Pieśń nad pieśniami

Od Księgi Rodzaju do Apokalipsy, informacje o datach i miejscach powstania poszczególnych ksiąg i ich autorach

Moderatorzy: Bobo, kansyheniek, booris, Junior Admin, Osoby odpowiedzialne za forum, Moderatorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
wit
Posty: 3775
Rejestracja: 19 maja 2006, 23:21
Lokalizacja: grudziądz

Post autor: wit »

RM pisze:Ale dlaczego tego nie widzisz? To w rodzinie kształtuje się myślenie kolejnego pokolenia. A rodzinę konstytuuje małżeństwo. To rodzina uczy miłości, a miłość jest fundamentem chrześcijaństwa. Rodzina uczy też jedności, której ważność tak podkreślał Jezus w J 17. Nikt nie skomentował w temacie o dziesięcinie Pwt 14, 22-28. A tam pisze: i będziesz tam jadł przed Panem, i będziesz się weselił, ty i twój dom . Celem ustanowienia dziesięciny było przede wszystkim zapewnienie rodzinie beztroskiego czasu radości przed Bogiem. Rodzinie!!!
Według ideologii świeckiej może tak być jak twierdzisz, jednak utożsamiając się z chrześcijaństwem należałoby wyjść dalej odnosząc szczęśliwe pożycie do Zboru-Ciała Chrystusowego, bo to zdaje się jest sednem Ewangelii.
Znasz taki zbór, w którym wierzący są dla siebie członkami jedni drugich? Ja myślę, że nie ma takiego. Żeby w Zborze ludzie byli w stanie realizować tą wizję bycia członkami, muszą się najpierw nauczyć w domu jednego ciała. Zdrowe małżeństwo dostarcza wzorów tego typu zachowań, które potem można powielać w zborze. Takie postawy w zborze się same nie urodzą, jeśli nie wyklują się w małżeństwach. Poza tym zbór, to twór sztuczny, takie religijne rozumienie słów o społeczności wywołanych. Społeczności wywołanych, można by nadać inny wizerunek, niż zbór i też by pasowało. Zaś małżeństwo jest społecznością w sposób naturalny, jeśli są chrześcijanami, to w oczywisty sposób tworzą społeczność wywołanych.
Sadzę, że nie ma znaczenia czy istnieje jakiś perfekcyjny zbór. Prawdą jest, że powołując się na wiarę chrześcijańską należałoby wyznawać, a przynajmniej mieć nadzieję, że tego rodzaju zbór może istnieć.
Niniejsza sytuacja ma się do siebie jak z człowiekiem żyjącym w XIX wieku, który twierdzi, iż niemożliwością jest, aby ludzie mogli wznieść się w atmosferę ziemską, czy nawet polecieć w kosmos, bo on tego nie doświadczył. Dzisiejsza rzeczywistość tymczasem pokazała co innego.
Zdrowe małżeństwo uczy tych zachowań i postaw, które potem są niezbędne do budowania zdrowego zboru. Zbór sam w sobie nie ma potencjału ani możliwości, aby tego nauczyć.
Zbór ma potencjał pod warunkiem, że wyznaje prawidłową naukę Bożą jako podstawę właściwych relacji, także rodzinnych. Szczęście czy to w rodzinie czy to w zborze jest owocem, czyli skutkiem wyznawania poprawnej doktryny, a nie jej przyczyną.
Ludzie idąc do kościoła w niedzielę zakładają maskę nr 7. W kościele i tak się nikt nie połapie, bo wszyscy występują w maskach i to jest tam normalne. Ale niech mąż spróbuje założyć maskę wobec żony, zostanie natychmiast zdemaskowany. Jeśli piszesz o sposobie życia wg Bożego schematu, to jak sądzę masz na myśli Rodz 2 18-25. Bo ja innego Bożego schematu nie znam.
Nie. Nie mam na myśli jednego fragmentu Pisma, na jakim zbudowana jest cała moja teologia, ale właśnie całość przesłania biblijnego z finałem w księgach nauczających NT w zgodzie z zasadą progresji objawienia Bożego, z którego wyciągam odpowiednie wnioski.
Jestem skłonny poważnymi argumentami bronić tezy, że podstawowym źródłem zachowań homoseksualnych są zaburzenia w funkcjonowaniu rodzin. Homoseksualizm ma głównie uwarunkowania środowiskowe, rodzinne. Zdrowe rodziny będą generować pokolenia hetero. Zaś co teologia ma do zaoferowania homoseksualistom? Myślę, ze tylko pobożne życzenia. Czy są jakieś świadectwa osób homoseksualnych, którym teologia pomogła odmienić swoje skłonności?
Faktem jest, że nieprawidłowe relacje w rodzinie mogą mieć wpływ na przyszłą seksualność dziecka, niemniej tego rodzaju tezy odnoszą sie jedynie do sfery świeckiej z pominięciem religijnej, a zwłaszcza biblijnej. Wyznawanie błędnej teologii zgodnie z fragmentem z Listu do Rzymian 1:21-32 może przyczyniać się do wynaturzeń w sferze seksualnej człowieka, jak np. homoseksualizm czy pedofilia. Dlatego tak ważna jest teologia, poprawna teologia, która mobilizuje Członków Zboru Bożego do prowadzenia życia w świętości.
Parafrazując pewne przysłowie, w zdrowym Ciele, czyli w Zborze z właściwym nauczaniem zdrowy Duch, czyli postępowanie według Bożej woli wyjawionej w Biblii.
RECEPTĄ NA AKTYWNĄ ROLĘ KOŚCIOŁA, JAKĄ MA ON DO SPEŁNIENIA, NIE JEST JEGO REFORMA, DO CZEGO WZYWAŁY KOŚCIOŁY PROTESTANCKIE, ALE POSŁUSZEŃSTWO, DO CZEGO WZYWAŁ KOŚCIÓŁ WCZESNOCHRZEŚCIJAŃSKI.

RM
Posty: 3679
Rejestracja: 20 mar 2012, 20:37

Post autor: RM »

Chętnie bym poznał tą poprawną teologię, ale chyba z tym poczekam do czasu, kiedy usłyszę o człowieku, w którego życiu owa teologia wydała owoce. Te, które poznałem dotychczas nie są wiele warte, chociażby z powodu owoców, jakie wydali ludzie przez owe teologie ukształtowani w czasie II wojny.

To jasne, że jeśli patrzysz na jeśli Pnp przez pryzmat określonej teologii, nie masz zbyt wielkiej możliwości zagłębianie się w tekst, bo teologia już to zrobiła. Dziwi mnie jednak, że piszesz o swoim przekonaniu, że istnieje jakaś dobra teologia, albo przynajmniej poprawna, ale zarazem piszesz, że nie ma znaczenia istnienie perfekcyjnego zboru. Wystarczy nadzieja, zę taki zbór może istnieć. To skąd czerpiesz przekonanie, że znasz dobrą teologię, skoro fizycznie nie znajdujesz zboru, który swoimi owocami zdołałby potwierdzić poprawność teologii? Sama nadzieja tu wystarczy, że taki zbór może powstać?

Ja raczej, bazując na Ewangeliach, obawiałbym się takiego myślenia. Żydzi też byli przekonani, ze ich teologia jest dobra. Byli tak bardzo przekonani, że pozbyli się Jezusa, bo zupełnie psuł im ich teologiczny i dogmatyczny porządek rzeczy. Jeśli wierzymy, że całe Pismo jest pożyteczne do badania postaw ludzi, to warto rozważyć pytanie, czy istnieje w ogóle taka teologia, która byłaby dobra? Bo jesli istnieje, to skutkiem jej wdrażania powinny być owoce upamiętania, a z tym to chyba w zborach krucho jest.

Owoce pojawiłyby się wówczas, kiedy zalecenie miłości bliźniego zaczynałoby się do relacji pomiędzy mężem i żoną. Każdy, kto pomyślnie przetestuje swoje chrześcijaństwo na tym polu, staje się zaprawiony do miłości każdego bliźniego i potrafi być jedno z innymi, jęsli poćwiczył ten temat ze współmałżonkiem. A zbór, no cóż, ludzie słuchają tam poprawnej teologii, ale potem wracają do domu i pracy, a tam poprawna teologia staje się tylko uciążliwą teorią religijną.

Awatar użytkownika
wit
Posty: 3775
Rejestracja: 19 maja 2006, 23:21
Lokalizacja: grudziądz

Post autor: wit »

RM pisze:Chętnie bym poznał tą poprawną teologię, ale chyba z tym poczekam do czasu, kiedy usłyszę o człowieku, w którego życiu owa teologia wydała owoce. Te, które poznałem dotychczas nie są wiele warte, chociażby z powodu owoców, jakie wydali ludzie przez owe teologie ukształtowani w czasie II wojny.

To jasne, że jeśli patrzysz na jeśli Pnp przez pryzmat określonej teologii, nie masz zbyt wielkiej możliwości zagłębianie się w tekst, bo teologia już to zrobiła. Dziwi mnie jednak, że piszesz o swoim przekonaniu, że istnieje jakaś dobra teologia, albo przynajmniej poprawna, ale zarazem piszesz, że nie ma znaczenia istnienie perfekcyjnego zboru. Wystarczy nadzieja, zę taki zbór może istnieć. To skąd czerpiesz przekonanie, że znasz dobrą teologię, skoro fizycznie nie znajdujesz zboru, który swoimi owocami zdołałby potwierdzić poprawność teologii? Sama nadzieja tu wystarczy, że taki zbór może powstać?

Ja raczej, bazując na Ewangeliach, obawiałbym się takiego myślenia. Żydzi też byli przekonani, ze ich teologia jest dobra. Byli tak bardzo przekonani, że pozbyli się Jezusa, bo zupełnie psuł im ich teologiczny i dogmatyczny porządek rzeczy. Jeśli wierzymy, że całe Pismo jest pożyteczne do badania postaw ludzi, to warto rozważyć pytanie, czy istnieje w ogóle taka teologia, która byłaby dobra? Bo jesli istnieje, to skutkiem jej wdrażania powinny być owoce upamiętania, a z tym to chyba w zborach krucho jest.

Owoce pojawiłyby się wówczas, kiedy zalecenie miłości bliźniego zaczynałoby się do relacji pomiędzy mężem i żoną. Każdy, kto pomyślnie przetestuje swoje chrześcijaństwo na tym polu, staje się zaprawiony do miłości każdego bliźniego i potrafi być jedno z innymi, jęsli poćwiczył ten temat ze współmałżonkiem. A zbór, no cóż, ludzie słuchają tam poprawnej teologii, ale potem wracają do domu i pracy, a tam poprawna teologia staje się tylko uciążliwą teorią religijną.
Nadal jednak zdajesz się nie odróżniać przyczyn od skutków.
Wydawanie odpowiedniego owocu jest skutkiem posiania odpowiedniego nasienia. Nie sposób twierdzić, że owoce wydaje się za sprawą owocu, a Ty przejawiasz tego rodzaju myślenie, obstając za tezą, że receptą na poprawne życie chrześcijańskie (również funkcjonowanie zboru) jest prowadzenie szczęśliwego życia małżeńskiego. Jest wręcz odwrotnie. Szczęśliwe małżeństwa to efekt przyjęcia poprawnej wykładni Słowa Bożego, a także świadectwo o prowadzeniu uświęconego życia zarówno w domu jak i w zborze. Przekładając tę sytuację na odwrót zdrowy zbór świadczy o prowadzeniu zdrowego życia w małżeństwie przez członków zboru. Jeżeli zbór jest rozbity wewnętrznie to najprawdopodobniej oznacza, że również małżeństwa egzystujące w tym zborze są również w stanie kryzysu. Oznacza to ni mniej ni więcej, iż negowanie takiej fundamentalnej wartości chrześcijańskiej jak funkcjonowanie idealnego zboru stanowi również negację szczęśliwego pożycia w małżeństwie.
RECEPTĄ NA AKTYWNĄ ROLĘ KOŚCIOŁA, JAKĄ MA ON DO SPEŁNIENIA, NIE JEST JEGO REFORMA, DO CZEGO WZYWAŁY KOŚCIOŁY PROTESTANCKIE, ALE POSŁUSZEŃSTWO, DO CZEGO WZYWAŁ KOŚCIÓŁ WCZESNOCHRZEŚCIJAŃSKI.

RM
Posty: 3679
Rejestracja: 20 mar 2012, 20:37

Post autor: RM »

Wit pisze:Wydawanie odpowiedniego owocu jest skutkiem posiania odpowiedniego nasienia. Nie sposób twierdzić, że owoce wydaje się za sprawą owocu,
Ok. możemy pójść tą ścieżką. Twoje słowo wskazuje, że właściwa teoria (teologia) generuje pożądane owoce. Te owoce powinny się objawiać zarówno w funkcjonowaniu zboru, jak i życiu rodziny. Czy zatem właściwym będzie twierdzenie, że jakość owoców odwzorowuje sensowność i wartość teorii? Wydaje mi się całkowicie oczywiste, że praktyka weryfikuje teorię. Stąd pytanie, jeśli owoce w praktyce są wątpliwej jakości, to czy nie należy się zastanowić nad teorią, czy nie jest błędna? Oczywiście ktoś może powiedzieć, że teologia jest właściwa i poprawna, tylko ludzie z jakichś względów nie chcą wydawać właściwych owoców. Ale jak wówczas owa teoria (teologia) będzie weryfikowana?

Znacząca część teologii religijnych ma przełożenie tylko na religię. Z klucza są niedostosowane do życia codziennego ludzi. To jest przestrzeń, w której religie rozmijają się codziennym życiem ludzi. A Jezus tego nie uczył. On raczej przebywał na co dzień z uczniami i wpajał im taki sposób myślenia, który miał zastosowanie w życiu codziennym i nie tworzył wyalienowanej od życia religijnej niedzieli. Dlatego interpretacja Pnp promowana przez religie, także tworzy wyalienowaną rzeczywistość "duchową", która ma się nijak do rzeczywistej treści tej księgi. Pewnie nigdy nie zetknąłeś się w swoim zborze z reakcjami ludzi po nabożeństwie, na wyidealizowane koncepty teologiczne. Np. na teologicznie poprawne pomysły, ze mąż jest głową żony, po nabożeństwie można usłyszeć komentarze, ale żona jest szyją, która tą głową kręci. W ten sposób prości ludzie w swej życiowej mądrości, poprawiają poronione teologiczne pomysły i nadają im wymiar możliwy do zastosowania w praktyce.

Wit, małżeństwo i rodzina weryfikuje wszelkie treści teologiczne. Zdrowe nauczanie rodzi owoce w postaci zdrowych i kochających się małżeństw i w konsekwencji rodzin. A to dalej przenosi się na zbór. To jest boży porządek rzeczy. Nie istnieje możliwość, żeby istniał zdrowy zbór bez zdrowych małżeństw. Rzeczywiście szczęśliwe małżeństwa to efekt przyjęcia poprawnej wykładni Słowa Bożego. Jednak poprawność wykładni Słowa jest weryfikowana szczęściem małżeńskim.

Awatar użytkownika
wit
Posty: 3775
Rejestracja: 19 maja 2006, 23:21
Lokalizacja: grudziądz

Post autor: wit »

RM pisze:Ok. możemy pójść tą ścieżką. Twoje słowo wskazuje, że właściwa teoria (teologia) generuje pożądane owoce. Te owoce powinny się objawiać zarówno w funkcjonowaniu zboru, jak i życiu rodziny. Czy zatem właściwym będzie twierdzenie, że jakość owoców odwzorowuje sensowność i wartość teorii? Wydaje mi się całkowicie oczywiste, że praktyka weryfikuje teorię. Stąd pytanie, jeśli owoce w praktyce są wątpliwej jakości, to czy nie należy się zastanowić nad teorią, czy nie jest błędna? Oczywiście ktoś może powiedzieć, że teologia jest właściwa i poprawna, tylko ludzie z jakichś względów nie chcą wydawać właściwych owoców. Ale jak wówczas owa teoria (teologia) będzie weryfikowana?

Znacząca część teologii religijnych ma przełożenie tylko na religię. Z klucza są niedostosowane do życia codziennego ludzi. To jest przestrzeń, w której religie rozmijają się codziennym życiem ludzi. A Jezus tego nie uczył. On raczej przebywał na co dzień z uczniami i wpajał im taki sposób myślenia, który miał zastosowanie w życiu codziennym i nie tworzył wyalienowanej od życia religijnej niedzieli. Dlatego interpretacja Pnp promowana przez religie, także tworzy wyalienowaną rzeczywistość "duchową", która ma się nijak do rzeczywistej treści tej księgi. Pewnie nigdy nie zetknąłeś się w swoim zborze z reakcjami ludzi po nabożeństwie, na wyidealizowane koncepty teologiczne. Np. na teologicznie poprawne pomysły, ze mąż jest głową żony, po nabożeństwie można usłyszeć komentarze, ale żona jest szyją, która tą głową kręci. W ten sposób prości ludzie w swej życiowej mądrości, poprawiają poronione teologiczne pomysły i nadają im wymiar możliwy do zastosowania w praktyce.
Jedynym sensownym rozwiązaniem wydaje się weryfikowanie konkretnej doktryny w praktyce, tzn. w postaci odpowiedniego owocu tejże doktryny. Oczywiście istnieją również sposoby, jak różne debaty (i nie chodzi tylko o debaty publiczne) dwóch i więcej stron w oparciu o tekst Słowa Bożego, jednak z racji pewnych ograniczeń nie stanowią one doskonałego rozwiązania. Dlatego właściwym wydaje się, aby oceniać konkretną doktrynę w świetle owoców jakie wydają (bądź nie) członkowie danego zboru.
Wit, małżeństwo i rodzina weryfikuje wszelkie treści teologiczne. Zdrowe nauczanie rodzi owoce w postaci zdrowych i kochających się małżeństw i w konsekwencji rodzin. A to dalej przenosi się na zbór. To jest boży porządek rzeczy. Nie istnieje możliwość, żeby istniał zdrowy zbór bez zdrowych małżeństw. Rzeczywiście szczęśliwe małżeństwa to efekt przyjęcia poprawnej wykładni Słowa Bożego. Jednak poprawność wykładni Słowa jest weryfikowana szczęściem małżeńskim.
RM, nie tylko małżeństw, ale również osób samotnych, jak przykładowo wdowy, kawalerowie, panny a nawet dzieci będące członkami zboru. Słowo Boże jest skierowane do wszystkich kategorii ludzi bez względu na ich stan cywilny, a sam zbór na szczeblu lokalnym powinien być jednym zgodnie żyjącym małżeństwem, a właściwie jedną rodziną.
RECEPTĄ NA AKTYWNĄ ROLĘ KOŚCIOŁA, JAKĄ MA ON DO SPEŁNIENIA, NIE JEST JEGO REFORMA, DO CZEGO WZYWAŁY KOŚCIOŁY PROTESTANCKIE, ALE POSŁUSZEŃSTWO, DO CZEGO WZYWAŁ KOŚCIÓŁ WCZESNOCHRZEŚCIJAŃSKI.

RM
Posty: 3679
Rejestracja: 20 mar 2012, 20:37

Post autor: RM »

Wit pisze:Dlatego właściwym wydaje się, aby oceniać konkretną doktrynę w świetle owoców jakie wydają (bądź nie) członkowie danego zboru.
Zgadzam się z tym. Tutaj jednak trafiamy Kościoły (szczególnie te większe i zhierarhizowane) w czuły punkt. Nie ma owoców. Przynajmniej tych, o których Biblia mówi, ze powinny towarzyszyć wierzącym. Czy zatem jest to jednoznaczne, że zweryfikowaliśmy doktryny tych Kościołów negatywnie?

Z takiego dogmatycznego myślenia wywodzi się uduchowiona interpretacja Pnp, unikająca dosłownych, wskazanych w tej Księdze skojarzeń, a kreująca mistyczne rozumowanie, oparte na doktrynie. Dlatego też unikam takiego myślenia, ponieważ ono z klucza nie prowadzi do wydawania owoców. Jest jak podlewanie drzewa słoną wodą. Gdyby chrześcijanie zaakceptowali rzeczywistą treść tej Księgi, to poprowadziłoby ich do czerpania radości z relacji seksualnej (mówię o małżeństwie) i wniosło nowy obraz Boga, który ma upodobanie w tym, ze człowiek czerpie radość i przyjemność w obszarze wskazanym przez Boga - czyli w relacji hetero opisanej w Pnp.

Awatar użytkownika
wit
Posty: 3775
Rejestracja: 19 maja 2006, 23:21
Lokalizacja: grudziądz

Post autor: wit »

RM pisze:Zgadzam się z tym. Tutaj jednak trafiamy Kościoły (szczególnie te większe i zhierarhizowane) w czuły punkt. Nie ma owoców. Przynajmniej tych, o których Biblia mówi, ze powinny towarzyszyć wierzącym. Czy zatem jest to jednoznaczne, że zweryfikowaliśmy doktryny tych Kościołów negatywnie?
Z całą pewnością negatywne. Jeżeli w danym zborze istnieją poważne problemy, tarcia, rozłamy, a nawet to, że zbór zamiera i przestaje istnieć, to tylko znaczy brak odpowiedniego nauczania które by wydawało odpowiednie owoce. Historia zna mnóstwo takich przypadków.
Z takiego dogmatycznego myślenia wywodzi się uduchowiona interpretacja Pnp, unikająca dosłownych, wskazanych w tej Księdze skojarzeń, a kreująca mistyczne rozumowanie, oparte na doktrynie. Dlatego też unikam takiego myślenia, ponieważ ono z klucza nie prowadzi do wydawania owoców. Jest jak podlewanie drzewa słoną wodą. Gdyby chrześcijanie zaakceptowali rzeczywistą treść tej Księgi, to poprowadziłoby ich do czerpania radości z relacji seksualnej (mówię o małżeństwie) i wniosło nowy obraz Boga, który ma upodobanie w tym, ze człowiek czerpie radość i przyjemność w obszarze wskazanym przez Boga - czyli w relacji hetero opisanej w Pnp.
Zdaje się, że zapominasz o jednej rzeczy, iż Pismo w swym nauczaniu koncentruje się na Bożej komórce jaką jest Zbór stanowiący Ciało, którego to Chrystus jest Głową. A samo małżeństwo to rzecz wtórna, drugorzędna, mająca na celu zobrazowanie pewnej duchowej rzeczywistości. Temu celowi służy progresywność objawienia Bożego, zasada w zgodzie z którą Bóg wyprowadza człowieka od dwuznacznych wzmianek w Starym Testamencie do wyjaśnienia ich na kartach Nowego Testamentu. Innymi słowy, małżeństwo ludzi ustanowione na samym początku stanowiło model małżeństwa Chrystusa i jego wyznawców w Nowym Testamencie. W tym świetle uduchawianie przesłania Pieśni nad Pieśniami jest wskazane, a nawet wręcz pożądane, aby zrozumieć czym jest małżeństwo Chrystusa i Jego Zboru.
RECEPTĄ NA AKTYWNĄ ROLĘ KOŚCIOŁA, JAKĄ MA ON DO SPEŁNIENIA, NIE JEST JEGO REFORMA, DO CZEGO WZYWAŁY KOŚCIOŁY PROTESTANCKIE, ALE POSŁUSZEŃSTWO, DO CZEGO WZYWAŁ KOŚCIÓŁ WCZESNOCHRZEŚCIJAŃSKI.

RM
Posty: 3679
Rejestracja: 20 mar 2012, 20:37

Post autor: RM »

Wit, spróbuj się oderwać od swojego usystematyzowanego teologicznie myślenia, i dostrzeż treść Biblii, jako człowiek zobligowany do budowania osobistej relacji z Bogiem. Bronisz konceptu, który jest sztuczny, nigdy się nie sprawdza i nie wydaje pożądanych owoców.
Historia Biblii, to opis pojedynczych spotkań człowieka z Bogiem. Bóg nie buduje relacji ze zborem, grupą, czy kościołem, ale z pojedynczym człowiekiem. Biblia nie przemawia do zboru, ale do konkretnych osób, które chcą słuchać Boga. Te konkretne osoby, poddając swoje jestestwo pod kształtowanie Ducha Św., tworzą Kościół. Kościół nie jest organizacją spełniającą kryteria ludzkie, jest tworem duchowym, ciałem, które powstaje na wskutek łączenia się za sobą osób przebywających pod autorytetem Jezusa.

Nie stwarzajmy sobie złudzeń, ze zbór stanowi Kościół. Zbór to religijna organizacja skupiająca ludzi wyznających określoną teologię. Kościół zaś to połączenia pomiędzy ludźmi, których myślenie jest kształtowane przez Jezusa. W zborach jest zdecydowana przewaga ludzi, którzy nigdy nie uznali autorytetu Mistrza nad swoim życiem. Oni tylko przeszli religijną inicjację warunkującą członkostwo w zborze, ale ich myślenie jest dokładnie takie samo, jak osób świeckich. Przyjrzyj się dobrze, a zobaczysz, że każdy zbór tępi tych, którzy naprawdę poważnie traktują Jezusa.

Bożą komórką, na której koncentruje się zainteresowanie Boga jest konkretny człowiek. Nie mam pojęcia, w jaki sposób na podstawie Biblii można założyć, że tą komórką jest zbór. Oczywiste jest, że jeśli przyjmiemy, ze to zbór jest w centrum zainteresowania Boga, to wówczas małżeństwo jest sprawą peryferyjną. Jeśli jednak w centrum zainteresowania Boga jest konkretny człowiek, wówczas małżeństwo staje się sprawą o zasadniczym znaczeniu. Pamiętajmy też, że to małżeństwo i rodzina są najmniejszą formą Kościoła, a nie zbór.

To, że kompletne prawo do tworzenia Kościoła mają także osoby z różnych względów samotne, nie ma żadnego znaczenia w kontekście tego co piszę. Gdyż KB podobne do ziarna gorczycy wyrasta w drzewo, które daje schronienie. Dlatego dla osób samotnych także jest tam miejsce, jednak główny nurt powinno wyznaczać myślenie oparte ma małżeństwie i rodzinie.

Awatar użytkownika
wit
Posty: 3775
Rejestracja: 19 maja 2006, 23:21
Lokalizacja: grudziądz

Post autor: wit »

RM pisze:Wit, spróbuj się oderwać od swojego usystematyzowanego teologicznie myślenia, i dostrzeż treść Biblii, jako człowiek zobligowany do budowania osobistej relacji z Bogiem. Bronisz konceptu, który jest sztuczny, nigdy się nie sprawdza i nie wydaje pożądanych owoców.
Historia Biblii, to opis pojedynczych spotkań człowieka z Bogiem. Bóg nie buduje relacji ze zborem, grupą, czy kościołem, ale z pojedynczym człowiekiem. Biblia nie przemawia do zboru, ale do konkretnych osób, które chcą słuchać Boga. Te konkretne osoby, poddając swoje jestestwo pod kształtowanie Ducha Św., tworzą Kościół. Kościół nie jest organizacją spełniającą kryteria ludzkie, jest tworem duchowym, ciałem, które powstaje na wskutek łączenia się za sobą osób przebywających pod autorytetem Jezusa.

Nie stwarzajmy sobie złudzeń, ze zbór stanowi Kościół. Zbór to religijna organizacja skupiająca ludzi wyznających określoną teologię. Kościół zaś to połączenia pomiędzy ludźmi, których myślenie jest kształtowane przez Jezusa. W zborach jest zdecydowana przewaga ludzi, którzy nigdy nie uznali autorytetu Mistrza nad swoim życiem. Oni tylko przeszli religijną inicjację warunkującą członkostwo w zborze, ale ich myślenie jest dokładnie takie samo, jak osób świeckich. Przyjrzyj się dobrze, a zobaczysz, że każdy zbór tępi tych, którzy naprawdę poważnie traktują Jezusa.

Bożą komórką, na której koncentruje się zainteresowanie Boga jest konkretny człowiek. Nie mam pojęcia, w jaki sposób na podstawie Biblii można założyć, że tą komórką jest zbór. Oczywiste jest, że jeśli przyjmiemy, ze to zbór jest w centrum zainteresowania Boga, to wówczas małżeństwo jest sprawą peryferyjną. Jeśli jednak w centrum zainteresowania Boga jest konkretny człowiek, wówczas małżeństwo staje się sprawą o zasadniczym znaczeniu. Pamiętajmy też, że to małżeństwo i rodzina są najmniejszą formą Kościoła, a nie zbór.

To, że kompletne prawo do tworzenia Kościoła mają także osoby z różnych względów samotne, nie ma żadnego znaczenia w kontekście tego co piszę. Gdyż KB podobne do ziarna gorczycy wyrasta w drzewo, które daje schronienie. Dlatego dla osób samotnych także jest tam miejsce, jednak główny nurt powinno wyznaczać myślenie oparte ma małżeństwie i rodzinie.
RM, odnoszę wrażenie, że Twoje niegdysiejsze kontakty z toksycznymi zborami, gdzie zapewne teologię uznawano za wytwór Diabła, a bazowano głównie na emocjach, ukształtowały Twoje myślenie, co niestety przejawia się do dzisiaj.
Prawdą jest, że Bóg objawiony w Piśmie stawia na szczególną relację z indywidualnymi ludźmi, jednak nie jest to istotą Boskiego Objawienia. Pierwszorzędne znaczenie jednak ma społeczność Boga z Ciałem Chrystusa jakim są ludzie wierzący, z tej racji, że to właśnie w Chrystusie jako Głowie swego Ciała-Zboru znajdują wypełnienie wszystkie obietnice przedstawione na kartach Biblii. Zwróć uwagę, obietnice Boże nie dotyczą jedynie poszczególnych małżeństw czy jednostek (chociaż to też, ale jako rzecz wtórna), lecz przede wszystkim ludzi wierzących pojmowanych całościowo jako Ciało Chrystusowe. Dodatkowy argument jest taki, że Chrystus nie jest Głową konkretnych małżeństw czy jedynie indywidualnych osób, ale jest Głową swego Zboru, którego odkupienia dokonał. I to właśnie w Chrystusie jako Głowie i Jego Ciele znajdują wypełnienie wszystkie obietnice Boże odczytane zgodnie z Duchem nowotestamentowym. Stąd też interpretacja duchowa, a nie literalna Księgi Pieśni nad Pieśniami powinna być preferowana. Natomiast interpretacja dosłowna tej księgi powinna być potraktowana jedynie jako ciekawostka.
RECEPTĄ NA AKTYWNĄ ROLĘ KOŚCIOŁA, JAKĄ MA ON DO SPEŁNIENIA, NIE JEST JEGO REFORMA, DO CZEGO WZYWAŁY KOŚCIOŁY PROTESTANCKIE, ALE POSŁUSZEŃSTWO, DO CZEGO WZYWAŁ KOŚCIÓŁ WCZESNOCHRZEŚCIJAŃSKI.

RM
Posty: 3679
Rejestracja: 20 mar 2012, 20:37

Post autor: RM »

Wit pisze:RM, odnoszę wrażenie, że Twoje niegdysiejsze kontakty z toksycznymi zborami, gdzie zapewne teologię uznawano za wytwór Diabła, a bazowano głównie na emocjach, ukształtowały Twoje myślenie, co niestety przejawia się do dzisiaj.
Wit, myślę, że z terapii nie wyżyjesz. Nie mam pojęcia, dlaczego przychodzą Ci do głowy takie pomysły na temat mojej osoby. Od bardzo dawna nie jestem związany z żadnym kościołem, z tej prostej przyczyny, że nauczanie jakie promują jest toksyczne i niszczy człowieka. Natomiast kilkanaście lat wstecz zajmowałem się nauczaniem w zborach i byłem zapraszany do różnych kościołów, ale z czasem wszystkie drzwi się zatrzasnęły, bo jak widać moje myślenie odbiega znacznie od mainstream`u. Teraz jestem dojrzałym człowiekiem z poukładanym życiem i pisuję na forach chrześcijańskich z pasji.
Co do emocji, to jest to wynik uznania przeze mnie autorytetu mojej żony nade mną w określonych dziedzinach. Ona nauczyła mnie, że emocje są ważną składową funkcjonowania człowieka i należy je uwzględniać w życiu.

Rozumiem Twój kierunek widzenia rzeczywistości, bo w takim myśleniu został kiedyś ukształtowany mój chrześcijański światopogląd. Później jednak, za sprawą bezwzględnego uznania autorytetu Jezusa, nastąpiły w moim życiu zmiany. Te zmiany odbudowały w moim życiu relacje małżeńskie i rodzinne, bo wcześniej, ze względu na chrześcijańsko-kościelny światopogląd, traktowałem je peryferyjnie.

Wit, rozumiem, że jesteś w jakimś zborze. Stań po nabożeństwie z boku i posłuchaj o czym rozmawiają ludzie. Nie przeraża Cię to, że nie są zupełnie zainteresowani Jezusem. Rozmawiają o swoich sprawach, ale Jezus jest nieobecny w ich sercach (z obfitości serca mówią usta). Ta teologia, której bronisz, w ten sposób właśnie ukształtowała ludzi, którzy ją wyznają. Ale Ty z jakiegoś powodu jesteś przekonany, że teologia jest dobra i prowadzi ludzi do Boga.

Co do Pnp, ciekawi mnie jak należałoby w interpretacji duchowej rozumieć słowa (Pnp 4,6): Zanim chłód wieczorny zawieje i pierzchną cienie, pójdę na górę mirry i na wzgórze kadzidła., chodzi mi o tą górę mirry i wzgórze kadzidła.

RM
Posty: 3679
Rejestracja: 20 mar 2012, 20:37

Post autor: RM »

Czas odświeżyć temat.
Pnp, księga patrząc z tradycyjnego punktu jakby niepasująca do Biblii. Największa z pieśni, nie wymienia Boga, Izraela, przymierza Tory itd. Skoro pieśni z klucza chwalą Boga, to czy największa z pieśni nie powinna także chwalić Boga?

Ta pieśń chwali Boga w sposób najdoskonalszy. Kiedy mężczyzna i kobieta połączeni miłością wydają swoim życiem świadectwo o mądrości Boga i Jego dobroci. Bóg ustanowił relację mężczyzny i kobiety, która my nazywamy małżeństwem. Relację pełna intymności, zachwytu, dopełniania się, oczekiwania na siebie i tęsknotą za partnerem. Kobieta pełna piękna i ociekająca mirrą (kobiecością), mężczyzna pełen siły i pożądania za swoją ukochaną, łączą się ze sobą, tworząc relację szczególną. Pieśń ta jest dopełnieniem aktu stworzenia, pokazującą piękno i duchowe znaczenie relacji intymnej.

Ludzka seksualność, realizowana zgodnie z zaleceniami Boga, to jedna z najwspanialszych pieśni chwały dla Boga. Bóg stworzył człowieka istotą seksualną i pragnie, aby człowiek cieszył się swoją seksualnością bez ograniczeń. Aby małżonkom towarzyszyła świadomość, ze ich współżycie jest pieśnią chwały dla Boga. Im bardziej radosny i ekscytujący seks, tym wspanialsza chwała dla Boga.

Pnp jest największą i najwspanialszą z pieśni, bo mówi o chwaleniu Boga bez słów, muzyki i celebry. mówi o życiu mężczyzny i kobiety zgodnym z zaleceniami Stwórcy. Umiejscawia erotykę we właściwym miejscu i nadaje jej właściwe, duchowe znaczenie. Bo Królestwo Boże to m. in. radość, a relacja intymna kobiety i mężczyzny wdraża człowieka w radość i uczy go właściwego rozumienia radości.

Dlatego pogańskie wynalazki w postaci homoseksualizmu, celibatu, wstrzemięźliwości seksualnej, postrzegania seksualności jako grzech, są częścią błędu. Uniemożliwiają ludziom wchodzenia w tą przestrzeń, która służy życiu w harmonii ze Stwórcą.

RM
Posty: 3679
Rejestracja: 20 mar 2012, 20:37

Post autor: RM »

i dalej
Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, wielbienie Boga ma bardzo ważny aspekt seksualny. Uwielbienie, jakie ludzie zanoszą Bogu, jest nie tylko całkowicie aseksualne, ale i wrogo nastawione do seksualności. Dlatego Pnp jest taka kłopotliwa w chrześcijaństwie.

Szatan wiedział, ze ludzka seksualność jest ważną składową czczenia Boga i poznawania Go. Dlatego zadbał, aby kulty pogańskie splugawiły święty charakter seksualności. Dlatego poganie wdrożyli seks do praktyk sakralnych i rytuałów religijnych. Zrobiły z tego obrzydliwość i sprowadziły do biologicznych zachowań kopulacyjnych. Dlatego, kiedy poganie w czasach nowożytnych zaczęli nawracać się do Boga, nie odkrywali prawdziwego oblicza seksualności, ale odcinali się od niej, jako od zła i plugastwa.

Pnp, jest księgą, która uczy mężczyznę i kobietę intymności i wdraża człowieka w prawdę dotyczącą seksu. Uczy mężczyznę myślenia o żonie, jako o kochance, a kobietę uczy prowokowania i zaspakajania pożądania swojego kochanka. Prowadzi ich do takiego poznawania seksualności, która wprowadza ich w radość, szczęście i spełnienie. Takiego, które czyni ze współżycia uwielbienie Boga i uczy człowieka przebywania z Bogiem w sposób bliski i bardzo intymny.

Jednym z ważnych wymiarów uwielbienia Boga, jest seksualny wymiar chwały, ale obawiam się, ze póki co może to wzbudzać uczucie wstydu i zażenowania.

RM
Posty: 3679
Rejestracja: 20 mar 2012, 20:37

Post autor: RM »

Mężczyźni mają przeważnie problem z określaniem swojego stosunku do zony, jako oblubienicy, czyli kochanki. W tym kraju postrzeganie kobiety jest skażone wizerunkiem matki polki albo Maryi zawsze dziewicy. Kobiety czują się zażenowane w swojej pobożności, kiedy na spotkaniach małżeńskich rozbiera się oblubienicę z Pnp do nagości. Wtedy dostrzegają, że oblubienica jest w swej ekspresji emocji szokująca. Mężczyźni nie znają swoich żon, tak jak oblubieniec. Nie spotyka się małżeństw, które w budowaniu swojej relacji małżeńskiej, kierują się Pnp jako drogowskazem.

A Pnp uczy i mężczyzn i kobiety. Nie warto się wzorować na tradycji chrześcijańskiej, wzorach religijnych opartych na ascezie i celibacie. Tradycyjna Święta Rodzina, to w swoim podstawowym przekazie model patologiczny i prowadzący do zaburzeń życia małżeńskiego i rodzinnego.
Warto kierować się Biblią i posłuszeństwem dla Boga. Ludzka seksualność to radość i doskonała zabawa. Bóg tak chce, aby człowiek doznawał szczęścia i spełnienia w małżeńskiej relacji seksualnej i o tym mówi Pnp.

Pnp stawia mężczyznom wyzwanie, aby dążyli do takiego postrzegania swoich żon i takiego o nich myślenia, jak opisany w pieśni oblubieniec. Uczy ich aktywnego odpowiadania na pragnienia kobiety, bycia jedyną, niepowtarzalną i zrozumianą. Kobiety zaś uczy wyrażania swojej kobiecości, rozbudzania pożądania w mężczyźnie i obdarzania go swoim pięknem i zdolnością do poświęcenia.
Czy nie tak powinniśmy myśleć o chrześcijańskim małżeństwie?

Marcin34
Posty: 183
Rejestracja: 15 sie 2012, 21:49

Post autor: Marcin34 »

Jak się Ciebie czyta to aż szkoda że w KN ani za mąż nie wychodzą ani się nie żenią.
[you] Jakże się może człowiek narodzić, gdy jest stary? Jana 3:4
To jest pierwsze zmartwychwstanie Apokalipsa 20:5
Co prawda mówi się o tobie, że żyjesz; ale ty jesteś umarły. Apokalipsa 3:1
Jezus odpowiedział: Chodź ze Mną, a grzebanie umarłych zostaw umarłym. Mateusza 8:22

RM
Posty: 3679
Rejestracja: 20 mar 2012, 20:37

Post autor: RM »

Jesteś pewien, że właściwie to rozumiesz?

ODPOWIEDZ

Wróć do „Księgi”