Dlaczego Noe przeklął swojego wnuka, a nie syna Chama
Moderatorzy: Bobo, kansyheniek, booris, Junior Admin, Osoby odpowiedzialne za forum, Moderatorzy
-
Angela102
- Posty: 39
- Rejestracja: 11 gru 2017, 18:00
- Lokalizacja: Gorzów Wlkp.
- Kontakt:
Dlaczego Noe przeklął swojego wnuka, a nie syna Chama
Bardzo wiele osób uważa, że Noe przeklął swojego wnuka, za to, że jego syn Cham (syn Noego) go podglądał.
Pismo Święte jednak mówi o czymś zupełnie innym.
To jest króciutki filmik, który pokazuje na podstawie samego Słowa Bożego o co tak naprawdę chodziło.
Dlaczego Noe nie przeklął swojego syna za to co mu zrobił tylko wnuka?
Co za Cham! Rdz. 9:20-27 - YouTube: Dziennik Jutra
Pismo Święte jednak mówi o czymś zupełnie innym.
To jest króciutki filmik, który pokazuje na podstawie samego Słowa Bożego o co tak naprawdę chodziło.
Dlaczego Noe nie przeklął swojego syna za to co mu zrobił tylko wnuka?
Co za Cham! Rdz. 9:20-27 - YouTube: Dziennik Jutra
-
Albertus
- Posty: 3080
- Rejestracja: 22 wrz 2007, 13:37
Re: Dlaczego Noe przeklął swojego wnuka, a nie syna Chama
W tradycji żydowskiej jest też inne wyjaśnienie.Angela102 pisze:Bardzo wiele osób uważa, że Noe przeklął swojego wnuka, za to, że jego syn Cham (syn Noego) go podglądał.
Pismo Święte jednak mówi o czymś zupełnie innym.
To jest króciutki filmik, który pokazuje na podstawie samego Słowa Bożego o co tak naprawdę chodziło.
Dlaczego Noe nie przeklął swojego syna za to co mu zrobił tylko wnuka?
Co za Cham! Rdz. 9:20-27 - YouTube: Dziennik Jutra
Mówi ono o tym że Kanaan złośliwie pozbawił męskości swojego zamroczonego dziadka.
Za tym wyjaśnieniem przemawia fakt że Noe nie miał już więcej dzieci poza swoimi trzema synami
-
Angela102
- Posty: 39
- Rejestracja: 11 gru 2017, 18:00
- Lokalizacja: Gorzów Wlkp.
- Kontakt:
Re: Dlaczego Noe przeklął swojego wnuka, a nie syna Chama
Tak, mnie jednak interesuje tylko to co mówi Pismo Święte.Albertus pisze: W tradycji żydowskiej jest też inne wyjaśnienie.
Mówi ono o tym że Kanaan złośliwie pozbawił męskości swojego zamroczonego dziadka.
Za tym wyjaśnieniem przemawia fakt że Noe nie miał już więcej dzieci poza swoimi trzema synami
To co Bóg chciał nam przekazać jest w Biblii. On strzeże swoich słów.
Jezus faryzeuszom powiedział, że dla swojej tradycji unieważnili słowo Boże.
Ja opieram się tylko na Nim, na Słowie Bożym.
Wyjaśnienia zawsze szukam w tekście biblijnym
-
Albertus
- Posty: 3080
- Rejestracja: 22 wrz 2007, 13:37
Re: Dlaczego Noe przeklął swojego wnuka, a nie syna Chama
Wyjaśnienie przekleństwa Kanaana które podałaś wcale nie wynika wprost i w sposób oczywisty z tekstu biblijnego ale jest kwestią interpretacji lingwistycznych.Angela102 pisze:Tak, mnie jednak interesuje tylko to co mówi Pismo Święte.Albertus pisze: W tradycji żydowskiej jest też inne wyjaśnienie.
Mówi ono o tym że Kanaan złośliwie pozbawił męskości swojego zamroczonego dziadka.
Za tym wyjaśnieniem przemawia fakt że Noe nie miał już więcej dzieci poza swoimi trzema synami
To co Bóg chciał nam przekazać jest w Biblii. On strzeże swoich słów.
Jezus faryzeuszom powiedział, że dla swojej tradycji unieważnili słowo Boże.
Ja opieram się tylko na Nim, na Słowie Bożym.
Wyjaśnienia zawsze szukam w tekście biblijnym![]()
![]()
Gdyby było to oczywiste i wynikało wprost z tekstu biblijnego to nie byłoby różnic zdań jakie są nie tylko wśród chrześcijan ale i wśród żydów.
Są natomiast pewne przesłanki w biblii przemawiające za wyjaśnieniem które podałaś i są pewne przesłanki w biblii za wyjaśnieniem jakie ja podałem
Nie jest to zresztą specjalnie istotne dla mnie i wcale nie mam pewności które wyjaśnienie jest prawdziwe
Ale mam inne pytanie związane z tym co napisałaś:
Jeśli opierasz się tylko na Biblii to skąd wiesz że Biblia w takim a nie innym składzie jest natchnionym słowem Bożym?
Na przykład to że apokalipsa i list ś Jakuba są częścią Biblii?
Skąd wiesz że tak jest skoro rzekomo opierasz się tylko na Biblii
-
Angela102
- Posty: 39
- Rejestracja: 11 gru 2017, 18:00
- Lokalizacja: Gorzów Wlkp.
- Kontakt:
Re: Dlaczego Noe przeklął swojego wnuka, a nie syna Chama
1. Pismo Święte skierowane jest do nas, ale nie było spisane dla nas.Albertus pisze:
Wyjaśnienie przekleństwa Kanaana które podałaś wcale nie wynika wprost i w sposób oczywisty z tekstu biblijnego ale jest kwestią interpretacji lingwistycznych.
Gdyby było to oczywiste i wynikało wprost z tekstu biblijnego to nie byłoby różnic zdań jakie są nie tylko wśród chrześcijan ale i wśród żydów.
Są natomiast pewne przesłanki w biblii przemawiające za wyjaśnieniem które podałaś i są pewne przesłanki w biblii za wyjaśnieniem jakie ja podałem
Nie jest to zresztą specjalnie istotne dla mnie i wcale nie mam pewności które wyjaśnienie jest prawdziwe
Ale mam inne pytanie związane z tym co napisałaś:
Jeśli opierasz się tylko na Biblii to skąd wiesz że Biblia w takim a nie innym składzie jest natchnionym słowem Bożym?
Na przykład to że apokalipsa i list ś Jakuba są częścią Biblii?
Skąd wiesz że tak jest skoro rzekomo opierasz się tylko na Biblii
Było spisane dla ludzi, którzy żyli współcześnie z hagiografami.
Zatem aby zrozumieć teks musimy szukać kontekstu oraz znaczenia poszczególnych wyrazów lub całych zdań w innych biblijnych księgach.
To daje nam wysokie prawdopodobieństwo poprawnego odczytania ich znaczenia.
Literatura talmudyczna może być dalszym sitz im leben, ale nie musi.
2. Biblijna historia od Księgi Rodzaju do Apokalipsy jest spójna, w przeciwieństwie do ksiąg apokryficznych czy pseudoepigrafów.
Również dalszy kontekst jak choćby historyczne dzieła Józefa Flawiusza podkreślają co obejmował kanon hebrajski.
3. Jezus uznawał kanon hebrajski: Łk 24:44
4. Wczesny Kościół akceptował kanon hebrajski (list świąteczny XXXIX biskupa Atanazjusza z Aleksandrii z 367r.)
5. Jeśli chodzi o kanon NT to dla wszystkich chrześcijan z tamtego okresu i współcześnie było jasne, że tylko księgi, które tworzą kanon NT są ze sobą spójne. (Wystarczy przeczytać tylko treść ewangelii uznanych za apokryficzne).
6. Archeologia potwierdza informacje zawarte w kanonicznych księgach biblijnych jak choćby niedawno odkryta pieczęć króla Chiskiasza, ossuarium Jakuba brata Pańskiego oraz wiele innych.
7. Jakakolwiek próba ustalenia kanonu jest bezsensowna i bezcelowa, bez uznania obok ludzkiego również boskiego autorstwa Pisma.
Bez boskiego autorstwa kanon nie był by kanonem, a tylko zbiorem różnych starożytnych pism.
W wymiarze ontologicznym kanon Pisma istniał przed samym Pismem w zamyśle Bożym.
Bóg prowadził swój lud do poznania pełni kanonu.
Zatem kanon i jego powstanie to bardziej rzeczywistość teologiczna niż historyczna.
Bez wiary Słowo Boże jest tylko zbiorem bliskowschodniej literatury antycznej.
To wiara sprawia, że Pismo Święte jest Pismem Świętym.
Jest kilka dobrych wykładów na temat tego jak powinniśmy czytać Pismo Święte, na co zwracać uwagę: mentalność ludzi z tamtego okresu, klimat, astrologia, geografia, medycyna itd ....
Cz. I Czym jest studium biblijne i biblijny kontekst - YouTube: Dziennik Jutra
Cz. II Autorstwo biblijne - YouTube: Dziennik Jutra
Cz. III Biblijny Kanon - YouTube: Dziennik Jutra
Cz. IV Biblijna Mentalność - YouTube: Dziennik Jutra
-
Albertus
- Posty: 3080
- Rejestracja: 22 wrz 2007, 13:37
Oczywiście nie dla wszystkich chrześcijan było jasne które księgi stanowią Pismo święte.5. Jeśli chodzi o kanon NT to dla wszystkich chrześcijan z tamtego okresu i współcześnie było jasne, że tylko księgi, które tworzą kanon NT są ze sobą spójne.
Była część ksiąg co do których wszyscy się zgadzali że są natchnione ale była też część pism NT co do których trwały dyskusje aż do 4 wieku a nawet dłużej. Są to tak zwane księgi deuterokanoniczne NT.
Do tych ksiąg należą między innymi te które podałem - apokalipsa i list Jakuba.
Ksiąg tych na przykład nie uznawał za natchnione Marcin Luter.
Argument że księgi te są ze sobą "spójne" nie ma sensu bo przecież i bez tych ksiąg pozostałe też są ze sobą spójne
Dokładnie tak. Tylko skąd o tym wiesz? Nie z Biblii tylko z TradycjiBóg prowadził swój lud do poznania pełni kanonu.
Tak. Tylko że Biblia nie spadła z nieba. O tym że konkretne księgi należą do kanonu a inne nie, rozeznał Kościół na podstawie Tradycji ApostolskiejTo wiara sprawia, że Pismo Święte jest Pismem Świętym.
Nie istniał kanon hebrajski w czasach Jezusa który by uznawali wszyscy żydzi. Dowodem na to są saduceusze którzy uznawali tylko Torę a nikt ich za to z synagogi nie wykluczał tylko pełnili funkcje arcykapłanów3. Jezus uznawał kanon hebrajski: Łk 24:44
Poza tym Jezus nigdzie nie wymienia składu kanonu ST. Wymienia tylko grupy ksiąg. A co do składu tych grup się nie wypowiada.
-
Jachu
- Posty: 10663
- Rejestracja: 09 lis 2008, 20:55
- Lokalizacja: Śląsk
Zestawienie
Liczba ksiag Pisma Swietego ...................................................................... 66
Wartosc liczbowa pierwszych liter 66 ksiag Pisma Swietego ................ 2520
Wartosc liczbowa słów greckich "PAN JEZUS CHRYSTUS".............. 2586
Powyższe rozważanie uczy nas, że: (1) Tylko 66 ksiag składa sie na kanon
Pisma Swietego, (2) Wszystkie 66 ksiag swiadczy o wielce wywyższonym przez
Boga na niebie i na ziemi Panu Jezusie Chrystusie (Dz. Ap. 2:36; Fili. 2:11).
(36) Ale powiadam wam, iż z każdego słowa próżnego, które by mówili ludzie, dadzą z niego liczbę w dzień sądny; (37) Albowiem z mów twoich będziesz usprawiedliwiony, i z mów twoich będziesz osądzony. Ew. Mat.12 rozdz.
- Marius Bienius
- Posty: 1088
- Rejestracja: 09 wrz 2012, 19:47
- Lokalizacja: Bielsko-Biała
- Kontakt:
Re: Dlaczego Noe przeklął swojego wnuka, a nie syna Chama
Otóż to, wiaraAngela102 pisze: To wiara sprawia, że Pismo Święte jest Pismem Świętym.
A wierzyć możesz w co Ci się tylko podoba.
"Zobaczyć świat w ziarnku piasku, niebiosa w jednym kwiecie z lasu,
W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar, w godzinie nieskończoność czasu"
W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar, w godzinie nieskończoność czasu"
- Felek
- Posty: 115
- Rejestracja: 10 cze 2026, 7:30
Re: Dlaczego Noe przeklął swojego wnuka, a nie syna Chama
Dlaczego Noe przeklął swojego wnuka, a nie syna Chama?
Biblia, jak wiadomo, jest księgą o człowieku — a więc o istocie, która nawet w stanie łaski potrafi się upić, zasnąć w niezręcznej pozycji i jeszcze zrobić z tego problem pokoleniowy. Noe, człowiek sprawiedliwy według katalogu przedpotopowego, po wyjściu z arki nie wytrzymał presji wolności i wynalazł wino. Trudno go za to winić — po takim rejsie każdy by się napił, choćby dla odwagi cywilnej.
I tu zaczyna się historia, która w normalnym świecie skończyłaby się kacem i milczeniem. Ale nie w świecie Biblii. Tam każdy kac ma konsekwencje metafizyczne.
Noe leży więc nagi. Cham, syn jego, wchodzi, widzi i… i tu tekst robi coś bardzo charakterystycznego dla starożytnej narracji: nie mówi nam wszystkiego. To trochę jak raport polityczny pisany przez komisję śledczą — wiadomo, że coś się wydarzyło, ale szczegóły są tak dobrane, żeby czytelnik miał odpowiedni kierunek oburzenia.
Cham wychodzi i opowiada braciom. Ci, w przeciwieństwie do niego, nie robią konferencji prasowej, tylko wchodzą tyłem, z szacunkiem zakrywają ojca i wychodzą z godnością. Kontrast pedagogiczny aż bije po oczach: jedni mają kulturę, drugi ma „informację”.
I teraz następuje moment kluczowy: Noe budzi się i wygłasza coś, co w języku współczesnym nazwalibyśmy „oświadczeniem o charakterze długofalowej polityki rodzinnej”. I tu uwaga: nie przeklina Chama. Przeklina Kanaana, syna Chama. Czyli — mówiąc brutalnie — wnuka.
Człowiek rozsądny w tym momencie pyta: dlaczego kara idzie nie tam, gdzie czyn, tylko tam, gdzie genealogia?
Odpowiedź jest prosta i zarazem niepokojąca: bo w starożytności jednostka jeszcze nie do końca istniała. Istniał ród. A ród to taka instytucja, w której odpowiedzialność moralna działa jak kredyt hipoteczny — zaciąga jeden, spłaca kilku przez pokolenia.
Można też podejrzewać, że Kanaan został tu użyty jako figura wygodna. Cham znika z kadru, a winę się „przekierowuje” na potomka. Tak jakby historia mówiła: „człowieku, nie komplikujmy — potrzebujemy prostego wroga na mapie”.
A najbardziej ironiczne jest to, że cały ten moralny dramat zaczyna się od sytuacji tak podstawowej, że aż wstyd ją komentować: ktoś zobaczył pijanego ojca. Współczesny kodeks rodzinny przewiduje raczej rozmowę, ewentualnie terapię, a nie anatemę geopolityczną.
Ale Biblia nie jest podręcznikiem psychologii rodzinnej. Jest raczej zapisem tego, jak ludzie od wieków próbują nadać sens temu, że świat jest chaotyczny, a rodzina — jeszcze bardziej.
Noe więc nie tyle „przeklina wnuka”, co uruchamia mechanizm, który potem będzie działał wielokrotnie w historii: ktoś popełnia niejasny błąd, a skutki przypisuje się temu, kogo akurat da się wpisać w narrację.
I tak rodzi się Kanaan jako symbol. Nie człowiek, tylko etykieta. A etykiety, jak wiadomo, mają tę zaletę, że nie protestują.
I może w tym wszystkim najbardziej ironiczny jest sam fakt, że ludzkość przez tysiąclecia potrafiła dyskutować o tym, kto dokładnie kogo zobaczył nago i dlaczego za to cierpią jego wnuki — zamiast po prostu uznać, że po potopie należało wprowadzić zakaz picia bez nadzoru narracyjnego.
Bo historia moralności jest w gruncie rzeczy historią bardzo poważnych interpretacji bardzo niepoważnych sytuacji.
Biblia, jak wiadomo, jest księgą o człowieku — a więc o istocie, która nawet w stanie łaski potrafi się upić, zasnąć w niezręcznej pozycji i jeszcze zrobić z tego problem pokoleniowy. Noe, człowiek sprawiedliwy według katalogu przedpotopowego, po wyjściu z arki nie wytrzymał presji wolności i wynalazł wino. Trudno go za to winić — po takim rejsie każdy by się napił, choćby dla odwagi cywilnej.
I tu zaczyna się historia, która w normalnym świecie skończyłaby się kacem i milczeniem. Ale nie w świecie Biblii. Tam każdy kac ma konsekwencje metafizyczne.
Noe leży więc nagi. Cham, syn jego, wchodzi, widzi i… i tu tekst robi coś bardzo charakterystycznego dla starożytnej narracji: nie mówi nam wszystkiego. To trochę jak raport polityczny pisany przez komisję śledczą — wiadomo, że coś się wydarzyło, ale szczegóły są tak dobrane, żeby czytelnik miał odpowiedni kierunek oburzenia.
Cham wychodzi i opowiada braciom. Ci, w przeciwieństwie do niego, nie robią konferencji prasowej, tylko wchodzą tyłem, z szacunkiem zakrywają ojca i wychodzą z godnością. Kontrast pedagogiczny aż bije po oczach: jedni mają kulturę, drugi ma „informację”.
I teraz następuje moment kluczowy: Noe budzi się i wygłasza coś, co w języku współczesnym nazwalibyśmy „oświadczeniem o charakterze długofalowej polityki rodzinnej”. I tu uwaga: nie przeklina Chama. Przeklina Kanaana, syna Chama. Czyli — mówiąc brutalnie — wnuka.
Człowiek rozsądny w tym momencie pyta: dlaczego kara idzie nie tam, gdzie czyn, tylko tam, gdzie genealogia?
Odpowiedź jest prosta i zarazem niepokojąca: bo w starożytności jednostka jeszcze nie do końca istniała. Istniał ród. A ród to taka instytucja, w której odpowiedzialność moralna działa jak kredyt hipoteczny — zaciąga jeden, spłaca kilku przez pokolenia.
Można też podejrzewać, że Kanaan został tu użyty jako figura wygodna. Cham znika z kadru, a winę się „przekierowuje” na potomka. Tak jakby historia mówiła: „człowieku, nie komplikujmy — potrzebujemy prostego wroga na mapie”.
A najbardziej ironiczne jest to, że cały ten moralny dramat zaczyna się od sytuacji tak podstawowej, że aż wstyd ją komentować: ktoś zobaczył pijanego ojca. Współczesny kodeks rodzinny przewiduje raczej rozmowę, ewentualnie terapię, a nie anatemę geopolityczną.
Ale Biblia nie jest podręcznikiem psychologii rodzinnej. Jest raczej zapisem tego, jak ludzie od wieków próbują nadać sens temu, że świat jest chaotyczny, a rodzina — jeszcze bardziej.
Noe więc nie tyle „przeklina wnuka”, co uruchamia mechanizm, który potem będzie działał wielokrotnie w historii: ktoś popełnia niejasny błąd, a skutki przypisuje się temu, kogo akurat da się wpisać w narrację.
I tak rodzi się Kanaan jako symbol. Nie człowiek, tylko etykieta. A etykiety, jak wiadomo, mają tę zaletę, że nie protestują.
I może w tym wszystkim najbardziej ironiczny jest sam fakt, że ludzkość przez tysiąclecia potrafiła dyskutować o tym, kto dokładnie kogo zobaczył nago i dlaczego za to cierpią jego wnuki — zamiast po prostu uznać, że po potopie należało wprowadzić zakaz picia bez nadzoru narracyjnego.
Bo historia moralności jest w gruncie rzeczy historią bardzo poważnych interpretacji bardzo niepoważnych sytuacji.