''Wielkie odstępstwo'', czyli jak Rutherford przejął władzę
Moderatorzy: Bobo, kansyheniek, booris, Junior Admin, Osoby odpowiedzialne za forum, Moderatorzy
-
Anti_NWO
- Posty: 181
- Rejestracja: 02 wrz 2010, 18:04
''Wielkie odstępstwo'', czyli jak Rutherford przejął władzę
''Wielkie odstępstwo'', czyli jak Rutherford przejął władzę nad Towarzystwem Strażnica (''Ruthi w akcji'', cz. 1)
W jednej ze Strażnic z 1997 roku (nr 10) umieszczono fotografie prezesów od Russella do Henschela. Oczywiście wśród fotografii znalazła się ta z podobizną Rutherforda, pod nimi zaś umieszczono podpis: Dojrzali namaszczeni chrześcijanie są błogosławieństwem dla ludu Jehowy. Tym artykułem rozpoczynamy cykl, który udowodni, że przynajmniej jeden z prezesów dziś nie jest błogosławieństwem, a bardzo nieprzyjemną zadrą dla Brooklynu i wspaniałej jego historii.
JAN LEWANDOWSKI
wiadkowie Jehowy są dziś na ogół święcie przekonani, że drugi prezes Towarzystwa Strażnica Rutherford był człowiekiem szlachetnym, prawym i przewodził im uczciwie w latach 1917 do 1942 (por. książkę Świadków Jehowy pt. Świadkowie Jehowy głosiciele Królestwa Bożego, Brooklyn 1995, str. 65-68). Nic dziwnego, skoro literatura Świadków Jehowy odmalowuje postać Rutherforda jako kogoś w rodzaju męża opatrznościowego, który nie tylko wyprowadził działalność Świadków Jehowy na szersze wody, ale przede wszystkim ustalił będące po dziś w swej wielkiej mocy główne doktryny i założenia ich działalności, począwszy od nadania im obecnej nazwy, którą tak się chlubią, a skończywszy na nauce o Wielkiej rzeszy, która to nauka pozwala im marzyć o sielskim życiu na rajskiej ziemi. Obraz ten nie jest wyolbrzymiony. Rutherford w rzeczywistości bowiem odegrał o wiele większą rolę w ukonstytuowaniu światowej działalności Świadków Jehowy niż sam Russell. I choć tradycyjnie to Russellowi raczej przypisuje się powołanie do istnienia Świadków Jehowy, to faktem jednak jest to, że tak naprawdę na miano prawdziwego założyciela Świadków Jehowy zasługuje sam Rutherford. Nie bez przesady będzie stwierdzenie, że Rutherford jest dziś w literaturze Świadków Jehowy obok Russella najchętniej wspominanym prezesem Towarzystwa Strażnica.
szystko to poniekąd prawda. Jednakże istnieją też niechlubne momenty w historii działalności prezesa Rutherforda. Jedną z takich ciemnych plam są niewątpliwie skandaliczne okoliczności towarzyszące objęciu przez niego władzy nad Towarzystwem Strażnica po śmierci Russella. Rutherford zdymisjonował wtedy czterech członków Zarządu Towarzystwa Strażnica, z którymi popadł w konflikt. Nie byłoby w tym być może nic wielkiego, gdyby nie fakt, że sposób w jaki Rutherford obszedł się z wspomnianymi dyrektorami był wyjątkowy ze względu na swój przebieg i w ogóle całe podłoże tego konfliktu. Jakie było zatem podłoże tego konfliktu? Tym zajmiemy się później, na razie przyjrzyjmy się co na temat wspomnianego konfliktu znajdujemy w oficjalnej literaturze samych Świadków Jehowy. Wydana w języku polskim w 1995 roku książka Świadków Jehowy pt. Świadkowie Jehowy głosiciele Królestwa Bożego podaje na ten temat:
„Nie wszyscy popierali nowego prezesa. C.T. Russell i J.F Rutherford bardzo się od siebie różnili zarówno pochodzeniem, jak i osobowością. Niektórym trudno się było z tym pogodzić. Ich zdaniem Russell był niezastąpiony. Zwłaszcza w Biurze Głównym kilka osób wręcz nie cierpiało brata Rutherforda. Ludzie ci zdawali się nie zauważać, że nie szczędzi on wysiłków, by trzymać się wytycznych Russella, i że dzieło się rozwija. Wkrótce pojawiła się opozycja. Czterech członków zarządu Towarzystwa posunęło się nawet do próby pozbawienia Rutherforda uprawnień administracyjnych. (...) czterech opozycyjnych członków zarządu usunięto ze stanowiska, a brat Rutherford wyznaczył na ich miejsce czterech innych braci. Jak to przyjęto? Na sali zawrzało. Czterech zwolnionych członków zarządu skorzystało z okazji, żeby w obecności rodziny Betel wzniecić pięciogodzinną dysputę na temat sposobu zarządzania Towarzystwem. Niektórzy z rodziny Betel sympatyzowali z przeciwnikami. Napięta sytuacja utrzymywała się przez kilka tygodni, a wichrzyciele grozili, że >>obalą istniejącą tyranię<<. Ale działania brata Rutherforda były oparte na mocnych podstawach. Jakich? Chociaż owych czterech niezadowolonych członków zarządu zamianował brat Russell, to jednak ich nominacja nigdy nie została zatwierdzona przez głosowanie na dorocznym walnym zgromadzeniu Towarzystwa. A zatem w świetle prawa żaden z nich nie był członkiem zarządu! Rutherford wiedział o tym, ale z początku nie poruszał tej sprawy. Dlaczego? Nie chciał wywoływać wrażenia, jakoby się nie zgadzał z życzeniami brata Russella. Kiedy jednak stało się jasne, że nie zaprzestaną sprzeciwu, Rutherford, działając w ramach uprawnień przysługujących mu jako prezesowi, zastąpił ich czterema innymi osobami, których nominacje musiało zatwierdzić najbliższe walne zgromadzenie w styczniu 1918 roku. Dnia 8 sierpnia sarkający eks-członkowie zarządu i ich zwolennicy opuścili rodzinę Betel, o co ich poproszono ze względu na to, że nieustannie siali zamęt. Wkrótce potem zaczęli szerzyć swe opozycyjne poglądy, wszczynając w całych Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Europie rozległą kampanię przemówień i pisania listów. W rezultacie od lata 1917 roku niektóre zbory Badaczy Pisma Świętego podzieliły się na dwie grupy – do jednej należały osoby lojalne wobec Towarzystwa, a do drugiej ci, którzy dali się złapać na lep gładkich słówek przeciwników” (Świadkowie Jehowy głosiciele......, str. 66-68).
Wspomniany kryzys naprawdę był bardzo poważny i rzeczywiście, jak podaje cytowana przed chwilą książka, zatoczył swym zasięgiem wielkie niszczycielskie koło po wszystkich zborach Świadków Jehowy w USA, Kanadzie i Europie, docierając także do Polski. Jedna z innych publikacji Świadków Jehowy zarejestrowała ten fakt w sposób, który dobrze obrazuje skalę tego kryzysu:
„Na przykład dopiero w roku 1919, ponad dwa lata po fakcie, do warszawskiego zboru dotarła prywatnymi kanałami wiadomość o śmierci brata Russella. Pojawiły się również niepokojące pogłoski o rozłamie wśród braci amerykańskich i na tym tle zbór przeżywał trudności, zwłaszcza odkąd pojawił się w Warszawie wpływowy przedstawiciel grupy zwalczającej Towarzystwo. Po odciągnięciu sporej liczby braci opozycjonistom udało się nawet przejąć nadzór nad korporacją prawną usługującą wówczas braciom w Polsce” (Rocznik Świadków Jehowy 1994, str. 180).
Jak widzimy z tego cytatu, wspomnianym „opozycjonistom” udało się nie tylko przeciągnąć na swoją stronę „sporą liczbę braci”, ale ponadto udało im się przejąć korporację prawną Świadków Jehowy w Polsce, co pokazuje jak wielką siłę przekonywania mieli oni w swym działaniu. Co było więc takiego przekonującego w ich argumentach? Poniżej wrócę jeszcze do tej kwestii.
Kolejna publikacja Świadków Jehowy również nawiązuje do wspomnianego kryzysu:
„Nie wszyscy byli jednak radzi popierać nową administrację Towarzystwa w przyspieszaniu dzieła świadczenia. Już od początku, tj. od roku 1917, były różne osoby przewodzące, które ambitnie dążyły do zdobycia władzy administracyjnej dla siebie. Tacy przestali współpracować z innymi i w końcu stali się buntownikami. Ta klika opozycyjna zaczęła zaraz puszczać w obieg listy i inny materiał, który krążył po zborach w Stanach Zjednoczonych i za granicą. Stopniowo potworzyły się w tych zborach grupy opozycyjne” (Wykwalifikowani do służby kaznodziejskiej, część IV, str. 63-64).
Cytat z tej publikacji wnosi niewiele więcej niż powyższy cytat na temat tego kryzysu z książki Świadkowie Jehowy głosiciele......., Jedyna nowa informacja jaką uzyskujemy z tego źródła to wzmianka o tym, że prócz listów „opozycjoniści” puszczali w obieg jakiś bliżej nieokreślony „inny materiał”.
Z powyższych cytatów owianych mrokiem propagandy nie dowiemy się w ogóle o co chodziło owym opozycjonistom, bo Towarzystwo Strażnica konsekwentnie milczy na temat jakichkolwiek konkretów w tej sprawie jak zaklęte. Cenzura bojących się prawdy jak ognia powyższych publikacji sięga do tego stopnia, że nie podaje się w nich nawet tak podstawowej rzeczy jak nazwiska wspomnianych czterech dyrektorów Zarządu z którymi Rutherford wszedł w konflikt.
Wspominanie przez powyższą książkę Świadkowie Jehowy głosiciele......., że chodziło tak naprawdę o to, że „opozycjoniści” po prostu nie lubili Rutherforda, zakrawa na śmieszność. Ta sama książka wraz z wyżej cytowaną książką Wykwalifikowani....., stwierdza bowiem również coś z czego wynika, że musiało chodzić o coś więcej niż zwykła osobista antypatia, skoro „opozycjoniści” puszczali w obieg jakieś materiały.
Ponadto z powyższych cytatów wiemy, że „opozycjoniści” przeciągnęli na swoją stronę „sporo braci” i podzielili na tle wspomnianego konfliktu całe zbory nie tylko w USA, ale także w Kanadzie i Europie. Znając nieufność Świadków Jehowy i wiedząc, że niezwykle trudno przy pomocy nawet bardzo mocnych argumentów podkopać w nich wiarę do Towarzystwa Strażnica, musimy dojść do przekonania, że absurdem byłoby w tym momencie mniemać, że tak naprawdę jedynym prawdziwym argumentem „opozycjonistów” była ich osobista antypatia do prezesa Rutherforda. Jedyny wniosek jaki można w tym miejscu przyjąć za rozsądny to ten, że opozycjoniści musieli mieć w ręku jakieś naprawdę silne racje i atuty.
imo braku konkretów, z tych powyższych cytatów możemy jednak wyłuskać kilka istotnych informacji ogólnych. Wiemy więc z nich na pewno, że:
a) opozycjoniści chcieli z jakiegoś powodu pozbawić Rutherforda władzy administracyjnej,
b) Rutherford usunął opozycjonistów z zarządu, ponieważ ich wybór na dyrektorów tego zarządu nie był zatwierdzony na walnym zgromadzeniu Towarzystwa Strażnica,
c) czterej dyrektorzy byli na swe stanowisko wybrani przez Russella i Rutherford o tym wiedział,
d) opozycjoniści mieli jakieś niepodważalne dokumenty, które rozsyłali po zborach,
e) opozycjoniści mieli jakąś potężną siłę przekonywania, odnośnie tego, że mają rację, skoro podzielili całe zbory i nie tylko „sporo braci” przeciągnęli na swoją stronę, ale nawet przekonali niektórych w Betel w Brooklynie.
źródło
http://brooklyn.org.pl/odstepsruthi.htm
W jednej ze Strażnic z 1997 roku (nr 10) umieszczono fotografie prezesów od Russella do Henschela. Oczywiście wśród fotografii znalazła się ta z podobizną Rutherforda, pod nimi zaś umieszczono podpis: Dojrzali namaszczeni chrześcijanie są błogosławieństwem dla ludu Jehowy. Tym artykułem rozpoczynamy cykl, który udowodni, że przynajmniej jeden z prezesów dziś nie jest błogosławieństwem, a bardzo nieprzyjemną zadrą dla Brooklynu i wspaniałej jego historii.
JAN LEWANDOWSKI
wiadkowie Jehowy są dziś na ogół święcie przekonani, że drugi prezes Towarzystwa Strażnica Rutherford był człowiekiem szlachetnym, prawym i przewodził im uczciwie w latach 1917 do 1942 (por. książkę Świadków Jehowy pt. Świadkowie Jehowy głosiciele Królestwa Bożego, Brooklyn 1995, str. 65-68). Nic dziwnego, skoro literatura Świadków Jehowy odmalowuje postać Rutherforda jako kogoś w rodzaju męża opatrznościowego, który nie tylko wyprowadził działalność Świadków Jehowy na szersze wody, ale przede wszystkim ustalił będące po dziś w swej wielkiej mocy główne doktryny i założenia ich działalności, począwszy od nadania im obecnej nazwy, którą tak się chlubią, a skończywszy na nauce o Wielkiej rzeszy, która to nauka pozwala im marzyć o sielskim życiu na rajskiej ziemi. Obraz ten nie jest wyolbrzymiony. Rutherford w rzeczywistości bowiem odegrał o wiele większą rolę w ukonstytuowaniu światowej działalności Świadków Jehowy niż sam Russell. I choć tradycyjnie to Russellowi raczej przypisuje się powołanie do istnienia Świadków Jehowy, to faktem jednak jest to, że tak naprawdę na miano prawdziwego założyciela Świadków Jehowy zasługuje sam Rutherford. Nie bez przesady będzie stwierdzenie, że Rutherford jest dziś w literaturze Świadków Jehowy obok Russella najchętniej wspominanym prezesem Towarzystwa Strażnica.
szystko to poniekąd prawda. Jednakże istnieją też niechlubne momenty w historii działalności prezesa Rutherforda. Jedną z takich ciemnych plam są niewątpliwie skandaliczne okoliczności towarzyszące objęciu przez niego władzy nad Towarzystwem Strażnica po śmierci Russella. Rutherford zdymisjonował wtedy czterech członków Zarządu Towarzystwa Strażnica, z którymi popadł w konflikt. Nie byłoby w tym być może nic wielkiego, gdyby nie fakt, że sposób w jaki Rutherford obszedł się z wspomnianymi dyrektorami był wyjątkowy ze względu na swój przebieg i w ogóle całe podłoże tego konfliktu. Jakie było zatem podłoże tego konfliktu? Tym zajmiemy się później, na razie przyjrzyjmy się co na temat wspomnianego konfliktu znajdujemy w oficjalnej literaturze samych Świadków Jehowy. Wydana w języku polskim w 1995 roku książka Świadków Jehowy pt. Świadkowie Jehowy głosiciele Królestwa Bożego podaje na ten temat:
„Nie wszyscy popierali nowego prezesa. C.T. Russell i J.F Rutherford bardzo się od siebie różnili zarówno pochodzeniem, jak i osobowością. Niektórym trudno się było z tym pogodzić. Ich zdaniem Russell był niezastąpiony. Zwłaszcza w Biurze Głównym kilka osób wręcz nie cierpiało brata Rutherforda. Ludzie ci zdawali się nie zauważać, że nie szczędzi on wysiłków, by trzymać się wytycznych Russella, i że dzieło się rozwija. Wkrótce pojawiła się opozycja. Czterech członków zarządu Towarzystwa posunęło się nawet do próby pozbawienia Rutherforda uprawnień administracyjnych. (...) czterech opozycyjnych członków zarządu usunięto ze stanowiska, a brat Rutherford wyznaczył na ich miejsce czterech innych braci. Jak to przyjęto? Na sali zawrzało. Czterech zwolnionych członków zarządu skorzystało z okazji, żeby w obecności rodziny Betel wzniecić pięciogodzinną dysputę na temat sposobu zarządzania Towarzystwem. Niektórzy z rodziny Betel sympatyzowali z przeciwnikami. Napięta sytuacja utrzymywała się przez kilka tygodni, a wichrzyciele grozili, że >>obalą istniejącą tyranię<<. Ale działania brata Rutherforda były oparte na mocnych podstawach. Jakich? Chociaż owych czterech niezadowolonych członków zarządu zamianował brat Russell, to jednak ich nominacja nigdy nie została zatwierdzona przez głosowanie na dorocznym walnym zgromadzeniu Towarzystwa. A zatem w świetle prawa żaden z nich nie był członkiem zarządu! Rutherford wiedział o tym, ale z początku nie poruszał tej sprawy. Dlaczego? Nie chciał wywoływać wrażenia, jakoby się nie zgadzał z życzeniami brata Russella. Kiedy jednak stało się jasne, że nie zaprzestaną sprzeciwu, Rutherford, działając w ramach uprawnień przysługujących mu jako prezesowi, zastąpił ich czterema innymi osobami, których nominacje musiało zatwierdzić najbliższe walne zgromadzenie w styczniu 1918 roku. Dnia 8 sierpnia sarkający eks-członkowie zarządu i ich zwolennicy opuścili rodzinę Betel, o co ich poproszono ze względu na to, że nieustannie siali zamęt. Wkrótce potem zaczęli szerzyć swe opozycyjne poglądy, wszczynając w całych Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Europie rozległą kampanię przemówień i pisania listów. W rezultacie od lata 1917 roku niektóre zbory Badaczy Pisma Świętego podzieliły się na dwie grupy – do jednej należały osoby lojalne wobec Towarzystwa, a do drugiej ci, którzy dali się złapać na lep gładkich słówek przeciwników” (Świadkowie Jehowy głosiciele......, str. 66-68).
Wspomniany kryzys naprawdę był bardzo poważny i rzeczywiście, jak podaje cytowana przed chwilą książka, zatoczył swym zasięgiem wielkie niszczycielskie koło po wszystkich zborach Świadków Jehowy w USA, Kanadzie i Europie, docierając także do Polski. Jedna z innych publikacji Świadków Jehowy zarejestrowała ten fakt w sposób, który dobrze obrazuje skalę tego kryzysu:
„Na przykład dopiero w roku 1919, ponad dwa lata po fakcie, do warszawskiego zboru dotarła prywatnymi kanałami wiadomość o śmierci brata Russella. Pojawiły się również niepokojące pogłoski o rozłamie wśród braci amerykańskich i na tym tle zbór przeżywał trudności, zwłaszcza odkąd pojawił się w Warszawie wpływowy przedstawiciel grupy zwalczającej Towarzystwo. Po odciągnięciu sporej liczby braci opozycjonistom udało się nawet przejąć nadzór nad korporacją prawną usługującą wówczas braciom w Polsce” (Rocznik Świadków Jehowy 1994, str. 180).
Jak widzimy z tego cytatu, wspomnianym „opozycjonistom” udało się nie tylko przeciągnąć na swoją stronę „sporą liczbę braci”, ale ponadto udało im się przejąć korporację prawną Świadków Jehowy w Polsce, co pokazuje jak wielką siłę przekonywania mieli oni w swym działaniu. Co było więc takiego przekonującego w ich argumentach? Poniżej wrócę jeszcze do tej kwestii.
Kolejna publikacja Świadków Jehowy również nawiązuje do wspomnianego kryzysu:
„Nie wszyscy byli jednak radzi popierać nową administrację Towarzystwa w przyspieszaniu dzieła świadczenia. Już od początku, tj. od roku 1917, były różne osoby przewodzące, które ambitnie dążyły do zdobycia władzy administracyjnej dla siebie. Tacy przestali współpracować z innymi i w końcu stali się buntownikami. Ta klika opozycyjna zaczęła zaraz puszczać w obieg listy i inny materiał, który krążył po zborach w Stanach Zjednoczonych i za granicą. Stopniowo potworzyły się w tych zborach grupy opozycyjne” (Wykwalifikowani do służby kaznodziejskiej, część IV, str. 63-64).
Cytat z tej publikacji wnosi niewiele więcej niż powyższy cytat na temat tego kryzysu z książki Świadkowie Jehowy głosiciele......., Jedyna nowa informacja jaką uzyskujemy z tego źródła to wzmianka o tym, że prócz listów „opozycjoniści” puszczali w obieg jakiś bliżej nieokreślony „inny materiał”.
Z powyższych cytatów owianych mrokiem propagandy nie dowiemy się w ogóle o co chodziło owym opozycjonistom, bo Towarzystwo Strażnica konsekwentnie milczy na temat jakichkolwiek konkretów w tej sprawie jak zaklęte. Cenzura bojących się prawdy jak ognia powyższych publikacji sięga do tego stopnia, że nie podaje się w nich nawet tak podstawowej rzeczy jak nazwiska wspomnianych czterech dyrektorów Zarządu z którymi Rutherford wszedł w konflikt.
Wspominanie przez powyższą książkę Świadkowie Jehowy głosiciele......., że chodziło tak naprawdę o to, że „opozycjoniści” po prostu nie lubili Rutherforda, zakrawa na śmieszność. Ta sama książka wraz z wyżej cytowaną książką Wykwalifikowani....., stwierdza bowiem również coś z czego wynika, że musiało chodzić o coś więcej niż zwykła osobista antypatia, skoro „opozycjoniści” puszczali w obieg jakieś materiały.
Ponadto z powyższych cytatów wiemy, że „opozycjoniści” przeciągnęli na swoją stronę „sporo braci” i podzielili na tle wspomnianego konfliktu całe zbory nie tylko w USA, ale także w Kanadzie i Europie. Znając nieufność Świadków Jehowy i wiedząc, że niezwykle trudno przy pomocy nawet bardzo mocnych argumentów podkopać w nich wiarę do Towarzystwa Strażnica, musimy dojść do przekonania, że absurdem byłoby w tym momencie mniemać, że tak naprawdę jedynym prawdziwym argumentem „opozycjonistów” była ich osobista antypatia do prezesa Rutherforda. Jedyny wniosek jaki można w tym miejscu przyjąć za rozsądny to ten, że opozycjoniści musieli mieć w ręku jakieś naprawdę silne racje i atuty.
imo braku konkretów, z tych powyższych cytatów możemy jednak wyłuskać kilka istotnych informacji ogólnych. Wiemy więc z nich na pewno, że:
a) opozycjoniści chcieli z jakiegoś powodu pozbawić Rutherforda władzy administracyjnej,
b) Rutherford usunął opozycjonistów z zarządu, ponieważ ich wybór na dyrektorów tego zarządu nie był zatwierdzony na walnym zgromadzeniu Towarzystwa Strażnica,
c) czterej dyrektorzy byli na swe stanowisko wybrani przez Russella i Rutherford o tym wiedział,
d) opozycjoniści mieli jakieś niepodważalne dokumenty, które rozsyłali po zborach,
e) opozycjoniści mieli jakąś potężną siłę przekonywania, odnośnie tego, że mają rację, skoro podzielili całe zbory i nie tylko „sporo braci” przeciągnęli na swoją stronę, ale nawet przekonali niektórych w Betel w Brooklynie.
źródło
http://brooklyn.org.pl/odstepsruthi.htm
-
martunia
- Posty: 31
- Rejestracja: 12 lis 2010, 10:55
Fakt że opozycjoniści przeciągnęli na swoją stronę wiele osób nie świadczy o tym że mieli mocne argumenty. Ludzie generalnie są skłonni do buntu i uginają się jak trawa na wietrze,gdzie zawieje tam lecą. W czasach apostolskich też były nieporozumienia i bunty.
Fakt że Rutherford usunął ze stanowisk tych których ustanowił Russell też nie świadczy o tym że miał złe pobudki,mogli przecież zle wykonywać swoje zadania i faktycznie siali zamęt.Nie chcieli zmian, a przecież postęp się liczy,Russell był tego przykładem,nie obawiał się przecież reform.Skąd wiadomo że poznawanie miało się skończyć na Russell'u?
Moim zdaniem Russell był początkującym ogniwem,dał przykład tego jak trzeba dążyć do poznania. No i ostatecznie,to że Rutherford nie cieszył się powszechnym uznaniem też o niczym nie świadczy. Jezus też miał wielu wrogów.
Fakt że Rutherford usunął ze stanowisk tych których ustanowił Russell też nie świadczy o tym że miał złe pobudki,mogli przecież zle wykonywać swoje zadania i faktycznie siali zamęt.Nie chcieli zmian, a przecież postęp się liczy,Russell był tego przykładem,nie obawiał się przecież reform.Skąd wiadomo że poznawanie miało się skończyć na Russell'u?
Moim zdaniem Russell był początkującym ogniwem,dał przykład tego jak trzeba dążyć do poznania. No i ostatecznie,to że Rutherford nie cieszył się powszechnym uznaniem też o niczym nie świadczy. Jezus też miał wielu wrogów.
chcę zrozumieć,pojąć,dojść do prawdy.
-
nike
- Posty: 11689
- Rejestracja: 05 sie 2006, 23:59
-
martunia
- Posty: 31
- Rejestracja: 12 lis 2010, 10:55
Gdyby uważała że znam prawdę tobym jej nie szukała.Generalnie rzecz biorąc nie należe do tej kategorii osób które uważają że "moja prawda jest najwłaściwsza i z pewnością nie jestem w błędzie."
W tym wątku jestem tego zdania; nikt nie może niczego udowodnić. Można zakładać jedną wersję,ale nie można wykluczyć że było inaczej. Bo jakimi pobudkami się kierowali opozycjoniści czy też Rutherford się nie dowiemy. Wiem natomiast że ludzie lubią wszczynać bunty,zwłaszcza gdy kieruje nimi zawiść.I zazdrość o stanowisko mogła być pobudką.To zupełnie ludzka sprawa i dość typowa.
To jest mój obiektywizm,że ludzie to tylko ludzie,a moja prawda dla mnie nie istnieje. Każdy ma tu swoją prawdę której broni pokazując absolutne racje,więc jestem tych racji ciekawa.
W tym wątku jestem tego zdania; nikt nie może niczego udowodnić. Można zakładać jedną wersję,ale nie można wykluczyć że było inaczej. Bo jakimi pobudkami się kierowali opozycjoniści czy też Rutherford się nie dowiemy. Wiem natomiast że ludzie lubią wszczynać bunty,zwłaszcza gdy kieruje nimi zawiść.I zazdrość o stanowisko mogła być pobudką.To zupełnie ludzka sprawa i dość typowa.
To jest mój obiektywizm,że ludzie to tylko ludzie,a moja prawda dla mnie nie istnieje. Każdy ma tu swoją prawdę której broni pokazując absolutne racje,więc jestem tych racji ciekawa.
chcę zrozumieć,pojąć,dojść do prawdy.
-
ebed
- Posty: 307
- Rejestracja: 20 wrz 2006, 16:44
Przede wszystkim twierdzenie że opozycjoniści przeciągnęli na swoją stronę "wiele osób" jest pojęciem względnym. Co dla jednego jest "duże" dla drugiego jest "małe". Faktem jest, o czym już JLewandowski nie pisze, że liczba osób związanych z Towarzystwem Strażnica zmniejszyła się z ok. 20 000 tyś. przed śmiercią Russela do liczby ok. 15 000 w roku 1919. Wiec ocenia się że odeszło ok. 5 tyś. Dużo? Mało? Pojecie względne.martunia pisze:Fakt że opozycjoniści przeciągnęli na swoją stronę wiele osób nie świadczy o tym że mieli mocne argumenty
-
martunia
- Posty: 31
- Rejestracja: 12 lis 2010, 10:55
Nie wiem jakie to ma znaczenie dużo czy mało.
To opozycjoniści opuścili organizację która była założona przez Russella,więc logicznie rzecz biorąc stali się odłamem religijnym. Pomijając kwestie doktrynalne i ich słuszność. Prawda Russella też zapewne dla wielu była kontrowersyjna,bo nowa. Nie mogło być podobnie z jego następcą? Ludzie boją się tego czego nie znają a lgną do tego co już im znane,co niekoniecznie musi oznaczać że to co nowe,to musi być złe.
To opozycjoniści opuścili organizację która była założona przez Russella,więc logicznie rzecz biorąc stali się odłamem religijnym. Pomijając kwestie doktrynalne i ich słuszność. Prawda Russella też zapewne dla wielu była kontrowersyjna,bo nowa. Nie mogło być podobnie z jego następcą? Ludzie boją się tego czego nie znają a lgną do tego co już im znane,co niekoniecznie musi oznaczać że to co nowe,to musi być złe.
chcę zrozumieć,pojąć,dojść do prawdy.
-
ebed
- Posty: 307
- Rejestracja: 20 wrz 2006, 16:44
To takie oczywiste.martunia pisze:To opozycjoniści opuścili organizację która była założona przez Russella,więc logicznie rzecz biorąc stali się odłamem religijnym
Hirsh, Hoskins, Rocwell i jeszcze jeden nie kwestionowali spraw doktrynalnych, tylko sposób zarządzania przez Rutherforda. Lewandowski - jak przystało na klasycznego propagandyste - nie wspomina, że pracownicy Betel w ktorymś momencie oświadczyli, że jeśli czterej opozycjoniści dopna swego, to oni odejdą z Betel. Potem zdecydowana większość Badaczy wsyłała panów Hoskinsa, rocwella i innych na szczaw.martunia pisze:Pomijając kwestie doktrynalne i ich słuszność
-
martunia
- Posty: 31
- Rejestracja: 12 lis 2010, 10:55
A jeżeli mogłabym spytać,skąd ta wiedza ebedzie? Zródło jakieś mógłbyś podać,chętnie poczytam.
W którymś z wątków natknęłam się na opinie że następca Russella porzucił jego nauki co świadczy o tym że sam był odstępcą. Też niby oczywiste.
Jak pisałam uprzednio postęp niekoniecznie musi oznaczać coś złego,ale ciekawa jestem waszych opinii.
W którymś z wątków natknęłam się na opinie że następca Russella porzucił jego nauki co świadczy o tym że sam był odstępcą. Też niby oczywiste.
Jak pisałam uprzednio postęp niekoniecznie musi oznaczać coś złego,ale ciekawa jestem waszych opinii.
chcę zrozumieć,pojąć,dojść do prawdy.
-
Lucyfer
Uważam że Ruterford włączył wsteczny bieg i zaczął się przybliżać do KK a teraz to już nie warto o tym mówić bo już tylko minuty zostały do upadku tego Towarzystwa. To będzie szok dla wszystkich świadków Jehowy, al;e zasłużyli na to. Wywyższyli się w swoim mniemaniu nad inne religie, urośli w pychę i upadli.martunia pisze:A jeżeli mogłabym spytać,skąd ta wiedza ebedzie? Zródło jakieś mógłbyś podać,chętnie poczytam.
W którymś z wątków natknęłam się na opinie że następca Russella porzucił jego nauki co świadczy o tym że sam był odstępcą. Też niby oczywiste.
Jak pisałam uprzednio postęp niekoniecznie musi oznaczać coś złego,ale ciekawa jestem waszych opinii.
-
martunia
- Posty: 31
- Rejestracja: 12 lis 2010, 10:55
Każda religia na swój sposób się troche wywyższa, bo wszędzie panuje przekonanie że jest tą jedyną i prawdziwą. Nie mniej akurat towarzystwo Strażnica nie udaje że jest nieomylne i potrafi korygować poglądy,w przeciwieństwie do KK które tkwi w zabobonach i wcale się do tego nie przyznaje. Nie widzę szczególnych podobieństw.
chcę zrozumieć,pojąć,dojść do prawdy.
-
Lucyfer
Podobieństwo jest w przywództwie, jest papież i CK i oba ciała uważają się za jedyne słuszne źródło prawdy a oba są w tym samym duchu.martunia pisze:Każda religia na swój sposób się troche wywyższa, bo wszędzie panuje przekonanie że jest tą jedyną i prawdziwą. Nie mniej akurat towarzystwo Strażnica nie udaje że jest nieomylne i potrafi korygować poglądy,w przeciwieństwie do KK które tkwi w zabobonach i wcale się do tego nie przyznaje. Nie widzę szczególnych podobieństw.
-
nike
- Posty: 11689
- Rejestracja: 05 sie 2006, 23:59
martunia pisze:To opozycjoniści opuścili organizację która była założona przez Russella,więc logicznie rzecz biorąc stali się odłamem religijnym.
Kogo ty uważasz,za opozycjonistę, tego co siłą idzie do władzy wbrew testamentowi swojego poprzednika i usuwa niewygodnych ludzi ze stanowisk?
Czy tego co woli odejść, bo nie chce mieć nic do czynienia z przepychankami ?
Która prawda?martunia pisze:Pomijając kwestie doktrynalne i ich słuszność. Prawda Russella też zapewne dla wielu była kontrowersyjna,bo nowa.
Mówisz,że chcesz poczytać proszę bardzo. http://pastor-russell.pl/
- Arius
- Posty: 4884
- Rejestracja: 25 lut 2008, 16:32
- Lokalizacja: kosmopolita
Nike jak zwykle walczy z wiatrakaminike pisze:martunia pisze:To opozycjoniści opuścili organizację która była założona przez Russella,więc logicznie rzecz biorąc stali się odłamem religijnym.
Kogo ty uważasz,za opozycjonistę, tego co siłą idzie do władzy wbrew testamentowi swojego poprzednika i usuwa niewygodnych ludzi ze stanowisk?
Czy tego co woli odejść, bo nie chce mieć nic do czynienia z przepychankami ?
Która prawda?martunia pisze:Pomijając kwestie doktrynalne i ich słuszność. Prawda Russella też zapewne dla wielu była kontrowersyjna,bo nowa.
Mówisz,że chcesz poczytać proszę bardzo. http://pastor-russell.pl/
-
Lucyfer
Badacze opisują jak doszło do przejęcia Towarzystwa Strażnica przez Rutherforda.ebed pisze:Jeśli dobrze pamiętam to ROcznik ŚJ z 1975 r. opisujący dzieje SJ w USA.martunia pisze:A jeżeli mogłabym spytać,skąd ta wiedza ebedzie? Zródło jakieś mógłbyś podać,chętnie poczytam.
http://pastor-russell.pl/PR_SJ_2.htmlApologia pastora C.T.Russella
Przekształcenie (W.T.B.&T.S.) w „Organizację Bożą”
Zarejestrowane w 1884 r. „Stowarzyszenie Watch Tower Bible and Tract Society” (W.T.B.&T.S.) (Towarzystwo Strażnicy Biblii i Broszur), było po prostu przewodem finansowym lub towarzystwem akcyjnym służącym „wiernemu słudze” do prowadzenia interesów handlowych.
Korporacja ta była pomocną w rozpowszechnianiu literatury (czasopism, broszur ulotek), nad którą br. Russell miał we wszystkim kontrolę z zastrzeżeniem, aby czarter i jego testament obowiązywał Stowarzyszenie także po jego śmierci.
Wynika to jasno z czarteru opublikowanego w Strażnicy ze stycznia 1891 roku: „ … Towarzystwo to jest jedynie Stowarzyszeniem dla prowadzenia interesu (…). Towarzystwo nie jest sektą ani też nie posiada żadnego wyznania wiary. Ono jest jedynie używane do celów handlowych i gospodarczych do pomocy w rozpowszechnianiu literatury (…). Zadaniem Stowarzyszenia jest użycie każdego otrzymanego dolara w rozszerzaniu literatury. (…).”
Po śmierci Br. Russella, J.F. Rutherford rozpoczął przekształcanie towarzystwa akcyjnego w ciało religijne nauczając, że Towarzystwo jest nie tylko instytucją handlową, ale także religijną, do której się wstępuje przez ofiarowanie – że jest przewodem prowadzącym do Boga. Często używał argumentu: „Jeżeli nie będziemy w harmonii z Przewodem, to znaczy, że nie możemy być w harmonii z Bogiem.”
J.F. Rutherford często podkreślał:, że stowarzyszenie nie twierdziło, że jest nieomylne to jednak uważało, że jego zwolennicy powinni okazywać względem Stowarzyszenia pokorę i przyjmować jego nauki z ufnością, bez podejrzewania, bezkrytycznie, a wszelkie krytykowanie ustaw i zarządzeń Stowarzyszenia byłoby wielkim przestępstwem.
Kolejnym krokiem było zabronienie czytania jakiejkolwiek literatury, jeżeli nie pochodziła ona od Towarzystwa. Takie nauki rozbudzały ducha bojaźni i czyniły społeczność wierzących niewolnikami Towarzystwa.
Chociaż przekształcenie towarzystwa akcyjnego w ciało religijne nastąpiło stosunkowo szybko, to jednak przekształcenie Towarzystwa w „Organizację Bożą” trwało o wiele dłużej.
W książce „Harfa Boża” (wyd. w j. polskim w 1924 r.), str. 8 par. 1 czytamy: „Nie mamy zamiaru lub chęci nakłaniać kogokolwiek z czytelników do zapisania się do jakiejś organizacji, sekty lub towarzystwa. Jedynym celem tej książki jest nieść pomoc szczerze szukający Prawdy w Biblii, chcącym poznać znaczenie wypadków doby dzisiejszej i przygotować choćby niektóre z nich na przyjęcie błogosławieństwa, które wkrótce będą udziałem rodzaju ludzkiego.”
Str. 248 par. 421: „Dzieło to prowadzone w okresie około czterdziestu pięciu lat nigdy nie zamierzało stworzyć organizacji, do której można by się zapisać lub wstąpić. Jego celem było i jest oświecać ludzi pod względem wyrozumienia wielkiego planu Bożego …”.
Jeszcze w książce „Życie” (wyd. w j. polskim w 1929 r.) we wstępnych słowach wydawców na str. 9 par. 1 podano: „Nie prosimy czytelnika, aby przystąpił do jakiejkolwiek organizacji ani też tego od niego nie oczekujemy. …”
W następnych latach stopniowo postępowało przekształcenie Towarzystwa w „Organizację Bożą”. Jednakże ostateczna przemiana w sektę nastąpiła dopiero w 1938 r. po art. „Organizacja” (1 i 15 czerwca 1938 r.) i rezolucji przesłanej do Towarzystwa przez zbory.
Od tego czasu dawano do zrozumienia, że kto chce przeżyć Armagedon musi stać się członkiem „Organizacji Bożej” – innej drogi zbawienia nie ma.
Nauka o „przewodzie” jest naśladownictwem nauki papiestwa, że tylko kościół Rzymskokatolicki jest jedynym przedstawicielem Boga. Jej zwolennicy zbytnio pokładając ufność w „organizacji” i swych duchowych przywódcach stali się poddanymi niewolnikami na wzór zwolenników papiestwa.
Apostoł Paweł ostrzegał: – w 1 Kor. 7:23.
„Jesteście drogo kupieni; nie stawajcie się niewolnikami ludzi”.
Lojalność względem Towarzystwa była ceniona o wiele wyżej niż lojalność wobec Boga i Prawdy. To doprowadziło do przyjmowania wszystkich nauk i zarządzeń Towarzystwa bez właściwego badania, co torowało drogę do coraz większych błędów.
Nauka o „przewodzie” została użyta przez ambitne jednostki, aby zagarnąć władzę i wywyższyć stojących na czele, by stłumić Prawdę Bożą przekazaną przez „wiernego sługę”, aby lud Boży uczynić ponownie niewolnikami, a wiernych sług Bożych uważać za zdrajców, zwodzicieli i szkodliwe wilki, usuwając ich ze zborów.
W ten sposób Boski Plan zbawienia ludzkości został wypaczony i ograniczony tylko do garstki zwolenników Towarzystwa, a Armagedon (światowa rewolucja) stał się straszakiem (na wzór katolickiego piekła) naganiającym ludzi do „Organizacji”.
Wielu przyszło do „Organizacji”, gdy już wiele błędów było zakorzenionych, dlatego nie znają czystej, rozumnej, zgodnej z Boską miłością prawdy, że dzięki okupowi Chrystusa każdy człowiek otrzyma pełną sposobność ubiegania się o życie wieczne w Tysiącletnim panowaniu Chrystusa.
Bóg swój zamiar wyjawił w Piśmie Św.:
"Dz.Ap. 17:31 „Gdyż wyznaczył dzień, w którym będzie sądził świat sprawiedliwie przez męża, którego ustanowił, potwierdzając to wszystkim przez wskrzeszenie go z martwych.”
1 Tym. 2:5-6 „Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus, który siebie samego złożył jako okup za wszystkich, aby o tym świadczono we właściwym czasie”.
1 Tym. 4:10 „Gdyż trudzimy się i walczymy dlatego, że położyliśmy nadzieję w Bogu żywym, który jest Zbawicielem wszystkich ludzi, zwłaszcza wierzących”.
Po przeczytaniu tych słów, komu można wierzyć?