AEliot pisze:Bobo, przecież sama przynależność do zboru nie gwarantuje niczego (w rozumieniu zbawienia)
Tutaj można dyskutować. Wyżej zacytowałem werset, który wskazuje, że zbór jest 'filarem i podporą prawdy'. Więc... co to znaczy? Odrzucając podporę i filar... jak będziesz chodził w prawdzie? Jak to rozumiesz?
Czy zbawienie jest zależne od zboru? I tak i nie. Nie, dlatego, gdyż ktoś może należeć i prowadzić podwójne życie. Ale jeśli ktoś chce prowadzić czyste życie ale nie chce należeć do zboru to... jak myślisz? Czy stawia się na niebezpiecznej pozycji?
Oczywiście, są różne powody, dla których ktoś nie może nawet gdy chce, to inna sprawa.
Ale jak ktoś może ale nie chce?
Skoro Prawo Mojżeszowe było cieniem Chrystusa to zobacz jak to wtedy wyglądało. Izrael był zborem. Wyobraź sobie, że żyjesz w I wieku n.e. Jezusa jeszcze nie ma. Mógłbyś opuścić zbór i żyć poza? A przecież proporcje w 'pakiecie' były chyba inne niż Ty podałeś (wielkie ciężary wkładali na barki faryzeusze). Czy chodziłbyś trzy razy do roku do świątyni? Mógłbyś być nieobrzezany (albo czy zignorowałbyś to u swojego dziecka?)? A lokalna synagoga? Chodziłbyś?

Składałbyś ofiary za które być płacił duże sumy?
Rzecz nie w tym, co w pakiecie, ale czy Bóg posługuje się tym zborem i czy chce abyś w nim był. Zakładam, że Bóg bardziej dostrzega co ludzkie a co Boże w danym zborze. Jednak pytanie za 100 pkt. czy pomimo tego, chce abyś w nim był? Jakie jest ogólne przesłanie Biblii? Czy może raczej przymknie oko na to, że ktoś go opuści i... spotka się poza zborem w gronie przyjaciół, pomodlą się, przeczytają sobie Biblię itp. Czy nie stwarzają w ten sposób... sekty?
Wszak w Objawieniu czytasz:
Kto ma uszy, niechaj słucha, co
DUCH OWI DO ZBORU.
Więc, gdzie mają być uszy AEliota czy Nibelunga?
Druga rzecz, zbór to nie tylko spotkanie, ale również strefa organizacyjna w dziele głoszenia. Skoro dobra nowina ma dotrzeć do krańców ziemi... 'samotny strzelec' albo będzie robił to też na własną rękę, albo w pojedynkę, albo... jak to najczęściej bywa, przestaje w ogóle głosić, lub robi to symbolicznie. Bez zboru... nie ujedzie za daleko.
Trzecia... skoro Chrystus powołał starszych, pasterzy, ewangelizatorów aby budować i korygować poszczególnych członków zboru... w celu:
11 I on dał niektórych jako apostołów, niektórych jako proroków, niektórych jako ewangelizatorów, niektórych jako pasterzy i nauczycieli — 12 w celu korygowania świętych, dla dzieła usługiwania,
dla budowania ciała Chrystusowego, 13 aż wszyscy dojdziemy do jedności w wierze i w dokładnym poznaniu Syna Bożego, do męża dorosłego, do miary wzrostu właściwego pełni Chrystusowej; 14
abyśmy już nie byli niemowlętami, miotanymi jakby przez fale oraz unoszonymi tu i tam każdym wiatrem nauki wskutek oszukaństwa ludzi, wskutek przebiegłości w wymyślaniu błędu. (Efezjan 4:11-14)
Łał! Dostrzegasz to, co ja? Po to są starsi zboru, aby pilnować stanu duchowego członków. czy pozbawienie się tego może zagrozić zbawieniu? Jak najbardziej. Tylko, że bez zboru... nie będziesz miał starszych.
A może właśnie o to chodzi...? Tzn. nie chcemy korygowania o którym mówi Biblia, a więc 'kujemy' pogląd, że zbór nie jest potrzebny...?

I tak oto wylewa się dziecko z kąpielą
Więc podsumuję co nieco:
Zbór to miejsce, gdzie znajdziesz 'podporę i filar prawdy'.
Zbór to miejsce, gdzie 'duch mówi'.
Zbór to miejsce, gdzie otrzymujemy pomoc duchową od nadzorców mianowanych też duchem św.
Zbór to pomoc w wywiązaniu się z zadania głoszenia po całej ziemi.
No i zbór to miejsce, gdzie się ochrzcisz (nie znam zboru, gdzie chrzczą bez ustalenia przynależności).
Odrzucając zbór, odrzucamy podporę prawdy. Odrzucamy miejsce, gdzie 'mówi duch', odrzucamy starszych, których ustanowił Jezus, przestajemy najczęściej celowo głosić, no i pozbawiamy się praktycznych zachęt i pokrzepienia.
Nie sprowadzałbym roli zboru tylko do tego ostatniego, jakoby tylko chodziło o własną duchową korzyść. Bóg posługuje się zborem w określonym celu i... niekoniecznie chodzi tu tylko nas osobiście (pępkami świata raczej nie jesteśmy)
