Opium dla mas?

Znaczenia poszczególnych terminów biblijnych, takich jak: anioł, duch, chrzest, nawrócenie

Moderatorzy: Bobo, kansyheniek, booris, Junior Admin, Osoby odpowiedzialne za forum, Moderatorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Felek
Posty: 115
Rejestracja: 10 cze 2026, 7:30

Opium dla mas?

Post autor: Felek »

Opium dla mas?

Są ludzie, którzy Boga znajdują w objawieniu. Są tacy, którzy odnajdują Go w ciszy klasztorów, w muzyce Bacha albo w zapachu kadzidła. Ja natomiast, jako niewierzący z natury i ciekawy świata z przekory, próbuję Go odnaleźć w dyskusjach, książkach i historii. Im dłużej szukam, tym bardziej odnoszę wrażenie, że łatwiej znaleźć człowieka niż Boga, a jeszcze łatwiej – człowieka gotowego zabijać w Jego imię.

Oglądałem wczoraj na kanale TVP dokument poświęcony powojennym pogromom Żydów. Kielce. Jedwabne. Miejsca, które w polskiej pamięci wciąż uwierają niczym drzazga. Jak pogodzić ewangeliczne wezwanie do miłości bliźniego z obrazem ludzi zamykanych w stodole i palonych żywcem? Jak pogodzić kazanie na górze z tłumem, który krzyczy, bije i podpala? Historia nie daje łatwych odpowiedzi, za to z upodobaniem stawia niewygodne pytania.

Jeszcze bardziej zdumiewa fakt, że podobne tragedie wydarzały się między narodami odwołującymi się do tej samej Biblii. Polacy i Ukraińcy modlili się do tego samego Boga, czynili znak krzyża i słuchali tych samych przykazań, a mimo to potrafili urządzić sobie piekło na ziemi. Widać dziesięć przykazań nie zawsze wygrywa z jednym hasłem nacjonalizmu.

Przykładów nie brakuje. W II Rzeczypospolitej na uniwersytetach funkcjonowały getta ławkowe. Nie stworzyli ich przecież analfabeci spod karczmy, lecz elity mające kształtować przyszłość państwa. Wykształcenie, jak się okazuje, nie jest szczepionką przeciw pogardzie. Człowiek może znać kilka języków, cytować filozofów, a jednocześnie uważać sąsiada za obywatela gorszego gatunku.

Jeszcze bardziej uderza trwałość pewnych obyczajów. Kiedy zabrakło prawdziwych Żydów, pozostały ich kukły. Bito je kijami podczas widowisk w Skoczowie, Pruchniku czy Tokarni, przy śmiechu i oklaskach. To nie było średniowiecze, lecz współczesna Polska. Trudno więc zrzucić wszystko na „ciemny lud”. Nienawiść bywa zadziwiająco demokratyczna – nie pyta o dyplomy ani o stan konta.

Czy winny jest Kościół? To pytanie równie kuszące, co niebezpieczne. Historia chrześcijaństwa zna krucjaty, inkwizycję, wojny religijne i kaznodziejów, którzy zamiast Ewangelii głosili niechęć do „innych”. Powstała nawet teoria wojny sprawiedliwej, mająca pogodzić przykazanie „nie zabijaj” z polityczną koniecznością. Problem w tym, że każda wojna bardzo szybko zaczyna uważać się za sprawiedliwą, a każde pokolenie znajduje własne usprawiedliwienie dla przemocy.

Byłoby jednak zbyt łatwo uznać religię za jedyne źródło zła. XX wiek dostarczył aż nadto przykładów ateistycznych ideologii, które z równą gorliwością budowały obozy, więzienia i masowe groby. Człowiek nie potrzebuje Boga, aby nienawidzić. Potrzebuje jedynie przekonania, że jego racja jest jedyną słuszną, a przeciwnik przestał być człowiekiem.

Stare powiedzenie o religii jako „opium dla mas” brzmi efektownie, lecz rzeczywistość jest bardziej przewrotna. Opium nie stanowi sama religia, lecz każda idea, która zwalnia z myślenia. Dla jednych będzie nią fanatyczna wiara, dla innych nacjonalizm, rewolucja, rasa czy nawet postęp. Mechanizm pozostaje ten sam: wystarczy uwierzyć, że cel uświęca środki, a bliźni zamienia się w przeszkodę.

Może więc pytanie nie brzmi, czy Bóg istnieje, lecz dlaczego człowiek tak łatwo uzurpuje sobie prawo do przemawiania w Jego imieniu. Historia uczy bowiem jednej rzeczy: kiedy człowiek jest absolutnie pewien, że ma po swojej stronie Boga, naród albo dzieje, warto zachować szczególną ostrożność. W takich chwilach rozum zwykle pakuje walizki jako pierwszy.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Pojęcia”