natan pisze: jeśli już o przekładach mówimy to pnś nie jest przekładem ale parafrazą! Jest taki Marek (Liberał) on swego czasu się tym zajmował,
PNŚ nie jest parafrazą tylko przekładem i to dosłownym. Można o tym przeczytać w pracy polskiego katolickiego biblisty Marka Pieli pt. "Grzech dosłownosci we współczesnych polskich przekładach Starego Testamentu" (Wydawnictwo UJ, Kraków 2003), gdzie na str. 33 pan Piela pisze:
Podobnie pisze na stronie 288 pod koniec swojej pracy, w której analizuje dosłowność w przekładach, pan Marek Piela podsumowuje:Przekład NŚ natomiast jest przeważnie bardzo dosłowny w porównaniu z resztą polskich przekładów, co można powiązać z przynależnością wyznaniową tłumaczy, których doktryna relgijna opiera się w pewnej mierze na dosłownej interpretacji tekstu biblijnego
Symbole przekładów: BT -Biblia Tysiąclecia, BR - Romaniuk (Warszawsko-Praska), BP - Poznańska, NP - warszawska - brytyjka, TPL - Tora Pardes Lauder (żydowski). Wniosek jest jasny.... w wielu omówionych fragmentach dosłowne okazały się przekłady NP, TPL, NŚ, BT (z wyjątkiem Rdz), Sandauera, Łacha, A. Kuśmirek, natomiast niedosłowne - przekłady BP, BR oraz Rdz w BT.
Natomiast nie mam pojęcia, skąd wniosek, że jest to parafraza. Z powyższych cytatów (i całej pracy) jasno wynika, że NŚ bardziej skłania się w kierunku dosłowności niż ekwiwalencji dynamicznej. Co ciekawe, autor jest zwolennikiem właśnie ekwiwalencji dynamicznej, ponieważ jego zdaniem, tłumaczenie trafia do czytelnika nieprzygotowanego (s. 17), któremu trzeba wytłumaczyć, czym jest "dusza", "Szeol" etc. W naszej dyskusji zaś dosłowność jest zaletą.
Oczywiście "marek" lub ktoś inny z przeciwników ŚJ może twierdzić inaczej. Ale wolę bezstronną opinię biblisty.
Czasem zarzuca się, że NŚ to przekład przekładu. Pomijajam kwestię, że BT jest własciwie tłumaczeniem BJ (za co biskup Dąbrowski nazwał BT "Biblią tysiąca błędów") z silnym uwzględnieniem LXX i Vg, więc jest to zarzut obosieczny. Natomiast Marek Piela wyjasnia, dlaczego jednak zdecydował się na postawienie NŚ na równi z innymi tłumaczeniami (s. 31):
Tekst jasny: NŚ jest równorzednym przekładem. (NWT - New World Translation, NŚ - Przekład Nowego Świata, TH - Tekst hebrajski.)Przekład pośredni nastręcza pewien problem teoretyczny: NWT jest przekładem dosłownym, zatem narusza normy języka angielskiego. Wobec czego przekład NWT na język polski (tj. NŚ), jeśli ma być funcjonalnie ekiwiwalentny wobec oryginału (czyli wobec NWT), to też powinien naruszać normy języka polskiego. Celem przekładu NŚ nie jest jednak reprezentowanie NWT, lecz reprezentowanie TH, zatem przekład NŚ można oceniać wobec tych samych kryteriów, co przekłady z oryginału.
Wszystkim polecam to źródło, tym cenniejsze, że po polsku i stosunkowo łatwo dostępne (w odróżnieniu od prac anglojęzycznych). Zainteresowanym mogę udostępnić skany.
A to dlaczego? Chyba ŚJ zasłużyli sobie na pochwałę udostępniając swoim braciom i innym tekst grecki z dosłownym tłumaczeniem każdego słowa. Poza tym w swojej biblioteczce mam katolicki przekład międzywierszowy "Grecko-polski Nowy Testament. Wydanie interlinearne z kodami gramatycznymi" (Vocatio, 1994, z imprimatur) i często z niego korzystam. Tym bardziej utwierdzam się w fachowości NŚ (co np. wykazałem w innym wątku omawiając Obj 5:10 - "nad ziemią").natan pisze: ale i tak śj pogrążyło wydanie interlinearnego przekładu grecko-angielskiego :)
Przekłady międzywierszowe mają zupełnie inny cel niż zwykłe tłumaczenia. Tak jak Szekspira nie przekłada się słowo w słowo, tak i Biblii. Każdy przekład jest po częsci dosłowny, po częsci dostosowany do języka. Kwestia jest jak bardzo (o tym świadczą cytaty z Pieli powyżej). Natomiast interlinie to własciwie pomoce dla biblistów lub osób interesujących się biblistyką. Aczkolwiek bardzo cenne i godne polecenia. Szkoda, że przez ponad 1000 lat misji Kościoła Katolickiego w Polsce powstał tylko jeden taki przypadek.
Nie rozumiem zatem, dlaczego wydanie The Kingdom Interlinear Translation (Międzywierszowego Przekładu Królestwa) w 1985 roku miałoby "pogrążyć" Świadków Jehowy?
Idąc tym tokiem rozumowania, ktoś musi na tym robić "świetny interes".natan pisze: ja mam dwa (darmowe haha) jeden jest pod biurkiem bo sie chybotało a drugi... gdzieś leży. Z literaturą śj jest faja sprawa, raz na allegro było 7 książek w tym pnś, będziesz mogł żyć... i jeszcze inne za uwaga 1zł i nikt nie kupił hahaha
Celem wszystkich Towarzystw Biblijnych (tak zwalczanych swego czasu przez Watykan) jest rozpowszechnianie w jak największej mierze Pisma Świętego w jak najprzystępniejszej cenie. Dziś, dzięki nowoczesnej technice drukarskiej jest to możliwe za symboliczną "złotówkę". Katolickie przekłady w księgarniach kosztują w granicach 100-200 zł. Natomiast Świadkowie Jehowy ropowszechniają Biblie nieodpłatnie, a cała ta działalność jest wspierana dobrowolnymi datkami. Inaczej mówiąc, każdy, niezależnie od zarobków może otrzymac swój egzemplarz Biblii. I katolicy bardzo chętnie na to idą. (ŚJ nie sprzedają swoich publikacji ani na Allegro, ani w realu). Wydawać by się mogło to dziwne, bo przecież Kościół Katolicki dysponuje olbrzymią fortuną gromadzoną przez wieki w postaci bazylik, katedr, pałaców, dzieł sztuki i innych dóbr materialnych. Wystarczyłoby zamiast budować Świątynię Opatrzności albo imperium medialne O. Rydzyka wydrukować 37 milionów Biblii Tysiąclecia i zaspokojono by potrzeby wiernych. Ale nie, Kościół nie ma takiego celu, bo on nie istnieje po to, by głosić Słowo Boże. On istnieje po to, żeby powiększać swoje wpływy.
Dlatego cieszy mnie, że masz dwa egzemplarze PNŚ. To tylko świadczy o jego dostępności. I oczywiście o błogosławieństwie dla tego przekładu.
Natomiast co do podkładania Pisma świętego (z imieniem Bożym!) pod chyboczace się biurko, to polecam ci słowa Pana Jezusa: Mateusza 7:6.
