Forum biblijne Strona Główna Forum biblijne
FORUM ZOSTAŁO PRZENIESIONE. ZAPRASZAMY www.biblia.webd.pl

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Gdzie są te świadectwa ?
Autor Wiadomość
Boanerges-Jastrząb 
RIDING4GOD


Dołączył: 26 Wrz 2010
Posty: 60
Skąd: Białystok
Wysłany: 2010-10-05, 21:02   Gdzie są te świadectwa ?

Skąd pomysł na taki tytuł ? O tym później a na razie coś o sobie.

Wychowywałem się w tradycji ateistycznej, rodzice bywali w kościele przy okazji ślubów i pogrzebów ( tata przed święceniami urwał się z seminarium duchownego i twierdzi że wymodlił się za całe życie a historie jakie opowiadał z tego okresu też raczej nie zachęcały do wiary ) Już w podstawówce deklarowałem się jako ateista ( nie było to wtedy popularne w wiejskim środowisku ).
W liceum interesowałem się trochę religiami wschodu ale było to chyba kwestia pewnej mody i przekory z mojej strony.Lubiłem za to czytać i pochłaniałem książkę za książką a zdobytą wiedzę wykorzystywałem do niszczenia w dyskusjach ludzi mówiących że wierzą w Boga.Nie było z tym większego problemu, umocniło mnie to tylko w przekonaniu, że wiara w Boga to owoc niewiedzy i ignorowania faktów.W szkole średniej nie było już problemu w przyznawaniu się do ateizmu i miałem już kolegów podobnych do siebie.Było fajnie do czasu kiedy jeden z nas ( była to 3 klasa liceum ) przyszedł do szkoły z Biblią i zaczął opowiadać że się nawrócił i chodzi na jakieś spotkania w mieszkaniu.Jedyne co przyszło mi wtedy do głowy to że trzeba z nim pójść do tych ludzi, trzeba przecież chłopa ratować bo mu szajba odbiła.Dla pewności zabrałem jeszcze innego kolegę i poszliśmy ośmieszyć nowych znajomych naszego przyjaciele.A wtedy................................no właśnie sam nie wiem jak to się stało, nie jestem w stanie racjonalnie wytłumaczyć faktu, że znalazłem się na kolanach prosząc Boga o przebaczenie.Nie było żadnej fachowej dyskusji, wywodów teologicznych po prostu trafiony-zatopiony ( najlepiej oddaje to chyba fragment Biblii mówiący, że "upodobało się zbawić ludzi przez głupie zwiastowanie" ). Potem to nawrócił się następny kolega i następna koleżanka, chyba ponad połowa mojej klasy.Taki to był dobry rok 1988 :-) A potem to były studia w Białymstoku, praca, założenie rodziny.Nie pamiętam kiedy wróciła stara pasja zgłębiania wiedzy ( tym razem biblijnej i pokrewnej ).
W domu pojawiło się mnóstwo książek i publikacji z różnych kościołów i denominacji ( teologów katolickich, protestanckich, Adwentystów, Świadków Jehowy ), Biblie w różnych tłumaczeniach, konkordancje, słowniki greckie itp.Miałem coraz większą wiedzę, którą lubiłem wykorzystywać spierając się z innym tak że większość już nie chciała ze mną gadać.Wiedzę miałem coraz większą ale moja relacja z Bogiem zaczęła się rozluźniać.Tak jak moje nawrócenie do Boga i odwrócenie od grzechu było błyskawiczne to odwracanie się od Boga i nawracanie do grzechu trwało dużo dłużej.Nawet nie wiem kiedy mając głowę napakowaną dużą wiedzą o Bogu stał się On dla mnie bardzo daleki.Nie chcę tu opisywać co się działo dokładnie bo nie ma czym się chwalić.Powiem tylko, że chciałem zostawić żonę z z 3-letnim synem ( była wtedy w ciąży z następnym naszym dzieckiem ).Gdyby parę lat wcześniej ktoś mi powiedział, że coś takiego się może zdarzyć wyśmiałbym go. Nie straciłem wiary w Boga (tego nie dało się wymazać z serca ) ale to tylko potęgowało ból tego stanu.
Odwróciłem się od Boga ale On nie odwrócił się ode mnie. Wiem, że byli ludzie którzy ponad 2 lata się o mnie modlili ( tylko to mogli bo nie chciałem z nikim gadać ), nie odpuszczali a owocem tego jest to że mogę teraz składać to świadectwo, że Bóg jest dobry.Kiedyś to był taki slogan w moich ustach "Bóg jest dobry" Kilka lat temu przekonałem się co naprawdę to znaczy, mogłem na nowo zrozumieć co stało gdy Jezus w ostatnich słowach wołał " Boże mój Boże czemuś mnie opuścił".Mój grzech też tam był wtedy razem z Nim. Śmierć Jezusa-moje życie taki interes zrobił Bóg.

To teraz wrócę do początku, czyli do tematu tego postu "gdzie są te świadectwa"

Musze się wam przyznać, że nie jestem za wielkim fanem netu.Z racji służby mam bardzo duży i częsty kontakt z ludźmi.I to jest fajne, ludzie nie chowają się za awatarami, wiem z kim rozmawiam, nawiązujemy relacje, której net chyba nie daje. Na te forum też trafiłem by napisać tylko ogłoszenia, że jest taka a taka służba, może komuś będzie z nami po drodze i wszystko.
Poświęciłem też trochę chwil by sobie poczytać. Tak jak pisałem w świadectwie dyskusje i spory teologiczne to był kiedyś mój konik i skłamałbym gdybym powiedział, że nie świerzbiły mnie łapy żeby też coś popisać ;-)
Przeglądając tematy trafiłem na coś co szczególnie lubię czytać : "Świadectwa działania Boga-Tutaj nie polemizujemy, tutaj dzielimy się dowodami Bożego działania w naszym życiu; piszcie to, co zbuduje wszystkich w wierze w Boga."

Pomyślałem super, poczytam sobie jak Bóg działa w życiu ludzi którzy piszą na tym forum. Lubie czytać i słuchać jak objawia się Bóg w życiu różnych ludzi bez względu na denominacje.Tu zaproponuję byście zrobili to co ja. Przejżałem tematy z ostatnich dwóch lat, odrzuciłem to co nie na temat, odrzuciłem cytaty, odrzuciłem linki, generalnie wszystko to co nie dotyczy piszącego post.Sami zobaczcie co zostało z "Bożego działania w naszym życiu"
Przeczytałem naprawdę dużo postów, wielu z was posiada potężną wiedzę teologiczną ale na co ta wiedza się przekłada?Ja napisałem na co się przełożyła w moim życiu.
Mając niewielką wiedzę nawróciło się z mojego otoczenia ok.20 osób A wiecie ile się nawróciło jak miąłem głowę pełną cytatów: zero słownie: zero !!!! Mam nadzieję że rozumiecie, że nie jestem przeciwnikiem wiedzy ale jestem po prostu ciekawy jakie są owce tej wiedzy w waszym życiu.Dlaczego praktycznie nikt o tym nie pisze, czy ważniejsze jest kto lub co stoi za "666" niż Boże działanie w codziennym życiu? Niektórzy mają kilka tysięcy postów a nie ma postu jak spotkali się z Bogiem jaki miało to wpływ na ich życie, czy to nie jest ciekawe, czy nikogo to nie interesuje?
Mnie bardzo interesuje czy kogoś jeszcze ?

Ps.Na koniec coś co mnie ostatnio zbudowało.Coś może bardzo oczywistego ale jak łatwo o tym zapominamy.Jest to cytat z wykładów ks.Dziewieckiego ( nie dosłowny bo z pamięci )
"Jest jedna rzecz która wyróżnia Chrześcijaństwo od innych religii.Chrześcijaństwo jest to Bóg kochający człowieka nad życie i to nie w przenośni ale dosłownie"
 
 
Boanerges-Jastrząb 
RIDING4GOD


Dołączył: 26 Wrz 2010
Posty: 60
Skąd: Białystok
Wysłany: 2010-10-26, 19:08   

Compressione zgodnie z obietnicą na część Twoich pytań dotyczących mojej osoby odpowiem w tym temacie. Uważnie przeczytanie tego co napisałem wyżej powinno Tobie choć trochę ułatwić zrozumienie. W tym dziale niby się nie polemizuje ale jak masz jakieś pytania to wal śmiało. Jeżeli będą za bardzo osobiste to po prostu nie odpowiem. Są pewne szczegółowe sprawy z mojego życia o których rozmawiam gdy mam przekonanie, że to danej osobie pomoże w innych przypadkach pewne szczegóły pomijam.

1. Comprensione napisała:
Nie wierzyłeś w boga ze względu na zachowanie ludzi?

Było to w kontekście mojej wypowiedzi:
Boanerges-Jastrząb napisał/a:
Zachowanie religijnych ludzi utwierdzało mnie w przekonaniu, że Boga nie ma. Ale podobnie jak z "ateistą i humanistą" wtedy nie odróżniałem ludzi religijnych od ludzi wierzących Bogu ( chyba nie jest ich za dużo w naszym chrześcijańskim kraju ). Zwróć uwagę, że piszę o ludziach wierzących Bogu a nie wierzących w Boga, to nie to samo ( teraz to za długo by o tym pisać ) Przyszedł jednak taki dzień, że natknąłem się na nich i ...nawróciłem się


Jak przeczytasz moją historię to widzisz, że zachowanie ludzi nie wpłynęło na to, że zostałem ateistą. Wpłynęło na to głównie wychowanie jakie wyniosłem z rodzinnego domu.
Mówi o tym Dawkins w Bogu Urojonym, że dzieci po rodzicach przejmują religię.
Zachowanie ludzi, którzy uważali się za wierzących w tym ateizmie mnie tylko utwierdzało. ( z tymi więzieniami i porównywaniem kombinowałem podobnie do Ciebie )

2.Comprensione napisała:
Nie wydaje mi się tak btw. żebyś kiedykolwiek był ateistą. Może nienawidziłeś boga, ale z tego co dotąd przeczytałam widzę, że zawsze w niego wierzyłeś, tylko nie zawsze lubiłeś.

Na podstawię tego co piszę pozostaje Ci tylko uwierzyć lub nie, że jednak tym ateistą byłem. Tutaj też przyznam się szczerze to nie przypominam sobie by mi tego Boga wtedy w życiu brakowało. Czasami słyszę jak chrześcijanie mówią, że ateiści bez Boga odczuwają w życiu jakąś pustkę. Nie wiem jak inni ateiści ale ja czegoś takiego u siebie nie czułem. Może to tak jak z arbuzem, dopóki nie poczułem jak smakuje, nie brakowało mi go ;-) a może tak jest jak się ma naście lat. Skoro w Boga nie wierzyłem to też nie miałem jakiś skrajnych uczuć z Nim związanych.
Teraz też zastanawiam się jaki jest cel twoich polemik na tym forum.
Jako ateista lubowałem się w podobnych dyskusjach. Moim celem nie było jednak odciąganie ludzi od Boga ( tak jak Dawkins ) ani też mój rozwój poznawczy ( sceptycy )
ale zwykła ludzka pycha, pokazywanie innym swojej wyższości, satysfakcja z zagięcia rozmówcy itp. Bóg i religia były tylko doskonałym pretekstem. Tak widzę to teraz z perspektywy lat i zdobytego doświadczenia ( wtedy w ogóle się nad tym nie zastanawiałem )

3.Comprensione napisała:
Wiesz nie rozumiem właściwie co sprawiło, że wierzysz. Mówisz całkiem racjonalnie, i tu nagle się okazuje, że wierzysz w odkupienie. Wyjaśnij mi to. Ale zwięźlej !


Co sprawiło, że wierzę? Piszę na ten temat na górze ale zdaję sobie sprawę, że nie będzie to satysfakcjonująca Ciebie odpowiedź. Uwierz mi, że mnóstwo czasu spędziłem wracając myślami do tamtej chwili gdy na kolanach płakałem przed Bogiem. Jest to bodajże jedyna tak poważna decyzja w moim życiu, która została podjęta nie racjonalnie. Próbowałem to co się stało jakoś racjonalnie rozłożyć na czynniki pierwsze, szukałem i nic mi nie pasowało bo:
a. nie czułem jakieś wewnętrznej pustki i w związku z tym nie szukałem by ją zapełnić.
b. poszedłem na spotkanie z negatywnym nastawieniem
c. nie było tam żadnych psychomanipulacji ( niestety potem już się z tym w kościołach spotykałem )
d. nie prowadziliśmy polemiki, na podstawie której mogłem zmienić zdanie,
Bardziej mi odpowiada teraz pytanie Kto sprawił, że wierzę?
Pewien fragment może tłumaczyć to co się wtedy stało ( I List do Koryntian 1. 21-25 )
21. Skoro świat przez swoją mądrość nie poznał Boga w Jego Boskiej mądrości, spodobało się Bogu zbawić wierzących przez głoszenie głupiego poselstwa...
Moja wiedza nie doprowadziła mnie do Boga więc zostałem złamany przez "głupie" gadanie o odkupieniu w Jezusie.
Nieracjonalna decyzja by uwierzyć Bogu zmieniła mnie ale nie zmienił jednej rzeczy, to jest mojego racjonalnego, często sceptycznego myślenia i tak jest do dnia dzisiejszego :-)

Oczywiście nie wszystko tym swoim racjonalnym myśleniem potrafię wyjaśnić, część rzeczy biorę na tzw. wiarę ale ateiści też podobnie się zachowują a oto przykład:
W mediach ostatnio było trochę szumu w związku książką S.Hawkinga " The Grand Design"
Sens książki tego fizyka dobrze odda ci komentarz R.Dawkinsa "Darwin wyrzucił Boga z biologii, ale w jakiś sposób trzymał się on jeszcze w fizyce na zasadzie nieoznaczoności. Hawking zadał ostateczny cios tej koncepcji" O fizyce kwantowej w kontekście Boga to teraz nie będę się rozpisywał ale przeczytaj fragment komentarza pana Marka Szenborna ( jest ateistą ) "... w tym miejscu należałoby posłużyć się zamieszczonym w książce superskomplikowanym dowodem z mechaniki kwantowej, ale coś takiego byłoby dla nas, przeciętnych zjadaczy chleba, raczej niestrawne, więc możemy autorom uwierzyć na słowo."
Ci sami autorzy śmieją się potem z ludzi, którzy wierzą na słowo Bogu choć wszystkiego nie rozumieją.
Ps.Ciekaw jestem czy sam Dawkins zrozumiał ten wywód ( nie jest on jak pisze Hawking rozwiązaniem teorii wszystkiego ).

Moja droga do Boga była trochę dziwna jak na racjonalistę ale lubię czytać historie innych ateistów i sceptyków, którzy doszli do wiary przez przez racjonalne myślenie, badanie faktów ( często długo to trwało ) tam w odróżnieniu do mojej historii jest co poczytać.
Na tym forum pisze ktoś o książce nawróconego filozofa ateistycznego
http://biblia.webd.pl/forum/viewtopic.php?t=4332 ale ja tej książki nie znam więc nie mogę jej ocenić.

Za czytam C.S. Lewisa ( bardziej znany jako autor Opowieści z Narnii )
W książce Surprised by Joy pisze :
" Wyobraźcie sobie mnie, samego w tamtym pokoju w Magdalen, noc po nocy czującego-kiedykolwiek mój umysł odrywał się choć na sekundę od pracy-stałe, nieuchronne zbliżanie się Tego, którego tak gorąco pragnąłem nie spotkać. W końcu to, czego tak bardzo się obawiałem, przyszło na mnie. W święto Trójcy Świętej 1929 roku ustąpiłem. Uznałem, że Bóg jest Bogiem i uklękłem, by się modlić: być może, jako najbardziej przybity i uparty nawrócony a Anglii tej nocy."

Polecając tego autora jestem bardzo subiektywny, bardziej obiektywny dla ciebie może będzie pan Jacek Kozik, który na portalu Racjonalista.pl krytykując pewną książkę w artykule „ Ach, ci nawróceni ateiści” pisze:
"W przeanalizowanej tutaj pierwszej części „Języka Boga” aż roi się od cytatów z Clive’a Staples’a Lewisa. Od razu widać, że autor ten zrobił na Collinsie ogromne wrażenie i mówiąc szczerze nie dziwię się. Lewis to bardzo inteligentny oponent. Jego błyskotliwość i umiejętność logicznego myślenia pozwoliły mu stworzyć szereg ciekawych pozycji wydawniczych, w których przekonuje do wiary w Boga i podważa argumenty ateistów. Pamiętam jak w 1985 roku po raz pierwszy zetknąłem się z jego pisarstwem, było ono wtedy dla mnie jednym z ciekawszych przeżyć, których prawie nigdy nie dostarcza mi lektura innych autorytetów chrześcijańskich. Dlatego uważam, że książki Lewisa warte są polecenia każdemu ateiście lubiącemu intelektualne wyzwania. "

"Chrześcijaństwo po prostu" ten tytuł mam i polecam. Mogę też wysłać Ci w prezencie :-)
" Listy starego diabła do młodego" też super ( no może nie dla ateisty )

Polecam też Josha McDowella , którego wiara jest też wynikiem racjonalnego podejścia do sprawy. Największe wrażenie na moim racjonalnym rozumie zrobiła jego książka " Zmartwychwstanie, czy świadectwa historyczne potwierdzają zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa."
Żeby pisać o mojej racjonalnej wierze w odkupienie musiałbym oprzeć się na tej lekturze. Nie wiem czy to można jeszcze gdzieś kupić ale jakby co też służę swoim egzemplarzem ( mi już nie jest potrzebny )

Pisałem co polecam a nie polecam..."Bóg nie jest urojeniem. Złudzenie Dawkinsa" Joanna Collicutt McGrath, Wg. mnie jako polemika Dawkinsa jest beznadziejna ( ale może tylko dla mnie )

Ps.Aha jak szukasz Biblii do czytania a nie jako ozdoba na półkę to faktycznie duży format jest dobry ale niekoniecznie z ilustracjami bo wtedy objętość i cena idzie mocno w górę. Zastanów się czy jest sens za te obrazki płacić. Myślę, że proste wydanie jest ok :-)
Może starczy jak na jedno posiedzenie przed kompem :-) Pozdrawiam
 
 
Comprensione 


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 381
Wysłany: 2010-11-02, 12:17   

Przeczytam prawdopodobnie dzisiaj. Ale odpowiedz mi jeszcze na jedno pytanie: Jaki jest cel twojej polemiki ze mną? Chcesz mnie przekonać?
_________________
"By all means let's be open-minded, but not so open-minded that our brains drop out. " ^^
 
 
 
Boanerges-Jastrząb 
RIDING4GOD


Dołączył: 26 Wrz 2010
Posty: 60
Skąd: Białystok
Wysłany: 2010-11-02, 16:18   

Jeżeli już wchodzę w polemikę to mam dwa cele:
1. chcę poznać druga osobę ( niestety internet nie jest do tego doskonały )
2. drugi cel jest kontynuacją pierwszego czyli " chcę przekonać " a raczej przekazać informację bo mam "niepoważną" wiarę że przekonuje Ktoś inny :-)
Przy czym zawsze staram się dostrzec granicę do której jest jeszcze sens na dzień dzisiejszy tą polemikę prowadzić by nie marnować swojego i czyjegoś czasu ( oczywiście czasy i nastawienie może się zmienić i do rozmowy można kiedyś wrócić )
Dla niektórych prowadzenie sporów to może jakieś hobby, dla mnie nie. Moja obecność na tym forum ma inne przyczyny a znajdziesz je w dziale ogłoszeń ;-)
 
 
Comprensione 


Dołączyła: 29 Sie 2010
Posty: 381
Wysłany: 2010-11-03, 18:37   

Boanerges-Jastrząb napisał/a:
Jak przeczytasz moją historię to widzisz, że zachowanie ludzi nie wpłynęło na to, że zostałem ateistą. Wpłynęło na to głównie wychowanie jakie wyniosłem z rodzinnego domu.
Mówi o tym Dawkins w Bogu Urojonym, że dzieci po rodzicach przejmują religię.
Zachowanie ludzi, którzy uważali się za wierzących w tym ateizmie mnie tylko utwierdzało.

Nie piszesz dlaczego nagle uwierzyłeś. Piszesz jak to się stało a nie dlaczego. Nie dajesz żadnego powodu. Mówisz po prostu że to się stało.

Religia jest wrogiem nauki i odwrotnie- zgadzam się.
Boanerges-Jastrząb napisał/a:
Może to tak jak z arbuzem, dopóki nie poczułem jak smakuje, nie brakowało mi go

No patrz, ja swego czasu nawet na pielgrzymki chodziłam, a koleżanki się śmiały ze mnie że na wycieczkach zawsze różaniec odmawiałam i przed snem zawsze się modliłam- nie wytartymi modlitwami tylko naprawdę gadałam do boga. Z perspektywy czasu wydaje mi się to szczytem głupoty, no ale.. było się młodym i myślało się mniej. Także arbuza smak poznałam. Różaniec z Częstochowy jeszcze gdzieś tam leży sobie :)
Boanerges-Jastrząb napisał/a:
Teraz też zastanawiam się jaki jest cel twoich polemik na tym forum.
Jako ateista lubowałem się w podobnych dyskusjach. Moim celem nie było jednak odciąganie ludzi od Boga ( tak jak Dawkins ) ani też mój rozwój poznawczy ( sceptycy )
ale zwykła ludzka pycha, pokazywanie innym swojej wyższości, satysfakcja z zagięcia rozmówcy itp. Bóg i religia były tylko doskonałym pretekstem. Tak widzę to teraz z perspektywy lat i zdobytego doświadczenia ( wtedy w ogóle się nad tym nie zastanawiałem )

Nie będę się powtarzać.
Boanerges-Jastrząb napisał/a:
Uwierz mi, że mnóstwo czasu spędziłem wracając myślami do tamtej chwili gdy na kolanach płakałem przed Bogiem.

Przerażasz mnie.
Boanerges-Jastrząb napisał/a:
Jest to bodajże jedyna tak poważna decyzja w moim życiu, która została podjęta nie racjonalnie.

No to już wszystko wiadomo ;]
Boanerges-Jastrząb napisał/a:
Moja wiedza nie doprowadziła mnie do Boga więc zostałem złamany przez "głupie" gadanie o odkupieniu w Jezusie.
Nieracjonalna decyzja by uwierzyć Bogu zmieniła mnie ale nie zmienił jednej rzeczy, to jest mojego racjonalnego, często sceptycznego myślenia i tak jest do dnia dzisiejszego

To napisał ten straszny Herezjusz:
Herezjusz napisał/a:
Jak powiada Bill Maher: „Nie można być racjonalnym człowiekiem przez sześć dni w tygodniu i podejmować racjonalne decyzje, a na siódmy iść do budynku, gdzie udaje się picie krwi boga sprzed 2 tysięcy lat. Od tego dostaje się schizofrenii”

Boanerges-Jastrząb napisał/a:
w tym miejscu należałoby posłużyć się zamieszczonym w książce superskomplikowanym dowodem z mechaniki kwantowej, ale coś takiego byłoby dla nas, przeciętnych zjadaczy chleba, raczej niestrawne, więc możemy autorom uwierzyć na słowo."
Ci sami autorzy śmieją się potem z ludzi, którzy wierzą na słowo Bogu choć wszystkiego nie rozumieją.

Chodzi o to, że każdy może to sprawdzić i da się to sprawdzić. I ludzie to sprawdzają, każdy chce mieć racje. Nie mam żadnego powodu, żeby wątpić w takie wywody. (Co (NA BOGA!) nie znaczy, że wierzę w to!)
Boanerges-Jastrząb napisał/a:
Moja droga do Boga była trochę dziwna jak na racjonalistę ale lubię czytać historie innych ateistów i sceptyków, którzy doszli do wiary przez przez racjonalne myślenie, badanie faktów ( często długo to trwało ) tam w odróżnieniu do mojej historii jest co poczytać.

Bez przesady. Albo jesteś racjonalistą, albo wierzysz w boga sprzed dwóch tysięcy lat i bajki o odkupieniu.
Boanerges-Jastrząb napisał/a:
Ps.Aha jak szukasz Biblii do czytania a nie jako ozdoba na półkę to faktycznie duży format jest dobry ale niekoniecznie z ilustracjami bo wtedy objętość i cena idzie mocno w górę. Zastanów się czy jest sens za te obrazki płacić. Myślę, że proste wydanie jest ok

Akurat była mi potrzebna ta, konkretna. Konkretnie jej księga wyjścia. Nie istotne, nevermind.
_________________
"By all means let's be open-minded, but not so open-minded that our brains drop out. " ^^
 
 
 
Boanerges-Jastrząb 
RIDING4GOD


Dołączył: 26 Wrz 2010
Posty: 60
Skąd: Białystok
Wysłany: 2010-11-03, 22:42   

Już gdzieś wcześniej napisałem, że zdaję sobie sprawę, że moja historia nie bardzo będzie Ci pasowała i mało Ci wyjaśni. Poznałem mnóstwo ludzi, którzy zostali chrześcijanami i każda historia jest inna. Czytając o życiu Jezusa widzę, że podchodził do ludzi indywidualnie, nie posługiwał się podręcznikiem dla sprzedawców ( niektórzy chcą Jezusa innym jak patelnie sprzedawać ). Czytając o nawróceniach ateistów widzę, że moje nawrócenie jest trochę nietypowe ( chociaż nie wiem czy są jakieś typowe ). Nie jestem w stanie tego racjonalnie wytłumaczyć więc napisałem, że była to decyzja nieracjonalna. Jak każda nieracjonalna decyzja, nie odpowiada na pytanie "dlaczego" ;-) Cytujesz pana Billa Mahera ( jako komik może jest dobry w innych dziedzinach to chyba inne autorytety mam ) i można by się zastanowić czy racjonalista może podejmować nieracjonalne decyzję. Według definicji racjonalistą jest człowiek który posługuje się wyłącznie rozumem. Nawet wykluczając religię są i były sytuacje gdzie nie kierowałem się rozumem np. podróż autostopem do Francji, zakup motocykla w cenie kawalerki no i decyzja by ożenić się z miłości to chyba też racjonalna nie była :-) Patrzę na ludzi co "bez sensu" po Himalajach łażą, na ludzi którzy chcą czegoś więcej niż jeść, pracować i spać i myślę sobie, że faktycznie masz rację -nie jestem racjonalistą.

Jeżeli przeraża Ciebie facet płaczący na kolanach w modlitwie to mało jeszcze w życiu widziałaś. Obejrzyj sobie 4-ty odcinek " Byłem gangsterem" jak Piotr Stępniak bandyta, który ponad 20 lat przesiedział, opowiada o swoim starym życiu i jak Jezus te jego zasrane życie odmienił. Zobacz jak po tej pokiereszowanej twarzy lecą łzy. "czy ja bym miał kiedyś łzy w oczach a dzisiaj.."Tak kończy się ten odcinek ( odżałuj te 20 min ze swojego życia, ten gość bardziej Ciebie przerazi ). Oglądając ten serial zastanów się czy np. "Bóg urojony" ma moc by tak życie zmieniać.

Tak jak już pisałem jesteśmy różni, napisałem jak ja to przeżyłem, jak przeżył to C.S.Lewis
a to jak było u J.McDowella :
"Jestem pewien, że słyszałeś religijnych ludzi mówiących o swoim "oświeceniu". Po tym, gdy ja się modliłem, nic się nie wydarzyło. Dokładnie nic. Nie rozwinęły mi się żadne skrzydła. W rzeczywistości, po podjęciu tej decyzji poczułem się jeszcze gorzej. Dosłownie czułem, że chce mi się wymiotować. Wydawało mi się, że jestem głęboko chory w środku. O nie, McDowell, w co ty się dałeś wciągnąć?- zastanawiałem się. Rzeczywiście czułe, że tracę panowanie nad sobą- i niektórzy moi przyjaciele zgadzali się z tym. Lecz mogę powiedzieć wam jedną rzecz: w przeciągu sześciu miesięcy do półtora roku odkryłem, że nie straciłem panowania nad sobą. Moje życie zostało przemienione! "
Droga, która doprowadziła tego pana do decyzji była też inna jak u mnie i pewnie bardziej Ciebie zainteresuje. To krótki fragment:
"...Myślałem, że to jakaś farsa. Mówiąc prawdę myślałem, że większość chrześcijan to chodzący idioci. Spotkałem kilku takich. Miałem zwyczaj dyskutowania z chrześcijanami i rozdzierania ich na strzępy. Myślałem, że jeśli chrześcijanin miałby jakąś komórkę mózgową, to na pewno umarłaby ona z samotności...Po długim czasie studiów i badań mój umysł doszedł w końcu do wniosku, że Jezus Chrystus musiał być tym, za kogo się podawał. Właśnie moje badania w celu obalenia chrześcijaństwa dostarczyły materiału dla moich pierwszych dwóch książek. Skoro nie mogłem go obalić, w końcu zostałem chrześcijaninem. Dotychczas spędziłem 13 lat dokumentując dlaczego wierzę, że chrześcijaństwo i wiara w Jezusa Chrystusa są intelektualnie możliwe."
To o czym pisze w swoich książkach J.McDowell można streścić Twoimi słowami:
"Chodzi o to, że każdy może to sprawdzić i da się to sprawdzić."

Na koniec coś jeszcze o tym arbuzie :-)

Dla mnie tym arbuzem jest obecność Boga w Życiu i relacja z Nim. Czy pielgrzymki, różaniec, gadanie do Boga, chodzenie do tego czy innego kościoła równa się relacji z Bogiem, Jego realnej obecności i działaniu w życiu. Niekoniecznie.
Sama pewnie wiesz lepiej czy było to jedzenie arbuza czy tylko lizanie jego skorupy.
Ja tego arbuza zakosztowałem dlatego też nawet wtedy kiedy jak syn marnotrawny postanowiłem pewnego razu pójść swoją droga nie mogłem wyrwać wiary ze swojego serca.
Wypadało by w tym miejscu coś więcej o tych relacjach napisać, o moich osobistych przeżyciach, rozterkach, o moim racjonalnym myśleniu wystawiającym Boga na próby domagającym się znaków ( przez te ok 20 lat nazbierało się tego trochę )ale wchodzimy już w głębsze sprawy duchowe, często nadprzyrodzone doświadczenia. Nie mam problemu by się z tym dzielić ale nie na forach internetowych, tym bardziej kimś kogo nie znam realnie. Uważam że są pewne granice wirtualnej znajomości.

A co do znania się to chyba nie jestem taki przerażający jak piszesz. W swoim chrześcijańskim życiu normalnie funkcjonuję w otoczeniu, skończyłem studia, pracuję, mam rodzinę, mam mnóstwo znajomych wierzących i niewierzących ale Ty jesteś chyba pierwszą osobą którą przerażam :-) Na razie ofiar z ateistów nie składam.

Ps.Przepraszam ale jakiś czas nie będę mógł się odzywać, na kilka dni wyjeżdżam i odpoczywam od wszystkich mediów :-)
 
 
dires 
Od ucha do ucha.


Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 898
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-11-06, 04:08   

Po tym co napisałeś Jastrzębiu widzę, że jesteś konformistą. A zaskakuje mnie mnie Twój racjonalizm religijny. A może zwyczajnie starzejesz się i szukasz pewnego rodzaju furtki. To co zrobiłeś do tej pory określając jako nieracjonalne jest raczej spontanicznością. Czy to jest złe? Oczywiście, że nie. To jest racjonalne. Bo racjonalnym jest szukanie wypełnienia w życiu. Mimo tego, wydaje mi się, że starasz się Siebie na siłę uszczęśliwić. Może mi się tylko wydaje. A tak na marginesie, zauważyłem, że łatwiej nawrócić się złym ludziom. Chodzi mi że występuje o takowych syndrom odmiany życia na lepsze ( to Bóg mi pomógł) i masz gotowe świadectwo."Kiedyś byłem ateistą i pomimo, ze mój Ojciec..."[parafraza Twoich słów]- to niesamowicie budujące . Lub zwykłe wygodnictwo.
Boanerges-Jastrząb napisał/a:
Dla mnie tym arbuzem jest obecność Boga w Życiu i relacja z Nim.
Czyż nie wygodnictwo? Jak chcesz mogę Ci kupić arbuza. Ale Boga nie mogę Ci kupić. Każdy sam sobie kupuje, tyle, że za darmo [konformizm]. Jeśli się mylę przedstaw inne świadectwo bardziej nieracjonalne - wtedy Ci uwierzę i być może też się nawrócę z Makaronu na Św. Arbuza.
I miłego odpoczywania od mediów. ;-)
Pozdrawiam.
_________________
Dziwny przypadek :-)
 
 
 
dires 
Od ucha do ucha.


Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 898
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-11-06, 04:30   

Boanerges-Jastrząb napisał/a:
Nie mam problemu by się z tym dzielić ale nie na forach internetowych, tym bardziej kimś kogo nie znam realnie. Uważam że są pewne granice wirtualnej znajomości.


Czyli masz problem, bo inaczej też nie rozumiem jak nie można mieć problemu i mieć problem. To mała niespójność w wywodzie. :crazy:
_________________
Dziwny przypadek :-)
 
 
 
Boanerges-Jastrząb 
RIDING4GOD


Dołączył: 26 Wrz 2010
Posty: 60
Skąd: Białystok
Wysłany: 2010-11-10, 02:02   

Nie spodziewałem się, że poza comprensione ktoś tu jeszcze głos zabierze. Witam Pana. :-)

dires napisał/a:
Po tym co napisałeś Jastrzębiu widzę, że jesteś konformistą.

Nie jestem za biegły w psychologii więc musiałem zerknąć o co chodzi z tym konformizmem ;-)
Źródłosłów słowa "konformizm" brzmi z łacińska "conformo" co znaczy "nadaję kształt", a w przełożeniu na człowieka można rozumieć jako "kształtować jego opinię". Jest to więc postawa przyjęcia i podporządkowania się określonych wartościom i celom grupy, bez ich krytycznej analizy. Osoba nastawiona konformistycznie bezwiedna ulega wartościom panującym w grupie, akceptuje je bez zastrzeżeń, uznaje czyjeś opinie za swoje bez krytycznego osądu, co te wartości właściwie reprezentują. Konformiści ulegają innym wpływów z obawy przez przedstawianiem własnych poglądów czy propozycji rozwiązań określonych problemów. W potocznym rozumieniu taka osoba nie posiada własnego zdania, więc polega na wypowiedziach innych, zachowuje się ona w sposób konformistyczny ze względu na przewidywane korzyści, które może z tego tytułu osiągnąć. Komunikacja z takim człowiekiem jest o tyle trudna, ze nie możemy zweryfikować jego wiarygodności.
Po zapoznaniu się z tym i spojrzeniu na swoje życie nijak mi ta definicja nie pasuje. Jak jeszcze sięgnę swoich chrześcijańskich początków to pewnie bym się konformistycznych zachowań doszukał ale nie był to długi okres. Przez większość mojego życia przebija raczej sceptyczny racjonalizm ( nie mylić z racjonalizmem scjentystycznym-bliższy wg. mnie comprensione ) Widzę to zarówno w tzw. życiu kościelnym ( mam swoje, często odmienne zdanie ) i poza kościelnym. Kilka lat pracowałem jako przedstawiciel w firmie farmaceutycznej, kilkanaście lat obracam się w środowisku motocyklowym i gdybym był konformistą obie te sytuacje pożarłyby moje chrześcijaństwo a presja była i jest ogromna.
Czytając tą definicję konformizmu nie bardzo rozumiem jak do tego podpiąć twoje słowa " każdy sobie sam kupuje tyle, że za darmo"
Rozbawiłeś mnie tym "starzejesz się" :-) Nie dawno powiedziałem małżonce "wiesz, chyba już się starzeję bo oglądam relacje z koncertów chopinowskich i mnie się już to zaczyna podobać" Więc może coś w tym jest.

Dalej to ja u Ciebie widzę niespójność :crazy: chyba że znamy inną definicję racjonalizmu. Spontaniczność ( fachowo to chyba się nazywa percepcjonizm ) i racjonalizm według definicji które znam to coś innego. Nic to ważnego ale też lubię czasami pograć słowami ;-)

Dziwię się za to, że dostrzegłeś jakąś niespójność w mojej wypowiedzi. Jeszcze raz przeczytałem cytowane przez Ciebie zdanie i nie widzę tam jakiegoś nielogicznego ciągu.
Nie piszę przecież, że problemem jest dla mnie dzielenie się na forum tylko, że tego nie robię. Nie jest to dla mnie sytuacja kłopotliwa-problem. Inny przykład w tym stylu, który może trochę pomoże. Nie mam problemu z zawieraniem znajomości ale nie zaczepiam ludzi na ulicy ( nie zawieram tak znajomości )

To co tam jeszcze na marginesie :-)
Czy łatwiej nawrócić się złym ludziom? Nie chcę się tu powtarzać jak ja rozumiem dzielenie ludzi na dobrych i złych, w temacie "moralność ateisty" piszę o tym. Nie wiem co też rozumiesz przez "nawrócenie". Tu chyba nie ma reguł. Uważam, że w obecnych czasach w ogóle nie jest łatwo się nawracać. Nawrócenie i związana z tym zmiana życia jest pod ciągłą presja środowiska. Gdy ktoś w naszym chrześcijańskim kraju zaczyna mówić o Jezusie i Biblii to większość patrzy na niego jak czuba i oszołoma a w najlepszym razie wzrusza ramionami. Ta presja plus skłonność ludzi do konformizmu powoduje, że niełatwo jest się ludziom nawracać.
Nawróciłem się jako nastolatek i jak na standardy tego wieku nie byłem chyba zły, nie paliłem, nie piłem, nie szlajałem się. Czy było mi trudniej? Nie mam pojęcia tak samo jak nie mam pojęcia czy łatwiej było nawrócić się Kainga Gueka Eava alias "Duch" ( przywódca Czerwonych Kmerów który własnoręcznie uśmiercił i torturował tysiące ludzi ) czy takiemu Ryszardowi Artlowi http://www.youtube.com/wa...feature=related
Podoba mi się jak piszesz o "syndromie odmiany życia na lepsze" Masz rację, o to chodzi w świadectwie. Właśnie ta praktyczna strona chrześcijaństwa bardzo mnie interesuje. Jak ta niby bajka z przed 2000 lat zmienia ludzi w XXw. Nie interesuje mnie ile ktoś języków biblijnych zna, ile cytatów recytuje z pamięci, jakie szkoły teologiczne skończył, jak błyskotliwie potrafi polemizować, jak mocno potrafi innemu po głowie Biblią walić. Interesuje mnie za to jak Jezus zmienił czyjeś życie. Jeżeli ktoś nie jest w stanie nic o tym napisać to te wcześniejsze rzeczy są dla mnie bez znaczenia. Piszesz o wygodnictwie. Nie rozumiem o co chodzi bo idąc tropem Twojego myślenia ktoś kto wylazł z niezłego bagna nie może napisać swojego świadectwa, bo co prawda jest budujące ale to wygodnictwo. Z drugiej strony jak ja napiszę swoje może niezbyt ciekawe świadectwo ( żeby chociaż ten ojciec mnie prześladował ale niestety rodzice uszanowali mój wybór i nie ma o czym pisać ) to dla niektórych będzie za mało nieracjonalne, nudne.
Jeżeli myślisz że będę teraz kombinował co by tu wymyślić byś uwierzył w św.arbuza to na tym forum trafiłeś pod zły adres.
Na forum znajdziesz mnóstwo osób, które chcą coś komuś udowodnić, niektórzy mają tysiące wpisów, mają dużo większą wiedzę i na pewno coś pokombinują by Ciebie zadowolić. Ja nie za bardzo mam czas by na forum przesiadywać ale przede wszystkim nie mam chęci by na siłę pchać się z butami w czyjeś życie ( tym bardziej wirtualne ).

To już 2 w nocy no pięknie ;-) Pozdrawiam
 
 
dires 
Od ucha do ucha.


Dołączył: 16 Mar 2010
Posty: 898
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-11-10, 03:00   

Wiesz Jastrzębiu....bardzo się cieszę że odpisałeś. Moje posty w odpowiedzi na Twoje, miały zadanie (moja ciekawość) byś dostrzegł mnie i coś do mnie napisał. Przepraszam. Bo tak naprawdę bardzo mi się podoba Twój tok myślenia i z pewnością nie raz pogadamy sobie tu na tym forum. Zachowałem się troszkę niepoprawnie. Serdecznie witam Ciebie. Wynika to z mojego sposobu myślenia. Skoro sam biję się w sobie ze sprzecznościami, to dlaczego nie miał bym dać komuś możliwości, by bił się z takowymi ze mną. Wiesz jak to jest, gdy się nie jest do czegokolwiek na 100% przekonany. Myślę, że miałeś podobnie. ;-) A teraz powrót do tematu. a jest on bardzo interesujący. I wcale nie chodzi o przekonywanie się. Wiem, że jest to bez sensu.
Pozdrawiam.
_________________
Dziwny przypadek :-)
 
 
 
Boanerges-Jastrząb 
RIDING4GOD


Dołączył: 26 Wrz 2010
Posty: 60
Skąd: Białystok
Wysłany: 2010-11-15, 20:17   

Witam po przerwie. Jeżeli nie ma lipy w twoim profilu dires, to weekend spędziłem w twoim mieście ;-)
Uweseliłem się nieco czytając twój wpis bo podobnie zrobiłem wchodząc w temat moralność ateisty by zaczepić Comprensione. Nie ma na tym forum chyba za wielu ateistów a ilu jest tu nawróconych ateistów też nie wiem bo jakoś ludzie nie chcą się dzielić swoimi świadectwami nawrócenia :-( Wydaje mi się, że mając jakiś wspólny kawałek życia jest się łatwiej zrozumieć, dogadać. Dlatego też dużo łatwiej czyta mi się literaturę chrześcijańską pisaną przez byłych ateistów. Używane słownictwo, tok rozumowania jest dla mnie bardziej przyswajalne.
Z tym pogadaniem na forum to raczej ciężko będzie ( bardziej może drogą mailową lub na priva ) bo teoretyczne rozważania w stylu co autor miał na myśli mnie już niewiele interesują, bardziej jako sceptyka interesuje jak to co jest napisane w Biblii działa w życiu moim i innych. Z fascynacji bajkami to już dawno wrosłem. Na opowiadanie i słuchanie historyjek co to się działo 2000 lat temu i że w XXI w. to już nie możliwe nie mam ochoty. Do mnie przemawia konkret a nie jakaś ckliwa historia bez pokrycia w rzeczywistości. Te doświadczenie na moim życiu trwa ponad 20 lat. Różnie mi się w tym okresie układało ale na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć "TO CO MÓWIŁ JEZUS DZIAŁA"
Tak więc jeżeli już pogadamy na forum to tylko w tym dziale ŚWIADECTWA

Teraz przyjrzałem się Twojemu podpisowi "Wierzący ateista" ;-)
Skojarzył mi się z fragmentem książki C.S. Lewisa Po prostu chrześcijaństwo
"W tym właśnie sensie wiara to sztuka trzymania się rzeczy raz przyjętych rozumowo, na przekór zmiennym nastrojom. Bo niezależnie od tego, do jakich wniosków dojdzie rozum, nastrój z pewnością ulegnie zmianie. Wiem to z doświadczenia. Teraz, jako chrześcijanin, miewam nastroje, w których całe to chrześcijaństwo wygląda strasznie nieprawdopodobnie-jednak jako ateista miewałem chwile, gdy chrześcijaństwo wydawało się strasznie prawdopodobne. Ten bunt nastrojów przeciwko twemu prawdziwemu ja przyjdzie z pewnością. Dlatego wiara jest tak niezbędną cnotą-bo jeśli nie pokażesz nastrojom, gdzie ich miejsce, nigdy nie zostaniesz ani solidnym chrześcijaninem, ani nawet solidnym ateistą, a tylko szamoczącą się istota, której wierzenia zmieniają się w zależności od pogody i stanu trawienia."
Mało jest dobrej literatury a jeszcze pisanej przez byłych ateistów to już naprawdę niewiele.
Nie wiem czy czytałeś coś tego pana bo nawet na portalu racjonalista.pl ( cytowany fragment masz wyżej ) ktoś zauważył, że to ciekawe wyzwanie dla ateistycznego umysłu Książka "Po prostu chrześcijaństwo" ma podtytuł "Dla tych, którzy chcieliby wierzyć, ale intelekt im nie pozwala" Dires zachęcam, ok 20zł + 200 stron

Kilka dni temu ukazała się kolejnego jego książka-autobiografia "ZASKOCZONY RADOŚCIĄ. MOJE WCZESNE LATA" 30zł + 350 stron ( czekam na przesyłkę )
Czekałem na polskie wydanie bo to jest to co lubię czyli świadectwo życia.
Jest to opowieść o dzieciństwie i młodości pisarza. Portrety ojca, kolegów szkolnych i nauczycieli pozwalają wejść w świat Imperium Brytyjskiego czasów wiktoriańskich, w którym walczyły ze sobą pruderia z dekadencją, irlandzkość z angielskością, a także wiara z ogarniającym uniwersytety i salony ateizmem. Jednak głównym tematem Zaskoczonego radością jest utrata wiary przez pisarza i jego powrót do chrześcijaństwa. To opowieść o dylematach młodości, dojrzewaniu, wadzeniu się z Bogiem i odnajdywaniu na nowo „Radości”, jak Lewis nazwał swoją drogę poszukiwania wiary.

To może być ciekawa lektura ( także dla Ciebie Comprensione :-) )
Jeżeli szkoda Ci kasy to mogę pożyczyć po przeczytaniu, często jestem w stolicy :-)
Pozdrawiam
 
 
Arius 
badacz Biblii


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 25 Lut 2008
Posty: 4947
Skąd: kosmopolita
Wysłany: 2010-11-15, 22:47   

Boanerges-Jastrząb napisał/a:
jakoś ludzie nie chcą się dzielić swoimi świadectwami nawrócenia


Problem w tym, że dla ciebie NAWRÓCENIE znaczy co innego niż dla innych.

Ja lubię czytać świadectwa osób, które POZNAŁY PRAWDĘ o BOGU, o dostosowywaniu swojego życia do wymagań i mierników JEHOWY, jak przezwyciężały problemy by utrzymać się w PRAWDZIE, gdyż poznanie PRAWDY to początek drogi do ŻYCIA WIECZNEGO, liczy się finish, dlatego często takie ŚWIADECTWA są pisane pod koniec dni, czyli pod koniec DROGI danej osoby, a nie na początku, gdy jeszcze może zboczyć z drogi PRAWDY.

Jezus powiedział:
Cytat:
31 I przemówił Jezus do Żydów, którzy mu uwierzyli: "Jeżeli pozostajecie w moim słowie, to rzeczywiście jesteście moimi uczniami
32 i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli". (Jn. 8:31-32 PNS)


Cytat:
13 Ale kto wytrwa do końca, ten zostanie wybawiony. (Matt. 24:13 PNS)


Nawrócić się, to tylko do JEHOWY:

Cytat:
22 "Nawróćcie się do mnie i bądźcie wybawieni, wy wszyscy na krańcach ziemi; bo ja jestem Bogiem i nie ma nikogo innego.
23 Na samego siebie przysiągłem – z moich własnych ust wyszło słowo w prawości, tak iż się nie wróci – że ugnie się przede mną każde kolano, każdy język przysięgnie,
24 mówiąc: 'Zaiste, w Jehowie jest zupełna prawość oraz siła. Wszyscy, którzy pałają gniewem przeciwko niemu, przyjdą wprost do niego i będą zawstydzeni.
25 W Jehowie dowiedzie swej racji całe potomstwo Izraela i będzie się sobą chlubić' ". (Isa. 45:22-25 PNS)
 
 
Boanerges-Jastrząb 
RIDING4GOD


Dołączył: 26 Wrz 2010
Posty: 60
Skąd: Białystok
Wysłany: 2010-11-16, 09:02   

Arius napisał/a:
Boanerges-Jastrząb napisał/a:
jakoś ludzie nie chcą się dzielić swoimi świadectwami nawrócenia

Problem w tym, że dla ciebie NAWRÓCENIE znaczy co innego niż dla innych.


Ariusie zobacz na kontekst mojej wypowiedzi. Byłem ateistą i nie wiem czy ktoś podobny do mnie jest na forum bo nikt o tym swoim początku pisać nie chce. Nie chcę tu dyskutować jak kto rozumie nawrócenie. Chcę by ludzie o tym pisali bez względu jak rozumieją to słowo. Nie widzę więc problemu. Zgadzam się, że finisz jest najważniejszy ale ten finisz poprzedza początek i potem całe życie. Czy każdy a nas ma czekać z pisaniem świadectw do końca swoich dni, a kto na tym forum wie kiedy one nastąpią.
Sam piszesz, że lubisz czytać jak ludzie poznają Prawdę, jak zmagają się by w Niej wytrwać. O to właśnie chodzi i tego oczekuję po tym dziale.
Przypomnę podtytuł tego działu:
...tutaj dzielimy się dowodami Bożego działania w naszym życiu; piszcie to, co zbuduje wszystkich w wierze w Boga
Chodzi mi o to by zwrócić uwagę na zwrot "w naszym życiu". To było powodem mojego tytułu "gdzie są te świadectwa" bo linków i cytatów to tu nie brakuje.
Jeżeli ktoś nie rozumie co to jest Boże działanie w życiu to niech założy temat ale w innym dziale.
Ps.Miałem przyjemność poznać jedną osobą z tego forum osobiście i przy kawie rozmawialiśmy dlaczego jest tak ubogo w tym dziale. I chyba jest jakaś racja w tym, że ludzie po prostu boją się o tym pisać bo zawsze coś komuś teologicznie pasować nie będzie, bo coś inaczej rozumie i zaraz armia sępów rzuci się jak na padlinę. Nikt nie lubi jak ośmieszane są własne uczucia, przeżycia. Ja to rozumiem ale odwagi ludziska :-)

Na Woodstock Rally w naszym namiocie mieliśmy porozwieszane nasze świadectwa. Do każdego dołączone było nasze zdjęcie. Widziałem jak wielu chodziło w grupach, czytało i śmiali się z tego ale co działo się na prawdę w sercu kiedy kolegów obok nie było ?
Jeżeli choć jedną osobę to poruszy to ja dla tej jednej osoby gotowy jestem ośmieszyć się przed całym światem.
 
 
tomyo 
tomyo

Pomógł: 1 raz
Dołączył: 15 Maj 2009
Posty: 869
Wysłany: 2010-11-16, 18:38   

Witam cię Jastrząb, mam na imię Tomek i jesteś, – choć ze zdęcia jedną z trzech poznanych mi osób z Boanerges, jedną z nich jest pastor K.G z Chojnic i jego przyjaciel, którego przedstawił na konferencji dla mężczyzn w Częstochowie rok temu. Co do świadectw, to są pisane na tym forum, choć nie w tym jednym wątku? Więc może ja będę następny, więc…

Jestem wdzięczny Bogu za daną mi Łaskę. Od pierwszego poznania cząstkowej prawdy dzięki ŚJ, bo w tej kwestii mamy część wspólną (bałwochwalstwo) nie oddawanie czci obrazom, minęło ponad 20 lat. Gdybym w swoim sercu nie kochał Boga, to tylko On wie jak by się to potoczyło. Mój kuzyn będąc ŚJ wprowadził mnie w parę zagadnień Słowa Bożego, lecz zakaz transfuzji krwi, odstraszył mnie od tej społeczności i nie mogłem sobie wyobrazić Boga, który żąda od nas coś takiego. Zacząłem czytać Biblię i byłem przekonany, że to mój kościół KK jest tym prawdziwym, a nie jakaś sekta, która istnieje dopiero ledwo 100 lat, więc szukałem haka na mego kuzyna, ale nawet nie przebrnąłem przez Pierwszą Mojżeszową, a w NT tylko Ewangelię i na tym się skończyło moje czytanie, bo nie miałem już, dla kogo czytać, kuzyn odszedł z tej społeczności. Poznałem żonę, pobraliśmy się, ale dzieci nie mieliśmy. Fascynował nas świat, plotki, obgadywanie, picie, zabawy. Nasze małżeństwo miało wzloty i upadki. Pierwszy poważny kryzys nastąpił po badaniach na płodność, ja będąc ślepym strzelcem zacząłem robić wszystko, aby moja żona ode mnie odeszła, byłem wielkim egoistom zapomniałem o tym, że ona mnie kocha, to w tedy najprawdopodobniej pierwszy raz (może było wcześniej) rozmawiałem z Bogiem szczerze i oddałem swoje problemy Jemu. (Co do badań płodności, to lekarz powiedział, że pozostaje nam tylko zapłodnienie In vitro). Do jakiegoś czasu się zastanawiałem, dlaczego wtedy Bóg uczynił ten cud. Przed Bożym Narodzeniem żona oświadczyła mi, że jest w ciąży, zamiast wybuchnąć radością, spytałem się jej czy to moje, a potem popłakałem się z radości. Będąc już „protestantem” nie mogłem zrozumieć, dlaczego to akurat wydarzyło się jak byłem jeszcze w KK, wszystko to stawało się oczywiste, gdy zacząłem czytać Biblie. Bóg kocha każdego, kto wzywa Jego Imienia. Ale same dzieci nie dały nam radości, bo nie było trwałego fundamentu. Dalej był świat fascynacja i ja zapomniałem o tym, co Bóg dla mnie uczynił, wyobraźcie sobie, że podziękowałem Bogu z całego serca dopiero po 5 latach, za moje dzieci. Potem przyszedł najgorszy okres w naszym małżeństwie. Coraz bardziej nie mogliśmy dojść do porozumienia, ja chodziłem po barach, upijałem się, uciekałem od obowiązków, które powinien sprawować jako ojciec dwójki dzieci, coraz gorsze relacje między nami, ale pozostała wspólna miłość do dzieci, widzieliśmy ich cierpienie, ale tego nie dostrzegaliśmy tylko buntowaliśmy ich przeciwko sobie. Pierwsze wnioski o rozdzielność majątkową, potem alimenty, i pozew o rozwód, żyliśmy w separacji ponad osiem miesięcy. Moja żona była praktykującą katoliczką: 3 pielgrzymki na Jasną Górę, modlenie się do obrazka, wszystko to, co dawała Święta Tradycja. Ja upadałem coraz bardziej na dno, tym razem nie wołałem do Boga, dlaczego, nie wiem. Pewną część świadectwa muszę napisać, od strony mojej żony: szukała ratunku, jak to prawdziwa katoliczka poszła do księdza, osoby, która powinna jej pomóc, lecz nie będę oceniał tego księdza, widocznie tak miało być i żadnej pomocy, wsparcia duchowego nie otrzymała tylko słowa – „Będę się o ciebie modlił” – dla osoby, która szuka pomocy, te słowa były banalne, płytkie – można sobie zadać pytanie czy mówił to od serca i swoje słowo wprowadził w czyn (dotrzymał), to tylko wie Bóg. Człowiek, gdy szuka Boga i go o to prosi, o rozwiązanie problemu, o pomoc, to Bóg nie pozostaje obojętny, tylko posyła swojego anioła. Taką osobą była jej znajoma z pracy, z Kościoła Zielonoświątkowego, przyszła i powiedziała do niej „ja ci nie pomogę, ale jest osoba, która może wszystko, jest nim Jezus Chrystus” i wtedy szczerze przyjęła do swego serca Jezusa, wyznała Go swoim Panem i Zbawicielem wspólna modlitwa z tą osobą otworzyła jej serce na oścież dla Pana. Choć były wahania mojej żony, ciągłe myśli (zdradzam wiarę, co na to moja rodzina, itd.) wtedy wieczorem długo się modliła do Boga o pomoc w tej sprawie i otrzymała pragnienie pójścia do tego Kościoła, modlitwa była w sobotę a już w Niedzielę wielbiła Boga. Kazanie, które wypowiadał pastor chłonęła jak dziecko, tych chwil ja niestety nie mogłem jeszcze oglądać. Mój upadek w świecie był bardzo bolesny, byłem zagubiony i poniewierany, miałem bogactwa tego świata, ale nie miałem żony, dzieci, tak naprawdę nie miałem - NIC. Wiem, że moja żona usilnie modliła się do Boga, nie tylko ona, ale wszyscy, którzy są teraz moimi braćmi i siostrami w Chrystusie. Z moją żoną się spotykałem, choć się w wcześniej nienawidziliśmy to jednak zawsze ciągnęło nas do siebie, ona mi wtedy wiele mówiła o Bogu o Jezusie, a ja nadal byłem obojętny. Przyszedł taki moment mojej bezsilności, że zadzwoniłem do niej i poprosiłem żeby wróciła, a ona w tym dniu była na uwielbieniu, śpiewała i radowała się i opowiadała wszystkim, że „Ja” wrócę do niej, i że wierzy Bogu – (Jak 5:16 Wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego). Gdy moja żona wróciła z dziećmi, przez pewien czas chciałem być silnym, wiecie rozmowa o Bogu jednym uchem wlatuje drugim ucieka, starałem się pić piwo przy niej, ale to mi coraz gorzej wychodziło, przestało mnie to cieszyć - te picie, nie rozumiałem tego, że to był proces mego Boga. Choć wiele rzeczy nie pasowały mi w KK to tam chodziłem, a moja żona i tam i tu, jako dobra żona i chwała jej za to. Po paru grupach domowych i piątkowych spotkaniach, zacząłem sam zaglądać do Pisma Świętego. Jestem z tych osób, które nie wierzą człowiekowi, ale wiem też, że trzeba badać, obserwować, ale nie osądzać lub nie sądzić. Przyszedł taki tydzień, gdzie mieliśmy ewangelizacje w małej miejscowości, tam pomagałem, udzielałem się, ale też bacznie obserwowałem i w pewnym dniu w obecności około 100 osób całkiem mi obcych, wyznałem, że Jezus jest moim Panem i Zbawicielem stałem i płakałem jak dziecko, nie interesowała mnie reakcja ludzi, interesowała mnie tylko szczere wyznanie grzechu i miłości do Boga, który teraz to wiem, w tym dniu nie wspomni na moje grzechy, ale też wiem, że muszę postępować według Jego Prawa. Teraz jestem szczęśliwym mężem i ojcem dla moich dzieci, bo naszym fundamentem jest Jezus Chrystus i staram się być dobrym świadectwem, że ON mieszka w mym sercu. Są osoby, które przychodzą i są osoby które odchodzą, są osoby które trwają w Panu i są osoby które się od Niego odwracają, lecz on jest taki sam, ciągle stoi u drzwi i kołacze, jest w tym cierpliwy i pełen miłości, moim pragnieniem jest dotrwać do końca i w to wierzę, i wypowiedzieć słowa Apostoła Pawła – 2 Tym 4: (7) Dobry bój bojowałem, biegu dokonałem, wiarę zachowałem; (8) a teraz oczekuje mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu da Pan, sędzia sprawiedliwy, a nie tylko mnie, lecz i wszystkim, którzy umiłowali przyjście Jego.
 
 
machabeusz 

Pomógł: 6 razy
Dołączył: 06 Lip 2007
Posty: 3321
Wysłany: 2010-11-16, 20:49   

Arius napisał/a:


... gdyż poznanie PRAWDY to początek drogi do ŻYCIA WIECZNEGO, liczy się finish, dlatego często takie ŚWIADECTWA są pisane pod koniec dni, czyli pod koniec DROGI danej osoby, a nie na początku, gdy jeszcze może zboczyć z drogi PRAWDY.

Zboczyć z PRAWDY można nawet na łożu śmierci.
Świadectwa nawróceń mają być zachętą dla innych aby kroczyli za Jezusem. Pisanie o czymś takim u schyłku życia ogranicza podzielenie się z braćmi swoimi doświadczeniami i radością z tego że idzie się za Panem.

Tomek opisał swoje dzieje i naprawdę z wielkim zainteresowaniem to przeczytałem. Bardzo mnie to podbudowało jak również boanerges-jastrząb , który stara się głosić Jezusa wszelkimi sposobami również w niestandardowy że tak powiem sposób , czyli "motocyklowy" ;-) . Ważne , że ten sposób jest skuteczny i to jest naprawdę piękne. :-)
Żal mi tylko tych ludzi , którzy tego nie rozumieją... :-(

Pozdrawiam serdecznie. Może ktoś jeszcze coś napisze? ;-)
_________________
Jesteś lub byłeś świadkiem Jehowy?

http://forum.zbawieniedlaciebie.pl/index.php

http://machabeusz7.bloog.pl/
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 10