Według ideologii świeckiej może tak być jak twierdzisz, jednak utożsamiając się z chrześcijaństwem należałoby wyjść dalej odnosząc szczęśliwe pożycie do Zboru-Ciała Chrystusowego, bo to zdaje się jest sednem Ewangelii.RM pisze:Ale dlaczego tego nie widzisz? To w rodzinie kształtuje się myślenie kolejnego pokolenia. A rodzinę konstytuuje małżeństwo. To rodzina uczy miłości, a miłość jest fundamentem chrześcijaństwa. Rodzina uczy też jedności, której ważność tak podkreślał Jezus w J 17. Nikt nie skomentował w temacie o dziesięcinie Pwt 14, 22-28. A tam pisze: i będziesz tam jadł przed Panem, i będziesz się weselił, ty i twój dom . Celem ustanowienia dziesięciny było przede wszystkim zapewnienie rodzinie beztroskiego czasu radości przed Bogiem. Rodzinie!!!
Sadzę, że nie ma znaczenia czy istnieje jakiś perfekcyjny zbór. Prawdą jest, że powołując się na wiarę chrześcijańską należałoby wyznawać, a przynajmniej mieć nadzieję, że tego rodzaju zbór może istnieć.Znasz taki zbór, w którym wierzący są dla siebie członkami jedni drugich? Ja myślę, że nie ma takiego. Żeby w Zborze ludzie byli w stanie realizować tą wizję bycia członkami, muszą się najpierw nauczyć w domu jednego ciała. Zdrowe małżeństwo dostarcza wzorów tego typu zachowań, które potem można powielać w zborze. Takie postawy w zborze się same nie urodzą, jeśli nie wyklują się w małżeństwach. Poza tym zbór, to twór sztuczny, takie religijne rozumienie słów o społeczności wywołanych. Społeczności wywołanych, można by nadać inny wizerunek, niż zbór i też by pasowało. Zaś małżeństwo jest społecznością w sposób naturalny, jeśli są chrześcijanami, to w oczywisty sposób tworzą społeczność wywołanych.
Niniejsza sytuacja ma się do siebie jak z człowiekiem żyjącym w XIX wieku, który twierdzi, iż niemożliwością jest, aby ludzie mogli wznieść się w atmosferę ziemską, czy nawet polecieć w kosmos, bo on tego nie doświadczył. Dzisiejsza rzeczywistość tymczasem pokazała co innego.
Zbór ma potencjał pod warunkiem, że wyznaje prawidłową naukę Bożą jako podstawę właściwych relacji, także rodzinnych. Szczęście czy to w rodzinie czy to w zborze jest owocem, czyli skutkiem wyznawania poprawnej doktryny, a nie jej przyczyną.Zdrowe małżeństwo uczy tych zachowań i postaw, które potem są niezbędne do budowania zdrowego zboru. Zbór sam w sobie nie ma potencjału ani możliwości, aby tego nauczyć.
Nie. Nie mam na myśli jednego fragmentu Pisma, na jakim zbudowana jest cała moja teologia, ale właśnie całość przesłania biblijnego z finałem w księgach nauczających NT w zgodzie z zasadą progresji objawienia Bożego, z którego wyciągam odpowiednie wnioski.Ludzie idąc do kościoła w niedzielę zakładają maskę nr 7. W kościele i tak się nikt nie połapie, bo wszyscy występują w maskach i to jest tam normalne. Ale niech mąż spróbuje założyć maskę wobec żony, zostanie natychmiast zdemaskowany. Jeśli piszesz o sposobie życia wg Bożego schematu, to jak sądzę masz na myśli Rodz 2 18-25. Bo ja innego Bożego schematu nie znam.
Faktem jest, że nieprawidłowe relacje w rodzinie mogą mieć wpływ na przyszłą seksualność dziecka, niemniej tego rodzaju tezy odnoszą sie jedynie do sfery świeckiej z pominięciem religijnej, a zwłaszcza biblijnej. Wyznawanie błędnej teologii zgodnie z fragmentem z Listu do Rzymian 1:21-32 może przyczyniać się do wynaturzeń w sferze seksualnej człowieka, jak np. homoseksualizm czy pedofilia. Dlatego tak ważna jest teologia, poprawna teologia, która mobilizuje Członków Zboru Bożego do prowadzenia życia w świętości.Jestem skłonny poważnymi argumentami bronić tezy, że podstawowym źródłem zachowań homoseksualnych są zaburzenia w funkcjonowaniu rodzin. Homoseksualizm ma głównie uwarunkowania środowiskowe, rodzinne. Zdrowe rodziny będą generować pokolenia hetero. Zaś co teologia ma do zaoferowania homoseksualistom? Myślę, ze tylko pobożne życzenia. Czy są jakieś świadectwa osób homoseksualnych, którym teologia pomogła odmienić swoje skłonności?
Parafrazując pewne przysłowie, w zdrowym Ciele, czyli w Zborze z właściwym nauczaniem zdrowy Duch, czyli postępowanie według Bożej woli wyjawionej w Biblii.