Bobo pisze:SUB pisze:Wszak napisanie "świadek" może odnosić się do wielu grup którzy owe "świadek" używają.
No! Żeby nikt nas (tzn. Świadkow Jehowy) nie pomylił ze 'świadkiem' (Chrystusa) czyli Yarpenem

EMET:
Ale, ale: wszak Lucyfer też tak jakoś się określa...
Ja osobiście, kiedy jakąś nazwę nie uważam za taką, którą akceptuję, powiedzmy, to daję w
"...".
Bywa, że piszę ks. [skrót od: ksiądz], kiedy cytuję z jakiejś pozycji biblistycznej, powiedzmy, więc używam określeń oficjalnych, powiedzmy. Skoro autor podpisuje się per ksiądz, to i ja też tak piszę. Mozna powiedzieć duchowny, aby odróżnić od tzw. 'laikatu'.
Są przecież i takie sytuacje, kiedy np. KRzK określa kogoś jako "święty/a/". Tyle, że są to tegoż Wyznania określenia itp. Dla mnie nie są to żadni 'święci'... Gdybym zatem miał pisać, to co najwyżej, jak pisałem: dając w
"...".
Uważam, że zawsze jest jakaś możliwość w pisowni taka, żeby móc coś przekazać, a jednocześnie nie uchybić swoim przekonaniom.
Tak jest z pewnym sławetnym mówieniem do księży zakonnych per "ojciec", czy do zakonnic per "siostro". Co innego do świeckich pracownic szpitali: tak się przyjęło mówić, ale nie ma tutaj odniesień religijnych, więc nie ma wzdragania.
Stąd też sławetne powiedzenie: "Dla kogo - ojciec, dla tego kogoś - ojciec". Choćby przykład duchownego - ks. Rydzyka. Nie można bowiem być niejako przymuszonym tak się do kogoś zwracać, o ile ktoś ma opory natury sumienia.
To działa zresztą w wielu kierunkach.
Stephanos, ps. EMET