Do Świętego Mikołaja codziennie wpływają setki listów, od dzieci z całego świata.
Czy Święty Mikołaj czyta osobiście wszystkie listy ? Oczywiście że nie, bo byłoby to fizycznie niemożliwe.
W dodatku listy sporządzone są w różnych językach, a Św. Mikołaj nie zna wszystkich języków.
Święty Mikołaj ma sztab elfów, które znają różne języki i to one zajmują się czytaniem korespondencji.
Elfy podlegają Sekretarzowi Św. Mikołaja i jemu składają sprawozdanie z wykonanej pracy.
Czyli - tak naprawdę to od elfów zależy czy sekretarz św. Mikołaja dowie się o treści listu.
Z kolei od Sekretarza zależy czy przekaże treść listu Św. Mikołajowi.
No i wtedy Św. Mikołaj decyduje czy dać dziecku prezent, bo listy dotyczą prawie wyłącznie prezentów.
Ale z prezentami jest taki problem, że kosztują, a zasoby finansowe Św. Mikołaja nie są nieskończone, bo ma wydatki, np. na utrzymywanie elfów zajmujących się propagowaniem idei Św. Mikołaja w Afryce.
No i powiedzmy, że do Św. Mikołaja wpływa list od firmy Koka-Kola, która pisze, że chętnie ofiaruje milion srebrników rocznie za to, żeby Św. Mikołaj zgodził się występować w reklamach firmy.
Św. Mikołaj nie pije Koka-Koli, bo woli wino Prałat, w dodatku słyszał, że prezes Koka-Koli nie wierzy w Św. Mikołaja i jakoś dziwnie patrzy na elfy.
No ale milion srebrników to milion srebrników, byłoby na utrzymanie elfów w Afryce przez parę lat, starczyłoby też na sianko dla reniferów, a i na prezenty dla biednych dzieci by zostało.
Św. Mikołaj decyduje, że wystąpi w reklamach Koka-Koli, przez okres 5 lat.
Rok później Św. Mikołaj otrzymuje list, że Koka-Kola jest trująca, prezes gwałci elfy, a do produkcji butelek używają składników wydobywanych w kopalniach zatrudniających dzieci.
No ale podpisał kontrakt na 5 lat i dostał już milion srebrników, dzięki którym mógł uszczęśliwić 10 000 biednych dzieci w Somalii.
Św. Mikołaj woła Sekretarza i nakazuje mu zbadanie zarzutów wobec firmy Koka-Kola.
...
Sekretarz wezwał elfa, który zajmował się negocjacjami kontraktu z Koka-Kolą i polecił mu wyjaśnić zarzuty.
Elf trochę się zmartwił, gdyż podczas negocjacji otrzymał od Koka-Koli kopertę, na pokrycie różnych wydatków i pokrył te wydatki, i nic już nie zostało.
Ale zajął się tematem i ustalił, że:
- Koka-Kola jest trująca, ale tylko jak się za dużo wypije,
- były jakieś pogłoski, że prezes molestuje elfy, ale tak naprawdę to nikt oficjalnie nie wyszedł z oskarżeniami
- składniki do produkcji butelek faktycznie są wydobywane w kopalniach zatrudniających dzieci, ale żadne dziecko nie skarżyło się na warunki pracy
A dodatkowo okazało się, że Koka-Kola chętnie ufunduje dom opieki w Rabie Wyżnej i pomnik Św. Mikołaja w Wadowicach.
Ustalenia zostały sumiennie przekazane Sekretarzowi, który udał się do Św. Mikołaja i powiedział mu, że:
- Nie ma dowodów jakoby umiarkowane spożywanie Koka-Koli było szkodliwe
- Zarzuty wobec prezesa to plotki, rozsiewane przez konkurencję, czyli przez Bebsi-Kolę,
- Dzieci pracują w kopalniach, ale nie narzekają, poza tym dzięki tej pracy pomagają w utrzymaniu rodzin
- Koka-Kola jest chętna do wspierania dzieł miłosierdzia, realizowanych przez Św. Mikołaja
To uspokoiło Św. Mikołaja i postanowił kontynuować współpracę z Koka-Kolą.
Tyle
