Bobo pisze:Myślę, że przypowieść jest genialna, pozwól, że ją trochę sparafrazuję:
Pan Kasiasty jest przy forsie. Zatrudnił Ciebie, Kierowniku, jako swoją prawą rękę. Rządzisz jego majątkiem i pośredniczysz w transakcjach, masz upoważnienie. Ja, Ubogi, udaję się do was po pożyczkę i ją otrzymuję. Oczywiście Ty kierowniku wszystkim zarządzasz. Pobierasz również odsetki, opłaty manipulacyjne itp. I tak oto wychodzi, że pożyczyłem tysiaka ale po 'twoich' obliczeniach muszę oddać dwa tysiaki! (Trudno, taki Prowident!

) Szef może nawet o tym nie wie, że taką wygórowaną kwotę mam oddać. Wg. reguł zadowoliłby się półtora tysiakami

Coś się stało. Szef chce Cię wylać. Wpadasz na 'genialny' pomysł, aby się zabezpieczyć i moje zadłużenie obniżasz do... półtora tysiaka.
Wniosek? Szef zadowolony, gdyż ma swoje półtora od Ubogiego. Ubogi zadowolony, gdyż ma mniej do spłacenia i polubił nawet tą 'mordę' Kierownika, bo... ma przecież takie 'dobre' serce. A sam Kierownik... choć musi przełknąć zwolnienie, na otarcie łez ma dozgonnie wdzięcznego Ubogiego, który może mu coś odpali za zmniejszenie długu...
Kapitalne!
PS. A nie jakieś tam 'pożycz mnie', 'pożycz mojej żonie'

Interesów widzę, nie umiesz robić...

Bobo, a ja widzę to tak i wybacz, że nie przeczytałam wytłumaczenia SJ,
Jest to jest mój prywatny pogląd na sprawę.
Bogacz, aby zdobyć bogactwo musiał mieć jakiś swój wkład (majątek odziedziczony, własna praca włożona w rozwijanie biznesu). Gdy przedsiębiorstwo się rozrasta bogacz zatrudnia zarządce. Bogacz znając trudną sytuację ludzi, daje towar na "krechę" - płatność za fakturę po np. 30 dniach

. Zarządca kiepsko się sprawuje, kolokwialnie mówiąc olewa swoją pracę. Bogacz dowiaduje się o tym i grozi zarządcy wywaleniem z pracy. Ale Zarządca zamiast wziąść się uczciwie do pracy, zaczyna kombinować, bo przyzwyczaił się do stałych dochodów, stabilizacji i dobrych układów (kosztem bogacza) z biorącymi na "krechę".
Kombinowanie polega na tym, aby "oskubać" bogacza zaniżając ilości zakupionych towarów na fakturze. Straci bogacz (będzie musiał odprowadzić podatek Vat od ilości na fakturze i w magazynie nie będzie mu się zgadzało) , zyska kupujący (kupił 100 beczek oliwy, a zapłaci za 50) na krechę klient i zarządca zyskując sobie tym samym wdzięczność biorącego na krechę.
Czyli bogacz-przedsiębiorca zostanie ....... okradziony ! A jak zostanie okradziony, to nie będzie skory dawać biednym na "krechę".
Owszem, była to praktyczna mądrość zarządcy, ale mająca zaspokoić swoje egoistyczne dążenia - bogacz zły, ja dobry..... cudzym koszem.
Teraz przykład z teraźniejszości:
Pan Zbyszek ma hurtownię glazury. Ma sprzedawcę, któremu ufa. Sprzedawca nie przykłada się za bardzo do pracy. Kontrola wykazuje, że w księgach rachunkowych jest bałagan i nic się nie zgadza. Pan Zbyszek sie wkurza i grozi zwolnieniem nierzetelnego pracownika. Pracownik czując, że traci pracę namawia kupujących na przekręt.
-Panie (do kupującego) wpiszę panu na fakturze, że kupił pan nie 100m2 glazury, a 50m2. Dzięki tym oszczędnościom zatrudni mnie pan. Położę panu glazurę nie za 50zł za metr tylko za 40 zł. Zgoda ?
Po pewnym czasie pan Zbyszek zwija interes, bo się okazało, że pracownik wszedł w układy nie tylko z jednym kupującym.
Pan Zbyszek stracił biznes, stracili też biedni klienci, bo już nie ma na rynku takiego kogoś kto by dawał towar na "krechę".
Zyskał "pokrzywdzony" sprzedawca, bo
podstępem wyrobił sobie układy i się przebranżowił, co zyskało ..... omen nomen przychylność "góry".
Konkluzja: Jezus sobie czegoś takiego nie wymyślił.
Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.
Rzym. 13:10