quster pisze:myślę że tutaj spełniaja się słowa że
"sami nie wchodzicie i innym wejść zabraniacie..." Bo wielu SJ ma serce dla Boga.

Q, jakże często myśłałem tak o sobie i całej organizacji! DO bólu. Jakże czułem żal do Boga za to, że ja nie mogę mieć takiej z Nim więzi, jak pierwsi chrześciajnie, no i "ci pomyleni", jak mi sie wydawało "chrześcijanie z różnych sekt". Uważałem, zę mam być skupiiony na nauczaniu ludzi szcegółów nowej prawdy, która wydawała mi się takim chrześcijańskim Talmudem.
Byłem niewolnikiem czarno-białego, płaskiego myślenia, zaślepiała mnie pycha "cudownej wiedzy", poczucie wyższości, przekonanie o zasłużónej świętości i lepszości. Krytykowanie innych wyznań znacznie podnosi poczucie wartości świadków Jehowy, a tłumienie wszelkiej dyskusji o ich organizacyjnych tabu zaślepiają człowieka na dobre. Zwalczałem innym za to, żę nie trzymali się Pisma, a popierałem orgaznizację, która sama ceniła zdanie swoich przywódców nad słowo Boże, która jak faryzeusze tworzyła taki wiecznie psujący sie pokarm przypominajacy tradycję faryzejską.

Ohyda, nie?
Nic dziwnego, że Ktoś musiał za to Krwią zapłacić.
Wybaczcie mi bracia, za to, że osądzałem Was wszystkich bez wyjątku wbrew nauce Pana.
Przy okazji, zadziwia mnie pokora katolików. Śwaidomość grzechów wspólnoty, do której należą jest godna pochwały. Młodym świadkom się wydaje, że to nic nie zmienia, ale Jezus był innego zdania. On opowiedizał przypowieść o celniku i faryzeuszu, którzy przyszli do światyni by sie modlić. Pamietacie który z nich wyszedł usprawiedliwiony i dlczego? Przypomnijcie to bracia faryuzeuszom, bo ci nie pamiętają.