Forum biblijne Strona Główna Forum biblijne
FORUM ZOSTAŁO PRZENIESIONE. ZAPRASZAMY www.biblia.webd.pl

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Ze świata - Haiti
Autor Wiadomość
Arius 
badacz Biblii


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 25 Lut 2008
Posty: 4947
Skąd: kosmopolita
Wysłany: 2009-12-31, 14:38   Ze świata - Haiti

Cytat:
Haiti
W 1492 ROKU niedaleko wyspy na Morzu Karaibskim, na której dziś leżą państwa Haiti i Dominikana, rozbił się o rafę okręt flagowy Krzysztofa Kolumba, biorący udział w jego wyprawie odkrywczej. Jednakże podróż ta położyła fundament pod skolonizowanie Nowego Świata przez Europejczyków. Kolumb spotkał tam pogodnie usposobionych Indian Arawaków. Nazwa Haiti wywodzi się z ich języka i znaczy „górzysty kraj”. Od 1492 roku wiele się w nim zmieniło.
Z upoważnienia Izabeli, królowej Hiszpanii, Kolumb uznał ten obszar za swą własność i nazwał go Española (Wyspa Hiszpańska). Hiszpańscy konkwistadorzy zmuszali Arawaków do ciężkiej pracy niewolniczej, wskutek czego wkrótce została ich zaledwie garstka. Wówczas na ich miejsce zaczęto sprowadzać Afrykanów.
W zachodniej części wyspy osiedlili się francuscy poszukiwacze przygód, a w roku 1697 Francja zaanektowała ją i nadała nazwę Saint Domingue. Na żyznej ziemi, dzięki wysiłkowi harujących niewolników, powstawały i rozrastały się ogromne plantacje, toteż Saint Domingue stało się zamożnym krajem.
Jakieś 100 lat później Toussaint Louverture, Afrykańczyk królewskiego pochodzenia, ale urodzony jako niewolnik, wygrał zbrojną i dyplomatyczną walkę o zniesienie niewolnictwa. W 1801 roku objął władzę na Saint Domingue. Po jakimś czasie Jean-Jacques Dessalines, także urodzony w niewoli, wyparł Francuzów i przywrócił temu terytorium nazwę nadaną przez Arawaków. Tym samym w roku 1804 bogate wówczas Haiti stało się pierwszym na kontynencie amerykańskim niepodległym państwem zamieszkiwanym przez czarną ludność.
W 1806 roku po śmierci Dessalinesa nad północną częścią kraju przejął kontrolę Henri Christophe. Dzięki niektórym jego posunięciom naród haitański przez pewien czas uchodził za jeden z najsilniejszych w Nowym Świecie. Christophe zbudował imponujący pałac Sans-Souci oraz Citadelle Laferrière — legendarną twierdzę na wierzchołku góry. Jednakże późniejsze rozgrywki o władzę, rewolucje i sprzeniewierzanie funduszy publicznych zubożyły kraj.
Niemniej język, kultura oraz mieszkańcy Haiti do tej pory składają się na niepowtarzalny klimat wyspy. Chociaż sporo osób mówi po francusku, większość posługuje się językiem kreolskim — ekspresywnym dialektem, stanowiącym połączenie francuskich słów z gramatyką języków zachodnioafrykańskich. U miejscowej ludności widać urzekająco barwną mieszaninę cech afrykańskich i europejskich. Nad krajem oczywiście w dalszym ciągu królują malownicze góry. Jednakże na ogół są nagie, całkowicie pozbawione drzew, a żyzne niegdyś równiny stały się bezwodne.
Państwo to chlubi się swą przeszłością, boleje nad obecną sytuacją i ma nadzieję na lepszą przyszłość — na nowy świat. Jak dobrze więc, że nawet Haitańczykom mieszkającym w odległych górskich wioskach zanosi się dobrą wieść o rzeczywistym nowym świecie pod władzą Królestwa Bożego!
Dobra nowina dociera do Aquin
Trudno dokładnie ustalić, w jaki sposób dobra nowina o Królestwie Bożym dotarła na Haiti. Najwcześniejszą wzmiankę na ten temat można znaleźć w Strażnicy Syjońskiej z lutego 1887 roku, w której wśród miejsc, skąd nadchodziły listy od osób zainteresowanych, wymieniono Hayti (czyli Haiti). Ale dopiero kilkadziesiąt lat później, w zimie na przełomie roku 1929 i 1930, spędziła tam szereg miesięcy pewna pionierka, bez reszty oddana głoszeniu drugim o zamierzeniu Bożym. Potem w roku 1938 prawnik nazwiskiem Démosthène Lhérisson zdobył jakoś w Port-au-Prince książki Stworzenie i Proroctwo oraz broszurę Przyczyna śmierci. Przywiózł te publikacje do domu w miasteczku Aquin, leżącym na południowym wybrzeżu. Co z tego wynikło? Kiedy je przeczytał, nabrał przekonania, iż wskazują drogę do prawdziwego chrystianizmu. Wystąpił z Kościoła katolickiego i zaczął się dzielić prawdą biblijną z drugimi, między innymi ze swym kuzynem.
Po śmierci prawnika ów krewny zachęcił przyjaciół do wspólnego studiowania tych książek, co też regularnie czynili. Jeden z nich nadmienił później: „Zdawaliśmy sobie sprawę, że żyjemy w dniach ostatnich teraźniejszego systemu, że od roku 1914 w niebiosach panuje Królestwo Jehowy oraz że religie spotka zagłada za należenie do świata”. Swoją nadzieję zaczęli pokładać w nowym świecie.
Około roku 1943 wrócił z Kuby do Cayes, dużego miasta położonego na zachód od Aquin, pewien podróżny, który miał trochę publikacji Towarzystwa Strażnica. Literatura ta trafiła do rąk Solomona Sévère’a, mieszkającego we wsi Vieux-bourg, oddalonej o 10 kilometrów od Aquin.
Po jakimś czasie doszło do spotkania zainteresowanych z Aquin i Vieux-bourga. Jednakże część z nich trzymała się nauk głoszonych przez niewielkie ugrupowanie religijne o nazwie Chrystianie lub Salomonianie oraz pewnych wyraźnie niechrześcijańskich zwyczajów, na przykład poligamii. Szczerzy poszukiwacze prawdy uświadomili sobie konieczność zerwania z chrześcijaństwem i porzucenia jego praktyk.
W 1944 roku obwieszczaniem dobrej nowiny na Haiti zajmowało się siedem osób, które poświęciły wówczas na tę działalność łącznie 1500 godzin. Rok później grono głosicieli powiększyło się o pięciu następnych, a ogólna liczba godzin przeznaczonych na publiczne głoszenie orędzia o Królestwie wzrosła do 6164. Pod koniec owego roku służbowego dołączyło do tej grupy dwóch dobrze wyszkolonych misjonarzy.
Pierwsi misjonarze Towarzystwa Strażnica
Pewnego sierpniowego dnia 1945 roku do Port-au-Prince przybyło z Ameryki Północnej dwóch młodych misjonarzy Towarzystwa Strażnica: Roland Fredette i Harold Wright. W Biblijnej Szkole Strażnicy — Gilead zgłębiali język francuski, ale na miejscu szybko się zorientowali, że muszą się nauczyć kreolskiego. Głosili za pomocą kart świadectwa i gramofonów i wkrótce wszyscy przywykli do ich widoku.
W trosce o należyte zorganizowanie dzieła obwieszczania dobrej nowiny na Haiti 19 marca 1946 roku do Port-au-Prince przybyli N. H. Knorr i F. W. Franz, czyli ówczesny prezes oraz wiceprezes Towarzystwa Strażnica. Wieczorem na zebranie urządzone w domu misjonarskim i przewidziane tylko dla Świadków Jehowy przyszło 11 osób. Po wykładzie brata Franza przemówił brat Knorr, który poruszył sprawę ujęcia działalności kaznodziejskiej na Haiti w ramy organizacyjne. Ogłosił utworzenie w tym kraju oddziału Towarzystwa Strażnica, a jego nadzorcą mianowano brata Fredette’a. Nazajutrz o godzinie 19 zgromadziły się w domu misjonarskim 74 osoby, by wysłuchać przemówienia brata Knorra pod tytułem „Weselcie się, narody”.
Dnia 1 kwietnia 1946 roku dokonano otwarcia Biura Oddziału. Wkrótce potem Towarzystwo Strażnica zostało uznane prawnie. Kiedy przybyło jeszcze pięciu misjonarzy, głoszeniem dobrej nowiny objęto miasteczka w pobliżu Port-au-Prince i dalej w stronę Cap-Haïtien na północnym wybrzeżu.
Vieux-bourg gości misjonarzy
W tym okresie członkowie grupy z Vieux-bourga często rozmawiali z pewnym mężczyzną nazwiskiem Cassindo. W 1948 roku podczas pobytu w Port-au-Prince wysłuchał on na Place Jérémie wykładu jednego z misjonarzy, któremu następnie powiedział, że w Vieux-bourgu mieszkają ludzie wyznający podobne poglądy. Wróciwszy do Vieux-bourga, oznajmił: „Genyen moun kom sa yo nan Port-au-Prince” (w Port-au-Prince są wasi ludzie). Wśród grupy z Vieux-bourga zapanowało ogromne poruszenie.
Osoby te skontaktowały się z misjonarzami, którzy potem złożyli im wizytę. Ileż radości sprawiła ona grupie z Vieux-bourga! Jej członkowie bardzo się cieszyli, że cały pierwszy dzień mogli spędzić z gośćmi w służbie polowej. Wieczorem na placu publicznym wygłoszono przy świetle lampy oliwnej przemówienie biblijne.
Podczas następnej wizyty osoby spełniające wymagania zostały ochrzczone, a tamtejszą grupę zorganizowano w jeden z pierwszych zborów na Haiti. Pojawiły się jednak problemy. Solomon Sévère miał skłonność do wynoszenia się nad innych. W związku z tym na nadzorcę zboru wyznaczono bardziej pokornego brata. Wówczas Sévère wszczął bunt, nakłaniając niektórych, by za jego przykładem porzucili zbór (Dzieje 20:29, 30).
Pozostało 12 osób, które za swego Wodza uznały Jezusa Chrystusa i dalej lojalnie pełniły służbę dla Jehowy (Mat. 23:10, NW). Dostąpiły za to obfitych błogosławieństw. W 1949 roku w Vieux-bourgu, liczącym około 400 mieszkańców, sprawozdanie ze służby złożyło 21 głosicieli — więcej niż w Port-au-Prince.
Pastor dowiaduje się o nowym świecie
W tamtym okresie kilku duchownych chrześcijaństwa nieświadomie dopomogło niektórym wiernym poznać prawdę. Zobaczmy, jak się z nią zetknął Diego Scotland, pochodzący z Dominiki:
„Kiedy byłem pastorem w Kościele zielonoświątkowym, mój zwierzchnik sprowadził dla siebie z USA parę wydawnictw Towarzystwa Strażnica. Gdy zabrałem się do ich studiowania, ostrzegł, że mogę postradać zmysły. Puściłem to mimo uszu, zorientowałem się bowiem, iż owe publikacje zawierają prawdę. Kiedy jednak zacząłem odmawiać prowadzenia nabożeństw, stosunki między nami stawały się coraz bardziej napięte. Po dyskusji na temat nauki o nieśmiertelności duszy definitywnie się rozstaliśmy”.
Starszy pastor, czując się pokonany, oświadczył, iż nie pozwoli Świadkom Jehowy zapuścić korzeni na Haiti. Wówczas Diego — szczupły, opanowany mężczyzna — zacytował słowa Gamaliela i odparł, że jeśli Świadkowie Jehowy wyznają religię prawdziwą, nikt nie zdoła ich powstrzymać (Dzieje 5:39). Zaczął z nimi studiować, zrobił błyskawiczne postępy i wkrótce został ochrzczonym głosicielem.
Inni się uczą i szybko zostają nauczycielami
W 1948 roku na Haiti przybyło czterech dalszych absolwentów Szkoły Gilead: W kwietniu przyjechali Alexander Brodie oraz Harvey Drinkle, a latem Fred i Peter Lukucowie. Wszyscy pochodzili z Kanady. Mieszkali w domu misjonarskim przy Rue Capois 32 i nadali ogromny rozmach głoszeniu dobrej nowiny w całym Port-au-Prince.
Fred Lukuc miał wtedy 23 lata, a od 1943 roku był pionierem. Po przybyciu na Haiti udostępnił książkę „Prawda was wyswobodzi” właścicielowi zakładu produkującego wyroby skórzane i obiecał przyjść w niedzielę. Ale do tego czasu wiele się wydarzyło. Publikację tę zobaczył zięć gospodarza, Maurice Sanon, i zaczął ją czytać. Ów były dyrektor szkoły każdego popołudnia studiował Biblię za pomocą książki teścia. Już po paru dniach wskazywał swym przyjaciołom na fałszywe nauki głoszone w Kościele katolickim. Wprost nie mógł się doczekać spotkania z Fredem Lukucem.
„Maurice zadawał mnóstwo pytań”, powiedział po kilku latach brat Lukuc, „toteż założyłem z nim studium biblijne. Robił nadzwyczaj szybkie postępy, a nowo poznanymi prawdami dzielił się z krewnymi i znajomymi. Kiedy jednak zaprosiłem go do udziału w służbie, zaprotestował: ‚Za mało wiem’. ‚Znasz Biblię lepiej niż ludzie, do których pójdziemy’ — odparłem. ‚Zresztą i tak ja będę mówił’. Przystał na to. Ale już od pierwszej rozmowy ten energiczny mężczyzna prawie nie dopuszczał mnie do głosu”. Z czasem do studium przyłączyła się żona z czworgiem dzieci, tak iż wszyscy członkowie tej rodziny, łącznie z kilkoma bratankami i bratanicami, zostali oddanymi Świadkami Jehowy.
W 1949 roku w miasteczku Carrefour niedaleko Port-au-Prince Fred spotkał szczerego 40-letniego protestanta. Również ten człowiek był spragniony prawdy. „Dumoine Vallon zadawał wiele pytań natury doktrynalnej” — opowiada Fred. „Zgodnie z umową, zaszedłem do niego w następnym tygodniu, ale nikogo nie zastałem. Czułem się zawiedziony, bo musiałem przejechać na rowerze spory kawałek”. Co się wydarzyło? Fred ciągnie dalej: „Wkrótce potem przyszedł i wyjaśnił, że głosił sąsiadom. ‚Oni nic nie wiedzą o Bogu’ — oświadczył”. Dzięki domowemu studium Biblii zrobił szybkie postępy i w czerwcu 1950 roku dał się ochrzcić. W dalszym ciągu lojalnie obwieszcza dobrą nowinę.
 
 
Arius 
badacz Biblii


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 25 Lut 2008
Posty: 4947
Skąd: kosmopolita
Wysłany: 2009-12-31, 14:39   

Cytat:
Pierwsze zgromadzenie okręgowe
W 1950 roku odbyło się na Haiti pierwsze zgromadzenie okręgowe. Obecny na nim brat Knorr nosił razem z głosicielami tablice reklamowe, zapowiadające wykład publiczny. To niezwykłe widowisko gromadziło wzdłuż tras przemarszu sporo osób, z których część urządzała sobie kpiny z braci. Ale jakaż radość ogarnęła głosicieli, gdy wykładu, wygłoszonego pod gołym niebem w teatrze niedaleko portu, wysłuchało 474 obecnych! Wcześniej tego samego dnia na plaży klubu Thorland ochrzczono 13 osób.
Brat Knorr udzielił wskazówek co do ulepszenia organizacji zborów, szkolenia głosicieli oraz korygowania tych, którzy przychodzili na zebrania z niewłaściwych pobudek. Ludzie musieli się dowiedzieć, że Świadkowie Jehowy różnią się od protestantów, ofiarujących nawróconym katolikom korzyści materialne.
Po pięciu latach pracy misjonarzy sprawozdanie ze służby składało zaledwie 86 głosicieli, toteż brat Knorr podpowiedział, że działalność kaznodziejska byłaby chyba owocniejsza, gdyby na zebraniach i podczas głoszenia nie posługiwano się językiem francuskim, lecz kreolskim. Uwzględnienie tej rady szybko dało dobre rezultaty.
Ponadto brat Knorr zapowiedział przełożenie na kreolski broszury Czy możesz żyć na zawsze w szczęściu na ziemi? Tłumacz posłużył się jednak systemem fonetycznym opracowanym przez Niemca nazwiskiem Laubach. System ten ułatwiał wymowę kreolską osobom mówiącym po angielsku, ale nie był w użyciu wśród miejscowej ludności katolickiej. W związku z tym rozpowszechniono niezbyt dużo egzemplarzy tej broszury.
Większe plony na południu
Głosiciele ze zboru w Vieux-bourgu, zanosząc dobrą nowinę na południe, dotarli do wioski Saint-Louis du Sud. Tam odwiedzili znanego przedsiębiorcę nazwiskiem Benoît Sterlin, który od 1946 roku studiował ze Świadkami Jehowy, a także uczestniczył w działalności kaznodziejskiej. W 1950 roku grupa siedmiu głosicieli z Saint-Louis du Sud stała się drugim zborem na południu. W marcu następnego roku Benoît przyjął chrzest i razem z żoną zaczął bardzo gorliwie obwieszczać dobrą nowinę.
Do tego czasu ślubów mogło udzielać jedynie kilku misjonarzy. Kiedy uprawnienia takie zaczęto przyznawać również braciom haitańskim, wśród osób zaprzysiężonych przez sędziego z Port-au-Prince znalazł się Benoît.
Tryumf prawdy
Alex Brodie, głosząc pewnego dnia 1951 roku w stołecznej dzielnicy handlowej przy Rue des Miracles, wstąpił do zakładu o nazwie „Elegancki krawiec”. Zastał tam 32-letniego Rodrigue’a Médora, któremu zostawił książkę „Niech Bóg będzie prawdziwy”. Ten schludnie ubrany mistrz krawiecki zgodził się na studium Biblii, jednak potem Alexowi trudno było go zastać. Rodrigue sam przyznaje: „Wziąłem książkę, żeby się go pozbyć. Oboje z żoną byliśmy zagorzałymi katolikami. Kiedy Alex zaproponował studium, powiedziałem, że może przyjść. Ale później za każdym razem go unikałem”.
Niemniej prawda zwyciężyła. Rodrigue wspomina: „Próbowałem go pokonać pytaniem na temat Marii, ale udzielił mi zadowalającej odpowiedzi i wówczas zacząłem na poważnie studiować. Żona się temu sprzeciwiała, a nawet poprosiła księdza, by przez dziewięć dni modlił się w intencji przerwania studium. Dalej się jednak spotykaliśmy, tyle że gdzie indziej”.
Kiedy Rodrigue poznał biblijny punkt widzenia na używanie wizerunków, poczynił stanowcze kroki — usunął z pokoju gościnnego i zniszczył obraz Marii. Jego żona wpadła we wściekłość. W końcu jednak zmiana zainteresowań męża pobudziła ją do myślenia. Na przykład Rodrigue nie spędzał już wieczorów w towarzystwie kolegów, lecz czytał literaturę biblijną. Widząc to, żona także zaczęła studiować. Mąż dał się ochrzcić w lutym 1952 roku, a ona trzy lata później.
Inny misjonarz, David Homer, odwiedzał Alberta Jérome’a, właściciela sklepiku spożywczego. Z początku ów mężczyzna zdawał się mieć lekceważący stosunek do prawdy. Ale David odnosił wrażenie, że w tym człowieku „coś jest”, toteż dalej do niego zachodził. Koniec końców zapoczątkował z nim studium biblijne, a Albert robił błyskawiczne postępy. Po chrzcie w dalszym ciągu wspólnie studiowali, korzystając z książek „Wyposażony do wszelkiego dzieła dobrego” oraz Wykwalifikowani do służby kaznodziejskiej. Dzięki temu Albert stał się w zborze cenionym głosicielem.
Szerzenie dobrej nowiny w języku kreolskim
Prowadzenie studiów biblijnych stanowiło dla misjonarzy nie lada wyzwanie. Wprawdzie podręczniki były po francusku, lecz wyjaśnień na ogół należało udzielać w języku kreolskim. Wieczorem światło na niektórych terenach zapewniały jedynie lampki oliwne, zrobione z puszek po mleku. „Światło było nikłe”, wspomina Alex Brodie, „ale pragnienie zdobywania wiedzy, widoczne u zainteresowanych, rekompensowało tę niedogodność”.
Na wykłady publiczne w języku kreolskim, wygłaszane w pewnym parku na peryferiach Port-au-Prince, a niekiedy nad brzegiem morza, zawsze przychodziło sporo osób. Misjonarze przywozili rowerem przenośny sprzęt akustyczny, a głośniki zawieszali na palmach. Ludzie przynosili własne krzesła albo siadali na trawie.
Sporo osób interesowało się w okolicach miasteczka Carrefour, w którym mieszkał Dumoine Vallon, toteż w jego domu zorganizowano grupę zborowego studium książki. A co się działo w Vieux-bourgu? Głosiciele gorliwie obwieszczali dobrą nowinę na pobliskich terenach i w kolejnych miejscach przedstawiali wykłady publiczne. Podróżowali na koniach, osłach lub mułach, a jeśli noc zastała ich w drodze, spali pod gołym niebem. W tym czasie na Haiti niespodziewanie wyłoniły się poważne trudności.
Nieoczekiwany zakaz!
W liście z 19 kwietnia 1951 roku Ministerstwo do Spraw Wyznań poinformowało Biuro Oddziału, iż należy zawiesić wszelką działalność Świadków Jehowy na Haiti. W piśmie tym zarzucono im postawę „antypaństwową” oraz wykorzystywanie czasopisma Przebudźcie się! do szerzenia idei komunistycznych. Skąd taka zmiana?
Za wszystkim stał kler. Przez kilka miesięcy zwracał uwagę rządu na sprawę pozdrawiania sztandaru. Katolicy oskarżali Świadków o przynależność do komunistów. Często krzyczeli za braćmi: „Precz z komunistami!”
Dopiero po trzech miesiącach, w ciągu których wystosowano mnóstwo listów, udało się przekonać władze, że wprowadzono je w błąd oraz że Świadkowie Jehowy nie mają żadnych powiązań politycznych. Ostatecznie w sierpniu zakaz został uchylony.
Jak się odbił na dziele głoszenia? Wprawdzie policja zamknęła Sale Królestwa, ale zebrania dalej się odbywały, tyle że w domach prywatnych, gdzie dotąd spotykały się grupy zborowego studium książki. W lipcu, jeszcze podczas zakazu, w Carrefour powstał zbór liczący dziesięciu głosicieli, a jego nadzorcą został Peter Lukuc. Poza tym przyjechało jeszcze pięciu absolwentów Gilead. Po zniesieniu zakazu bez większych trudności otrzymali pozwolenie na stały pobyt. Kiedy w pewnym miasteczku na południu bracia udali się na posterunek policji i poprosili o zwrot skonfiskowanego wyposażenia Sali Królestwa, kapitan oddał je, mówiąc: „Idźcie i już do końca pracujcie dla Jehowy!”
 
 
Arius 
badacz Biblii


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 25 Lut 2008
Posty: 4947
Skąd: kosmopolita
Wysłany: 2009-12-31, 14:42   

Cytat:
Zetknięcie się z kultem wudu
Jednym z nowo przybyłych misjonarzy był Victor Winterburn. Ten 23-letni Kanadyjczyk przyjął chrzest w 1940 roku, mając 12 lat, a od 1946 roku pełnił służbę pionierską. Wkrótce po tym, jak we wrześniu 1951 roku został nadzorcą oddziału, praktyki wuduistyczne omal nie pozbawiły życia jednego ze Świadków, Franka Paula. Z pomocą przyszli mu Victor Winterburn i Alex Brodie. Posłuchajmy ich relacji:
„W 1952 roku dzięki informacjom od braci znaleźliśmy w świątyni wuduistycznej na pół przytomnego Franka, leżącego na łóżku. Ręce miał przywiązane do słupka za głową. Również nogi były skrępowane. W otwartych, popękanych ustach tkwił knebel, a wynędzniałą twarz pokrywały bąble. Próbowaliśmy porozmawiać z mambo (kapłanką), ale nas zlekceważyła. Nie udało nam się też porozumieć z Frankiem ani go stamtąd zabrać. Policjanci twierdzili, że nawet oni nie mogą pomóc, gdyż zaprowadzili go tam rodzice.
„Odwiedziliśmy jego rodziców i stopniowo odtworzyliśmy całą historię. Od Franka odeszła żona, toteż sam wychowywał dziecko i zajmował się w domu krawiectwem. Kiedy zachorował i zaczął majaczyć, trafił do szpitala. W mniemaniu, że owładnął nim jakiś zły duch, rodzice przenieśli go do wspomnianej świątyni. Jak nam później powiedziano, wypędzanie złych duchów polega na biciu chorych oraz sypaniu im do oczu pieprzu.
„Stan zdrowia Franka stale się pogarszał, więc zatrwożeni rodzice skontaktowali się z pewnym bratem, który spróbował ponownie umieścić go w szpitalu. Ponieważ jednak lekarze wiedzieli, gdzie był przedtem, nie chcieli go przyjąć. Zmienili zdanie dopiero wtedy, gdy doświadczona pielęgniarka będąca naszą siostrą zgodziła się kupić potrzebne leki oraz zapewnić mu opiekę. Posiłki dostarczał zbór, choć normalnie zajmuje się tym rodzina pacjenta.
„Według lekarzy Frank Paul nabawił się tyfusu i malarii. Zastanawialiśmy się, czy z tego wyjdzie. Odzyskał jednak zdrowie, podjął służbę, a z czasem ponownie się ożenił. Ogromnie sobie cenił pomoc braci i serdecznego, ochoczego ducha panującego w zborze”.
Pamiętne podróże po obwodzie
Odwiedzaniem zborów w charakterze nadzorcy obwodu zajmował się nadzorca oddziału. Towarzyszył mu zazwyczaj inny misjonarz, a podczas swych podróży wszędzie głosili.
W listopadzie 1951 roku podczas jednej z takich wypraw Victor Winterburn oraz jego współpracownik przejechali rowerami 520 kilometrów, docierając na południe do wioski Les Anglais. Poświęcali wtedy na służbę bez mała dziesięć godzin dziennie i rozpowszechnili ponad 500 egzemplarzy naszych publikacji.
Wiosną 1952 roku do zborów tych zawitał Fred Lukuc, ale musiał skrócić wizytę, ponieważ zachorował na malarię. Napisał później: „Z wioski Cavaillon wyruszyłem w drogę powrotną na rowerze załadowanym dobytkiem i literaturą, mając do przebycia 174 kilometry. Pierwszą noc spędziłem w Vieux-bourg-d’Aquin, gdzie zażyłem resztkę lekarstwa. Kiedy następnego dnia pokonałem wzgórza dzielące mnie od miasteczka Grand-Goâve, opadłem z sił. Na noc zatrzymałem się u pewnego zainteresowanego w starszym wieku. Mało spałem. Gorączka i poty bardzo mnie osłabiły. Dlatego ów pokorny staruszek zorganizował mi transport ciężarówką do Port-au-Prince. Po powrocie do Betel byłem w krytycznym stanie, toteż lekarz poradził mi udać się na rekonwalescencję do Kanady”.
Tak więc w 1952 roku Fred Lukuc opuścił Haiti. Ponieważ jednak niezłomnie pałał duchem misjonarskim, po trzech latach wrócił kontynuować tę piękną pracę. Również Peter Lukuc musiał w końcu pojechać do Kanady, żeby się wyleczyć z ciężkiej choroby — czerwonki pełzakowej. Ale mając tego samego nieugaszonego ducha, ponownie przybył na Haiti i dalej pełnił służbę.
Docieranie na nowe tereny
W Port-au-Prince oraz wzdłuż drogi biegnącej na południe do Cayes istniały teraz zbory. Nie szczędzono starań, by takie grupy powstawały także w innych rejonach. Alex Brodie i Harvey Drinkle odbywali podróże na północ, docierając przez bagna i pola ryżowe w dolinie rzeki Artibonite do miasta Saint-Marc i dalej do Gonaïves, położonego w okolicy porośniętej kaktusami. Harvey był spokojnym, odważnym człowiekiem. Wiele lat później operacyjnie usunięto mu w Kanadzie prawe oko, zaatakowane przez raka. Wrócił jednak na Haiti, by kontynuować służbę.
Obaj z Alexem podróżowali polnymi drogami na rowerach obładowanych literaturą i odwiedzali napotykane domy i wioski. Haitańscy rolnicy wstają wcześnie, toteż misjonarze rozpoczynali głoszenie o szóstej rano, a kończyli po zapadnięciu zmroku. Nocowali u gościnnych wieśniaków w chatach krytych strzechą. W Saint-Marc i Gonaïves zatrzymywali się w hotelach. Po latach Alex ciepło wspominał: „Zachodzenie do tych pełnych werwy ludzi sprawiało nam wiele radości”.
Inni misjonarze zapuszczali się daleko na południowy wschód. Marigo Lolos, późniejsza żona Alexa, tak opowiada o swej wyprawie do Jérémie w towarzystwie trzech samotnych misjonarek — Naomi Adams, Virnette Curry oraz Frances Bailey:
„W styczniu 1952 roku wsiadłyśmy na pokład żaglówki Clarion, wyposażonej w silnik pomocniczy. Wzburzone morze kołysało łodzią, a nas zmogła choroba morska. Dotarłyśmy jednak do Jérémie, gdzie dobrze nam się głosiło i rozpowszechniłyśmy sporo literatury.
„Ciężarówką używaną w charakterze autobusu dojechałyśmy aż do miasteczka Anse-d’Hainault. Jadący z nami mężczyźni siedzieli na przewożonym ładunku. W drodze powrotnej zderzyliśmy się z inną ciężarówką, w wyniku czego Frances doznała obrażeń. Naomi miała apteczkę, więc opatrzyła ranę. Utknęłyśmy jednak w górach. Modląc się w myślach, usiadłyśmy na skraju drogi, a owiniętą kocem Frances ułożyłyśmy na składanym łóżku.
„Odgłos wypadku usłyszał pewien chłopiec z leżącej poniżej doliny, który przyniósł na górę blaszany kociołek oraz trochę manioku i zielonych bananów. Rozpalił ognisko i ugotował nam posiłek; byłyśmy poruszone do głębi jego życzliwością.
„Zapadł wieczór, zrobiło się zimno i ciemno. O dziesiątej usłyszałyśmy zbliżający się pojazd, ale zdawałyśmy sobie sprawę, że tędy nie przejedzie. Droga była wąska, a po jednej stronie znajdował się stromy spad. Naomi wyszła więc naprzeciw tego samochodu i dawała kierowcy znaki latarką, żeby się zatrzymał. Ku naszemu zdumieniu i radości zdołał zawrócić ciężarówkę i zawiózł nas do Jérémie. W Port-au-Prince zjawiłyśmy się następnego dnia — zadowolone, że mogłyśmy obwieszczać dobrą nowinę na tym oddalonym terenie”.
Wiele osób do tej pory pamięta i wspomina owe odważne misjonarki. Pewna haitańska siostra, ochrzczona w 1990 roku w wieku 72 lat, po raz pierwszy usłyszała o prawdzie od jednej z nich ponad 30 lat temu. „Szkoda, że wtedy nie zaczęłam z nią studiować i nie zostałam Świadkiem” — mówi. „W ten sposób nie straciłabym tylu lat, które mogłabym spędzić w służbie dla Jehowy”.
Niefortunny występ pastora
Bracia śmiało głosili duchownym, okazując przy tym zaufanie do Słowa Bożego. W 1954 roku pewien głosiciel przeprowadził dyskusję z pastorem protestanckim i jego trzema wiernymi. Omawiano temat nieśmiertelności duszy ludzkiej. Kiedy brat pokazał pastorowi w jego własnej Biblii słowa z Księgi Ezechiela 18:4: „L’âme qui pèche est celle qui mourra” (dusza, która grzeszy, ta umrze), duchowny otwarcie przyznał, że nie może w to uwierzyć (La Sainte Bible w przekładzie L. Segonda). Brat tak zrelacjonował dalszy przebieg rozmowy:
„Zapytałem go: ‚Jaki los spotyka złych, a jaki sprawiedliwych?’ Odparł, iż niegodziwi cierpią w ogniu nieugaszonym, natomiast dusze sprawiedliwych, w tym również Adama, są wskrzeszane, żeby się radowały z Bogiem w Jego Królestwie. Zdaniem pastora Bóg odpuścił grzech Adamowi, gdy sporządził mu okrycie ze skór zwierzęcych. Duchowny nie potrafił wyjaśnić, w jaki sposób dusza, która nie umiera, mogłaby zostać wskrzeszona. Na podstawie kilku wersetów wykazałem, że Adam zgrzeszył rozmyślnie, zdając sobie sprawę ze swego czynu, oraz że gdyby Bóg mu wybaczył, wówczas jego potomkowie byliby doskonali i wolni od przekleństwa grzechu.
„Kilka dni później wierny biorący udział w dyskusji powiedział mi, że pastor zachodził w głowę, skąd Świadkowie Jehowy tak dobrze znają Biblię. Z człowiekiem tym, jak również z pozostałymi zapoczątkowaliśmy studium i wkrótce jeden z nich już głosił”.
Świadkowie Jehowy w środkach przekazu
Jeszcze na początku lat pięćdziesiątych prasa haitańska rzadko wspominała o Świadkach Jehowy. Ale w lipcu 1953 roku, podczas Zgromadzenia Społeczeństwa Nowego Świata na stadionie Yankee w Nowym Jorku, sytuacja się zmieniła. Sześć czasopism nieodpłatnie podało informację o delegatach z Haiti. W gazecie Le National zamieszczono zdjęcie z pierwszego dnia kongresu, a później nadmieniono, iż podobny program ma być przedstawiony podczas zjazdu na Haiti.
Ponadto stacje radiowe w dwóch miastach bezpłatnie udostępniły braciom czas antenowy. Kiedy szef jednej z nich przejrzał scenariusz audycji Towarzystwa Strażnica, zatytułowanej „Sprawy, które nurtują ludzi”, dokonał zmian w programie, żeby ją nadać. Inna stacja poprosiła o wydłużenie czasu trwania audycji do pół godziny.
Bracia haitańscy biorą na siebie większą odpowiedzialność
W 1954 roku przybyło na Haiti dwóch członków zarządu Towarzystwa Strażnica. Wizyta Miltona Henschela z okazji zgromadzenia zbiegła się z Pamiątką, obchodzoną wówczas 17 kwietnia, toteż bracia cieszyli się, że wygłosił wykład na tej uroczystości. Podczas swego pobytu brat Henschel podsunął myśl, by miejscowym braciom powierzać bardziej odpowiedzialne zadania. Wkrótce dokonano zmian, tak iż zborowe komitety służby składały się wyłącznie z braci haitańskich. Dzięki temu misjonarze mieli więcej czasu na służbę polową. Ponadto brat Henschel zostawił komplet taśm z filmem Społeczeństwo Nowego Świata w działaniu. W całym kraju obejrzało go sporo osób.
Kiedy w sierpniu gościł na wyspie Fred Franz, zalecił, żeby Biuro Oddziału i Sale Królestwa przenieść do schludniejszych dzielnic miejskich. Ponieważ wygasała umowa dzierżawy budynku, w którym mieściło się Biuro Oddziału, dom misjonarski oraz Sala Królestwa, więc nadzorca zboru, Maurice Sanon, chcąc zmobilizować braci, wielokrotnie im powtarzał: „Jeżeli nie znajdziemy własnej sali, zebrania będziemy przeprowadzać pod gołym niebem”.
W nowej siedzibie Biura Oddziału, mieszczącej się przy Rue Lafleur Duchène 39, ogromne brukowane podwórze faktycznie stanowiło przez pewien czas salę „pod chmurką”. Kilka miesięcy odbywały się tam zebrania, dopóki w 1955 roku nie wynajęto parterowego domku przy Grande Rue. Za zgodą właściciela rozebrano w nim ściany działowe, dzięki czemu uzyskano powierzchnię ponad dwukrotnie większą niż ta, jaką miała Sala Królestwa w budynku przy Rue Capois.
Tuż przed przeprowadzką do siedziby przy Lafleur Duchène wrócili do Kanady Alex i Marigo Brodie, gdyż czekały ich obowiązki rodzicielskie. Obecnie mieszkają w Toronto, gdzie Alex usługuje jako starszy.
 
 
Arius 
badacz Biblii


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 25 Lut 2008
Posty: 4947
Skąd: kosmopolita
Wysłany: 2009-12-31, 14:45   

Cytat:
Powrót Freda Lukuca
W 1955 roku Fred Lukuc, który dalej się leczył, nieoczekiwanie spotkał na zgromadzeniu okręgowym w Dallas w Teksasie Rolanda Fredette’a. Ten gorąco go zachęcił: „Fred, wróć na Haiti. Tam z pewnością lepiej się poczujesz”. Fred usługiwał wtedy na Farmie Strażnicy w kanadyjskim miasteczku Norval. Zdrowie mu jednak nie dopisywało, a przy tym co jakiś czas zdarzały się nawroty choroby. Co miał począć?
„We wrześniu 1955 roku, ważąc zaledwie 54 kilogramy, przybyłem z Rolandem Fredettem do Cap-Haïtien” — napisał potem Fred. „Zarówno Towarzystwo, jak i wszyscy bracia okazali mi ogromną życzliwość. Po kilku miesiącach zaproszono mnie do pracy w obwodzie na północy Haiti. Cóż za przywilej! Ale czy dam sobie radę? Byłem jeszcze mocno osłabiony. Pomodliłem się, a następnie napisałem do Towarzystwa: ‚Spróbuję’. Tak oto w czerwcu 1956 roku zacząłem odwiedzać zbory. W ciągu następnych sześciu lat zaznałem od Jehowy obfitych błogosławieństw. Przybrałem na wadze aż 18 kilogramów i zupełnie wyzdrowiałem”.
Mężczyźnie wypada to robić!
W 1956 roku szeregi absolwentów Gilead pracujących na Haiti ponownie zostały zasilone. Tym razem przybył Max Danyleyko, który usługiwał jako misjonarz w Quebecu, a więc znał już francuski. Przyjechał w lutym i skierowano go do współpracy z Gradym Rainsem, przebywającym na Haiti od roku 1952. Brat Danyleyko tak opowiada o pierwszych przeżyciach na wyspie:
„Ponieważ w wynajętym przez nas domu w Petit-Goâve nie było bieżącej wody, wzięliśmy wiadro i poszliśmy do studni publicznej. Jednakże podbiegły do nas kobiety i wyręczyły w niesieniu wiadra. Oświadczyły: ‚Yon nonm pa kapab fè sa!’ (Mężczyźnie nie wypada tego robić!) Tym zajmowały się kobiety. Podobna sytuacja zdarzyła się na rynku. Trzeba było trochę czasu, aby je przekonać, że mężczyźnie wypada to robić. Później poszli w nasze ślady inni mężczyźni”.
Handel na targowiskach po części odbywa się w ogromnych szopach. Ale prowadzi się go także pod gołym niebem. Nieprzebraną ilość towarów rozkłada się na długich stołach pod dachem, a jeśli nie starcza miejsca, to wprost na utwardzonej ulicy przed straganami. Odwiedźmy jeden z takich targów.
Przeciskając się przez tłum, ostrożnie obchodzimy sprzedawców oraz ich towary. Na widok ładnych owoców limy zbliżamy się do kucającej przy nich kobiety i pytamy: „Ile za cztery kupki?” „Osiemdziesiąt centymów”. „Dam 50”. „Nie, 70 — to ostatnie słowo”. Oferujemy 60 centymów i odchodzimy. Wówczas gwiżdże przez zęby na znak, żebyśmy wrócili. Płacimy 60 centymów i zabierając owoce, pytamy: „Wa ban m’ degi?” (A co z prezentem?) Z uśmiechem na twarzy wręcza nam za darmo jeden owoc. Wszyscy są zadowoleni.
Misjonarze w Saint-Marc
W kwietniu 1956 roku przybyło na Haiti małżeństwo misjonarzy — George i Thelma Corwinowie. George’a od razu zaangażowano do służby polowej. Opowiada: „Kiedy dotarliśmy z lotniska do Betel i zjedliśmy obiad, Peter Lukuc zaprosił mnie do służby. Odwiedziliśmy wspólnie kilka domów, a potem oznajmił, że on zapuka do jednych drzwi, a mnie wskazał następne. A przecież był to pierwszy dzień na Haiti! I ten obcy język! Ponieważ jednak Haitańczycy są wyrozumiali, dałem sobie jakoś radę”.
Corwinowie oraz Peter Lukuc zostali skierowani do Saint-Marc. Na początek otrzymali wykaz kilku osób, którym kończyła się prenumerata. Kiedy Corwinowie szukali pewnej kobiety z tego spisu, spotkali jej siostrę — emerytowaną nauczycielkę nazwiskiem Adèle Canel. Zaczęli z nią rozważać książkę „Niech Bóg będzie prawdziwy” — Adèle posługiwała się wydaniem francuskim, a Corwinowie angielskim. W końcu do studium przyłączył się jej mąż. Wkrótce małżeństwo to przegrodziło parawanem swój pokój i większą jego część przeznaczyło na zebrania. W 1956 roku oboje stali się Świadkami i w ten sposób powstał zalążek zboru Saint-Marc.
Innym zainteresowanym Corwinów był Marc-Aurel Jean, a studium odbywało się w jego zakładzie krawieckim. Ojciec gospodarza, Emmanuel, przysłuchiwał się tym spotkaniom i dużo się uczył, mimo iż nie umiał czytać. Wkrótce obaj zaczęli przychodzić na zebrania oraz wyruszać do służby, w której ów starszy człowiek wygłaszał kazanie z pamięci. Po jakimś czasie założył studium biblijne z pewnym rybakiem. Najpierw rozważał kilka akapitów z synem, żeby przyswoić sobie materiał, a potem brał Biblię, broszurę i śpiewnik i szedł na studium, które rozpoczynał i kończył pieśnią oraz modlitwą — jak na zebraniach.
Wyświetlanie w obwodzie filmu Towarzystwa
Fred Lukuc jako nadzorca obwodu zawitał do wielu rejonów Haiti. Od 1956 roku w odwiedzanych miasteczkach wyświetlał film Społeczeństwo Nowego Świata w działaniu. W miejscowości Hinche, położonej w głębi kraju, wybrał na ten cel park naprzeciw kościoła katolickiego. Chcąc przyciągnąć uwagę ludzi wychodzących po nabożeństwie, pokazał kilka początkowych scen z pierwszej szpuli. Następnie ją przewinął, wygłosił wstęp i wyświetlił cały film. Chociaż w Hinche działało wówczas jedynie dwóch pionierów specjalnych oraz dwoje innych głosicieli, widownia liczyła około 1000 osób.
Miasteczko Mirebalais, leżące na południe od Hinche, nie było zelektryfikowane. Jak przedstawić tam film? Fred napomknął o tym pewnemu sierżantowi, kiedy mu dawał świadectwo. Człowiek ten zorganizował projekcję w koszarach wojskowych, gdzie skorzystano z agregatu prądotwórczego. Wprawdzie nie można było zaprosić mieszkańców, ale sierżant zgodził się na obecność kilku braci. Film obejrzało 75 osób — między innymi żony i przyjaciele żołnierzy.
Kiedy wiele lat później, w roku 1988, Fred Lukuc wygłosił wykład w zborze francuskim w Delray Beach na Florydzie, podszedł do niego brat Fabien, nadzorca przewodniczący, i przedstawiwszy się powiedział: „Zaszedłeś do mnie w 1957 roku, gdy służyłem w Mirebalais jako sierżant. W roku 1971 wystąpiłem z wojska. Teraz jestem twoim bratem, a moja córka pełni stałą służbę pionierską”. Cóż za miłe spotkanie po przeszło 30 latach!
W Mirebalais był też pewien dwudziestolatek, który stał się dla braci przykładem niezłomności. Miał sparaliżowane obie nogi, ale przyjechał do miasteczka na ośle, bo chciał skorzystać z wizyty Freda — nadzorcy obwodu. Do Sali Królestwa trzeba go było wnieść na barana, a potem tak samo z niej wynieść. Na swoim ośle wyruszał także do służby polowej w rodzinnej wiosce, oddalonej od Mirebalais o 18 kilometrów. W 1957 roku na zgromadzeniu okręgowym w Port-au-Prince znalazł się wśród 54 ochrzczonych.
Po upływie ponad 30 lat Fred jeszcze dobrze pamiętał niektórych głosicieli ze zboru w miasteczku Ouanaminthe, blisko granicy z Dominikaną. Przypominał sobie, jak trzech wiernych Świadków, mieszkających 19 kilometrów od Sali Królestwa, przychodziło pieszo w niedzielny poranek na zbiórkę do służby polowej. Spędzali w niej cały dzień, wieczorem uczestniczyli w zebraniu, a potem przy świetle księżyca wracali do domu, znowu pokonując na piechotę 19 kilometrów.
Owocnie pracujący pionierzy
Przemieszczając się z miejsca na miejsce, Fred mógł podziwiać malownicze krajobrazy. Ale jeszcze bardziej zachwycał go fakt, że bracia odnajdywali osoby szukające prawdy.
W miasteczku Petite-Rivière-de-l’Artibonite Fred odwiedził dwóch pionierów specjalnych. Jakie osiągali rezultaty? Byli na tym terenie zaledwie 14 miesięcy, a już wyruszało z nimi do służby polowej wielu zainteresowanych. Należeli do nich między innymi: farmaceuta Gaston Antoine z żoną, jego siostra z mężem, a także były pastor Kościoła Bożego. W tygodniu wizyty uczestniczyło w działalności kaznodziejskiej 11 przyjaciół prawdy, z czego 6 po raz pierwszy. A znacznie więcej okazywało zainteresowanie. Na projekcję filmu Towarzystwa, zorganizowaną w parku, przyszło około 800 osób; na innych zebraniach również było sporo obecnych.
Burza i powódź
W 1957 roku Peter Lukuc odwiedził obwód na południu. Łodzią motorową przeprawił się z miasteczka Anse-à-Veau do Baradères — miejscowości często nawiedzanej przez powodzie. Po wygłoszeniu wykładu publicznego do 30 obecnych spostrzegł, że gromadzą się złowieszcze chmury. Następnego ranka udał się łodzią w dalszą drogę, a gdy już płynął, rozpętała się gwałtowna burza. Ulewny deszcz przemoczył pasażerów, toteż łódź zawinęła do miasteczka Petit-Trou de Nippes.
Pogoda nie powstrzymała Petera od głoszenia. Sądząc, że w tej miejscowości jeszcze nikt nie dawał świadectwa, mimo deszczu wyruszył po południu do służby polowej. Ale działał tam już pewien głosiciel, którego Peter poznał w miejscowości Miragoâne. Ponowne spotkanie sprawiło temu bratu wiele radości. Kiedy nazajutrz rano łódź płynęła z powrotem do Anse-à-Veau, zerwała się kolejna burza. Jednakże pasażerom udało się bezpiecznie dotrzeć do zalanego wodą miasteczka.
Wracając stamtąd lądem, Peter musiał się jeszcze przeprawić przez Grande-Rivière (Wielką Rzekę). Z odległości trzech kilometrów usłyszał łoskot, z jakim pędziła z gór. Była nie do przebycia. Na obu brzegach przez cały dzień i całą noc czekali ludzie. Wobec tego Peter przedostał się boso przez błoto do kilku domów, w których dał świadectwo i pozostawił czasopisma. Do następnego ranka woda w rzece opadła na tyle, że sięgała mu nieco poniżej ramion, tak iż przeszedł ją w bród.
Bracia głosili również w Miragoâne, przedziwnym porcie leżącym na północny wschód od Vieux-bourga, gdzie także spotkali ludzi o usposobieniu owiec. Do pewnego studium biblijnego przysiadł się syn kaznodziei baptystów, a omawiano warunki, jakie zapanują w przyszłym nowym świecie. Biblijne dowody na to, iż ziemia będzie rajem wolnym od cierpień, śmierci oraz zła, wywarły na nim ogromne wrażenie. Wyciągnął rozsądny wniosek, że nie wszyscy dobrzy ludzie pójdą do nieba (2 Piotra 3:13; Obj. 7:9; 21:4, 5). Bezzwłocznie wrócił do swej wioski w górach, zebrał współwyznawców, a wśród nich ojca, i pokazał im, co Pismo Święte naprawdę mówi o przyszłości ziemi. Nazajutrz wysłali do Miragoâne delegację, która poprosiła Świadków, żeby przyszli i nauczali ich z Biblii. Większość członków tej grupy, łącznie z kaznodzieją, zaczęła studiować, dzięki czemu jakieś 30 osób zostało Świadkami Jehowy.
Byli filarami Kościoła
Również na północy osoby zaangażowane w działalność kościelną przyjmowały z wdzięcznością prawdę biblijną. Na przykład po siedmiomiesięcznym pobycie w Port-de-Paix, na północnym wybrzeżu, François Doccy i Jean Sénat cieszyli się z odnalezienia sporego grona ludzi, którzy pragnęli służyć Jehowie. W czasie wizyty nadzorcy obwodu uczestniczyło w służbie polowej dziewięć osób. Kim były niektóre z nich, można się dowiedzieć z rozmowy między Fredem Lukucem a pewną młodą katoliczką. Fred tak opowiada o tym spotkaniu:
„Dziewczyna zapytała: ‚Czy dzisiaj odwiedzał pan ludzi sam?’ ‚Nie, towarzyszył mi Rock St.-Gérard’ — odparłem. ‚Rock St.-Gérard?’ — powtórzyła zdumiona. ‚Teraz jest Świadkiem Jehowy’ — oznajmiłem. ‚Ale przecież on stał na czele stowarzyszenia Légionnaires! Był podporą Kościoła katolickiego!’ — powiedziała uniesionym głosem. ‚Jego żona także jest Świadkiem’ — dodałem. ‚Czy to prawda, że studiuje z wami Irlande Sarette?’ — dociekała dalej. ‚Istotnie’ — odparłem. ‚Przychodzi na zebrania i z nami głosi’. ‚Coś podobnego!’ — rzekła zaskoczona. ‚A przewodziła organizacji Croisée!’ ‚Jest jeszcze Lucianne Lublin (...)’ — ciągnąłem. Przerwała mi, mówiąc: ‚To były cztery filary Kościoła!’ ‚Wobec tego również pani powinna studiować’ — zasugerowałem. ‚Tak zrobię’ — odpowiedziała”.
W grudniu 1957 roku wspomniane osoby oraz szereg innych ochrzczono na zgromadzeniu okręgowym. W charakterze nadzorcy strefy obecny był wówczas Don Adams z bruklińskiego Biura Głównego.
Postęp mimo sprzeciwu
Rozprzestrzenianie się dobrej nowiny na nowych terenach pobudzało przywódców kościelnych do rzucania oszczerstw. Kiedy w 1957 roku Roland Fredette, Fred Lukuc i Hiram Rupp — misjonarz z czwartej klasy Gilead — przybyli do wioski Mont-Organisé, leżącej 35 kilometrów na południe od Ouanaminthe, duchowni zaczęli ostrzegać mieszkańców: „Pojawili się fałszywi prorocy!” „We wsi są amerykańscy szpiedzy”. „Strzeżcie się komunistów!”
Bracia taktownie odpierali zarzuty. Pewien znany w miasteczku człowiek, nazwiskiem François Codio, wdał się z nimi w trzygodzinną rozmowę. Będąc pod wrażeniem ich wyjaśnień, wziął po egzemplarzu wszystkich publikacji, jakie posiadali. Również inni ludzie przestali toczyć spory i zaczęli się przysłuchiwać, a wielu przyjęło literaturę.
Także w Port-au-Prince dzieło głoszenia dalej zataczało coraz szersze kręgi, wskutek czego nieodzowne stało się większe Biuro Oddziału. Ponadto w 1957 roku podczas zamieszek na tle politycznym okolice siedziby oddziału przy Lafleur Duchène były bardzo niebezpieczne. Tak więc po wygaśnięciu umowy dzierżawy dom Betel oraz biuro przeniesiono na Pont-Pradel 3 do Bois-Verna, spokojniejszej dzielnicy miasta. W budynku tym odbywały się też zebrania nowo utworzonego zboru francuskiego.
Rozruchy wewnętrzne, wskutek których w ciągu dziesięciu miesięcy rząd zmieniał się sześć razy, trwały do roku 1958. Niemniej bracia jak zawsze zachowywali neutralność i dalej głosili, iż rzeczywistym środkiem zaradczym na bolączki ludzkości jest panowanie Królestwa Bożego.
Owoce wytężonej pracy
Do roku 1958 grupka głosicieli z Saint-Marc rozwinęła się w dojrzały zbór. Dało się to zauważyć w sierpniu, kiedy miejscowi bracia byli zdani na własne siły, gdyż misjonarze uczestniczyli w zgromadzeniu międzynarodowym w Nowym Jorku. Sprawozdanie ze służby głosicieli zborowych było wtedy wyższe niż kiedykolwiek, a dwie nowe osoby po raz pierwszy wzięły udział w działalności kaznodziejskiej. Cóż za wspaniały przykład zrównoważenia duchowego oraz gorliwości!
Udział w budowaniu tego zboru sprawił George’owi Corwinowi i jego żonie wiele radości. Potem jednak okazało się, że czekają ich obowiązki rodzinne, toteż w maju 1960 roku opuścili Saint-Marc i wrócili do Kanady.
Więcej misjonarzy do pomocy
W 1958 roku przybyło dalszych czterech misjonarzy: Roland Sicard, Stanley Boggus, Steve Simmons i Maceo Davis. Kiedy Daniel Eyssallenne przywiózł ich z lotniska do domu, Peter Lukuc czekał na nich w pokoju, w którym mieli się uczyć francuskiego. Po miesiącu próbowali już rozmawiać w tym języku z ludźmi mieszkającymi w pobliżu domu misjonarskiego. Stanley Boggus wspomina: „Byliśmy zdumieni, że tak bardzo pragnęli pomóc nam się wysłowić”.
Trzy miesiące później Stanley i Steve otrzymali przydział do Cayes, gdzie szybko stwierdzili, że znajomość francuskiego nie wystarczy. Pewnego dnia Stanley w towarzystwie nadzorcy obwodu Maxa Danyleyko prowadził rozmowę z kobietą, która bez przerwy powtarzała: „M’pa sou sa”. Sądząc, iż jej słowa znaczą: „Nie wiedziałam o tym”, Stanley oświadczył, że właśnie przyszedł jej o tym opowiedzieć. Jak mu potem wyjaśnił Max, owa kobieta mówiła: „Mnie to nie interesuje”. Stanley zabrał się więc do nauki języka kreolskiego.
Mąż zmienia nastawienie
W październiku 1960 roku Stanley Boggus ożenił się z haitańską pionierką Berthą Jean i oboje pozostali w Cayes jako pionierzy specjalni. Dwa miesiące później spotkali Edèle Antoine, która oświadczyła: „Wierzę, że z wami jest Bóg. Czy nauczycie mnie, jak Go wielbić?” Mimo gwałtownego sprzeciwu ze strony męża oraz sąsiadów zrobiła wspaniałe postępy i na najbliższym zgromadzeniu obwodowym dała się ochrzcić. Kiedy wróciła do domu, mąż ku jej zaskoczeniu ucałował ją i trójkę dzieci, po czym powiedział: „Witaj w domu. Słyszałem, że się ochrzciłaś”. Zaczął uczęszczać na zebrania, został Świadkiem i do samej śmierci dochował wierności.
Po 25 latach od wyjazdu z Haiti Stanley Boggus uzupełnił to doświadczenie taką uwagą: „W 1987 roku miałem pomóc prowadzić Kurs Służby Pionierskiej we francuskim obwodzie w Nowym Jorku. Przeglądając listę uczestników, napotkałem nazwisko Edèle Antoine. To była faktycznie ta sama osoba, którą 27 lat temu zapoznałem z prawdą. Widząc ją w gronie pionierów, poczułem się ogromnie pokrzepiony”.
 
 
Arius 
badacz Biblii


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 25 Lut 2008
Posty: 4947
Skąd: kosmopolita
Wysłany: 2009-12-31, 14:47   

Cytat:
Nie chciał się znaleźć „na zewnątrz” razem z fałszywymi religiami
W maju 1960 roku do Mont-Organisé przyjechał Sénèque Raphaël, który znalazł tam pracę w charakterze inspektora sanitarnego; wkrótce potem przyjął od François Codio zaproszenie na zebrania odbywające się w jego domu. Ów pełen entuzjazmu 24-letni mężczyzna zapragnął pogłębić swą wiedzę biblijną. Wobec tego François pożyczył mu książkę „Niech Bóg będzie prawdziwy”, którą Sénèque gruntownie przestudiował. Ponieważ w sierpniu miał wyjechać do Ouanaminthe, żeby odwiedzić rodziców i dać się ochrzcić przez baptystów, François zachęcił go, by zaszedł do Sali Królestwa i skontaktował się z pionierem o nazwisku Mercius Vincent.
Kiedy Mercius wypytywał Sénèque’a o jego wierzenia, zorientował się, iż ten zdaje sobie sprawę, że dogmaty kościelne zaprzeczają naukom biblijnym. Toteż patrząc badawczo na tego krępego, ciemnoskórego młodzieńca, powiedział: „No to posłuchaj, urzędniku, co Biblia mówi w Księdze Objawienia 22:15. Otóż, że na zewnątrz jest każdy, kto miłuje i popełnia kłamstwo. Dotyczy to również osób, które nauczają fałszu. Jeśli zatem przyłączysz się do tej religii, razem z nią znajdziesz się ‚na zewnątrz’”.
Po chwili milczenia Sénèque zapytał: „Co mam zrobić?” Mercius dał mu broszurę „Ta dobra nowina o Królestwie” i oznajmił, że od jutra zaczną wspólnie rozważać jej treść. Sénèque ją przeczytał, a wielu fragmentów nauczył się na pamięć. Po pierwszym studium przyszedł wieczorem na zebranie, a nazajutrz rano wyruszył do służby polowej. W styczniu 1961 roku został ochrzczony. Natomiast François Codio, który zapoznał go z prawdą, w przeciwieństwie do swej żony nigdy nie został Świadkiem Jehowy.
Przygotowania do dalszego wzrostu
Kiedy zbór w Carrefour rozrósł się i liczył 54 głosicieli, przystąpiono do budowy odpowiednio dużej Sali. Przy wylewaniu betonowego stropu trudziło się cały dzień 67 ochotników, a siostry przygotowywały w tym czasie posiłki. Dnia 17 grudnia 1960 roku wykład okolicznościowy z okazji uroczystego oddania do użytku tej nowej Sali wygłosił do sporego grona wdzięcznych słuchaczy Fred Lukuc. Przez wiele lat nadzorcą przewodniczącym tamtejszego zboru był Dumoine Vallon. W 1978 roku został pionierem specjalnym, a w roku 1993 dalej pełnił tę służbę, działając na terenie zboru Thorland-Carrefour, choć miał już 84 lata.
W 1950 roku na Haiti było 99 głosicieli, a w połowie 1960 roku 23 zbory skupiały ich ponad 800. Maxa Danyleyko zaproszono do Betel, gdzie powierzono mu zadania nadzorcy oddziału. Victor Winterburn postanowił się ożenić i mniej więcej rok później wrócił z żoną do Kanady, żeby się zająć czekającymi ich obowiązkami rodzinnymi.
W 1961 roku Fred Lukuc zaczął okresowo pracować w Biurze Oddziału, a od maja do sierpnia usługiwał w charakterze wykładowcy na Kursie Służby Królestwa. W trakcie tego dwutygodniowego szkolenia 40 nadzorców i pionierów specjalnych otrzymało bardzo praktyczne wskazówki, które ich wzmocniły i przysposobiły do stawienia czoła nadchodzącym próbom.
W styczniu 1962 roku na zgromadzeniu okręgowym przygotowano miejscowych braci do dalszej wzmożonej działalności kaznodziejskiej. W przemówieniu na temat służby pionierskiej nadzorca oddziału zachęcił dojrzałych duchowo braci nie mających obowiązków rodzinnych, żeby zostali pionierami specjalnymi. Sénèque Raphaël, który złożył taki wniosek, opowiada:
„Pełniąc z Emilem Cinéusem stałą służbę pionierską w Artibonite, pragnąłem wstąpić w szeregi pionierów specjalnych. Zwolniłem się więc z Wydziału Zdrowia. Miałem 40 dolarów, nożyczki fryzjerskie oraz parę zwykłych nożyczek i tymi narzędziami spodziewałem się zarobić na swe potrzeby, ale te zawsze zaspokajał Jehowa”. Sénèque wcale się nie domyślał, że kilka dni po złożeniu przez niego wniosku do specjalnej służby pionierskiej władze wystąpią przeciw Świadkom Jehowy.
Aresztowanie
Dnia 23 stycznia 1962 roku aresztowano w Biurze Oddziału Maxa Danyleyko i Andrew D’Amica oraz skonfiskowano cały zapas Przebudźcie się! z 8 stycznia 1962 roku (w języku francuskim). Andrew i Helen D’Amico byli misjonarzami z Kanady i mieszkali w Betel. Helen uniknęła zatrzymania, gdyż za radą Andrew ukryła się w łazience. Mieli nadzieję, że pozostanie na wolności i poinformuje innych, co się stało.
Helen opowiada: „Stałam za zamkniętymi drzwiami i się modliłam”. Słyszała, jak jacyś mężczyźni przeszukują pokój. Kiedy zbliżyli się do łazienki, któryś z nich wspomniał o jakichś drzwiach do toalety, toteż poszli przeprowadzać rewizję w innej części budynku. Odchodząc, zostawili na zewnątrz wartownika, który stał aż do zmroku. Ledwie się oddalił, gdy ze służby kaznodziejskiej wrócił jeden z mieszkających tam misjonarzy, Donald Rachwal. Dowiedziawszy się o całym zajściu, polecił Helen przyłączyć się do sióstr z drugiego domu misjonarskiego, a sam poszedł się skontaktować z innymi odpowiedzialnymi braćmi.
Tymczasem aresztowanych Świadków zamknięto z 17 mężczyznami w malutkiej celi na posterunku policji. Ponieważ nie było gdzie się położyć, więc albo stali, albo próbowali się przespać, siedząc na podłodze. Przez całą środę byli przesłuchiwani, ale nie dowiedzieli się, o co się ich oskarża. Nazajutrz rano stanęli przed wysokim urzędnikiem, który nawiązał do wzmianki o Haiti zamieszczonej w Przebudźcie się! z 8 stycznia i wygłosił im wykład na temat równości ras. (Chodziło o cytat z artykułów na temat kultu wudu, opublikowanych w czasopismach Le Monde i Le Soir). Nie dopuszczając braci do głosu, kazał im odejść, po czym zostali zwolnieni.
Trzy tygodnie później, 14 lutego, sekretarz stanu w Ministerstwie do Spraw Zagranicznych i Wyznań zapowiedział: „Będziemy zmuszeni usunąć dzieci Świadków Jehowy ze szkół publicznych”. Oświadczenie to złożono w związku z wydaleniem pewnej młodej siostry, która udzieliła dyrektorce szkoły pisemnego wyjaśnienia, dlaczego nie może pozdrawiać sztandaru. Dyrektorka, będąca zakonnicą katolicką, przesłała ten list władzom. W owym czasie wyrzucono ze szkoły jeszcze jedną siostrę. Obie dziewczynki były uczennicami ostatniej klasy i świetnymi głosicielkami.
Wydalenie
Minęły cztery tygodnie i 17 marca szef policji osobiście poinformował Maxa, Donalda, Andrew i Helen, że w ciągu 24 godzin wszyscy misjonarze mają opuścić kraj. Nie udzielił przy tym żadnych wyjaśnień. Następnie odtransportowano ich do domu, żeby odebrać im paszporty. Na miejscu spotkali Alberta Jérome’a, który był wówczas sługą miasta, i pokrótce przedstawili mu zaistniałą sytuację.
Po powrocie na posterunek trzymano ich pod strażą. Jednakże służbę pełnił wtedy sierżant, z którym Rodrigue Médor prowadził studium, toteż Max za jego pośrednictwem poprosił braci, by powiadomili ambasadę kanadyjską. Rodrigue mógł dzięki temu policjantowi odwiedzić nocą uwięzionych misjonarzy i wziąć od nich klucz do skrytki pocztowej Towarzystwa. Funkcjonariusz ten kupował im żywność, kontaktował się z miejscowym braćmi oraz sprawdzał, czy nie ma dla misjonarzy jakiejś korespondencji.
W niedzielę 18 marca trzech Kanadyjczyków zabrano pod eskortą na lotnisko, żeby ich przewieźć do Kingston na Jamajce. Ponieważ jednak nie mieli biletów z Kingston do Kanady, linie lotnicze odmówiły im prawa przelotu. Na lotnisku zebrało się sporo braci, a Max Danyleyko mógł zamienić parę słów z Albertem Jérome’em i kilkoma innymi osobami. Nazajutrz dostarczono ich pod strażą wprost do samolotu i wysłano do Kingston, skąd po kilku tygodniach wyruszyli do Kanady. Donald Rachwal, który pochodził z USA, odleciał innym samolotem.
Dnia 3 kwietnia wydalono pozostałych misjonarzy oraz nadzorcę obwodu Stanleya Boggusa. Później działał on w Zairze. W 1971 roku wrócił do USA, gdzie usługuje francuskim zborom w Nowym Jorku. Max Danyleyko przebywał kilka miesięcy w Kanadzie, po czym kontynuował służbę w Kongo, następnie w Republice Środkowoafrykańskiej, Czadzie, Nigerii, a teraz usługuje w Wybrzeżu Kości Słoniowej. Fred Lukuc działał w Kongo i w Wybrzeżu Kości Słoniowej. W 1985 roku ze względu na stan zdrowia przeniesiono go z żoną do kanadyjskiego Betel. Peter Lukuc współpracuje obecnie z hiszpańskimi zborami w USA. Część pozostałych dochowała wierności Jehowie do końca swego życia, a inni dalej Mu lojalnie służą.
Duchowni zacierają ręce
Przywódcy religijni gorliwie przekonywali urzędników państwowych, że Świadkowie Jehowy są komunistami i nie popierają rządu. Ponadto, jak oznajmili Świadkom, czekali jedynie na zarządzenie władz, aby się ich pozbyć.
Z ogromną radością przyjęli więc informację o wydaleniu misjonarzy. Pewna ewangelicka stacja radiowa z południowego wybrzeża z nie skrywaną satysfakcją podała następującą wiadomość: „Chrystus i państwo usunęli z kraju fałszywych proroków”. Kler sądził, że dzieło Królestwa zostało powstrzymane. Ale co godne uwagi, nie zakazano działalności Świadków Jehowy.
Haitańczycy kontynuują dzieło
Nadzorcą oddziału został André René — jeden z pierwszych Haitańczyków, którzy ukończyli Szkołę Gilead — natomiast miejscowi bracia dalej prowadzili dzieło według swoich najlepszych możliwości. Pieczę nad trzema obwodami mieli sprawować: Renan Sanon (który wcześniej przez krótki okres odwiedzał zbory), Emile Cinéus oraz Don Delva. Ku rozczarowaniu przeciwników działalność kaznodziejska nabierała coraz większego rozmachu.
Po stronie prawdy opowiedziało się nawet kilku duchownych. Na przykład Sénèque Raphaël przeprowadził długą dyskusję na temat nowego świata z Augustinem Josémondem, pastorem protestanckim z miasteczka Liancourt. Mężczyzna ten zgodził się studiować Biblię, wystąpił ze swego kościoła i został ochrzczony. Wraz z dziesięciorgiem dzieci są bardzo aktywnymi Świadkami.
Coraz więcej osób podejmowało służbę pionierską. Niektórzy z nich nauczyli się czytać i pisać dopiero na kursach organizowanych w zborach. Bracia pomagali tym pionierom i dodawali im otuchy. Współwyznawcy prowadzący własne przedsiębiorstwa ustalili nawet „taryfę pionierską”, to znaczy sprzedawali im artykuły lub świadczyli usługi po niższych cenach.
W zborach następował tak duży wzrost, że w 1963 roku przekroczono liczbę 1000 głosicieli (dokładnie było ich 1036). W owym roku powstał nowy obwód, a Sénèque Raphaël, który dał się poznać jako entuzjastyczny mówca, został nadzorcą podróżującym na północy. Odwiedzenie wszystkich zborów w jego małym obwodzie zajmowało tylko cztery miesiące. Toteż przez „wolne miesiące” działał w miasteczkach, w których nie było Świadków.
Dobrze się zapowiadający młodzieńcy
Z grona tych, którzy wówczas przyłączyli się do Świadków Jehowy, wyłoniło się kilku nadzwyczaj gorliwych orędowników czystego wielbienia.
W 1961 roku 22-letni Fulgens Gaspard zauważył, jak adwentysta wyrwał kartkę z własnej Biblii, gdyż nie potrafił zaprzeczyć wersetom, na które mu wskazał pewien Świadek. Chociaż Fulgens był lojalnym katolikiem, przyznał, iż Świadkowie Jehowy są dobrze obeznani z Pismem Świętym. Pożyczył sobie Biblię, a ponieważ nie rozumiał tego, co czyta, więc poprosił owego Świadka o pomoc. Studium odbywało się w każdą niedzielę. Wkrótce uczęszczał na zebrania, przestał chodzić do kościoła i zaczął głosić. Kiedy w marcu 1965 roku został ochrzczony, wytknął sobie następny cel — służbę pionierską.
W 1962 roku 15-letni Wilner Emmanuel zgłębiał w gronie kolegów ideologię marksistowską. Wierzył jednak w Boga, którego uważał za Twórcę porządku panującego we wszechświecie. Pewien zainteresowany, syn Diego Scotlanda, pożyczał Wilnerowi Strażnice, Przebudźcie się! oraz inne publikacje. Z kolei Alphonse Hector, 35-letni sąsiad nie będący jeszcze Świadkiem, podarował mu książkę „Niech Bóg będzie prawdziwy” i poradził studiować Biblię.
Brat Wilner opowiada teraz: „Kiedy jeszcze tej samej nocy przeczytałem całą książkę, doszedłem do wniosku, iż należę do Jehowy. Alphonse postarał się, aby po kilku dniach odwiedziła mnie siostra Derenoncourt, która zapoczątkowała ze mną studium. Była zdziwiona, że tak dobrze rozumiem omawiany materiał”. Wilner zrobił szybkie postępy i w sierpniu 1965 roku zgłosił się do chrztu. Również on zaczął niestrudzenie działać na rzecz Królestwa Jehowy i nowego świata.
Tymczasem w 1966 roku dotychczasowy nadzorca oddziału okazał się niewierny i niegodny chrześcijańskiego zaufania, wskutek czego został wykluczony. Jego miejsce zajął 29-letni Prophète Painson, mężczyzna z natury rozważny i łagodny; pełnił powierzone mu obowiązki przez sześć lat. Brat Painson przyjął chrzest w 1960 roku, a dwa lata później podjął służbę pionierską. Biuro Oddziału mieściło się w Port-au-Prince, na rogu ulic Ruelle Waag i Avenue Christophe.
W 1967 roku Fulgens Gaspard był zaledwie dwa lata po chrzcie i pracował jako nauczyciel. Ponieważ chciał zostać pionierem, poprosił o zmniejszenie wymiaru godzin, ale nie otrzymał zgody. Wobec tego zwolnił się, licząc na to, iż utrzyma się ze swego hobby — z malowania obrazów. Ale zanim złożył wniosek do stałej służby pionierskiej, otrzymał nominację na pioniera specjalnego. Trzy miesiące później zaproszono go do pracy w Betel, a w styczniu 1969 roku zaczął usługiwać jako nadzorca obwodu. Ten spokojny z natury mężczyzna o przyjemnym tonie głosu był już podówczas wprawnym mówcą publicznym.
Odważne pokonywanie sprzeciwu
W 1969 roku duchowni znowu zaczęli rozpowszechniać pogłoski, jakoby Świadkowie Jehowy byli komunistami. Władze zarządziły poszukiwania literatury wywrotowej, którą się rzekomo posługiwali. Na skutek tego w Port-au-Prince rozeszła się plotka o aresztowaniach wśród Świadków. Wiele osób w pośpiechu niszczyło otrzymane od nich czasopisma i przestało ich życzliwie przyjmować.
Ale tylko nieliczni lokalni urzędnicy występowali przeciw braciom i to bez odgórnego polecenia. Dwie pionierki specjalne, Furcina Charles i Yolande Fièvre, otrzymały od prefekta w Limbé następującą informację: „Na skutek protestów opinii publicznej uznano Panie za osoby niepożądane w Limbé. Podaję Paniom do wiadomości, że już nie jesteście wśród nas mile widziane”. Mer oświadczył, że dopóki nie będą miały zezwolenia od władz w Port-au-Prince, nie pozwala im głosić ani urządzać zebrań. Chociaż zamknął Salę Królestwa, wspomniane siostry oraz kilku innych miejscowych głosicieli dalej pełnili służbę i spotykali się na zebraniach, tyle że organizowanych w różnych domach prywatnych i w rozmaitych terminach.
Parę miesięcy później Furcina wyszła za mąż za pioniera specjalnego Jacquesa François. Miała wtedy 39 lat; chrzest przyjęła w roku 1959, a od roku 1961 pełniła służbę pionierską. Jacques miał lat 29. Kiedy przyjechał do Limbé, zaczął ponownie organizować zebrania w Sali Królestwa. Oznajmił: „Świadkowie Jehowy są uznaną religią, a nic mi nie wiadomo o jakimkolwiek rozporządzeniu, które by im zakazywało prowadzenia działalności”.
W związku z tym Jacques i Furcina zostali aresztowani i zabrani do prefektury. Jej szef powiedział, że właściwie o nic ich nie oskarża i działa z polecenia mera. Ale następnego dnia mer obarczył odpowiedzialnością za tę akcję szefa policji. Ten z kolei zapewnił, iż nie ma tym dwojgu nic do zarzucenia. Tak więc zebrania odbywały się dalej bez żadnych przeszkód. Jacques do samej śmierci w roku 1993 wiernie usługiwał w Port-au-Prince w charakterze starszego.
Córki mera okazały się owcami
W 1970 roku pionier specjalny z Bassin-Bleu zapoczątkował studium biblijne z księdzem, który nawet przyszedł na Pamiątkę. Jednakże mer miasta próbował go zniechęcić, mówiąc: „Przecież ojciec skończył studia. Nie przystoi ojcu siadać przed tym prostym Świadkiem Jehowy i przyjmować od niego nauki”. W końcu duchowny przestał studiować.
Potem jednak założono studium z najstarszą córką mera — Josette. Mimo sprzeciwu ojca zdecydowanie opowiedziała się po stronie prawdy i dała się ochrzcić. Po pewnym czasie w jej ślady poszły siostry. Wprawdzie mer się na to nie zdobył, ale stał się przychylny dla Świadków. Obecnie Josette jest pionierką stałą i żoną starszego.
Fałszywe pogłoski utrudniały braciom wynajmowanie sal na zgromadzenia obwodowe. Dlatego wybudowano w dzielnicy Mariani w Port-au-Prince skromną Salę Zgromadzeń. Zaczęto z niej korzystać w 1970 roku, ale ponieważ co roku przybywało obecnych, trzeba ją było rozbudować. Wprawdzie pod dachem z blachy falistej panował upał, ale grono 2049 głosicieli, którzy w 1970 roku złożyli sprawozdanie ze służby, i tak się cieszyło, że mają gdzie się zgromadzać.
Haitańczyk wraca z zagranicy, by nieść pomoc
W tamtym okresie coraz więcej mieszkańców Haiti wyjeżdżało do Ameryki Północnej. Strużka emigrantów sącząca się w latach sześćdziesiątych zamieniła się pod koniec lat siedemdziesiątych w istną rzekę podróżnych, odpływających z Haiti lichymi łodziami. Na początku lat sześćdziesiątych w Nowym Jorku przebywało już tylu Haitańczyków, że mógł tam powstać francuskojęzyczny teren misjonarski. W 1969 roku utworzono pierwszy zbór francuski, z którego przybył potem na Haiti brat Michel Mentor.
W 1966 roku ten Haitańczyk osiadły w USA zaczął studiować ze Świadkami Jehowy. Robił szybkie postępy i w 1967 roku dał się ochrzcić. W roku 1971 ukończył Szkołę Gilead i otrzymał przydział do Haiti w charakterze nadzorcy oddziału. Ów krępy, 34-letni wówczas kawaler był życzliwy i potrafił umiejętnie przewodzić. Jego przybycie powitano z tym większym zadowoleniem, że starania o wpuszczenie do kraju misjonarzy kończyły się fiaskiem.
Również inni Świadkowie przyjeżdżali na własną rękę, chcąc pełnić służbę pionierską tam, gdzie są większe potrzeby. W 1972 roku Towarzystwo postanowiło sprawdzić, jak wygląda sytuacja, i skierowało tam czterech nowych absolwentów Gilead. Jednakże wysoki urzędnik, po uzgodnieniu z ministrem spraw wewnętrznych, oświadczył, że jeśli po upływie ważności wiz turystycznych nie opuszczą Haiti, staną przed sądem. Udali się więc do Portoryko, by poczekać na nowy przydział. Wkrótce po ich wyjeździe ów urzędnik zmarł. Trzy miesiące później wspomniany minister popadł w niełaskę, został zdymisjonowany i wyemigrował.
Nieoczekiwany obrońca
Sprzeciw podnosili najczęściej urzędnicy inspirowani propagandą kleru lub podatni na jego wpływ. Niektórymi kierowało zwykłe uprzedzenie. Ich działania nie odzwierciedlały jednak stanowiska rządu. Ówczesny prezydent Haiti, który w tym okresie akurat zmarł, studiował w młodym wieku ze Świadkami Jehowy. Chociaż obrał inną drogę życiową, dalej żywił dla braci szacunek. Swą uczciwością, neutralnością w sprawach politycznych oraz przestrzeganiem prawa Świadkowie budzili podziw także innych czołowych osobistości. Na przykład pewien pionier opowiedział takie doświadczenie:
„Kiedy w Port-au-Prince proponowałem czasopisma dwom mężczyznom, jeden z nich się wyraził: ‚Gdybym miał władzę, powsadzałbym wszystkich Świadków Jehowy do więzienia’. Zanim zdążyłem się odezwać, głos zabrał drugi człowiek, który był ministrem. Powiedział owemu mężczyźnie, że na podstawie obserwacji z podróży i uroczystości religijnych doszedł do wniosku, iż wszystkie religie poza Świadkami Jehowy włączyły do swego kultu spirytyzm. Następnie dodał: ‚Świadkowie Jehowy natomiast praktykują czysty chrystianizm’”.
Poszukiwania większego obiektu na Biuro Oddziału
Haitańskie Biuro Oddziału Towarzystwa nie miało własnej siedziby, co zdaniem niektórych obniżało rangę dzieła wykonywanego przez Świadków Jehowy i zacierało jego odrębność. W 1971 roku pewien prawnik wynajął Towarzystwu dom przy Rue St.-Gérard. Ale gdy się dowiedział, że podpisał umowę ze Świadkami Jehowy, nie chciał jej przedłużyć.
Po usilnych poszukiwaniach innego miejsca przeniesiono Biuro Oddziału do budynku przy Rue Chérièz w Canapé-Vert. Funkcjonowało tam przez cztery lata, dopóki w 1975 roku nie przeprowadzono się do Delmas. Jednakże i ten obiekt okazał się za mały jak na nasze potrzeby. Michel Mentor wspomina: „Zapasy literatury musieliśmy przechowywać w pokojach mieszkalnych, w recepcji i na schodach. Nadzorca strefy poradził nam więc rozejrzeć się za innym miejscem, w związku z czym zaczął dojrzewać pomysł, żeby znaleźć plac i coś wybudować”.
Chwaleni przez jednych księży, potępiani przez drugich
W 1968 roku bracia otrzymali książkę Prawda, która prowadzi do życia wiecznego. Z zapałem zaczęli się nią posługiwać. Pomogła im pozyskać dla prawdy biblijnej serca wielu młodych ludzi. Nawet niektórzy duchowni wykorzystywali materiał z tej książki do swych kazań, pomijając jedynie imię Jehowa.
Co więcej, w 1972 roku pewien ksiądz katolicki z Port-au-Prince wystawił ów podręcznik w tamtejszej katedrze i powiedział: „Jeżeli Świadkowie Jehowy zaproponują wam tę niebieską książeczkę, to ją weźcie. Ona zawiera prawdę”. Jego wypowiedź ogromnie zdziwiła pewną kobietę, która sprzeciwiała się synowi będącemu Świadkiem. Po powrocie do domu spytała, czy Świadkowie Jehowy mają niebieską książeczkę. Kiedy przytaknął, wspomniała o słowach duchownego, zgodziła się na studium zaproponowane przez syna, a po jakimś czasie dała się ochrzcić.
Jednakże przerzedzanie się trzody wiernych doprowadzało większość księży do wściekłości. Zaczęli krytykować z ambon książkę Prawda. Pastorzy protestanccy, tacy jak Evane Antoine, Louis Désiré oraz inni, zaczęli opracowywać audycje radiowe wymierzone przeciw Świadkom. Każdego niedzielnego popołudnia w pewnym programie radia MBC w Port-au-Prince pastor Antoine ze zjadliwą satysfakcją krytykował ów podręcznik zdanie po zdaniu i wyzłośliwiał się nad naukami Świadków Jehowy. Chciał w ten sposób zniechęcić słuchaczy do książki Prawda.
Skutek był jednak odwrotny. Ludzie zainteresowali się krytykowaną publikacją, toteż w latach 1972-1975 rozpowszechniono mnóstwo egzemplarzy tej książki. Nierzadko przechodnie zatrzymywali głosicieli na ulicy, pytając o „ti liv po ble a” (książeczkę w niebieskiej okładce). Wiele takich osób zostało Świadkami Jehowy.
Wspomniane programy radiowe sprawiły, że sympatii do Świadków Jehowy nabrali także wysocy urzędnicy państwowi. Rodrigue Médor wspomina:
„Razem z Michelem Mentorem zostaliśmy wezwani przez ministra do spraw wyznań, żeby omówić kwestię pozdrawiania sztandaru. Minister rozpoznał we mnie swego krawca i powiedział: ‚Czy to przez pana mamy tyle kłopotów?’ Potem nawiązał do wystąpień radiowych pastora i zapytał: ‚Dlaczego się nie bronicie?’ Wyjaśniłem, że unikamy publicznych dysput, gdyż jedynie uwłaczałyby godności głoszonego przez nas orędzia”.
Świadkowie Jehowy na falach eteru
Niemniej w kwietniu 1973 roku Radio Haiti zaczęło nadawać w każdą środę wieczorem półgodzinny program Towarzystwa, zatytułowany „Słowo Twoje jest prawdą”. Miał on na celu bliżej zapoznać ze Świadkami Jehowy oraz rozwiać uprzedzenia, które się zrodziły pod wpływem szkalujących audycji. W programie nie polemizowano z wypowiedziami pastorów, lecz poruszano takie tematy, jak przyszłość ziemi, zamierzenia Boże oraz życie rodzinne. Materiał czerpano z publikacji Towarzystwa, na przykład z Przebudźcie się! i z książki Czy Biblia rzeczywiście jest Słowem Bożym? Dzięki temu program stał na wyższym poziomie niż audycje pastorów i zyskał aprobatę oraz uznanie słuchaczy.
Program ów, za którego emisję trzeba było płacić, przestano nadawać w listopadzie 1974 roku, kiedy już osiągnął swój cel. Ludzie zdążyli bowiem dostrzec, że Świadkowie Jehowy potrafią skutecznie się bronić. A książka Prawda dalej cieszyła się zdumiewającym powodzeniem.
Jednakże duchowni oraz osoby pozostające pod ich wpływem ponowili atak, nadając znowu rozgłos kwestii pozdrawiania sztandaru w szkołach. W niektórych gazetach ukazały się artykuły przedstawiające Świadków w niekorzystnym świetle. Toteż władze powtórnie się tym zainteresowały. Członkowie rządu wezwali Rodrigue’a Médora i powiedzieli mu, że to ich trochę niepokoi. Ponieważ jednak dobrze znali i szanowali brata Médora, więc przeszli nad tą sprawą do porządku dziennego.
Kłopoty z Salami Królestwa
Kilku urzędników, powodowanych zazwyczaj lojalnością wobec kościoła, zaczęło stwarzać braciom trudności. Wykorzystując fakt, iż Świadkowie Jehowy nie mieli na Haiti osobowości prawnej, hamowali wydawanie zezwoleń na budowanie Sal Królestwa. Ale odpowiednich miejsc zgromadzeń brakowało głównie z przyczyn finansowych. Zbory nie mogły sobie pozwolić na postawienie własnej sali, toteż wypożyczały małe, skromne budynki, zazwyczaj pozbawione podstawowych wygód. Niektórym ludziom przeszkadzało to w przychodzeniu na zebrania. Jednakże z pewnych szczególnych okazji zbierało się sporo osób. Na przykład w 1975 roku w zborze liczącym 100 głosicieli na Pamiątce było ponad 400 obecnych. Większa część przybyłych nie zmieściła się w sali. Koniecznie trzeba było coś wymyślić, żeby budować Sale Królestwa.
Niektórym zborom udało się pożyczyć pieniądze od zamożniejszych braci, później Ciało Kierownicze ogłosiło postanowienie ułatwiające finansowe wspieranie budowy Sal Królestwa. Odkąd w 1978 roku wprowadzono je w życie, wzniesiono wiele pięknych miejsc zgromadzeń.
Komitet Oddziału
W 1976 roku powołano Komitet Oddziału. Pierwotnie tworzyli go: Michel Mentor, Sénèque Raphaël oraz Défense Joseph, który w 1962 roku dał się ochrzcić, a po 11 miesiącach zaczął usługiwać jako pionier specjalny. W 1977 roku w skład komitetu wszedł Rodrigue Médor. Trzy lata później Défense Joseph zamieszkał w USA, żeby się zająć obowiązkami rodzinnymi.
Kiedy w 1978 roku wydano w języku francuskim broszurę Krew, medycyna a prawo Boże, Komitet Oddziału poprosił Wilnera Emmanuela o nawiązanie kontaktu z Wydziałem Medycznym Uniwersytetu Haitańskiego. Dziekan zebrał studentów i pozwolił Wilnerowi wyjaśnić stanowisko Świadków Jehowy w kwestii krwi. Po wykładzie słuchacze chętnie przyjęli po egzemplarzu broszury. Wielu z nich jest już teraz lekarzami i szanuje wolę Świadków Jehowy, którzy nie zgadzają się na transfuzję.
 
 
Arius 
badacz Biblii


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 25 Lut 2008
Posty: 4947
Skąd: kosmopolita
Wysłany: 2009-12-31, 14:50   

Cytat:
Długo oczekiwany przyjazd nowych misjonarzy
W maju 1981 roku na Haiti nareszcie mogło przyjechać i uzyskać wizę pobytową małżeństwo misjonarzy — John i Inez Normanowie. Przedtem odwiedzali zbory w Kanadzie, gdzie bardzo skutecznie pełnili służbę kaznodziejską. Na temat metod, jakich John używa w czasie głoszenia, jeden z nadzorców okręgu powiedział: „Współpraca z nim dostarcza ciekawych przeżyć, ponieważ nigdy nie wiadomo, co wymyśli w drodze z jednego mieszkania do drugiego. Jest bardzo pomysłowy”.
John urodził się w 1940 roku na Montserrat w Małych Antylach, a wychowywał się w Kanadzie. Jego rodzice usługiwali w Liberii, na terenach, gdzie były większe potrzeby. Przyjął chrzest w roku 1954, a cztery lata później został pionierem. W 1968 roku służbę pionierską podjęła jego żona — z pochodzenia Kanadyjka.
Po przybyciu na Haiti oboje pracowali trochę jako pionierzy. W styczniu 1983 roku zaproszono ich do Betel, gdzie John otrzymał nominację na koordynatora Komitetu Oddziału. Przez 11 lat pracę Biura Oddziału dobrze nadzorował Michel Mentor. Później zaczął usługiwać jako nadzorca okręgu, a w miesiącach, w których nie ma zgromadzeń obwodowych, pełni specjalną służbę pionierską.
Do rozwoju dzieła Królestwa na Haiti przyczyniają się również inni misjonarze, pochodzący z Kanady, USA, Belgii, Francji, Nigerii oraz z różnych wysp Morza Karaibskiego. Kochają tutejszych mieszkańców i lubią głosić zarówno ubogim, tłumnie zamieszkującym domy stłoczone nad krawędziami rynsztoków, jak i bogatym, którzy żyją w okazałych budynkach. W głoszeniu drugim o nadchodzącym nowym świecie uczestniczą razem z misjonarzami członkowie każdej z tych grup społecznych — sędziowie, lekarze, inżynierowie, biznesmeni, rzemieślnicy, kupcy i robotnicy.
Służenie tam, gdzie są większe potrzeby
Prócz misjonarzy działa na Haiti sporo osób, które przyjechały tu z własnej inicjatywy, aby służyć tam, gdzie są większe potrzeby. Do tego grona należą Maxine Stump i Betty Wooten, które owocnie pracowały w Thomassin i Pétion-ville. Wielu sądziło, iż w tej pierwszej miejscowości, znajdującej się pod opieką Maxine, nikt nie zostanie Świadkiem.
Mając 55 lat, Maxine zaczęła już odczuwać dolegliwości swego wieku. Ponadto odszedł od niej mąż, który porzucił także organizację Jehowy. Ale choć w tym górzystym rejonie napotykała sprzeciw, wytrwała tam 23 lata. Kiedy mówiła po francusku czy po kreolsku — a nie znała biegle tych języków — brzmiało to bardziej jak angielski. Być może ludzie musieli uważniej słuchać, żeby ją zrozumieć, niemniej dzięki szczerości i serdecznemu zainteresowaniu pozyskiwała ich sympatię. Wiele osób, z którymi studiowała, zostało Świadkami. Stałą służbę pionierską pełniła w Thomassin aż do roku 1992, kiedy to skończyła 75 lat i nie dawała już rady chodzić po górach. Wróciła więc do USA na leczenie, a obecnie jest pionierką na Florydzie.
Betty Wooten pracowała jako pionierka od dnia swego chrztu w 1962 roku. Wcale jednak nie wiedziała, że należy złożyć jakiś wniosek! Nominację otrzymała dopiero w roku 1967. Odkąd przybyła na Haiti, działa w Pétion-ville jako pionierka specjalna. Ta 57-letnia czarnoskóra kobieta tryskająca entuzjazmem w rzeczywistości wygląda znacznie młodziej. Czasami z takim przejęciem objaśnia ludziom Biblię, że zamiast mówić w języku kreolskim, którym nie włada zbyt swobodnie, zaczyna bezwiednie posługiwać się angielskim. Ponieważ jednak przedstawia prawdę z przekonaniem, dobitnie argumentując, ludzie ją słuchają i reagują przychylnie.
Kiedy w 1982 roku Inez i John Normanowie odwiedzili kanadyjskie Biuro Oddziału, ktoś z Działu Prenumerat zapytał: „Kto to jest Betty Wooten?” Dział ten obsługiwał bowiem dziesiątki pozyskanych przez nią prenumeratorów czasopism. Czemu zawdzięcza takie powodzenie? Stale głosi. Więcej świadczy nieoficjalnie niż oficjalnie. W sklepach, restauracjach, na stacjach benzynowych — wszędzie i o każdej porze upatruje sposobności, żeby proponować czasopisma, książki, studia biblijne i pozyskiwać stałych czytelników. Kiedy spogląda wstecz na 22 lata spędzone na Haiti, bardzo się cieszy, że pomogła podjąć służbę dla Jehowy przeszło 70 osobom!
Obecnie w Pétion-ville istnieją cztery zbory, w Thomassin dwa i jeden w Kenscoff — w sumie siedem zborów, które w 1993 roku skupiały prawie 700 głosicieli i działały na terenie należącym niegdyś do jednego zboru.
Houngan znajduje prawdę
W wiosce Labiche został Świadkiem Jehowy houngan, czyli kapłan wudu. Irilien Désir zapragnął dowiedzieć się czegoś o Bogu i porzucić wudu. Wyjawił swe odczucia księdzu katolickiemu, a następnie przyniósł mu swoje przybory rytualne. Ponieważ jednak nie uzyskał u niego pomocy duchowej, z powrotem zajął się wuduizmem.
W tym czasie napisali do niego synowie z Port-au-Prince i z zagranicy, którzy go poinformowali, że studiują ze Świadkami Jehowy, i zachęcili do tego samego. Irilien wybrał się więc konno do oddalonego o 50 kilometrów miasteczka L’Azile i odnalazł Świadków. Dwa razy w tygodniu przyjeżdżał do nich na studium i uczęszczał na zebrania. Zaczęły go dręczyć loas, czyli duchy, którym wcześniej służył, a nawet przepowiedziały mu śmierć. Miał zrobioną trumnę, ale oświadczył: „Już się nie boję śmierci. Wiem, że będzie zmartwychwstanie”. Wcale jednak wtedy nie umarł, toteż w trumnie przechowywał zebrane płody rolne.
Kiedy do Labiche skierowano pionierów, zaczął z nimi głosić i został ochrzczony. Potem ofiarował kawałek ziemi pod budowę Sali Królestwa. Lojalnie służył Jehowie aż do śmierci w 1989 roku.
Rewolucja, która nie zaprowadziła nowego świata
Ruchliwymi, wąskimi ulicami Port-au-Prince suną zazwyczaj sznury jaskrawo pomalowanych, zatłoczonych pojazdów. Ale w dniach od 5 do 8 grudnia 1985 roku samochody oraz ulice były jeszcze bardziej zapchane. Haiti gościło setki Świadków Jehowy z innych krajów. Przybyli oni na zgromadzenie „Ludu zachowującego prawość”, zorganizowane w Centre Sportif de Carrefour. Jakież zdumienie ogarnęło 4048 głosicieli, gdy wykładu publicznego „Na co wskazują czasy i pory, które wyznacza Bóg?”, wysłuchało 16 260 osób.
Dwa miesiące później, 7 lutego 1986 roku, rewolucja położyła kres 28-letniemu panowaniu Duvalierów. Ogarnięty entuzjazmem naród spodziewał się poprawy warunków. Ale w ciągu następnych sześciu lat rząd zmieniał się sześć razy, co pociągnęło za sobą dalszą ruinę gospodarczą i spadek stopy życiowej.
Budowa nowego Betel
Tymczasem haitańscy Świadkowie Jehowy wyczekiwali innego historycznego wydarzenia. Od listopada 1984 roku umiejętni ochotnicy z Ameryki Północnej oraz z innych rejonów świata pomagali im przy wznoszeniu na 4,5-hektarowej działce w miasteczku Santo, niedaleko Port-au-Prince, nowych obiektów Biura Oddziału. Zatrudniono haitańskich Świadków znających się na budownictwie, a setki innych dobrowolnie zgłosiło się do pracy. Kompleks Betel, zbudowany w kształcie litery U, składa się z pomieszczeń biurowych, magazynu literatury oraz piętrowych budynków mieszkalnych. W tym samym czasie wzniesiono też Salę Zgromadzeń.
Dnia 25 stycznia 1987 roku nastąpiło uroczyste oddanie do użytku tych obiektów. Przemówienie okolicznościowe wygłosił Charles Molohan z bruklińskiego Biura Głównego. Była to radosna, budująca uroczystość. Bracia są dumni z nowych budynków oddziału. A co sądzą o Sali Zgromadzeń? Zwięźle wyrażając odczucia wszystkich, Betty Wooten mówi: „Ten pięknie ukształtowany teren ozdabiają drzewa i kwiaty. Przy projektowaniu sali, wyposażonej w nowoczesne udogodnienia, uwzględniono tropikalny klimat Haiti. Lud Jehowy ma się czym chlubić”. Fulgens Gaspard, który w 1987 roku wszedł w skład tamtejszego Komitetu Oddziału, ceni sobie fakt, że „sala posiada dobrą wentylację, dzięki czemu można bez przeszkód wysłuchać programu”.
Głęboko doceniana literatura
W 1987 roku wydano w języku kreolskim broszurę Rozkoszuj się życiem wiecznym na ziemi! Bracia uznali ją za wspaniałe narzędzie ułatwiające ludziom wyobrażenie sobie nowego świata i rozpowszechniają mnóstwo egzemplarzy. Prócz tego broszura przydaje się na organizowanych po zborach kursach czytania i pisania, wydatnie przyczyniających się do zmniejszenia analfabetyzmu wśród tamtejszych Świadków Jehowy. W okresie od 1987 do 1992 roku na kursach tych, dostępnych także dla ludzi postronnych, nauczyły się czytać i pisać 1343 osoby.
Dzięki książce Będziesz mógł żyć wiecznie w raju na ziemi (w języku francuskim) tysiące osób zrozumiało Biblię, toteż podręcznik ten w dalszym ciągu cieszy się dużym powodzeniem. A w 1989 roku opublikowano w języku kreolskim broszurę „Ta dobra nowina o Królestwie”, która na Haiti jest szczególnie przydatna.
W 1989 roku wydano książkę Questions Young People Ask—Answers That Work (Młodzi ludzie pytają — praktyczne odpowiedzi), która cieszy się ogromnym zainteresowaniem nie tylko wśród młodych członków zboru. Inni młodzi ludzie często zatrzymują Świadków na ulicach i pytają o ten podręcznik. Sporo egzemplarzy rozpowszechniają w szkołach uczniowie i nauczyciele.
Nelly Saladin — młoda, energiczna nauczycielka z Canapé-Vert — w jednym miesiącu udostępniła uczniom swej szkoły ponad 100 książek Młodzi ludzie pytają. A nauczyciel z portu Jacmel zamówił kilka kartonów tej publikacji na nagrody dla uczniów. W wielu szkołach na podstawie tego podręcznika omawia się zagadnienia społeczne i kulturalne.
W 1990 roku właścicielka i dyrektorka szkoły zawodowej dla dziewcząt w Port-au-Prince zapytała siostrzenicę, czy nie ma pomysłu na nagrody dla uczennic. Ponieważ siostrzenica studiowała wtedy ze Świadkami Jehowy, zaproponowała książki: Młodzi ludzie pytają — praktyczne odpowiedzi, Droga do szczęścia w życiu rodzinnym oraz Twoja młodość — korzystaj z niej jak najlepiej. Zadowolona dyrektorka zamówiła od razu 40 publikacji, a po jakimś czasie następne — w sumie 301 sztuk. Niektóre z obdarowanych uczennic zostały Świadkami, a inne są obecnie nie ochrzczonymi głosicielkami.
Uznanie prawne
W 1989 roku związek reprezentujący Świadków Jehowy ponownie zyskał uznanie prawne. W roku 1962 Towarzystwu Strażnica cofnięto zgodę na posiadanie oficjalnego przedstawicielstwa. Ponieważ jednak konstytucja gwarantuje swobodę wyznania, Świadkowie Jehowy dalej byli uznawani jako religia. W minionych latach Rodrigue Médor wielokrotnie spotykał się z ministrami, ponawiając próby zalegalizowania związku Świadków Jehowy. Ale sprzyjający klimat wytworzył się dopiero po zmianie rządu w 1986 roku. Dział Prawny z Biura Oddziału wystąpił więc do nowych władz z prośbą o rejestrację. Wniosek został przyjęty i po kilku miesiącach L’Association Chrétienne les Témoins de Jéhovah d’Haiti (Chrześcijański Związek Świadków Jehowy na Haiti) uzyskał osobowość prawną.
Na łamach haitańskiego Dziennika Urzędowego z 20 lutego 1989 roku, powiedziano, że „po uwzględnieniu faktu, iż l’Association Chrétienne ‚LES TÉMOINS DE JÉHOVAH D’HAITI’ od wielu lat wnosi wkład w kształcenie szerokich mas na terenach wiejskich i miejskich naszego kraju, organizując kursy czytania i pisania”, związek uznano za „stowarzyszenie użyteczności publicznej”, któremu przysługują „prawa i przywileje związane z przyznaniem osobowości prawnej”.
Jest to o tyle ważne, że takiej organizacji wolno posiadać ziemię. Poprzednio działki pod budowę Sal Królestwa oraz budynków Biura Oddziału trzeba było kupować na osoby prywatne. Teraz tytuł własności można było przenieść na związek.
Przykładna postawa obywatelska
Świadkowie Jehowy pragną dopomóc ludziom zrozumieć, dlaczego Jezus nauczył swych uczniów się modlić: „Niech przyjdzie królestwo Twoje, niech się dzieje wola Twoja (...) na ziemi” (Mat. 6:10, Romaniuk). Wykazują swym życzliwym i cierpliwym rodakom, iż nie jest wolą Bożą, aby ludzie borykali się z głodem, chorobami i przemocą ani żeby starzeli się i umierali. Wyjaśniają, że Bóg chce, by na ziemi — a więc także na Haiti — nastał nowy świat, w którym zapanują rajskie warunki. Ponadto wychowują ludzi na praworządnych obywateli, prowadzących przyzwoite, uczciwe życie i pragnących znaleźć się w tym nowym świecie i żyć wiecznie.
Korzyści, jakich przysparza państwu działalność Świadków, dostrzega wiele osób. Kiedy w 1984 roku w Saint-Georges popełniono morderstwo, tamtejsi mieszkańcy zaczęli się ukrywać, bo policja zabierała ich na przesłuchania. Jednakże Świadkowie Jehowy dalej głosili, a policjanci pozwalali im swobodnie się poruszać. Jeden z funkcjonariuszy powiedział: „Świadkowie Jehowy zwiastują kres złych ludzi, nie mogli więc dopuścić się tego przestępstwa”.
W 1991 roku podczas zamieszek i demonstracji w Cité Soleil, dzielnicy Port-au-Prince, dwie młode siostry świadczyły na tym samym terenie, na którym ludzie zaczęli grabić cudze mienie. Kiedy na końcach wąskiej uliczki stanęli dwaj żołnierze, rabusie musieli koło nich przejść, obrywając przy tym biczem. A co z siostrami? Żołnierz, do którego podeszły ze Strażnicami w rękach, rozpoznał w nich Świadków i przepuścił, nie tykając nawet palcem. Następnych ludzi znowu zaczął chłostać. W 1991 roku pewien oficer z Thomassique oświadczył: „Wiem, że młodzi Świadkowie Jehowy nie wzięliby udziału w tych rozruchach, demonstracjach ani grabieżach”.
Pierwsza Sala wybudowana metodą szybkościową
Liczący 14 głosicieli zbór z wioski Bidouze, leżącej na południu, jako pierwszy zbudował Salę Królestwa metodą szybkościową. Wznoszono ją cztery dni. W czwartek 1 listopada 1990 roku, po zakończeniu wielu prac przygotowawczych, mimo ulewnego deszczu przystąpiono do budowy. Każdego dnia u boku miejscowych braci trudziło się 18 współwyznawców z Port-au-Prince, a niektórzy pracowali aż do późnych godzin nocnych przy świetle księżyca i lampy gazowej. Budynku nie wznoszono z gotowych elementów, lecz z 1500 bloczków betonowych. Niemniej w niedzielę o godzinie pierwszej po południu w świeżo pomalowanej sali mogło się odbyć inauguracyjne zebranie, składające się ze skróconego studium Strażnicy oraz wykładu okolicznościowego. Programu wysłuchało 81 osób.
Jak oświadczył przedstawiciel komitetu budowlanego przy Biurze Oddziału, dla zborów wiejskich można stawiać metodą szybkościową skromne Sale za niecałe 5000 dolarów. Jest to o tyle istotne, że tamtejsi bracia dysponują bardzo skromnymi środkami.
Potrzeba coraz więcej Sal. W okresie od 1990 do 1993 roku szeregi Świadków wzrosły o ponad 1900 osób. W czerwcu 1993 roku zanotowano nową najwyższą liczbę 8392 głosicieli, skupionych w 174 zborach. Z sześciu zgromadzeń okręgowych pod hasłem „Pouczani przez Boga” (odbywających się w 1993 roku) skorzystały 19 433 osoby. Na Pamiątkę w kwietniu 1993 roku przybyło 44 476 osób. Obecnie w Carrefour, gdzie powstał pierwszy zbór w pobliżu Port-au-Prince, Świadkowie Jehowy stanowią najliczniejszą grupę wyznaniową.
Oczekiwanie na nowy świat
Naprawdę coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę, że jedyną nadzieją na usunięcie nieszczęść trapiących mieszkańców ziemi jest Królestwo Boże oraz że wysiłki zmierzające do naprawienia tego starego świata przynoszą jedynie krótkotrwały skutek. Toteż osoby te z radością przyjmują „dobrą nowinę o Królestwie” — dobrą nowinę o lepszym świecie (Mat. 24:14, NW).
Świadkowie Jehowy na Haiti ogromnie się cieszą, że mogą pomagać tym ludziom prowadzić już teraz lepsze życie, ucząc ich stosowania się do Słowa Bożego oraz zaszczepiając w nich niezawodną nadzieję na życie wieczne w sprawiedliwym nowym świecie ustanowionym przez Jehowę.
(yb1994)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 10