Henryk pisze:Czy Tobie wszystko kojarzy się z seksem?
z seksem.malzenskim..
Henryku..nie z seksem..tylko z byciem jednoscia..w milosci..intymnosci..
szkoda ..ze nie zrozumiales o czym pisze RM..:(
ale na pewno Ci wytlumaczy..
zreszta masz to w postach powyzej..przejrzyj prosze..:)
ja jeszcze raz wkleje..:
Ef 5:30-32 bw
"(30) gdyż członkami ciała jego jesteśmy. (31) Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, i połączy się z żoną swoją, a tych dwoje będzie jednym ciałem. (32) Tajemnica to wielka, ale ja odnoszę to do Chrystusa i Kościoła."
RM-owi chodzi..o osobista ..bliska relacje z Chrystusem zz Bogiem..oparta na calkowitej jednosci..
jednosci w nagosci,,
czyli prawdzie,,braku skrepowania..szczerosci..takiej naprawdziwszej..duchowej..
przynajmnie ja tak zrozumialam..
On na pewno Ci wytlumaczy jeszcze raz..:)
ata333 pisze:
RM-owi chodzi..o osobista ..bliska relacje z Chrystusem zz Bogiem..oparta na calkowitej jednosci..
jednosci w nagosci,,
Taka relacja, ani między małżonkami, ani pomiędzy Kościołem a Jezusem nie jest możliwa ani tu i ani teraz.
Choćby z tego powodu, że: "I dano każdemu z nich białą szatę, i powiedziano im, by jeszcze krótki czas spokojnie zaczekali, aż się dopełni liczba ich współsług i braci, którzy, jak i oni, mają być zabici." Ap 6:11 bt
Cały czas muszą być okryci przed oczami Bożymi.
Taka jedność może istnieć pomiędzy doskonałymi.
Pokaż mi jednego!
A nagość? Bliżej chyba nam do ekshibicjonizmu, niż prawdziwej jedności!
Owszem. RM ładnie pisze, ale już dawno przestał mnie podobać się...
Jan napisał: Jeśli kto mówi: Miłuję Boga, a nienawidzi brata swego, kłamcą jest; albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi.
Sparafrazuję tą myśl na kilka sposobów:
Kto nie miłuje żony swojej którą ma obok siebie, jakże może miłować Boga, którego nie widzi
Kto nie buduje relacji intymnej z żoną którą widzi, jak wybuduje bliskość z Bogiem, którego nie widzi
Kto wstydzi się nagości swojej wobec żony swojej, która jest obok niego, jak stanie nagi wobec Boga, którego nie widzi.
Nagość w relacji pomiędzy mężczyzną i kobietą jest trudna, ponieważ grzech nauczył nas wstydu i ukrywania się (Gen 3). Nie jest jednak niemożliwa. Wymaga pokory i przełamania wielu wewnętrznych oporów.
Pnp jest niejako instrukcja obsługi tego tematu. Np.: Krynica mojego ogrodu jest studnią wody żywej, która spływa z Libanu, czyli kobieta daje mężczyźnie życie w języku współczesnym. Ukazuje znaczenie i ważność relacji małżeńskiej dla poznawania Boga. Małżeństwo jest niejako warsztatem, poprzez który kobieta i mężczyzna uczą się jak ogromna moc jest zawarta w budowaniu bliskości i intymności. Pokazuje znaczenie relacji seksualnej dla poznawania i budowania jedności.
Człowiek szukający Boga nie wszystkiego nauczy się z Biblii. Co więcej, nie wszystkiego nauczy się podążając za Jezusem. Część prawdy niezwykle istotna dla dla poznania Boga i Jego istoty jest zawarta w budowaniu i zgłębianiu relacji małżeńskiej. To jest ta część prawdy, która uczy człowieka intymności, nagości, jedności. Dlatego relacja małżeńska jest wymieniona na początku, jako ukoronowanie aktu stwarzania.
Pnp jest największą z pieśni. Zaś największa z pieśni powinna chwalić Boga w najlepszy możliwy sposób. Dlatego Pnp ukazuje jeden z aspektów chwały dla Boga, myślę, ze najważniejszy. Chwałę oddawaną w budowaniu i rozwijaniu relacji seksualnej pomiędzy mężem i zoną, Chwałę wyrażaną poprzez wspaniały i pełen ekspresji seks.
ata333 pisze:
RM-owi chodzi..o osobista ..bliska relacje z Chrystusem zz Bogiem..oparta na calkowitej jednosci..
jednosci w nagosci,,
Taka relacja, ani między małżonkami, ani pomiędzy Kościołem a Jezusem nie jest możliwa ani tu i ani teraz.
Choćby z tego powodu, że: "I dano każdemu z nich białą szatę, i powiedziano im, by jeszcze krótki czas spokojnie zaczekali, aż się dopełni liczba ich współsług i braci, którzy, jak i oni, mają być zabici." Ap 6:11 bt
Cały czas muszą być okryci przed oczami Bożymi.
Taka jedność może istnieć pomiędzy doskonałymi.
Pokaż mi jednego!
A nagość? Bliżej chyba nam do ekshibicjonizmu, niż prawdziwej jedności!
Owszem. RM ładnie pisze, ale już dawno przestał mnie podobać się...
oj..rzeczywiscie wyrazilam sie niefortunnnie..
doskonala jednosc to oczywiscie sprawa przyszlosci..
chodzilo mi o osobiste,,bliskie,,cieple..bardzo szczere.. relacje..z Jezusem..
takie wlasnie jak zachodza pomiedzy kochajacymi sie malzonkami..:)
Temat mój ulubiony
Wielu chrześcijan, zakłada nad wyraz optymistycznie, ze rozumieją Biblię. Dlatego kiedyś w środowisku bardzo pobożnych i wiekowych chrześcijan zadałem kwestię, co to znaczy być z kimś jedno, w jedności i czy mają w tym temacie osobiste doświadczenia. No i okazało się, ze ci ludzie nie mają zielonego pojęcia jak wyłożyć mi pojęcie jedności. Jedność jest dla wielu ludzi pojęciem tak abstrakcyjnym i niezrozumiałym. Ci sami ludzie jednak potrafili mi doskonale wytłumaczyć pojęcie samotności. Dlaczego? Ponieważ w tej przestrzeni mieli osobiste doświadczenia, natomiast w tamtej nie.
Dlatego rozumiem Henryku, kiedy piszesz, że jedność jest możliwa pomiędzy doskonałymi, czyli po prostu niemożliwa.
Naga, intymna relacja pomiędzy mężczyzną i kobietą, pomiędzy mężem i żoną wprowadza człowieka w osobiste doświadczenie i pojmowanie stanu jedności. Zaś pojmowanie jedności jest pierwotną podstawą poznawania Boga i rozumienia jego istoty ( Jezus mówił o swojej jedności z Ojcem)
Dlatego Pnp jest księgą ogromnie ważną. Ukazuje jak mężczyzna i kobieta wzajemnie dopełniają się. Ukazuje jak istotna rolę w budowaniu jedności odgrywa seks. Ukazuje intymność relacji mężczyzny i kobiety. Ukazuje jak wiele radości i szczęścia oraz osobistego spełnienia jest w tej relacji.
Dzięki temu człowiek osiąga zrozumienie istoty relacji z Bogiem, budowania z Nim jedności i pozostawania z Nim w relacji bliskiej i intymnej. Małżeństwo to warsztat, na którym kształtuje się zrozumienie pojęć zbyt głębokich, aby opowiedzieć je ludzkim językiem.
Każdy z nas jest inny,dlatego trafiają do nas inne przemyślenia,czasem te same ale inaczej podane i znajdują drogę do odbiorcy,możemy czytać wiele razy wiersz Pisma Świętego,i za każdym razem odkrywamy coś więcej i to jest wspaniałe.
Bogactwo ducha w Chrystusie jest ogromne.
RM.
Masz własny sposób poszukiwania i przekazywania i to jest fajne,nawet jeżeli czasem nie zgadzam się z jakąś myślą.
Nie przypadkiem Pan Jezus chcąc objawić Ojca,przybliżyć nam Go,używał przykładów z codziennego naszego ludzkiego życia.
Np.Przedstawiając relacje jakie miał ze Stwórcą,użył przykładów ojca i syna.
Mówiąc o jedności z ojcem oraz z kościołem,używa przykładu oblubienicy,czystej panny itd.
Małżeństwo jest wielkim obrazem,dlatego próba pokazania relacji między małżonkami,przybliża nam tego ducha który jest pomiędzy Bogiem i jego Synem,oraz kościołem.
Słusznie zauważyła ata 333,ze tematy takie w Biblii,oraz ich rozważanie to nie to samo co ''paragraf'',ale duchowa uczta.
Pozdrawiam. Wyraz ''paragraf''dodałem od siebie.
chryzolit pisze:Słusznie zauważyła ata 333,ze tematy takie w Biblii,oraz ich rozważanie to nie to samo co ''paragraf'',ale duchowa uczta.
Pozdrawiam. Wyraz ''paragraf''dodałem od siebie.
paragraf to bardzo trafne okreslenie..
dzieki za zwrocenie uwagi na moje posty..
pozdrawiam..
"Respekt wynikajacy ze zrozumienia stoi dla mnie zawsze ponad respektem bioracym sie z ignorancji."(D. Adams - "Łosoś zwątpienia")
Pląsaj, pląsaj, Sulamitko, pląsaj, pląsaj, abyśmy cię mogli oglądać! Co chcecie oglądać na Sulamitce, gdy zatoczy korowód? Jak piękne są twoje kroki w sandałach, córko książęca! Wypukłości twoich bioder są jak naszyjnik, dzieło rąk mistrza. Twoje łono to okrągła czasza, niech w niej nie braknie wina! Twoje ciało to stóg pszenicy, okolony liliami. Dwoje twoich piersi jest jak dwoje sarniąt, bliźniąt gazeli. Twoja szyja jest jak wieża z kości słoniowej, twoje oczy jak stawy w Cheszbonie, przy bramie Bat-Rabbim. Twój nos jak baszta Libanu, która patrzy w stronę Damaszku. Twoja głowa jest jak Karmel, a włosy twojej głowy jak purpura. Król jest zaplątany w twych lokach. Jakże jesteś piękna i jakże pełna wdzięku, miłości przerozkoszna! Twoja postać podobna jest do palmy, twoje piersi do winogron. Pomyślałem: Wespnę się na palmę, zerwę wiązkę jej daktyli! Niech mi będą twoje piersi jak winogrona, a tchnienie twoich nozdrzy jak woń jabłek, a twoje podniebienie jak wyborne wino, które gładko spływa, zwilżając wargi i zęby. Ja należę do mojego miłego i ku mnie zwraca się jego pożądanie.
Bardzo ciekawi mnie, jak w pobożnej, religijnej teologii, należy zinterpretować ten tekst. Nieco złośliwe to zadanie, ale może ktoś się porwie.
Tekst pisany z perspektywy mężczyzny patrzącego na kobietę rozbudzającą jego zmysły i pożądanie. Cóż on dostrzega przez szaty tancerki? W tradycyjnym myśleniu, to same grzeszne pożądliwości. Jak zatem połączyć ten tekst z duchowością, uwielbianiem Boga? Albo inaczej, jak to się stało, że tradycyjne chrześcijańskie myślenie omija ten fragment, jakby nie istniał. Ale to jest Biblia, największa z pieśni. Może należy raczej zauważyć, że chrześcijaństwo popłynęło nurtem zwiedzenia i przyjęło koncepcję relacji pomiędzy mężczyzną i kobietą oraz relacji seksualnej antagonistyczną wobec koncepcji Boga?
Jeszcze na początku XX w seks małżeński był traktowany jako nierząd, nierząd usprawiedliwiony w przypadku poczęcia. Dziecko w myśleniu chrześcijańskim rodziło się z grzechu i w grzechu. Jeśli poczytać wypowiedzi na temat kobiet Tomasza z Akwinu, Augustyna, Hieronima i innych twórców chrześcijańskich koncepcji społecznych, to robi się niedobrze. A przecież te koncepcje są ciągle wiążące i nikt nie ma odwagi wyrzucić ich na śmietnik, gdzie jest ich miejsce.
Jak pisze Paweł, Królestwo Boże to... i radość w DŚ. Zaś bezsprzecznie jednym z największych źródeł radości, danych człowiekowi przez Boga, jest relacja seksualna. Oczywiście piszę tylko w kontekście małżeńskim i dróg do małżeństwa prowadzących. Zatem piszę o relacji seksualnej, jako o warsztacie poznawania radości, przeżywania jej i doświadczania w pełni. Małżeństwo jest miejscem, w którym małżonkowie poszukują przełożenia doświadczeń zdobywanych we własnej relacji na zrozumienie spraw duchowych i budowania relacji z Bogiem.
Pnp odkrywa przed czytelnikiem ponadczasowe i często niemal dziewicze przestrzenie, które każdy szukający Boga powinien odkrywać, bez względu na zakłamaną i pruderyjną moralność z uporem lansowaną przez większość kościołów.
Chyzolit,
jasne, że nie jedna droga prowadzi do celu. Chętnie poczytam o relacji ojciec - syn, jeśli ktoś zechce napisać. Niestety, ja nic na ten temat nie napiszę. Podoba mi się Twój sposób myślenia i wyciągania wniosków. Pozdrawiam.
Kościoły i religie dostarczają wiernym określonych wzorów postaw i zachowań. w ten sposób zdecydowana większość ludzi dochodzi do osobistych przekonań, że coś jest dobre a coś złe.
Dlatego poniżej mam zamiar dokonać zestawienia dwóch wzorów: Oblubienicy z Pnp i Maryi zawsze dziewicy. Na pierwszy rzut oka widać, jak odmienne to kobiety i jak krańcowo różne postawy reprezentują.
Oblubienica, to kobieta "gorąca", epatująca erotyzmem, prowokująca mężczyznę, pełna uczyć i namiętności.
Maria (chodzi mi o jej religijne wyobrażenie), to kobieta aseksualna, pozbawiona kobiecości, czysta - w sensie - wolna od erotyzmu, żona - ale pozbawiona relacji z mężem, absolutnie nie kochanka.
Fakty są takie. Maria, matka Jezusa występuje w Biblii, ale jej religijne alter ego ma niewiele wspólnego z Biblią. Jako wzorzec religijny jest powszechnie znana i ma ogromny wpływ na kształtowanie myślenia ludzi, szczególnie w przestrzeni erotyzmu i seksu. Nie dziwi mnie zatem obraz Matki Polki, kobiety nieszczęśliwej i niespełnionej, znajdującej upodobanie w cierpieniu i pielęgnowaniu grobów.
Tymczasem Oblubienica jest postacią Biblijną. Mało znana w porównaniu do Maryi zawsze dziewicy, pomijana ze wstydliwym milczeniem. Ta kobieta szuka spełnienia w relacji z mężczyzną. Jest namiętna i nie wstydzi się swoich uczuć i pragnień. Chce czerpać radość z relacji z oblubieńcem. Oblubieniec jest nią zafascynowany i dostrzega w niej jej kobiecość. Ich wzajemna fascynacja jest pełna erotyzmu, ale zarazem pozbawiona wstydu.
Porównanie Maryi i Oblubienicy ukazuje, jak religia odsuwa ludzi od biblijnych modeli życia i funkcjonowania. Jak religia zamyka ludzi w niewoli niewłaściwie rozumianej moralności i cnoty pojmowanej jako życie wbrew zamysłowi Boga. wreszcie jak religia czyni grzechem to, co Bóg dał człowiekowi jako przestrzeń do spełniania się i budowania radosnych i satysfakcjonujących relacji.
Jesteśmy w jedności wtedy gdy jesteśmy zgodni we wszystkim.
Jesteśmy w jedności z Bogiem gdy przyjmujemy Jego warunki bo tylko On zna prawdę o nas.
Twa sprawiedliwość to wieczna sprawiedliwość, a Tora Twoja jest prawdą Ps.119,142
"I będzie ci jako znak na ręce twojej i jako przypomnienie między oczyma twoimi, aby prawo Boga było zawsze w ustach twoich." Wj 13:9
Ja tutaj popieram zdanie RM, że należy spojrzeć na tą księgę dosłowniej, ale pójdę jeszcze dalej w swych rozważaniach. Na początku Bóg stworzył Adama i Ewę, i tak Księdza Rodzaju opisuje pierwotny stan: «Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta». Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem. Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali wobec siebie wstydu. Rdz 2,23-25
Bóg ich uczynił małżeństwem i przekazał im, o tym, że mężczyzna ma opuścić swój dom by połączyć się z żoną, i chodzi tutaj bez wątpienia o stosunek seksualny. Bóg to powiedział gdy byli oboje bezgrzeszni, gdy byli w edenie, co tylko dowodzi, że Bóg dopuszczał możliwość uprawiania seksu w raju. Zresztą sama nazwa raju "eden" po hebrajsku oznacza "ogród rozkoszy", co może sugerować, że w raju pierwsza para mogła zbliżyć się do siebie fizycznie. Sam im przy stworzeniu powiedział: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię Rdz 1,28 - jako bezgrzeszni mieli zaludniać ziemię, mieli być płodni. Te cytaty dwa oraz znaczenie hebrajskiego eden, świadczą ponad wszelką wątpliwość, że znacznie bardziej sensowna jest interpretacja, że pierwsza para uprawiała seks. Bóg stworzył seks dla pary małżonków, by pogłębiać swe relacje, by umacniać zaufanie i umacniać własną miłość. W pierwotnym stanie przed upadkiem, oboje nie czuli wobec siebie wstydu ze swej nagości co jest wyraźnie wspomniane - czyli ufali sobie w pełni i byli dla siebie partnerami, a seks spajał ich coraz bardziej i jest uwieńczeniem tych relacji. Jednak przyszedł dzień upadku, najpierw zakazany owoc zjadła Ewa, a później namówiła do tego Adama, oboje przy tym wiedząc, że sprzeciwili się stwórcy. I co księdza Rodzaju tak dalej opisują kolejne wydarzenie: 7 A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski. 8 Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu. 9 Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: «Gdzie jesteś?» 10 On odpowiedział: «Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się». 11 Rzekł Bóg: «Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?» 12 Mężczyzna odpowiedział: «Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem». 13 Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: «Dlaczego to uczyniłaś?» Niewiasta odpowiedziała: «Wąż mnie zwiódł i zjadłam». Rdz 3,7-13
- i to jest sedno rozwiązania problemu seksualności. Wcześniej oboje nie czuli wobec siebie wstydu, bo oboje byli dla siebie partnerami, kochali się i ufali, a stosunek seksualny był uwieńczeniem miłości. Jednak gdy zjedli owoc poczuli, że są nadzy, zaczęli odczuwać wstyd. Dlaczego? Zjedli owoc i poznali czym jest dobro i zło, i wtedy zaczęły się ich kłopoty, bo dlaczego poczuli się nadzy? Gdy Bóg przybył i spytał się Adama dlaczego zjadł owoc, to on zrzucił całą winę na swoją partnerkę. A gdy Bóg spytał Ewę dlaczego to uczyniła to całą winę przelała na węża. Do małżonków wkradł się brak zaufania i partnerstwa, bo zamiast oboje wziąć na siebie odpowiedzialność to mężczyzna wolał zrzucić całą odpowiedzialność na nią tym samym zaufanie i partnerstwo upada. Tak samo Ewa nie potrafiła wziąć winy na siebie. Oboje przestali być dla siebie partnerami, przestali sobie ufać a zaczęli się oskarżać przed Bogiem. Poczuli się nadzy ponieważ nie byli w tej chwili dla siebie partnerami, tylko czuli wrogość bo nie chcieli przyjąć winy na siebie razem. Nie byli jednym ciałem, bo musieliby mieć wspólne myślenie, a każdy myślał inaczej stosując wymówki byleby winę z nich zrzuciły. Poczuli wstyd i to im utrudnić mogło zbliżenie seksualne do siebie, bo jest to najwyższy stopień zbliżenia między partnerami i wymaga całkowitego zaufania i partnerstwa oraz miłości - a oni pokazali w tej sytuacji, że nie ufają sobie, nie byli partnerami bo nie chcieli przyjąć winy na siebie i bez różnicy by im zrobiło jakby partner tylko okazał się winnym, zaprzeczyli własnej miłości. To właśnie ich zgubiło. Ta historia moim zdaniem jest sednem do zrozumienia Pieśni nad Pieśniami. Bo Adam i Ewa na początku nie czuli wobec siebie wstydu, byli w pełni partnerami i te partnerstwo uwieńczali maksymalnym zbliżeniem do siebie, fizycznym, które wymaga całkowitego zaufania i miłości do partnera. Jednak gdy zjedli owoc to zaczęli odczuwać do siebie wstyd, bo przestali być partnerami, tylko każdy z osobna myślał jak wyjść z tej sytuacji obronną ręką broniąc tylko siebie samego a nie partnera. To uniemożliwiało im zbliżenie fizyczne, ponieważ czuli wstyd wobec siebie. I właśnie Pieśń nad Pieśniami jest ukazaniem miłości, która to uwieńczeniem jest miłość seksualna, gdzie wymaga się całkowitego partnerstwa oraz zaufania dwojga ludzi, którzy spędzą ze sobą całe życie. Pieśń nad Pieśniami ukazuje dwoje ludzi jako tych co żyli przed upadkiem, gdzie żyli w raju. Tacy kochający się ludzie więc nie odczuwają wobec siebie wstydu. Czym więc jest miłość w połączeniu z seksualnym zbliżeniem? Jest smakiem czasów przeszłych, to jest jedyny moment kiedy mogą się poczuć jakby byli w raju, jedyny moment kiedy mogą mieć coś wspólnego z Adamem i Ewą przed ich upadkiem - zaufanie do siebie i miłość oraz partnerstwo, przez co nie odczuwają do siebie wstydu. Uprawiając więc seks ze swym małżonkiem możemy się poczuć jak Adam i Ewa przed upadkiem, kiedy ich małżeństwo nie znało żadnego wstydu przed sobą. Mimo, że dziś człowiek błądzi (grzeszy), to seks dwojga kochających się ludzi jest jedyną rzeczą, która sprawia, że można się poczuć jak Adama i Ewa przed upadkiem.
A Bogu taka miłość się podobała, bo gdy byli w raju to mówił im o płodności i by się rozmnażali. Kazał im zaludnić ziemie, a eden to ogród rozkoszy. Bóg kochał seksualność Adama i Ewy przed upadkiem bo była czysta, z całkowitym zaufaniem, partnerstwem i miłością. Taką miłość kocha Bóg, Bóg dał ludziom właśnie po to seks. Człowiek, który kocha nade wszystko drugiego człowieka nie odczuwa wobec niego wstydu i jest gotowy mu się w pełni oddać.
Myślę więc, że Pieśń nad Pieśniami ma charakter dosłowny ponieważ miłość dwojga ludzi, czego uwieńczeniem jest zbliżenie fizyczne, jest dla Boga najdoskonalsza, która mu się podoba, bo była taka jak raju. I właśnie taka miłość do drugiego człowieka jest jedyną rzeczą, która nam pozostała po raju utraconym. To jedyny moment kiedy są oboje dla siebie idealną Ewą i idealnym Adamem.
"Poznajcie, co macie przed oczyma, a odkryjecie wszelkie tajemnice. Albowiem nie ma rzeczy ukrytej, która odkryta by? nie mo?e" Ewangelia Tomasza 5