EMET pisze:Szczerze mówiąc, rozumiem Cię, Doulos achr.
Osobiście zagłosowałem jedynie dlatego, iż wcześniej i tak się wysłowiłem w tym względzie.
Mnie tego typy pytania i ankiety nie aktywizują; zwłaszcza, że akurat wiadomo, kto zadał to pytanie.
Ankietami nie można rozstrzygać dylematów tego typu.
Są kwestie tzw. drażliwe i żadne ankiety, żadne wypowiedzi nie sprawią, żeby ktokolwiek cokolwiek coś rozstrzygnął.
Widać to wyraźnie w wypowiedziach piszących na Forum.
Dlatego te tutaj Forum traktuję jedynie jako dyskusyjne i pobudzające do myślenia; nie włączam się zaś w formuły osądzające: każdego sprawa co zrobi lub nie zrobi po przeczytaniu takich bądź innych post/ów/ i treści w nich zawartych.
Niektórzy jednak przekraczają granicę pobudzania innych do myślenia i zaczynają wyrokować, osądzać, prowokować, ironizować itp.
Osobiście unikam takich form podejścia i w stosunku do siebie też życzyłbym sobie izby i mnie tak traktowano; niestety: bywa, że nie jest to moje życzenie realizowane...
Bracie kochany!
Jako chrześcijanie, wyzwoleni przez naszego Mistrza, staramy się umiejętnie korzystać z danej nam wolności (1 Ko 7:20-24, 1 Pt 2:16). Także w kwestiach pozostawionych osobistym decyzjom - drugich i własnym (1 Ko 10:29).
Twoje zdystansowanie wobec gorących polemik i ostrożność w ferowaniu kategorycznych osądów przy równoczesnym nieugiętym stanowisku w kwestiach doktrynalnych stanowi dla mnie osobiście swoisty wzór i nie waham się upublicznić, że tak Cię odbieram. A niech sobie mówią, że "TWA" itp.
Równocześnie z każdym dniem na Forum coraz jaskrawiej widzę charakterystyczny styl pisania poszczególnych forumowiczów. Przy czym chodzi nie tylko o dobór słów czy rzeczowość argumentacji, "temperaturę" wypowiedzi czy ścisłość wnioskowania - ale także to, kiedy ktoś decyduje się zabrać głos bądź
celowo milczy.
Dum tacent, clamant, i to jakże wymownie!
Dostrzegam też niemałą naszą jednomyślność w sposobie traktowania osób, które zasługują na to, by na pewnym poziomie dyskusji zamiast argumentów pokazać im...plecy.
I cieszę się, że - choć wirtualnie - mogę nieco poprzebywać wśród braci zapalonych, żarliwych, prędkich ku obronie prawdy, ale i takich 'refleksyjnych', poważnych. Razem stanowimy na tym forum - a tym bardziej w realu - pewną wartość, cenną w oczach naszego Pana i użyteczną Jemu oraz sobie nawzajem. Staramy się wspólnie uzupełniać, a od braci nie oczekujemy tłumaczenia się w sprawach sumienia. I jest jak w rodzinie.
Czyż inni nie tego nam zazdroszczą?