Psychologiczny aspekt nawrócenia
: 06 sie 2007, 22:01
Rozmowy różnie sie rozwijają w różnych miejscach wiec wklejam też tutaj...
Czytając jedna książkę "Teologia św. Pawła" natchnąłem się na ciekawy fragment i to mnie natchnęło aby napisać ten wątek.
Dlaczego? A dlatego że czasem, a nawet często spotykamy sie z sytuacją że osoba świeżo uwalniająca sie od jakiegoś zwiedzionego systemu religijnego czasami wylewa żale, krytycznie ocenia, itp...
Druga sprawa nie mniej ważna to "leczenie" sie z niewłaściwych postaw i wierzeń ukształtowanych przez taki system. Osobiście zauważam na sobie to jak wielki plecak z którego cały czas starałem się i staram wyjmować co rusz zbędne rzeczy.
Chcę tutaj rozpatrzyć psychologiczny aspekt nawrócenia, przez podobieństwo z ap. Pawłem. Czytając ten tekst w książce byłem zdziwiony opisem. Ale do rzeczy...
Książkę z której pochodzi cytat napisał ksiądz katolicki. Ale też chce zobrazować tylko pewien rys psychologiczny apostoła Pawła. Zobaczmy cytat (podkreślenia i pogrubienia moje):
Zwróćmy uwagę na te zdania z cytatu:
wyszukuje się wtedy raczej tego, co nas od przyszłości oddziela
pisze Paweł o Żydach, że są "Bogu niemili i wszystkim ludziom przeciwni"
dźwięczy w nim może silniej święte oburzenie i ból
odcinającego się od przeszłości
I jak przyznacie w sytuacji odejścia od danej religii praktycznie wszyscy wyszukują tego co od tej przeszłości oddziela. Często ponosi nas święte oburzenie i dotyka nas ból, który rodzić może sytuacje, że piszemy o doktrynach, a niektórzy piszą słowa bardzo krytyczne dochodzące niekiedy do stwierdzenia, że w tamtej religii to ludzie Bogu niemili i wszystkim ludziom przeciwni. Stąd to radykalne w różny sposób odcinanie sie od przeszłości.
Zobaczmy, że apostoł Paweł coś takiego czuł i taką postawę, czasem bardzo surowa przejawiał. Co to oznacza? Bardzo wiele, a szczególnie w kontekście postawy chrześcijanina. Nikt z nas raczej nie oceni Pawła jako zgorzkniałego człowieka, niewykazującego postaw godnych naśladowcy Chrystusa.
Sam pamietam że odchodząc od KrK, byłem wręcz nakręcany przez wielu Sj do takiej postawy, którą zresztą potem w jakimś stopniu przejawiałem w czasie całego pobytu u SJ. Teraz gdy staram się zwracać całym swoim jestestwem ku Chrystusowi i Jego Kościołowi, czasami mi i nie tylko, zdarza się przeżywać ten proces psychologiczny tożsamy z apostołem Pawłem. Myślę że to naturalne jeśli nie przekracza granicy przyzwoitości przeżycie i moment. Leczenie pod tym względem czasem trwa długo. Spójrzmy jeszcze raz na apostoła Narodów:
Wiemy ze po nawróceniu i po momencie gdy jako Szaweł objawi sie mu Chrystus, przebywał u Ananiasza ...
Jaki wniosek z tego tekstu wypływa? Otóż Paweł ponad 7 lat "dochodził do siebie" przemieniając sie z faryzeusza na misjonarza i apostoła Narodów.
Ile nam czasu potrzebna? Nie wiem...
Ale z tego rada jest taka: Czekać, modlić sie i przeżywać czas z Chrystusem a On poprowadzi nas słuszną drogą.
Więc jak wygląda sprawa wylewania żalu i postawa chrześcijańska w psychologicznym aspekcie nawrócenia?
Czytając jedna książkę "Teologia św. Pawła" natchnąłem się na ciekawy fragment i to mnie natchnęło aby napisać ten wątek.
Dlaczego? A dlatego że czasem, a nawet często spotykamy sie z sytuacją że osoba świeżo uwalniająca sie od jakiegoś zwiedzionego systemu religijnego czasami wylewa żale, krytycznie ocenia, itp...
Druga sprawa nie mniej ważna to "leczenie" sie z niewłaściwych postaw i wierzeń ukształtowanych przez taki system. Osobiście zauważam na sobie to jak wielki plecak z którego cały czas starałem się i staram wyjmować co rusz zbędne rzeczy.
Chcę tutaj rozpatrzyć psychologiczny aspekt nawrócenia, przez podobieństwo z ap. Pawłem. Czytając ten tekst w książce byłem zdziwiony opisem. Ale do rzeczy...
Książkę z której pochodzi cytat napisał ksiądz katolicki. Ale też chce zobrazować tylko pewien rys psychologiczny apostoła Pawła. Zobaczmy cytat (podkreślenia i pogrubienia moje):
"... psychologia i historia mogą dostarczyć wielu przykładów, że najbliższy okres po nawróceniu (nie tylko religijnym) nie wiąże się z przeszłością, lecz właśnie z ideą nową, którą się przyjęło i którą żyje się po prostu fanatycznie. Co więcej, wyszukuje się wtedy raczej tego, co nas od przyszłości oddziela i co uzasadnia naszą przemianę. Refleksja, nowa synteza ukazują się później. Tak było zapewne i z Pawłem.
Jest jego dokument jeden, ale jakże mocny, który nasze przypuszczenie potwierdza. W 1 Tes 2:15,16 pisze Paweł o Żydach, że są "Bogu niemili i wszystkim ludziom przeciwni" (w.15). Wiemy, że Apostoł nie rozwiązuje tutaj problemu Żydów (uczyni to znacznie później, zwłaszcza w Liście do Rzymian); wiemy też, że słowa te odnoszą się nie do wszystkich Żydów, lecz tylko do tych, którzy "Pana Jezusa zabili i proroków" i którzy utrudniali pracę misyjną Pawła. Ale Apostoł tego nie precyzuje; daje ogólny sąd o Żydach. I chociaż dźwięczy w nim może silniej święte oburzenie i ból, to jednak jakiś mimo wszystko - jakiż to surowy osąd!
Uderza nas on tym bardziej, że w tym samym rozdziale tego listu, kilka wierszy przedtem, mówi Apostoł o swej łagodności w stosunku do wiernych, porównując się do ojca (w.11), więcej - do matki, i to karmicielki, tulącej swoje dzieci (w.7). Jakie to wymowne, przy tym jak autentycznie brzmiące w ustach świeżego konwertyty, odcinającego się od przeszłości, a zwróconego całym swoim jestestwem ku Chrystusowi i Jego Kościołowi!..."
Zwróćmy uwagę na te zdania z cytatu:
wyszukuje się wtedy raczej tego, co nas od przyszłości oddziela
pisze Paweł o Żydach, że są "Bogu niemili i wszystkim ludziom przeciwni"
dźwięczy w nim może silniej święte oburzenie i ból
odcinającego się od przeszłości
I jak przyznacie w sytuacji odejścia od danej religii praktycznie wszyscy wyszukują tego co od tej przeszłości oddziela. Często ponosi nas święte oburzenie i dotyka nas ból, który rodzić może sytuacje, że piszemy o doktrynach, a niektórzy piszą słowa bardzo krytyczne dochodzące niekiedy do stwierdzenia, że w tamtej religii to ludzie Bogu niemili i wszystkim ludziom przeciwni. Stąd to radykalne w różny sposób odcinanie sie od przeszłości.
Zobaczmy, że apostoł Paweł coś takiego czuł i taką postawę, czasem bardzo surowa przejawiał. Co to oznacza? Bardzo wiele, a szczególnie w kontekście postawy chrześcijanina. Nikt z nas raczej nie oceni Pawła jako zgorzkniałego człowieka, niewykazującego postaw godnych naśladowcy Chrystusa.
Sam pamietam że odchodząc od KrK, byłem wręcz nakręcany przez wielu Sj do takiej postawy, którą zresztą potem w jakimś stopniu przejawiałem w czasie całego pobytu u SJ. Teraz gdy staram się zwracać całym swoim jestestwem ku Chrystusowi i Jego Kościołowi, czasami mi i nie tylko, zdarza się przeżywać ten proces psychologiczny tożsamy z apostołem Pawłem. Myślę że to naturalne jeśli nie przekracza granicy przyzwoitości przeżycie i moment. Leczenie pod tym względem czasem trwa długo. Spójrzmy jeszcze raz na apostoła Narodów:
Wiemy ze po nawróceniu i po momencie gdy jako Szaweł objawi sie mu Chrystus, przebywał u Ananiasza ...
... Po trzy letnim pobycie w Damaszku zdąża na krótko do Jerozolimy (Dz 9:26b-30; Gal 1:18-20), skąd wraca do Tarsu i tu znów w samotności przygotowuje się cierpliwie przez cztery lata do pracy misyjnej, dopóki Barnaba nie wezwie go do Antiochii (Dz. 11:25,26)...
Jaki wniosek z tego tekstu wypływa? Otóż Paweł ponad 7 lat "dochodził do siebie" przemieniając sie z faryzeusza na misjonarza i apostoła Narodów.
Ile nam czasu potrzebna? Nie wiem...
Ale z tego rada jest taka: Czekać, modlić sie i przeżywać czas z Chrystusem a On poprowadzi nas słuszną drogą.
Więc jak wygląda sprawa wylewania żalu i postawa chrześcijańska w psychologicznym aspekcie nawrócenia?