Jezus jest królem, ale nie każdy w to wierzy.
Jak rozumieć ''natchnienie'' w powstawaniu Biblii.
Moderatorzy: Bobo, kansyheniek, booris, Junior Admin, Osoby odpowiedzialne za forum, Moderatorzy
- Queza
- Posty: 7779
- Rejestracja: 30 mar 2012, 17:52
- Lokalizacja: Bieszczady
Re: Jak rozumieć ''natchnienie'' w powstawaniu Biblii.
To niesamowite jak bardzo można się załamać spotykając niewłaściwą osobę, i jak pięknie można rozkwitnąć, gdy spotka się tę właściwą.
Carl Gustaw Jung
Carl Gustaw Jung
- Bobo
- Posty: 17680
- Rejestracja: 03 mar 2007, 17:12
Re: Jak rozumieć ''natchnienie'' w powstawaniu Biblii.
Przecież zaznaczyłem, że Jezus nie był władcą w sensie politycznym i od takiej władzy uciekał.booris pisze:Sam sobie zaprzeczasz.W imieniu Boga rzadzil Izraelem,gdyz uciekl od tego...
Żydzi spodziewali się Mesjasza jako wyzwoliciela Jerozolimy spod jarzma Rzymu itd. Władza Jezusa była jednak innego wymiaru. Tak jak podałem wyżej przykłady.
Oszołomstwu mówię NIE!
- booris
- Posty: 4220
- Rejestracja: 17 kwie 2015, 15:07
- Lokalizacja: Amsterdam,Londyn,Barcelona
Re: Jak rozumieć ''natchnienie'' w powstawaniu Biblii.
Micheasz powiedzial wyraznie,z Betlejem bedzie pochodzil rzadzacy w imieniu Boga wladca Izraela.zgadza sie? Nie ma tam mowy o kims,kto od tej wladzy ucieka,ani czego spodziewali sie Zydzi.Nie ma tez mowy o tym,by ta wladza byla innego wymiaru.Czemu zatem dokladasz Micheaszowi cos,o czym nigdy nie wspomnial? To jest nadinterpretacja,Bobo.Bobo pisze: ↑14 kwie 2026, 22:22Przecież zaznaczyłem, że Jezus nie był władcą w sensie politycznym i od takiej władzy uciekał.booris pisze:Sam sobie zaprzeczasz.W imieniu Boga rzadzil Izraelem,gdyz uciekl od tego...
Żydzi spodziewali się Mesjasza jako wyzwoliciela Jerozolimy spod jarzma Rzymu itd. Władza Jezusa była jednak innego wymiaru. Tak jak podałem wyżej przykłady.
Trzymaj się Ukraino
https://www.youtube.com/watch?v=saEpkcVi1d4
https://www.youtube.com/watch?v=saEpkcVi1d4
- Bobo
- Posty: 17680
- Rejestracja: 03 mar 2007, 17:12
Re: Jak rozumieć ''natchnienie'' w powstawaniu Biblii.
No chyba teraz to Ty wkładasz w usta Micheasza, że miał na myśli władzę polityczną jaką np. miał Herod. Taką miał na myśli Micheasz? Bo widzę, że zarzucając coś mi, możesz podobnie i sobie. Micheasz prorokował, że z Betlejem będzie wywodził się władca w Izraelu. Jezus urodził się w Izraelu i był władcą, ale nie takim jakim chcieli ludzie. Od takiej władzy uciekał.
"A Jezus, wiedząc, że chcą go pochwycić i obwołać królem, oddalił się" (Jana 6:15).
Czy Pan booris jeszcze gdzieś 'widzi' jakąś sprzeczność?
"A Jezus, wiedząc, że chcą go pochwycić i obwołać królem, oddalił się" (Jana 6:15).
Czy Pan booris jeszcze gdzieś 'widzi' jakąś sprzeczność?
Oszołomstwu mówię NIE!
- booris
- Posty: 4220
- Rejestracja: 17 kwie 2015, 15:07
- Lokalizacja: Amsterdam,Londyn,Barcelona
Re: Jak rozumieć ''natchnienie'' w powstawaniu Biblii.
Bobo,nie "wladca w Izraelu" a wladca Izraela.A Jezus od wladania Izraelem uciekl.I tak,jest w tym proroctwie mowa o wladzy politycznej,o wladcy ktory ocali Izrael od najazdu Asyrii.Zreszta znasz te wersy pewnie lepiej niz ja,wiec wiesz o czym mowie.
Trzymaj się Ukraino
https://www.youtube.com/watch?v=saEpkcVi1d4
https://www.youtube.com/watch?v=saEpkcVi1d4
- Bobo
- Posty: 17680
- Rejestracja: 03 mar 2007, 17:12
Re: Jak rozumieć ''natchnienie'' w powstawaniu Biblii.
Zależy jaki przekład czytasz. Zdecydowana większość oddaje W Izraelu. Mniej NAD Izraelem a 'władca Izraela' to w j. polskim tylko Biblia Warszawska oddaje i wg. tekstu oryginalnego najmniej fortunnie.Bobo,nie "wladca w Izraelu" a wladca Izraela.
W tekście hebrajskim w wersecie Micheasza 5:2 występuje sformułowanie „li-hjot moszel be-Jisrael”. Kluczowe jest użycie przyimka „be” (בְּ), który w języku hebrajskim najczęściej oznacza „w” (wewnątrz). Dosłowne tłumaczenie brzmiałoby więc: „być władcą w Izraelu”, choć i poprawne też jest użycie 'nad Izraelem'.
Inna sprawa... proroctwo Micheasza opisuje pojawienie się Mesjasza jako władcę (moszel) a nie króla (melek).
Lud chciał obwołać Jezusa królem (melek). Od tego uciekał. Natomiast był władcą W Izraelu. Bo jak król w Izraelu jest jeden, to władców może być wielu i na różnych płaszczyznach. (porównaj Dzieje 4:5: 'Nazajutrz w Jerozolimie zebrali się razem żydowscy władcy [l.m.] i starsi ludu oraz uczeni w piśmie').
Władza Jezusa nie była więc polityczna/administracyjna ale duchowa.
Najwidoczniej doradcy Heroda nie uznali, że proroctwo z Micheasza zamknęło się na czasach, gdy Izraelowi zagrażała Asyria. Zacytowali to proroctwo w kontekście narodzin Mesjasza w ich czasach, gdy nie trzeba było wyzwalać od Asyrii. Mateusz zresztą też cytował to proroctwo w kontekście Jezusa.I tak,jest w tym proroctwie mowa o wladzy politycznej,o wladcy ktory ocali Izrael od najazdu Asyrii.
Proroctwa często mają podwójne spełnienia.
Oszołomstwu mówię NIE!
- booris
- Posty: 4220
- Rejestracja: 17 kwie 2015, 15:07
- Lokalizacja: Amsterdam,Londyn,Barcelona
Re: Jak rozumieć ''natchnienie'' w powstawaniu Biblii.
Zadnego,Bobo.Zacytowalem to,co napisales i odnioslem sie do Twoich slow.Porownalem tez Dzieje 4:5.Przeklad Nowego Swiata jest jedynym,ktory uzywa slowa "wladcy".Pozostale przeklady mowia o przelozonych i przywodcach,a Biblia Brzeska o ksiazetach.Bobo pisze:Zależy jaki przekład czytasz.
Moga tez sie jeszcze nie spelnic,albo dotyczyc kogos innego.Bobo pisze:Proroctwa często mają podwójne spełnienia.
Trzymaj się Ukraino
https://www.youtube.com/watch?v=saEpkcVi1d4
https://www.youtube.com/watch?v=saEpkcVi1d4
- Bobo
- Posty: 17680
- Rejestracja: 03 mar 2007, 17:12
Re: Jak rozumieć ''natchnienie'' w powstawaniu Biblii.
Chyba wstałeś dzisiaj lewą nogą, co?booris pisze:Zacytowalem to,co napisales
Nie napisałem nigdzie, że Jezus był czy miałby być władcą NAD Izraelem. Konsekwentnie ujmowałem, że W Izraelu
A przywódca nie jest władcą?
Ehhh...
Oszołomstwu mówię NIE!
- booris
- Posty: 4220
- Rejestracja: 17 kwie 2015, 15:07
- Lokalizacja: Amsterdam,Londyn,Barcelona
Re: Jak rozumieć ''natchnienie'' w powstawaniu Biblii.
Tak,masz racje.Niczego nie napisales.A ja zawsze wstaje lewa noga. 
Trzymaj się Ukraino
https://www.youtube.com/watch?v=saEpkcVi1d4
https://www.youtube.com/watch?v=saEpkcVi1d4
- Bobo
- Posty: 17680
- Rejestracja: 03 mar 2007, 17:12
Re: Jak rozumieć ''natchnienie'' w powstawaniu Biblii.
No nie przesadzaj! Jak to NICZEGO nie napisałem... napisałem, ale nie tak, jak ty to przedstawiłeś 
Co do wstawania, przesuń łóżko, może wtedy będziesz prawą nogą...?
Co do wstawania, przesuń łóżko, może wtedy będziesz prawą nogą...?
Oszołomstwu mówię NIE!
- Jędrek Mendrek
- Posty: 221
- Rejestracja: 01 maja 2026, 8:00
Re: Jak rozumieć ''natchnienie'' w powstawaniu Biblii.
Ok, już wiemy jak odpowiedź zredagowała AI. A co osobiście sądzi na ten temat Jędrek?
Ostatnio zmieniony 23 maja 2026, 10:41 przez Jędrek Mendrek, łącznie zmieniany 1 raz.
- Bobo
- Posty: 17680
- Rejestracja: 03 mar 2007, 17:12
Re: Jak rozumieć ''natchnienie'' w powstawaniu Biblii.
Myślę, że uzupełnieniem tego zagadnienia może być tekst pod linkiem:
https://wol.jw.org/pl/wol/d/r5012/lbf-p ... enie&p=par
https://wol.jw.org/pl/wol/d/r5012/lbf-p ... enie&p=par
Oszołomstwu mówię NIE!
- Jędrek Mendrek
- Posty: 221
- Rejestracja: 01 maja 2026, 8:00
Re: Jak rozumieć ''natchnienie'' w powstawaniu Biblii.
Ok, już wiemy jak odpowiedź zredagowała AI. A co osobiście sądzi na ten temat Jędrek?
- Felek
- Posty: 115
- Rejestracja: 10 cze 2026, 7:30
Re: Jak rozumieć ''natchnienie'' w powstawaniu Biblii.
Jak rozumieć natchnienie w powstawaniu Biblii?
Rozpoczęty przez Chryzolita temat „Jak rozumieć natchnienie w powstawaniu Biblii?” nieuchronnie wchodzi na teren minowy: czy jeśli Biblia jest „Słowem Bożym”, to musi być nieomylna w sensie podręcznikowym, a najlepiej jeszcze zgodna z najnowszym wydaniem encyklopedii fizyki?
Na wstępie wypada odnotować rzecz banalną, a jednak wciąż przez wielu pomijaną: język Biblii nie jest językiem laboratorium. To nie jest raport z CERN-u ani instrukcja obsługi Wszechświata. To tekst utkany z metafor, obrazów, poetyckich skrótów, symboli i narracji, które - o zgrozo - czasem chcą coś znaczyć, a nie tylko opisywać. Z tej prostej przyczyny tylko zwolennik skrajnego literalizmu będzie próbował mierzyć psalmy suwmiarką, a przypowieści kalibrować spektrometrem.
Podobny problem dotyczy opisów cudów i zjawisk nadprzyrodzonych. Tu wkraczamy w klasyczny błąd kategorii: próby zestawiania porządków poznawczych, które nie zostały stworzone po to, by się spotykać przy jednym stoliku. Nauki ścisłe zajmują się światem materialnym i metodą empiryczną, natomiast metafizyka, teologia i filozofia - jeśli w ogóle mają sens - zajmują się tym, co nie mieści się w probówce. Próbując jedne pytania rozwiązywać narzędziami drugich, otrzymujemy nie tyle odpowiedzi, co intelektualny hałas.
Z tego wynika dość praktyczny wniosek: w dyskusjach biblijnych sensownie można rozważać tylko te elementy, które dotyczą świata materialnego i mogą być z nim konfrontowane. Przykładowo — pytanie o „odpoczynek Boga” po stworzeniu świata nabiera sensu dopiero wtedy, gdy uświadomimy sobie, że mówimy o języku narracyjnym, a nie o kosmicznym zmęczeniu Absolutu po nadgodzinach. W dodatku czy można mówić o „odpoczynku Boga” po stworzeniu świata, skoro zarówno materia, jak i życie nieustannie podlegają procesom przemian i ewolucji?
Na podobnej zasadzie należy spojrzeć na zagadnienia biologiczne pojawiające się w tekście. Nauka jest tu dość zgodna: żeński układ rozrodczy jest przystosowany do poczęcia, rozwoju i urodzenia potomstwa. Niezależnie od stanu zdrowia dziecka, efekt ciąży pozostaje ten sam — nowy organizm ludzki. Jednocześnie biologiczne „ograniczenia konstrukcyjne” człowieka są również faktem: wzrost mózgu i czaszki niemowlęcia nie jest w pełni zsynchronizowany z budową miednicy kobiety. Skutek tego kompromisu ewolucyjnego jest znany — poród u ludzi bywa trudny i ryzykowny, bardziej niż u wielu innych gatunków. Nie trzeba do tego dopisywać teologii bólu, choć historia interpretacji jest bogata.
Kolejnym wątkiem, który nieuchronnie się pojawia, jest zestawienie Szema Israel z prologiem Ewangelii Jana, gdzie Logos istnieje „u Boga” i zarazem zostaje nazwany Bogiem. Tu wchodzimy w obszar, w którym język przestaje być jednoznaczny, a zaczyna operować napięciami pojęć, które nie mieszczą się w prostych równaniach logicznych. Monoteizm hebrajski i teologia Janowa nie są tym samym językiem opisu - nawet jeśli mówią o tym samym Bogu.
I wreszcie pytanie, które zawsze wraca jak bumerang: w jakim stopniu archeologia potwierdza Biblię?
Odpowiedź, jeśli ma być uczciwa, jest mniej efektowna niż chciałoby się apologetom i sceptykom jednocześnie. Archeologia nie potwierdza wszystkiego — zwłaszcza tego, co z definicji wykracza poza empirię, czyli cudów i wydarzeń nadprzyrodzonych. Ale też nie obala wszystkiego, jakby czasem sugerowali bardziej gorliwi krytycy.
Przeciwnie: dostarcza bardzo istotnych korekt i potwierdzeń tła historycznego. Potwierdzono istnienie wielu postaci i instytucji znanych z tekstów biblijnych — jak król Dawid, Ezechiasz czy Poncjusz Piłat. Odkrycia potwierdzają realność takich miejsc jak Jerozolima, Samaria czy Babilon. Zgodne są także szerokie ramy historyczne, jak niewola babilońska czy ekspansja imperiów starożytnych.
Jednocześnie im dalej w starożytność, tym gęstsza mgła. Patriarchowie - Abraham, Izaak, Jakub - pozostają poza zasięgiem jednoznacznej weryfikacji archeologicznej. Podobnie exodus z Egiptu czy zdobycie Jerycha w tradycyjnej formie chronologicznej budzą poważne dyskusje, bo materiał empiryczny nie układa się w prostą ilustrację narracji biblijnej.
Nowy Testament wypada w tym sensie „lepiej udokumentowany”: archeologia potwierdza wiele realiów geograficznych i społecznych Palestyny I wieku. Większość badaczy uznaje też historyczność Jezusa jako postaci. Ale tu kończy się zakres kompetencji archeologii - nie przeprowadzi ona bowiem testu na zmartwychwstanie, bo nie dysponuje aparaturą do badania transcendencji.
Wniosek końcowy jest dość mało sensacyjny, choć dla niektórych rozczarowujący: archeologia nie jest ani kluczem, który „udowadnia Biblię”, ani młotem, który ją obala. Jest raczej narzędziem rekonstrukcji świata, w którym Biblia powstawała. A więc nie konkurentem, lecz korelatem - o ile nie próbujemy z niej zrobić teologii ani z teologii archeologii.
I może w tym właśnie tkwi problem całej dyskusji: że zbyt często chcemy, by jeden język powiedział wszystko. A każdy - Biblia, nauka, historia - mówi tylko to, co potrafi powiedzieć w swoim własnym porządku.
Rozpoczęty przez Chryzolita temat „Jak rozumieć natchnienie w powstawaniu Biblii?” nieuchronnie wchodzi na teren minowy: czy jeśli Biblia jest „Słowem Bożym”, to musi być nieomylna w sensie podręcznikowym, a najlepiej jeszcze zgodna z najnowszym wydaniem encyklopedii fizyki?
Na wstępie wypada odnotować rzecz banalną, a jednak wciąż przez wielu pomijaną: język Biblii nie jest językiem laboratorium. To nie jest raport z CERN-u ani instrukcja obsługi Wszechświata. To tekst utkany z metafor, obrazów, poetyckich skrótów, symboli i narracji, które - o zgrozo - czasem chcą coś znaczyć, a nie tylko opisywać. Z tej prostej przyczyny tylko zwolennik skrajnego literalizmu będzie próbował mierzyć psalmy suwmiarką, a przypowieści kalibrować spektrometrem.
Podobny problem dotyczy opisów cudów i zjawisk nadprzyrodzonych. Tu wkraczamy w klasyczny błąd kategorii: próby zestawiania porządków poznawczych, które nie zostały stworzone po to, by się spotykać przy jednym stoliku. Nauki ścisłe zajmują się światem materialnym i metodą empiryczną, natomiast metafizyka, teologia i filozofia - jeśli w ogóle mają sens - zajmują się tym, co nie mieści się w probówce. Próbując jedne pytania rozwiązywać narzędziami drugich, otrzymujemy nie tyle odpowiedzi, co intelektualny hałas.
Z tego wynika dość praktyczny wniosek: w dyskusjach biblijnych sensownie można rozważać tylko te elementy, które dotyczą świata materialnego i mogą być z nim konfrontowane. Przykładowo — pytanie o „odpoczynek Boga” po stworzeniu świata nabiera sensu dopiero wtedy, gdy uświadomimy sobie, że mówimy o języku narracyjnym, a nie o kosmicznym zmęczeniu Absolutu po nadgodzinach. W dodatku czy można mówić o „odpoczynku Boga” po stworzeniu świata, skoro zarówno materia, jak i życie nieustannie podlegają procesom przemian i ewolucji?
Na podobnej zasadzie należy spojrzeć na zagadnienia biologiczne pojawiające się w tekście. Nauka jest tu dość zgodna: żeński układ rozrodczy jest przystosowany do poczęcia, rozwoju i urodzenia potomstwa. Niezależnie od stanu zdrowia dziecka, efekt ciąży pozostaje ten sam — nowy organizm ludzki. Jednocześnie biologiczne „ograniczenia konstrukcyjne” człowieka są również faktem: wzrost mózgu i czaszki niemowlęcia nie jest w pełni zsynchronizowany z budową miednicy kobiety. Skutek tego kompromisu ewolucyjnego jest znany — poród u ludzi bywa trudny i ryzykowny, bardziej niż u wielu innych gatunków. Nie trzeba do tego dopisywać teologii bólu, choć historia interpretacji jest bogata.
Kolejnym wątkiem, który nieuchronnie się pojawia, jest zestawienie Szema Israel z prologiem Ewangelii Jana, gdzie Logos istnieje „u Boga” i zarazem zostaje nazwany Bogiem. Tu wchodzimy w obszar, w którym język przestaje być jednoznaczny, a zaczyna operować napięciami pojęć, które nie mieszczą się w prostych równaniach logicznych. Monoteizm hebrajski i teologia Janowa nie są tym samym językiem opisu - nawet jeśli mówią o tym samym Bogu.
I wreszcie pytanie, które zawsze wraca jak bumerang: w jakim stopniu archeologia potwierdza Biblię?
Odpowiedź, jeśli ma być uczciwa, jest mniej efektowna niż chciałoby się apologetom i sceptykom jednocześnie. Archeologia nie potwierdza wszystkiego — zwłaszcza tego, co z definicji wykracza poza empirię, czyli cudów i wydarzeń nadprzyrodzonych. Ale też nie obala wszystkiego, jakby czasem sugerowali bardziej gorliwi krytycy.
Przeciwnie: dostarcza bardzo istotnych korekt i potwierdzeń tła historycznego. Potwierdzono istnienie wielu postaci i instytucji znanych z tekstów biblijnych — jak król Dawid, Ezechiasz czy Poncjusz Piłat. Odkrycia potwierdzają realność takich miejsc jak Jerozolima, Samaria czy Babilon. Zgodne są także szerokie ramy historyczne, jak niewola babilońska czy ekspansja imperiów starożytnych.
Jednocześnie im dalej w starożytność, tym gęstsza mgła. Patriarchowie - Abraham, Izaak, Jakub - pozostają poza zasięgiem jednoznacznej weryfikacji archeologicznej. Podobnie exodus z Egiptu czy zdobycie Jerycha w tradycyjnej formie chronologicznej budzą poważne dyskusje, bo materiał empiryczny nie układa się w prostą ilustrację narracji biblijnej.
Nowy Testament wypada w tym sensie „lepiej udokumentowany”: archeologia potwierdza wiele realiów geograficznych i społecznych Palestyny I wieku. Większość badaczy uznaje też historyczność Jezusa jako postaci. Ale tu kończy się zakres kompetencji archeologii - nie przeprowadzi ona bowiem testu na zmartwychwstanie, bo nie dysponuje aparaturą do badania transcendencji.
Wniosek końcowy jest dość mało sensacyjny, choć dla niektórych rozczarowujący: archeologia nie jest ani kluczem, który „udowadnia Biblię”, ani młotem, który ją obala. Jest raczej narzędziem rekonstrukcji świata, w którym Biblia powstawała. A więc nie konkurentem, lecz korelatem - o ile nie próbujemy z niej zrobić teologii ani z teologii archeologii.
I może w tym właśnie tkwi problem całej dyskusji: że zbyt często chcemy, by jeden język powiedział wszystko. A każdy - Biblia, nauka, historia - mówi tylko to, co potrafi powiedzieć w swoim własnym porządku.