Dla mnie to logiczne. Śmierć kogoś kto nie znał Boga daje mu nadzieję na zmartwychwstanie. Osoba która poznała go a mimo to trwała w grzechu za życia już nie zmartwychwstanie bo jasno opowiedziała się po stronie przeciwnej. Osoby które wstaną zostaną sądzona po uczynkach jakich dopuszczą się po zmartwychwstaniu na podstawie nowego prawa (nowych zwojów). Dla wszystkich tych - i tych co zmartwychwstaną i tych którzy przeżyją ucisk ostatecznym sprawdzianem będzie koniec 1000-lecia gdy Szatan zostanie wypuszczony - nic dziwnego że ma zwieść wtedy wielu bo niektórzy ze zmartwychwstałych nie mieli wcześniej okazji do opowiedzenia się po konkretnej stronie i nie byli wypróbowani...Jankowski pisze:Mam pytanie do wszyskich SJ dotyczace informacji jaka znalazłem w Przebudzcie sie ze stycznia 2010 roku .
Jest w nim napisane na str 11
"Czy podstawa do osądu zmartwychwstałych będzie ich postępowanie przed smiercia ?
Nie.Biblia uczy że "kto umarł ,został uwolniony od swego grzechu"
a zatem zmartwychwzbudzeni - podobnie jak ocaleni z zagłady obecnego systemu -będą sądzeni "według swych uczynków",czyli postępowania w Dniu Sądu"
Czy faktycznie nie maja znaczenia nasze grzechy popełnione w czasia doczesnego życia?
To czego człowiek się dopuszcza za życia ma znaczenie dla jego zmartwychwstania tylko w sytuacji gdy robił to wszystko nie znając Boga. Ten który go znał - nie ma dla niego ofiary...
Najmniej logiczne jest to co przeczytałem tutaj w którymś poście - że Bóg wzbudzi z martwych wszystkich po to by ich osądzić i znów uśmiercić. To nie byłby Bóg miłości jakiego znam...