, jak prawo złamane w chwili przestępstwa. Śmierć fizyczna, jak rak, rozwija się wolniej, ale zaczyna się w momencie grzechu, bo organizm Adama stał się śmiertelny. To nie filozofia, ale biblijna narracja: grzech przyniósł śmierć w wielowymiarowym sensie (duchową od razu, fizyczną jako proces). Smith (Answers Research Journal, Part 3, s. 103) potwierdza, że „môt tāmût” („na pewno umrzesz”) podkreśla pewność kary, obejmującej oba aspekty.

Twoje rozdzielanie śmierci duchowej i fizycznej na „Eden” i „poza Edenem” jest arbitralne i nie znajduje oparcia w tekście. Genesis 2:17 zapowiada skutki grzechu, które zaczęły się w chwili nieposłuszeństwa. Nie potrzeba spekulacji – Pismo i tradycja żydowsko-chrześcijańska (np. Rz 5:12) łączą grzech z obiema formami śmierci. Zachęcam do analizy Genesis 3:19 i Rzymian 5:12 w kontekście hebrajskiego tekstu, zamiast narzucać podział, którego Biblia nie wspiera.
Nieziem pisze: ↑
10 maja 2025, 20:52
Co do fizycznej śmierci Adama, to zgadzam się, że była skutkiem grzechu, nie karą jednakże ale konsekwencją nieposłuszeństwa. Pozostając w Edenie nie doświadczył by śmierci fizycznej, ale gdy znalazł się poza Ogrodem, zaczął podlegać pod.prawa tego świata więc i fizyczne umieranie stało się jego udziałem.
W tym dniu Adam umarł duchowo, a dopiero po wyjściu z Ogrodu rozpoczęło się jego życie w fizycznym świecie. Dlatego usłyszał prochem jesteś i w proch się obrócisz bo wtedy już pierwiastek duchowy został przez Adama utracony, a pozostal mu jedynie aspekt fizyczny, co później Kaznodzieja wyraził słowami, że człowiek nie ma żadnej przewagi nad zwierzęciem.
Po pierwsze...... Piszesz, że Adam po wygnaniu z Edenu „zaczął podlegać prawom tego świata”, jakby były one czymś odrębnym od Bożego porządku. Ale przecież — z perspektywy teologicznej — Bóg jest Stwórcą zarówno Edenu, jak i całego kosmosu, więc nie możemy logicznie oddzielać „praw tego świata” od „praw Bożych”.

I pomyśl – to trochę tak, jakby ktoś twierdził, że gdyby poleciał rakietą na Księżyc, to Boże prawo moralne go tam już nie obowiązuje, bo to nie Eden. To absurd. Nie można wyjść poza moralny autorytet Boga tylko dlatego, że zmienia się miejsce przebywania. Grzech pozostaje grzechem, niezależnie od współrzędnych geograficznych (czy kosmicznych). Bóg jest Stwórcą zarówno Edenu, jak i całego stworzenia, więc nie możemy mówić, że poza Edenem obowiązywały jakieś inne „nie-Boże” prawa.

Śmierć fizyczna, cierpienie, rozpad – to nie jakieś obce siły, którym Adam został poddany poza Edenem. To wszystko są elementy stworzonego przez Boga świata, który po grzechu stał się areną walki duchowej, a nie rajem. Dlatego wynika z tego, że śmierć fizyczna nie była tylko „konsekwencją wejścia w inny porządek”, ale częścią Bożego działania wobec grzechu – czy to jako kary, czy konsekwencji, czy też może jednego i drugiego.

Rozdzielanie praw rządzących Edenem i resztą świata może być obrazowe, ale nie może prowadzić do wniosku, że gdzieś działały prawa „nie od Boga” – bo przecież „wszystko przez Niego się stało” (J 1:3).



Po drugie...... Zauważ, że "prochem jesteś i w proch się obrócisz" zostało wypowiedziane przed wygnaniem z Edenu.....


Twój pogląd, że fizyczne umieranie zaczęło się dopiero poza Edenem, ignoruje kluczowy werset – Genesis 3:22-24. Bóg mówi: „Niechaj teraz nie wyciągnie ręki, aby zerwać owoc z drzewa życia i żyć na wieki”, i wydala Adama, by uniemożliwić dostęp do Drzewa Życia. Wniosek? Śmierć fizyczna nie była „naturalna”, ale pojawiła się jako realny skutek grzechu – człowiek odciął się od Życia. Utrata nieśmiertelności to nie wynik zmiany lokalizacji, ale duchowego stanu.

Jak podkreśla Gadsby (Creation, 1985), Drzewo Życia też symbolizowało Boże błogosławieństwo wiecznego życia, dostępne przy posłuszeństwie. Po grzechu utrata dostępu do niego zapoczątkowała śmiertelność – już w Edenie, nie dopiero po wygnaniu. Genesis 3:19 („w proch się obrócisz”) potwierdza, że proces umierania fizycznego zaczął się w chwili grzechu, gdy Adam stał się śmiertelny.

Twoje twierdzenie, że w Edenie Adam nie doświadczyłby śmierci fizycznej, jest słuszne, ale tylko dlatego, że Drzewo Życia podtrzymywałoby jego życie (Rdz 3:22). Po grzechu Bóg odciął dostęp do tego źródła, co oznacza, że śmiertelność fizyczna stała się rzeczywistością natychmiast – nie poza Edenem. Twoje rozdzielanie śmierci duchowej (w Edenie) i fizycznej (po wygnaniu) nie znajduje oparcia w tekście, który łączy oba skutki z momentem grzechu (Rz 5:12). Przywołanie Kaznodziei („człowiek nie ma przewagi nad zwierzęciem”) dotyczy skutków grzechu, ale nie dowodzi, że śmiertelność zaczęła się później.

Dobrze to można zobrazować analogą, że wieczne życie w stanie grzechu – to coś w rodzju życia wiecznego jak „zombie” – byłoby przekleństwem, fizycznie byśmy się rozpadali i starzeli - a Drzewo życia nie dało by nam umrzeć - a duchowo - oznaczałoby wieczną separację od Boga, podobną do stanu diabła. Dlatego Bóg, w miłosierdziu, zabronił dostępu do Drzewa Życia - właśnie abyśmy uniknęli takiego stanu "Zombi" fizycznie......... Śmierć fizyczna, jako proces (starzenie, obumieranie komórek), zaczęła się w Edenie, gdy grzech zerwał relację z Bogiem i odciął Adama od źródła życia. To spójne z biblijną narracją i Twoją analogią o „upadłej naturze”.

Genesis 3:22-24 i Rzymian 5:12 pokazują, że grzech Adama w Edenie przyniósł śmierć duchową i zapoczątkował fizyczną śmiertelność przez utratę Drzewa Życia. Twoje rozdzielanie tych skutków na „Eden” i „poza Eden” jest niebiblijne. Zachęcam do analizy Genesis 3:19 w świetle Gadsby’ego, który podkreśla rolę Drzewa Życia w tej spójnej teologii.

Przeemek
Posty: 107
Rejestracja: 16 kwie 2025, 14:54

Re: Biblia kontra nauka ....

Post autor: Przeemek »

wuka pisze: ↑
15 maja 2025, 13:31
Mnie w tej dyskusji nie chodzi o to, co mówi antropologia czy kosmologia, ale o to, jak autorzy Biblii oraz Żydzi w czasach Mojżesza i później rozumieli „dni stworzenia”. To jest zupełnie inna płaszczyzna: nie naukowa, ale historyczno-tekstualna.
Jakie znaczenie i jaki wpływ na każdego z nas ma to, w jaki sposób Mojżesz i żydzi sprzed tysiącleci rozumieli "dni stworzenia". W dodatku, skoro o tym pisali to już jasno wyjaśnia, jak rozumieli. Rozumieli błędnie, o czym wiemy od wieków, a potwierdza to nauka i odnalezione w glebie artefakty.
Właśnie – jeśli Mojżesz i autorzy Tory się mylili, a rozumienie dni stworzenia było błędne, to musimy przyjąć, że cały fundament prawa żydowskiego – czyli objawienia, przymierza, grzechu i kary – był oparty na fałszywym założeniu. Jeśli coś tak podstawowego jak stworzenie świata było nieprawdziwe, to skąd pewność, że inne rzeczy jakie "rzekomo" Bóg objawił Mojżeszowi, innym prorokom, czy kiedy rzekomo "natchnął" autorów do spisania Jego Słowa były lub są prawdziwe? Wątpliwość pada na wszystko, co się na tym opiera: Szabat, odpoczynek siódmego dnia, moralne konsekwencje grzechu, a nawet potrzeba zbawienia.

A jeśli to wszystko było tylko błędnym rozumieniem świata przez starożytnych ludzi, to na jakiej podstawie uznać Biblię za objawienie, a nie po prostu zbiór dawnych mitów? Wtedy chrześcijaństwo traci swoje zakorzenienie w historii zbawienia – bo nie opiera się już na prawdziwym objawieniu Boga, ale na ludzkich domysłach sprzed tysięcy lat.

I co wtedy z samym Jezusem? Czy mówimy jeszcze o chrześcijaństwie, jakiego On nauczał – opartym na Piśmie? Przecież sam Jezus odwoływał się do Pisma Mojżeszowego niemal na każdej stronie Ewangelii – frazy typu „Pismo mówi”, „czy nie czytaliście?”, „jest napisane” pojawiają się setki razy. Jeśli Pismo, na które się powoływał, miało być błędne i przestarzałe, bo jest "udowodnione naukowo", że to jakieś mity starożytnych niedokształconych ludzi, to na jakiej podstawie ufać temu, czego On nauczał? Skąd mieć pewność, że On sam nie głosił tylko interpretacji błędnego tekstu?

Wtedy chrześcijaństwo staje się konstrukcją opartą na błędnych fundamentach.


I tylko wtedy zostaje nam tworzyć własne wizje Boga na podstawie zmiennych teorii naukowych, które przecież co dekadę się zmieniają. Ale czy naprawdę chcemy budować wieczną wiarę na tym, co nietrwałe?

Nieziem
Posty: 1734
Rejestracja: 25 sty 2021, 23:47

Re: Biblia kontra nauka ....

Post autor: Nieziem »

Przeemek pisze: ↑
15 maja 2025, 13:41
.... Piszesz, że Adam po wygnaniu z Edenu „zaczął podlegać prawom tego świata”, jakby były one czymś odrębnym od Bożego porządku. Ale przecież — z perspektywy teologicznej — Bóg jest Stwórcą zarówno Edenu, jak i całego kosmosu, więc nie możemy logicznie oddzielać „praw tego świata” od „praw Bożych”.

I pomyśl – to trochę tak, jakby ktoś twierdził, że gdyby poleciał rakietą na Księżyc, to Boże prawo moralne go tam już nie obowiązuje, bo to nie Eden. To absurd. Nie można wyjść poza moralny autorytet Boga tylko dlatego, że zmienia się miejsce przebywania. Grzech pozostaje grzechem, niezależnie od współrzędnych geograficznych (czy kosmicznych). Bóg jest Stwórcą zarówno Edenu, jak i całego stworzenia, więc nie możemy mówić, że poza Edenem obowiązywały jakieś inne „nie-Boże” prawa.

Śmierć fizyczna, cierpienie, rozpad – to nie jakieś obce siły, którym Adam został poddany poza Edenem. To wszystko są elementy stworzonego przez Boga świata, który po grzechu stał się areną walki duchowej, a nie rajem. Dlatego wynika z tego, że śmierć fizyczna nie była tylko „konsekwencją wejścia w inny porządek”, ale częścią Bożego działania wobec grzechu – czy to jako kary, czy konsekwencji, czy też może jednego i drugiego.

Rozdzielanie praw rządzących Edenem i resztą świata może być obrazowe, ale nie może prowadzić do wniosku, że gdzieś działały prawa „nie od Boga” – bo przecież „wszystko przez Niego się stało” (J 1:3).
Ogród w Eden, jak sama nazwa wskazuje, to przestrzeń wydzielona, odgrodzona od rzeczywistości zewnętrznej. Adam tam był na początku umieszczony. Pan Jezus tam nas chce z powrotem zabrać.
Bog stworzył Świat i wydzielił Ogród ale dla człowieka przewidział to drugie. W tym pierwszym jesteśmy poza planem
nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata.
Świat nie jest zły, a prawa w nim rządzące są dobre. Niewłaściwa jest obecność człowieka w tym świecie.

Nieziem
Posty: 1734
Rejestracja: 25 sty 2021, 23:47

Re: Biblia kontra nauka ....

Post autor: Nieziem »

Przeemek pisze: ↑
15 maja 2025, 13:41
Zauważ, że "prochem jesteś i w proch się obrócisz" zostało wypowiedziane przed wygnaniem z Edenu.....

Twój pogląd, że fizyczne umieranie zaczęło się dopiero poza Edenem, ignoruje kluczowy werset – Genesis 3:22-24. Bóg mówi: „Niechaj teraz nie wyciągnie ręki, aby zerwać owoc z drzewa życia i żyć na wieki”, i wydala Adama, by uniemożliwić dostęp do Drzewa Życia. Wniosek? Śmierć fizyczna nie była „naturalna”, ale pojawiła się jako realny skutek grzechu – człowiek odciął się od Życia. Utrata nieśmiertelności to nie wynik zmiany lokalizacji, ale duchowego stanu.

Jak podkreśla Gadsby (Creation, 1985), Drzewo Życia też symbolizowało Boże błogosławieństwo wiecznego życia, dostępne przy posłuszeństwie. Po grzechu utrata dostępu do niego zapoczątkowała śmiertelność – już w Edenie, nie dopiero po wygnaniu. Genesis 3:19 („w proch się obrócisz”) potwierdza, że proces umierania fizycznego zaczął się w chwili grzechu, gdy Adam stał się śmiertelny.

Twoje twierdzenie, że w Edenie Adam nie doświadczyłby śmierci fizycznej, jest słuszne, ale tylko dlatego, że Drzewo Życia podtrzymywałoby jego życie (Rdz 3:22). Po grzechu Bóg odciął dostęp do tego źródła, co oznacza, że śmiertelność fizyczna stała się rzeczywistością natychmiast – nie poza Edenem. Twoje rozdzielanie śmierci duchowej (w Edenie) i fizycznej (po wygnaniu) nie znajduje oparcia w tekście, który łączy oba skutki z momentem grzechu (Rz 5:12). Przywołanie Kaznodziei („człowiek nie ma przewagi nad zwierzęciem”) dotyczy skutków grzechu, ale nie dowodzi, że śmiertelność zaczęła się później.

Dobrze to można zobrazować analogą, że wieczne życie w stanie grzechu – to coś w rodzju życia wiecznego jak „zombie” – byłoby przekleństwem, fizycznie byśmy się rozpadali i starzeli - a Drzewo życia nie dało by nam umrzeć - a duchowo - oznaczałoby wieczną separację od Boga, podobną do stanu diabła. Dlatego Bóg, w miłosierdziu, zabronił dostępu do Drzewa Życia - właśnie abyśmy uniknęli takiego stanu "Zombi" fizycznie......... Śmierć fizyczna, jako proces (starzenie, obumieranie komórek), zaczęła się w Edenie, gdy grzech zerwał relację z Bogiem i odciął Adama od źródła życia. To spójne z biblijną narracją i Twoją analogią o „upadłej naturze”.

Genesis 3:22-24 i Rzymian 5:12 pokazują, że grzech Adama w Edenie przyniósł śmierć duchową i zapoczątkował fizyczną śmiertelność przez utratę Drzewa Życia. Twoje rozdzielanie tych skutków na „Eden” i „poza Eden” jest niebiblijne. Zachęcam do analizy Genesis 3:19 w świetle Gadsby’ego, który podkreśla rolę Drzewa Życia w tej spójnej teologii.
Eden to nie jest faktyczne miejsce ale jest to stan świadomości. Obrazowo ujmując napiszę, że śmierć duchowa to jest właśnie utrata swojej duchowej świadomości, nie całkowita, bo nie byłoby opcji powrotu, ale w stopniu tak znaczącym, że życie człowieka odtąd było bardziej podobne do życia zwierząt czyli istot biologicznych niż do duchowych istot Bożych.

Porównanie do zombies jest wyjątkowo karkołomne bo sugeruje, że człowiek pozostając w Raju i mając wciąż dostęp do drzewa życia by nie umierał ale nadal się starzał i chorował. Naprawdę widzisz w Ogrodzie Bożym miejsce na starzenie się i cierpienie?
Skąd to wziąłeś? Z jakiegoś thrillera chyba, bo w Piśmie ja nic takiego nie wyczytałem. I jeszcze ten wniosek, że wygnanie z Raju to przejaw Bożego miłosierdzia. To co, powinniśmy być za to Bogu wdzięczni? Najpierw uratował ludzkość wyganiając z Ogrodu, a następnie uratował po raz drugi, pozwalając zabić swojego jednorodzonego Syna by w ten sposób z powrotem do Ogrodu przyprowadzić. Czy tak?

Awatar użytkownika
booris
Posty: 4220
Rejestracja: 17 kwie 2015, 15:07
Lokalizacja: Amsterdam,Londyn,Barcelona

Re: Biblia kontra nauka ....

Post autor: booris »

Nieziem pisze:To co, powinniśmy być za to Bogu wdzięczni? Najpierw uratował ludzkość wyganiając z Ogrodu, a następnie uratował po raz drugi, pozwalając zabić swojego jednorodzonego Syna by w ten sposób z powrotem do Ogrodu przyprowadzić. Czy tak?
Zabicie jednorodzonego to byl trzeci raz.Za drugim razem ludzkosc zostala uratowana potopem.

Przeemek
Posty: 107
Rejestracja: 16 kwie 2025, 14:54

Re: Biblia kontra nauka ....

Post autor: Przeemek »

Nieziem pisze: ↑
16 maja 2025, 22:19
Ogród w Eden, jak sama nazwa wskazuje, to przestrzeń wydzielona, odgrodzona od rzeczywistości zewnętrznej. Adam tam był na początku umieszczony. Pan Jezus tam nas chce z powrotem zabrać.
Bog stworzył Świat i wydzielił Ogród ale dla człowieka przewidział to drugie. W tym pierwszym jesteśmy poza planem
nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata.
Świat nie jest zły, a prawa w nim rządzące są dobre. Niewłaściwa jest obecność człowieka w tym świecie.
Nieziem, trudno mi przyjąć Twoje podejście, bo opierasz się na spekulacjach, które nie mają jasnego oparcia w Biblii. Piszesz, że Ogród Eden to „przestrzeń wydzielona, odgrodzona od rzeczywistości zewnętrznej”, a świat poza nim działa na innych zasadach, gdzie człowiek rzekomo „nie powinien być”.

Ale Pismo nie wspiera takiego podziału. Nawet gdybyś Akt Stworzenia chciał całkowicie alegoryzować, to W Rdz 2,8 czytamy: „PAN Bóg zasadził ogród w Edenie, na wschodzie, i umieścił tam człowieka, którego ukształtował.” Wschód to nie jest jakaś "rzecywistośc zewnętrzna..", ale część tej samej całości. Eden jest częścią stworzonego świata, nie osobną rzeczywistością „poza” nim – „na wschodzie” wskazuje na geograficzne położenie w ramach ziemi, a nie na jakąś metafizyczną enklawę (Rdz 2,4-5). Cały świat, włącznie z Edenem, został stworzony przez Boga i nazwany „bardzo dobrym” (Rdz 1,31). Skąd więc pomysł, że świat poza Edenem to „nieplanowane” miejsce dla człowieka?


Twierdzisz, że „prawa rządzące światem są dobre”, ale obecność człowieka w nim jest „niewłaściwa”. To sprzeczne z Pismem - więc skąd ten pomysł?, bo Bóg stworzył człowieka, by „czynił sobie ziemię poddaną” (Rdz 1,28), a nie tylko by mieszkał w Edenie. Grzech Adama nie przeniósł go do „obcego” świata z „nie-Boższymi” prawami – ale zmienił warunki życia w tym samym świecie, wprowadzając śmierć i cierpienie jako skutek nieposłuszeństwa (Rdz 3,17-19; Rz 5,12). Twoje rozdzielanie Edenu od reszty stworzenia sugeruje, że Bóg stworzył dwa różne porządki, ale J 1,3 mówi jasno: „Wszystko przez Niego się stało” – nie ma praw „poza” Bogiem.

Twoja myśl, że Jezus chce nas „zabrać z powrotem do Ogrodu”, jest obrazowa, ale nie możesz na niej budować tezy, że świat poza Edenem to jakieś „nie-Boże” miejsce. Jezus mówi, że Jego uczniowie „nie są ze świata” (J 17,16), ale to metafora o oddzieleniu od grzesznej mentalności, a nie o fizycznym świecie jako „niewłaściwym”. Pismo zapowiada nowe niebo i nową ziemię (Obj 21,1), gdzie cały świat, nie tylko Eden, będzie odnowiony.

Twoje wnioski brzmią jak filozoficzne domysły, a nie biblijna narracja. Proszę, oprzyj się na tekście Pisma, bo takie rozdzielanie świata od Edenu prowadzi do przekręcania Bożego planu stworzenia i odkupienia.
Nieziem pisze: ↑
16 maja 2025, 23:10
Eden to nie jest faktyczne miejsce ale jest to stan świadomości. Obrazowo ujmując napiszę, że śmierć duchowa to jest właśnie utrata swojej duchowej świadomości, nie całkowita, bo nie byłoby opcji powrotu, ale w stopniu tak znaczącym, że życie człowieka odtąd było bardziej podobne do życia zwierząt czyli istot biologicznych niż do duchowych istot Bożych.

Porównanie do zombies jest wyjątkowo karkołomne bo sugeruje, że człowiek pozostając w Raju i mając wciąż dostęp do drzewa życia by nie umierał ale nadal się starzał i chorował. Naprawdę widzisz w Ogrodzie Bożym miejsce na starzenie się i cierpienie?
Skąd to wziąłeś? Z jakiegoś thrillera chyba, bo w Piśmie ja nic takiego nie wyczytałem. I jeszcze ten wniosek, że wygnanie z Raju to przejaw Bożego miłosierdzia. To co, powinniśmy być za to Bogu wdzięczni? Najpierw uratował ludzkość wyganiając z Ogrodu, a następnie uratował po raz drugi, pozwalając zabić swojego jednorodzonego Syna by w ten sposób z powrotem do Ogrodu przyprowadzić. Czy tak?
Nieziem, Twoje podejście, że Eden to „stan świadomości”, a nie faktyczne miejsce, oraz że śmierć duchowa to „utrata duchowej świadomości”, brzmi jak spekulacja, a nie biblijna narracja. Pismo jasno opisuje Eden jako konkretne miejsce: „PAN Bóg zasadził ogród w Edenie, na wschodzie” (Rdz 2,8), z rzekami i drzewami (Rdz 2,10-14). To nie metafora, tylko część stworzonego świata (Rdz 1,31). Po co umieszczać tyle szczegółów - do których notabene też są odwołania w innych miejscach, u innych proroków jak do relanych miejsc, skoro to tylko metafora stanu świadmości? Żydokowska tradycja - przyjrzyj się egzegezą - tekstów starożytnych tak nie robi....

Twój pogląd, że grzech uczynił życie Adama „podobnym do zwierząt”, pomija, że człowiek, mimo upadku, zachował obraz Boży (Rdz 9,6), choć skażony grzechem. Bóg nie pozbawił człowieka jego godności – nadal nosimy w sobie Jego obraz i podobieństwo. Człowiek wciąż pozostaje kimś, kto „panuje nad ziemią”, a nie jedynie istotą biologiczną.

Co do mojej analogii(nie mówiłem, że cytuję Biblię) z „zombie” – nie twierdzę, że w Edenie byłoby starzenie czy cierpienie. Chodziło mi o to, że wieczne życie w stanie grzechu, z dostępem do Drzewa Życia, byłoby przekleństwem: duchowo oddzielony od Boga (śmierć duchowa), a fizycznie nieśmiertelny, ale w upadłej naturze.
Może inna analogia.... z rośliną - owoc odcięty od korzenia, proces gnicia trwa wiecznie, bo zostaje podtrzymywany z "korzenia"...... ale to stan przekleństwa, zły, niewłaściwy.... takiego Bog nie chciał dla człowieka - stąd wygania go z Edenu.

Pismo mówi, że Bóg odciął Adama od Drzewa Życia, „aby nie żył na wieki” w takim stanie (Rdz 3,22). Wygnanie było miłosierdziem, bo zapobiegło wiecznemu trwaniu w grzechu, a nie „ratowaniem ludzkości” w sensie, który sugerujesz. Bóg nie „zależał” od Drzewa Życia - ono też pełniło też funkcję symboliczną w kontraście do Drzewa Dobra i Zła – ono symbolizowało Jego dar życia wiecznego, dostępny przy posłuszeństwie (por. Obj 2,7).


Twoje zarzuty, że wygnanie i ofiara Jezusa to „dwa ratunki”, mijają się z Pismem. Wygnanie (Rdz 3,24) i śmierć Jezusa (J 3,16) to części jednego planu odkupienia, by przywrócić człowieka do Boga, a nie oddzielne akcje. Śmierć fizyczna zaczęła się w Edenie – „prochem jesteś i w proch się obrócisz” (Rdz 3,19) – przed wygnaniem, gdy grzech zerwał relację z Bogiem i odciął od Drzewa Życia. NT w Rz 5,12 potwierdza: grzech Adama sprowadził śmierć – duchową i fizyczną – od razu, nie „poza Edenem”.

Twierdzenie, że w Edenie nie byłoby cierpienia, jest słuszne, ale tylko przy posłuszeństwie. Grzech zmienił naturę człowieka (ciało, duszę, ducha – 1 Tes 5,23), wprowadzając śmiertelność, co zaczęło się w Edenie, nie po wygnaniu. Proszę, oprzyj się na tekście Biblii, a nie na domysłach o „świadomości” czy „zwierzęcym życiu”, bo one oddalają od spójnej teologii Pisma.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Kreacjonizm vs. ewolucjonizm”