Pieśń nad pieśniami
Moderatorzy: Bobo, kansyheniek, booris, Junior Admin, Osoby odpowiedzialne za forum, Moderatorzy
- wit
- Posty: 3775
- Rejestracja: 19 maja 2006, 23:21
- Lokalizacja: grudziądz
Wiem, że każdy pogląd posiada swoje konkretne źródło pochodzenia, niemniej ciekaw jestem na jakiej podstawie w tym wypadku doszedłeś do wniosków takich jakie przedstawiasz.RM pisze:Każda myśl ma swoje źródło. Człowiek nie wypowiada słów przypadkowych, ale takie, które wynikają z jego światopoglądu. Zatem nie powinno zastanawiać, że po tym co człowiek mówi, łatwo jest rozpoznać źródło z którego pochodzi myśl.
Chwałę Bożą w niniejszej sytuacji można określić jako miernik tego, gdy w centrum wiary stawia się Boga w przeciwieństwie do filozofii opartej na humanizmie przesiąkniętego postmodernizmem i relatywizmem wedle której Biblia stanowi jeden z podręczników do psychologii, a sam Bóg jest ekspertem, którego rady człowiek samodzielnie ocenia i korzysta z tego co uzna dla siebie za korzystne. Tymczasem sama Biblia wielokrotnie podkreśla, że istotą przesłania biblijnego jest wykazanie chwały Bożej bez konieczności odnoszenia w tym pożytku, jak chociażby odnotowano to w Księdze Izajasza 48:11:Ale co to znaczy dla swojej chwały? W czym objawia się chwała Boga? Czy nie jest chwałą Boga to, ze ludzie kierują się w relacjach miłością wzajemną i są zdolni do jedności w imieniu Jezusa? Czy chwałą Boga nie jest to, ze małżeństwa (no i rodziny) tych, którzy podążają za Jezusem są szczęśliwe, spełnione i dają swoim życiem świadectwo prawdzie, czyli świadczą, że życie w oparciu o koncept Boga jest obfite (obfite niekoniecznie w sensie materialnym). W poprzednim poście opisałem (niestety pobieżnie) znaczenie relacji seksualnej dla chwały Boga, ze szczególnym wskazaniem na Pnp i znaczenie tej księgi dla zrozumienia istoty relacji hetero w planie Boga. Chwała Boga objawia się w tym, że człowiek staje się zdolny do takiej relacji z Bogiem, jaką miał człowiek w Raju.
"Przez wzgląd na siebie, przez wzgląd na siebie czynię to, bo jakże zbezczeszczone było moje imię; a przecież mojej chwały nie oddam innemu."
Czytając Twoje wypowiedzi zauważyłem, że musiałeś funkcjonować w jakichś społecznościach charyzmatycznych, gdzie głoszono emocje a nawet prosperity, bo używasz znamiennego slangu charakterystycznego dla tych społeczności religijnych jak relacja przeciwstawiając ją religii. Tymczasem każdy z ludzi posiada z Bogiem jakąś relację, w większości są to złe i wrogie relacje, a mało kto posiada dobrą relację jaką jest społeczność z Bogiem i Chrystusem. Natomiast sama religia niepotrzebnie utożsamiana jest przez Ciebie z rytuałami, bo wprawdzie wszyscy co odprawiają jakieś rytuały stają się członkami jakiejś religii, ale nie wszyscy, którzy wyznają jakąś religię muszą odprawiać jakieś rytuały. Oznacza to, że religia i rytuały niekoniecznie są synonimami. Przykładowo w chrześcijaństwie biblijnym raczej nie uświadczysz jakichkolwiek rytuałów, a rytuałem może się stać np. praktykowanie stosunku seksualnego w małżeństwie co w związku z powyższym staje się już religią.Funkcjonując w takich i innych kościołach poznałem, ze ludzie za chwałę Boga uważają śpiewanie pobożnych piosenek, granie na instrumentach, machanie flagami i inne tego rodzaju aktywności, jak padanie, robienie min albo posługiwanie się chrześcijańskim slangiem. Jasne jest, że nie podzielam takiego rozumowania. Co Ty, Wit rozumiesz pod pojęciem chwały Boga?
Kalwin nie jest dla mnie autorytetem. Odrzucam większość z jego poglądów doktrynalnych. Pisząc o kalwinizmie miałem na myśli ten nurt duchowy stawiający w centrum wielbienia Boga jako przeciwstawienie światopoglądowi opartemu na humanizmie i uniwersalizmie, gdzie Bóg staje się jedynie dodatkiem służącym temu, aby człowiek czuł się spełniony i mógł realizować swoje marzenia. Taka humanistyczna filozofia głoszona jest w wielu zborach ewangelikalnych i charyzmatycznych, zapewne Tobie znanych, gdzie podkreśla się wagę uczuć i ludzkiej psychiki, a umniejsza królową nauk, jaką jest teologia biblijna, czyli moc Słowa Bożego, uznając ją jedynie za martwą literę, a co zdaje się niestety pokutuje jeszcze w Twoim umyśle.Czy to, że wskazuję na Jezusa jako Mistrza, jest irytujące?
Szanuję Kalwina, ale nie na tyle, żeby uznać jego autorytet nad swoim życiem. Rozumiem teraz, że tekst o Bogu pragnącym korzyści z ludzkiego życia napisałeś świadomie. Ja znam i poznaję innego Boga, dlatego takie sformułowanie jest dla mnie nie do zaakceptowania.
RECEPTĄ NA AKTYWNĄ ROLĘ KOŚCIOŁA, JAKĄ MA ON DO SPEŁNIENIA, NIE JEST JEGO REFORMA, DO CZEGO WZYWAŁY KOŚCIOŁY PROTESTANCKIE, ALE POSŁUSZEŃSTWO, DO CZEGO WZYWAŁ KOŚCIÓŁ WCZESNOCHRZEŚCIJAŃSKI.
-
RM
- Posty: 3679
- Rejestracja: 20 mar 2012, 20:37
Teraz jednak już nie wiem o jaki wnioski chodzi. Czy o to w jaki sposób zidentyfikowałem myślenie Kesji, czy o dywagacje na temat relacji seksualnej.Wit pisze:Wiem, że każdy pogląd posiada swoje konkretne źródło pochodzenia, niemniej ciekaw jestem na jakiej podstawie w tym wypadku doszedłeś do wniosków takich jakie przedstawiasz.
Wit, jednak w tym co napisałeś, nie ma nic na temat, czy dla Ciebie jest chwała boża. Rozumiem pojęcia humanizmu, postmodernizmu i relatywizmu. Tylko pozornie może się wydawać, ze mają coś wspólnego, z tym co napisałem. Co rozumiesz pod pojęciem chwały Bożej. Co to jest tak bardziej konkretnie?Wit pisze:Chwałę Bożą w niniejszej sytuacji można określić jako miernik tego, gdy w centrum wiary stawia się Boga w przeciwieństwie do filozofii opartej na humanizmie przesiąkniętego postmodernizmem i relatywizmem wedle której Biblia stanowi jeden z podręczników do psychologii, a sam Bóg jest ekspertem, którego rady człowiek samodzielnie ocenia i korzysta z tego co uzna dla siebie za korzystne. Tymczasem sama Biblia wielokrotnie podkreśla, że istotą przesłania biblijnego jest wykazanie chwały Bożej bez konieczności odnoszenia w tym pożytku, jak chociażby odnotowano to w Księdze Izajasza 48:11:
"Przez wzgląd na siebie, przez wzgląd na siebie czynię to, bo jakże zbezczeszczone było moje imię; a przecież mojej chwały nie oddam innemu."
Już od kilkunastu lat nie mam nic wspólnego z żadnym kościołem. Ten czas poświęciłem na społeczność z Jezusem i karczowanie wszelkich śladów kościołów w moim myśleniu. To co słusznie zauważyłeś, jest efektem mojego odejścia od przekleństwa patriarchatu i budowaniu relacji z żoną w oparciu o Biblię. Teraz w moim życiu są takie obszary, w których podlegam pod autorytet mojej żony i wreszcie odkrywam, co to jest ezer konegdo (pomoc odpowiednia). Bardzo mnie cieszy, że to zauważyłeś, bo dla mnie jest to świadectwo, ze się zmieniam.Wit pisze:Czytając Twoje wypowiedzi zauważyłem, że musiałeś funkcjonować w jakichś społecznościach charyzmatycznych, gdzie głoszono emocje a nawet prosperity, bo używasz znamiennego slangu charakterystycznego dla tych społeczności religijnych jak relacja przeciwstawiając ją religii. Tymczasem każdy z ludzi posiada z Bogiem jakąś relację, w większości są to złe i wrogie relacje, a mało kto posiada dobrą relację jaką jest społeczność z Bogiem i Chrystusem. Natomiast sama religia niepotrzebnie utożsamiana jest przez Ciebie z rytuałami, bo wprawdzie wszyscy co odprawiają jakieś rytuały stają się członkami jakiejś religii, ale nie wszyscy, którzy wyznają jakąś religię muszą odprawiać jakieś rytuały. Oznacza to, że religia i rytuały niekoniecznie są synonimami. Przykładowo w chrześcijaństwie biblijnym raczej nie uświadczysz jakichkolwiek rytuałów, a rytuałem może się stać np. praktykowanie stosunku seksualnego w małżeństwie co w związku z powyższym staje się już religią.
Rozróżnienie pomiędzy religią i rytuałami nie jest dla mnie istotne. Nie są to pojęcia tożsame, ale z zasady występują w symbiozie. W rzeczywistości szukam chrześcijaństwa biblijnego, jestem z okolic Gliwic.
Masz rację, że humanizm stał się w wielu miejscach wiodącym nurtem w teologii. Globalizm wymusza zapotrzebowanie na uniwersalizm, czyli w naszym temacie, tworzenie takich religii, które będą wystarczająco tolerancyjne i pluralistyczne. Jednak, jeśli humanizm dokonał aneksji przestrzeni emocjonalnej oraz podkreślił znaczenie ciała, to czy to ma oznaczać,. że ja, jako chrześcijanin, w rzeczy samej niechętnie nastawiony do humanizmu, mam oddać ten teren, który jest żywotnie ważny w mojej osobistej relacji z Bogiem?Wit pisze:Kalwin nie jest dla mnie autorytetem. Odrzucam większość z jego poglądów doktrynalnych. Pisząc o kalwinizmie miałem na myśli ten nurt duchowy stawiający w centrum wielbienia Boga jako przeciwstawienie światopoglądowi opartemu na humanizmie i uniwersalizmie, gdzie Bóg staje się jedynie dodatkiem służącym temu, aby człowiek czuł się spełniony i mógł realizować swoje marzenia. Taka humanistyczna filozofia głoszona jest w wielu zborach ewangelikalnych i charyzmatycznych, zapewne Tobie znanych, gdzie podkreśla się wagę uczuć i ludzkiej psychiki, a umniejsza królową nauk, jaką jest teologia biblijna, czyli moc Słowa Bożego, uznając ją jedynie za martwą literę, a co zdaje się niestety pokutuje jeszcze w Twoim umyśle.
Piszesz o teologii biblijnej, ale takich nurtów teologicznych jest sporo. To, co ja piszę, też jest teologią biblijną. Myślę, że łatwiej będzie nam porozmawiać o Pnp, jeśli zdefiniujesz, co w Twoim rozumowaniu oznaczają pojęcia: wielbienie Boga, oraz chwała boża.
- wit
- Posty: 3775
- Rejestracja: 19 maja 2006, 23:21
- Lokalizacja: grudziądz
Druga rzecz mnie interesuje, czyli uwagi na temat pożycia seksualnego w małżeństwie.RM pisze:Teraz jednak już nie wiem o jaki wnioski chodzi. Czy o to w jaki sposób zidentyfikowałem myślenie Kesji, czy o dywagacje na temat relacji seksualnej.
Chwała Boża jest celem istnienia wszechświata i człowieka. Nie polega ona na śpiewaniu religijnych piosenek przy akompaniamencie instrumentów muzycznych i rytmicznym podrygiwaniu wiernych podczas nabożeństw, lecz stanowi ona zarówno cel jak i źródło pozyskiwania ludzi dla Chrystusa. W praktyce oznacza to, że ludzie którzy się nawracają do Boga przez zmianę swojej mentalności przyczyniają się do rozszerzania chwały Bożej i Królestwa Bożego.Wit, jednak w tym co napisałeś, nie ma nic na temat, czy dla Ciebie jest chwała boża. Rozumiem pojęcia humanizmu, postmodernizmu i relatywizmu. Tylko pozornie może się wydawać, ze mają coś wspólnego, z tym co napisałem. Co rozumiesz pod pojęciem chwały Bożej. Co to jest tak bardziej konkretnie?
Problem raczej leży gdzie indziej. Należałoby go rozpatrywać na płaszczyźnie tego co przynosi korzyść Bogu. Przecież czy to jedzenie i picie, czy też relacje seksualne w małżeństwie jako dary Boże nakierowane są ku człowiekowi. Dla siebie jemy, dla siebie pijemy, jak i również dla siebie spełniamy się w małżeństwie, a rzecz w tym, aby nasze życie w pierwszej kolejności było skierowane ku sprawom duchowym, a dopiero potem sprawom ciała. Sprawy duchowe przynoszą korzyść Bogu, natomiast wymienione sprawy cielesne stanowią konsekwencje tym czym człowiek został przez Boga obdarowany.Jednak, jeśli humanizm dokonał aneksji przestrzeni emocjonalnej oraz podkreślił znaczenie ciała, to czy to ma oznaczać,. że ja, jako chrześcijanin, w rzeczy samej niechętnie nastawiony do humanizmu, mam oddać ten teren, który jest żywotnie ważny w mojej osobistej relacji z Bogiem?
Nie sądzę, aby to co piszesz stanowiło jakiś rodzaj teologii biblijnej, bo co mają powiedzieć ludzie, którzy z takich czy innych przyczyn, np. wady cielesne uniemożliwiające pożycie seksualne czy też dobrowolny celibat, nie mogą korzystać z daru Bożego. Czy tego rodzaju sytuacje oznaczają, iż ci ludzie są gorsi w oczach Boga?Piszesz o teologii biblijnej, ale takich nurtów teologicznych jest sporo. To, co ja piszę, też jest teologią biblijną. Myślę, że łatwiej będzie nam porozmawiać o Pnp, jeśli zdefiniujesz, co w Twoim rozumowaniu oznaczają pojęcia: wielbienie Boga, oraz chwała boża.
RECEPTĄ NA AKTYWNĄ ROLĘ KOŚCIOŁA, JAKĄ MA ON DO SPEŁNIENIA, NIE JEST JEGO REFORMA, DO CZEGO WZYWAŁY KOŚCIOŁY PROTESTANCKIE, ALE POSŁUSZEŃSTWO, DO CZEGO WZYWAŁ KOŚCIÓŁ WCZESNOCHRZEŚCIJAŃSKI.
-
RM
- Posty: 3679
- Rejestracja: 20 mar 2012, 20:37
Wit, jak ta chwała ma się objawiać? W zmianie mentalności? Czym ta chwała ma być? Jak już napisałem, chwała boża objawia się w świadectwie życia człowieka, który idzie za Jezusem. Chwała boża objawia się tym, że ludzie okazują sobie miłość i są zdolni do działania w jedności. Zatem najpierwszym miejscem w którym powinna się objawiać ta chwała jest małżeństwo i rodzina. Zalecenie, będziesz miłował bliźniego swego najpierw powinno być realizowane w małżeństwie, bo jeśli ktoś kocha swoich bliźnich, którzy są daleko, a nie potrafi okazać miłości najbliższej osobie, to po prostu jest hipokrytą. Małżeństwo i rodzina są miejscem, w którym potencjał człowieka do budowania Królestwa, albo się rozwija, albo karłowacieje. Największym świadectwem chrześcijaństwa i zarazem chwałą dla Boga są szczęśliwe małżeństwa i pełne miłości rodziny. Potem dopiero można mówić o służbach, ewangelizacjach i innych aktywnościach. Małżeństwo jest poligonem, na którym człowiek uczy się miłości w sposób praktyczny, wobec osób, który nie oszuka się taką czy inną maską. Tu trzeba być sobą i dać z siebie wszystko. A Bogu zależy na tym, żeby miłość była prawdziwa, a nie wyreżyserowana dla celów niedzielnego nabożeństwa.Wit pisze:Chwała Boża jest celem istnienia wszechświata i człowieka...stanowi ona zarówno cel jak i źródło pozyskiwania ludzi dla Chrystusa. W praktyce oznacza to, że ludzie którzy się nawracają do Boga przez zmianę swojej mentalności przyczyniają się do rozszerzania chwały Bożej i Królestwa Bożego.
Szczęśliwe chrześcijańskie małżeństwa są świadectwem, że koncept Boga opisany w 1 M 2 18-25 jest bardzo dobry i to oddaje chwałę Bogu, a zarazem jest świadectwem, zę warto Mu zaufać i podporządkować własne życie pod Jego wolę. Szczęśliwe małżeństwa są także źródłem błogosławieństwa dla tych, którzy nie są w związkach małżeńskich, i tak jak ognisko, są w stanie ogrzać wszystkich, którzy się wokoło gromadzą. Zauważ natomiast, że teologia, którą poważasz, nie ma sensownego rozwiązania np. dla homoseksualistów.
Jak już napisałem wcześniej, małżeństwo jest ukoronowaniem dzieła stworzenia. Zostało ustanowione na końcu, zatem stanowi jakby dopełnienie do zamknięcia całości. Ja rozumiem to w ten sposób, że wszystko zostało przygotowane dla człowieka, którego życie i funkcjonowanie miało się realizować w małżeństwie. Zauważ, że opis biblijny początku wszechrzeczy nie zawiera tak ważnych dla współczesnego chrześcijaństwa spraw, ale opisuje małżeństwo i poświęca mu znacząco wiele miejsca. Warto także zauważyć, ze Jezus dyskutując z faryzeuszami (Mt 19) wskazał na odniesienie do początku.
Opis biblijny małżeństwa wskazuje na kilka istotnych punktów:
1. nie dobrze żeby człowiek był sam
2. pełnia człowieczeństwa to relacja mężczyzny i kobiety, polegająca na wzajemnym uzupełnianiu się do całości. Owo uzupełnianie wynika z relacji wzajemnej dominacji i podporządkowywania się małżonków w różnych dziedzinach funkcjonowania.
3. małżeństwo to kompletna, samodzielna jednostka społeczna zdolna do realizowania bożych celów
4. małżeństwo to jedno ciało zespalające dwie istoty, podobnie jak Bóg jest jednością trzech osób
5. cecha nagości, raczej nieosiągalna w żadnej innej relacji
6. wolność od wstydu, jednej z najbardziej toksycznych i niszczących cech ludzkości.,
Te elementy wskazują, że małżeństwo jest jest fundamentalnym składnikiem jakiegokolwiek działania związanego z planem Boga. Żydzi to doskonale rozumieli. Zatem Jezus, który był Żydem, także to doskonale rozumiał. Dopiero Kościół Rzymski wypaczył boży porządek rzeczy.
Trzeba zauważyć, że droga grzechu, zapoczątkowana przez Adama, uderzyła przede wszystkim w małżeństwo i jego cechy konstytucyjne: ludzie porzucili nagość, zaczęli się wstydzić. To co wcześniej uzupełniało ich do całości, teraz nabrało znaczenia różnicy, czyli mężczyzna i kobieta uznali swoją odmienność i to stało się problematyczne. Za tym pojawiło się oskarżenie i walka. Także trzeba zauważyć, że najbardziej toksyczny ustrój, jaki przyjął człowiek -czyli patriarchat - jest skutkiem grzechu. Ten ustrój popiera też większość teologii, chociaż jest wrogi Bogu i człowiekowi.
Pisałem też już, ze Bóg stworzył człowieka do funkcjonowania w harmonii ducha i ciała. To Kościół Rzymski, wprowadzając do nauczania pogański dualizm, wzgardził mądrością Najwyższego i zaufał wiedzy pochodzącej ze źródeł demonicznych. Myślenie i logika wywodzące się ze starożytnej Grecji, nie nadają się do rozważania spraw bożych. Napisałeś: ...aby nasze życie w pierwszej kolejności było skierowane ku sprawom duchowym, a dopiero potem sprawom ciała...Czy Ty także uważasz, ze sprawy duchowe i sprawy ciała kłócą się ze sobą? Teologia, która skazuje człowieka na wewnętrzny konflikt, na dysonans ducha i ciała jest po prostu szkodliwa.
Dlatego Pnp jest księgą szczególną. Wskazuje na znaczenie relacji heteroseksualnej i jej głębię. Rozbudza świadomość i tęsknotę człowieka za relacją jednego ciała. Myślenie o małżeństwie, jako o zaspokajaniu ludzkiego libido, oraz prokreacji jest płytkie i wynika z ustroju patriarchalnego. Małżeństwo, jako instytucje ustanowiona przez Boga, niesie w sobie ogromny potencjał rozwoju człowieka, dostarcza doświadczeń pozwalających zrozumieć boże idee, tu ludzie dojrzewają i nabierają świadomości, że świat ducha i ciała są wzajemnie współzależne i uzupełniające się. Tak jednak dzieje się w małżeństwie opartym na bożych priorytetach, a nie w jego patriarchalnym odkształceniu.
-
Henryk
- Posty: 12401
- Rejestracja: 10 lis 2008, 8:26
Choć uważam, że PnP przedstawia nam relacje: Członkowie Kościoła tu na Ziemi- obiecany Chrystus (Mesjasz), to przykład czystej panny, zaręczonej, oczekującej Oblubieńca i odwrotnie jest zupełnie na miejscu.
Nie mogą doczekać się „złączenia”. Tęsknią za sobą, wzdychają do siebie...
Ale też...
Mt 10:37 bpd "Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien; i kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien;"
Nie mogą doczekać się „złączenia”. Tęsknią za sobą, wzdychają do siebie...
1Ti 5:8 br " A jeśli ktoś nie troszczy się o swoich najbliższych, zwłaszcza o domowników, to znaczy, że już odpadł od wiary i gorszy jest od tego, który był zawsze poganinem."RM pisze:Największym świadectwem chrześcijaństwa i zarazem chwałą dla Boga są szczęśliwe małżeństwa i pełne miłości rodziny. Potem dopiero można mówić o służbach, ewangelizacjach i innych aktywnościach. Małżeństwo jest poligonem, na którym człowiek uczy się miłości w sposób praktyczny, wobec osób, który nie oszuka się taką czy inną maską. Tu trzeba być sobą i dać z siebie wszystko. A Bogu zależy na tym, żeby miłość była prawdziwa, a nie wyreżyserowana dla celów niedzielnego nabożeństwa.
Ale też...
Mt 10:37 bpd "Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien; i kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien;"
- Parmenides
- Posty: 2011
- Rejestracja: 10 sie 2011, 14:53
- Kontakt:
Wydaje mi się, że te (pozorne) sprzeczności wynikaja z naszego niezrozumienia i błędnych tłumaczeń. Na przykład w łacinie różnymi słowami oznaczone różńe rodzaje miłości czy pojęcia/czasowniki z tym związane (caritas, amor, diligo); nie utożsamiano miłości do Boga, miłości rodzicielskiej czy braterskiej , miłości związanej z seksualnością czy miłości do swojej ojczyzny - że jest to to samo. Było to inaczej określane. A dzisiaj wszystko pakujemy do jednego worka i nie zastanawiamy się, że jednak miłość do Boga nie jest tym samym co na bazie erotyki miłość do partnerki/partnera, gdyż jednym słowem "miłość" określamy kilka bardzo różnych stanów emocjonalnych czy funkcji naszej psychiki. A poniewaz słowo jest jedno, wydaje nam się, że wszystkie te miłości są tym samym, maja takie samo źródło, znaczenie, cechy itd. I stąd bierze się wiele nieporozumień.Henryk pisze:1Ti 5:8 br " A jeśli ktoś nie troszczy się o swoich najbliższych, zwłaszcza o domowników, to znaczy, że już odpadł od wiary i gorszy jest od tego, który był zawsze poganinem."
Ale też...
Mt 10:37 bpd "Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien; i kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien;"
-
Henryk
- Posty: 12401
- Rejestracja: 10 lis 2008, 8:26
Zgadza się.Parmenides pisze:Wydaje mi się, że te (pozorne) sprzeczności wynikaja z naszego niezrozumienia i błędnych tłumaczeń. Na przykład w łacinie różnymi słowami oznaczone różńe rodzaje miłości czy pojęcia/czasowniki z tym związane (caritas, amor, diligo); nie utożsamiano miłości do Boga, miłości rodzicielskiej czy braterskiej , miłości związanej z seksualnością czy miłości do swojej ojczyzny - że jest to to samo.
Łk 14:26 bpd " Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swojego ojca i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a także swojej duszy, nie może być moim uczniem."
Dosłowność nieraz "zabija".
- wit
- Posty: 3775
- Rejestracja: 19 maja 2006, 23:21
- Lokalizacja: grudziądz
Udane małżeństwo faktycznie może stanowić świadectwo życia człowieka, jednak w Piśmie nie dostrzegam tego co Ty zauważasz, a mianowicie, aby małżeństwo samo w sobie miało być celem Bożego przesłania. Tego rodzaju cel raczej stanowi zbór złożony z wierzących, którzy dla siebie są członkami jedni drugich stanowiąc ciało Chrystusa. Małżeństwo ten Boży model funkcjonowania społeczności zawęża do społeczności dwóch osób, ponieważ małżonkowie są otwarci tylko na siebie, a nie na innych członków zboru.RM pisze:Wit, jak ta chwała ma się objawiać? W zmianie mentalności? Czym ta chwała ma być? Jak już napisałem, chwała boża objawia się w świadectwie życia człowieka, który idzie za Jezusem. Chwała boża objawia się tym, że ludzie okazują sobie miłość i są zdolni do działania w jedności. Zatem najpierwszym miejscem w którym powinna się objawiać ta chwała jest małżeństwo i rodzina. Zalecenie, będziesz miłował bliźniego swego najpierw powinno być realizowane w małżeństwie, bo jeśli ktoś kocha swoich bliźnich, którzy są daleko, a nie potrafi okazać miłości najbliższej osobie, to po prostu jest hipokrytą. Małżeństwo i rodzina są miejscem, w którym potencjał człowieka do budowania Królestwa, albo się rozwija, albo karłowacieje. Największym świadectwem chrześcijaństwa i zarazem chwałą dla Boga są szczęśliwe małżeństwa i pełne miłości rodziny. Potem dopiero można mówić o służbach, ewangelizacjach i innych aktywnościach. Małżeństwo jest poligonem, na którym człowiek uczy się miłości w sposób praktyczny, wobec osób, który nie oszuka się taką czy inną maską. Tu trzeba być sobą i dać z siebie wszystko. A Bogu zależy na tym, żeby miłość była prawdziwa, a nie wyreżyserowana dla celów niedzielnego nabożeństwa.
Szczęśliwe chrześcijańskie małżeństwa są świadectwem, że koncept Boga opisany w 1 M 2 18-25 jest bardzo dobry i to oddaje chwałę Bogu, a zarazem jest świadectwem, zę warto Mu zaufać i podporządkować własne życie pod Jego wolę. Szczęśliwe małżeństwa są także źródłem błogosławieństwa dla tych, którzy nie są w związkach małżeńskich, i tak jak ognisko, są w stanie ogrzać wszystkich, którzy się wokoło gromadzą. Zauważ natomiast, że teologia, którą poważasz, nie ma sensownego rozwiązania np. dla homoseksualistów.
Nawiązując do problematyki chwały Bożej, postrzegam ją w ten sposób, iż zmiana mentalności następuje za sprawą nawrócenia, gdzie wierzący człowiek wstępuje na drogę Bożą idąc w ślady Jezusa i tym samym dając o sobie świadectwo. Wydarzenie nawrócenia polega właśnie na zmianie sposobu myślenia odwracając się od dotychczasowego stylu życia i przejmując sposób według Bożego schematu.
Odnośnie kwestii homoseksualizmu. Nie sądzę, aby idea małżeństwa stanowiła receptę na wyzbycie się skłonności homoseksualnych. Jest nią raczej poprawna teologia, czyli doktryna oparta na Biblii i poruszająca sumienie, które mobilizuje do zaprzestania prowadzenia grzesznego życia. Podobnie jest z małżeństwem. Małżonek który żyje Słowem Bożym nie będzie zainteresowany zawarciem znajomości z inną osobą w celu praktykowania stosunków seksualnych, ale będzie się starał dochować wierności żonie/mężowi. Do tego właśnie niejako zmusza poprawne nauczanie, a nie jedynie małżeństwo.
W swojej poprzedniej wypowiedzi nie miałem na myśli dualizmu rozumianego jako przeciwstawianie sobie spraw duchowych przeciwko ciału na zasadzie jak wielu przeciwstawia złego Boga ST dobremu Bogu NT. Owszem, sprawy ciała są ważne i nie należy ich zaniedbywać, jednak one są konsekwencją spraw duchowych, którym właśnie należy dać pierwszeństwo. Przykładowo człowiek wierzący raczej nie będzie zainteresowany, aby stylizować swój wygląd na modłę współczesnego świata i panujących w nim trendów mody, i nie będzie chodził wytatuowany i wykolczykowany jak pan z poniższego obrazka, który zaczął się w ten sposób stylizować po swoim rzekomym nawróceniu, a nota bene okazało się, że pozostawił swoją dotychczasową małżonkę na rzecz innej kobiety.Pisałem też już, ze Bóg stworzył człowieka do funkcjonowania w harmonii ducha i ciała. To Kościół Rzymski, wprowadzając do nauczania pogański dualizm, wzgardził mądrością Najwyższego i zaufał wiedzy pochodzącej ze źródeł demonicznych. Myślenie i logika wywodzące się ze starożytnej Grecji, nie nadają się do rozważania spraw bożych. Napisałeś: ...aby nasze życie w pierwszej kolejności było skierowane ku sprawom duchowym, a dopiero potem sprawom ciała...Czy Ty także uważasz, ze sprawy duchowe i sprawy ciała kłócą się ze sobą? Teologia, która skazuje człowieka na wewnętrzny konflikt, na dysonans ducha i ciała jest po prostu szkodliwa.

RECEPTĄ NA AKTYWNĄ ROLĘ KOŚCIOŁA, JAKĄ MA ON DO SPEŁNIENIA, NIE JEST JEGO REFORMA, DO CZEGO WZYWAŁY KOŚCIOŁY PROTESTANCKIE, ALE POSŁUSZEŃSTWO, DO CZEGO WZYWAŁ KOŚCIÓŁ WCZESNOCHRZEŚCIJAŃSKI.
-
RM
- Posty: 3679
- Rejestracja: 20 mar 2012, 20:37
Ale dlaczego tego nie widzisz? To w rodzinie kształtuje się myślenie kolejnego pokolenia. A rodzinę konstytuuje małżeństwo. To rodzina uczy miłości, a miłość jest fundamentem chrześcijaństwa. Rodzina uczy też jedności, której ważność tak podkreślał Jezus w J 17. Nikt nie skomentował w temacie o dziesięcinie Pwt 14, 22-28. A tam pisze: i będziesz tam jadł przed Panem, i będziesz się weselił, ty i twój dom . Celem ustanowienia dziesięciny było przede wszystkim zapewnienie rodzinie beztroskiego czasu radości przed Bogiem. Rodzinie!!!Wit pisze:jednak w Piśmie nie dostrzegam tego co Ty zauważasz, a mianowicie, aby małżeństwo samo w sobie miało być celem Bożego przesłania.
Wit pisze:Tego rodzaju cel raczej stanowi zbór złożony z wierzących, którzy dla siebie są członkami jedni drugich stanowiąc ciało Chrystusa.
Znasz taki zbór, w którym wierzący są dla siebie członkami jedni drugich? Ja myślę, że nie ma takiego. Żeby w Zborze ludzie byli w stanie realizować tą wizję bycia członkami, muszą się najpierw nauczyć w domu jednego ciała. Zdrowe małżeństwo dostarcza wzorów tego typu zachowań, które potem można powielać w zborze. Takie postawy w zborze się same nie urodzą, jeśli nie wyklują się w małżeństwach. Poza tym zbór, to twór sztuczny, takie religijne rozumienie słów o społeczności wywołanych. Społeczności wywołanych, można by nadać inny wizerunek, niż zbór i też by pasowało. Zaś małżeństwo jest społecznością w sposób naturalny, jeśli są chrześcijanami, to w oczywisty sposób tworzą społeczność wywołanych.
Zdrowe małżeństwo uczy tych zachowań i postaw, które potem są niezbędne do budowania zdrowego zboru. Zbór sam w sobie nie ma potencjału ani możliwości, aby tego nauczyć.Wit pisze:Małżeństwo ten Boży model funkcjonowania społeczności zawęża do społeczności dwóch osób, ponieważ małżonkowie są otwarci tylko na siebie, a nie na innych członków zboru.
Ludzie idąc do kościoła w niedzielę zakładają maskę nr 7. W kościele i tak się nikt nie połapie, bo wszyscy występują w maskach i to jest tam normalne. Ale niech mąż spróbuje założyć maskę wobec żony, zostanie natychmiast zdemaskowany. Jeśli piszesz o sposobie życia wg Bożego schematu, to jak sądzę masz na myśli Rodz 2 18-25. Bo ja innego Bożego schematu nie znam.Wit pisze:Nawiązując do problematyki chwały Bożej, postrzegam ją w ten sposób, iż zmiana mentalności następuje za sprawą nawrócenia, gdzie wierzący człowiek wstępuje na drogę Bożą idąc w ślady Jezusa i tym samym dając o sobie świadectwo. Wydarzenie nawrócenia polega właśnie na zmianie sposobu myślenia odwracając się od dotychczasowego stylu życia i przejmując sposób według Bożego schematu.
Jestem skłonny poważnymi argumentami bronić tezy, że podstawowym źródłem zachowań homoseksualnych są zaburzenia w funkcjonowaniu rodzin. Homoseksualizm ma głównie uwarunkowania środowiskowe, rodzinne. Zdrowe rodziny będą generować pokolenia hetero. Zaś co teologia ma do zaoferowania homoseksualistom? Myślę, ze tylko pobożne życzenia. Czy są jakieś świadectwa osób homoseksualnych, którym teologia pomogła odmienić swoje skłonności?Wit pisze:Odnośnie kwestii homoseksualizmu. Nie sądzę, aby idea małżeństwa stanowiła receptę na wyzbycie się skłonności homoseksualnych
-
Jachu
- Posty: 10663
- Rejestracja: 09 lis 2008, 20:55
- Lokalizacja: Śląsk