Forum biblijne Strona Główna Forum biblijne
FORUM ZOSTAŁO PRZENIESIONE. ZAPRASZAMY www.biblia.webd.pl

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Kiedy niemożliwe jest żyć, a umrzeć, nie udaję się
Autor Wiadomość
CZEK0LADA
[Usunięty]

Wysłany: 2007-10-08, 10:11   Kiedy niemożliwe jest żyć, a umrzeć, nie udaję się

Tatiana Gałuszko




Kiedy niemożliwe jest żyć, a umrzeć nie udaje się.
Co robić, gdy życie zamieniło się w piekło?


Od tłumacza

Dziękuję autorce, za przywilej przetłumaczenia jej świadectwa i zgodę na zamieszczenie obszernych fragmentów tej książki.




Od autora


Do napisania tej książki pobudziło mnie pragnienie usunięcia bólu z ludzkich serc. Pragnę, aby mogli ją przeczytać wszyscy, którzy noszą rany w swoim sercu, niezależnie od wieku, miejsca i statusu społecznego – dzieci, ich rodzice i nauczyciele, mężowie i żony, wierzący i niewierzący.
Wierzę, że moje szczere opowiadanie o wszystkim, co zdołałam przeżyć, pomoże wielu doświadczającym w swoim życiu poniżenia, odrzucenia i przemocy w jakichkolwiek ich przejawach, pomoże uwolnić się od bólu.
Wielu ludzi w kościele, a tym bardziej w świecie, żyje we wstydzie i w strachu. Nie są wolni. Dlatego bardzo pragnę, aby poprzez tę książkę Bóg przybliżył się do nich. Przecież gdzie Duch Pański - tam wolność. Ludzie muszą otrzymać uwolnienie od swojej przeszłości.
Kiedy człowiek nie może wyzwolić się od wspomnień, od przeżytej przeszłości, wtedy zaczyna nią żyć. Ja byłam taką osobą przez długie lata postrzegającą wszystko co się dzieje przez pryzmat przeszłości. Wydawało mi się, że ludzie niewłaściwie na mnie patrzą, niewłaściwie przyjmują, że każdy chce dla mnie źle, że myślą tylko o tym, aby mnie bardziej obrazić. Z powodu emocjonalnych i psychicznych ran w sercu cierpi nie tylko dany człowiek, ale także jego otoczenie. Tak samo jest, gdy zranisz się w palec - boli całe ciało. Człowiek, który nosi w sobie ból z przeszłości, nie może stawić czoła życiu, gdyż nie potrafi patrzeć na siebie w nowy sposób. Na przykład, gdy w moim życiu pojawił się człowiek, który szczerze mnie pokochał, nie umiałam uwierzyć w to, ponieważ moja przeszłość mówiła, że nie jestem godna miłości. I tak w każdej sferze życia – gdy przeszłość trzyma człowieka, to on w istocie nie żyje. Właśnie w tej książce pragnę - na przykładzie swojego życia – pokazać, skąd biorą się korzenie „ciemnej” przeszłości, nie pozwalające w pełni żyć. Wszystko zaczyna się w dzieciństwie. Moje serce woła do dorosłych: pomóżcie dzieciom! W waszych rękach jest ich przyszłość, która z czasem stanie się ich przeszłością. Jaka będzie ta przeszłość, zależy w dużej mierze od nas, dorosłych. Otoczcie dzieci swoją miłością, przecież one są tak bezbronne!
Często widziałam jak inne mamy przychylnie odnosiły się do swoich dzieci, ale w mojej rodzinie tak nie było. Nigdy nie słyszałam od swojej rodziny łagodnych słów. Za błahe przewinienie mama biła mnie. Czułam się niepotrzebna i niekochana. Nie rozumiałam, po co się urodziłam. Poczucie odrzucenia i brak miłości od najwcześniejszego dzieciństwa, doprowadziły mnie do piekła. I tylko Pan wypełnił brakującą miłość w moim sercu i przywrócił mnie życiu. Pragnę zapobiec upadkom dzieci na dno. Nie chcę, aby choćby jedno dziecko na świecie doświadczyło tego, co mnie przyszło wycierpieć. Pragnę, aby każde dziecko było kochane. Aby każde dziecko ceniło siebie jako osobę. Modlę się o to i moje serce płacze.
Gdy pracowałam nad tą książką, mówiłam i nie przestanę powtarzać: Boże, dotknij każdego człowieka – małego i dorosłego, uzdrów i zmień ich serca. Wierzę, że dla Boga to jest możliwe. Ponieważ On mógł zmienić mnie, odbudować moje zniszczone od fundamentów życie, On może zrobić to także dla innych.

Tatiana Gałuszko
___________________________________________________________________________







Rozdział 1
_________________

Początki.
Dzień narodzin – smutne święto


Jeśli dla kogoś te słowa stają się prawdziwe z biegiem czasu, to dla mnie były prawdą od najwcześniejszych lat.
Mojego urodzenia nie chcieli najbliżsi mi ludzie. Kiedy mama nosiła mnie pod sercem, mój ojciec bił ją, celując dokładnie w brzuch, aby spowodować poronienie. Jednak dzięki łasce Bożej zostałam urodzona na ten świat. Ojciec nie przebaczył tego ani mnie, ani mojej mamie. Kiedy przychodził pijany do domu /a nigdy nie przychodził trzeźwy/, zawsze chowałam się przed nim pod stół. Mama nie miała się gdzie chować. Na moich oczach ojciec bił ją nie zwracając uwagi na jej krzyki i płacz. Pora dnia do takich porządków nie miała znaczenia – pokoju nie było czasami i nocą. Gdy patrzyłam na to wszystko, pojawiała się we mnie nienawiść wobec ojca i pragnienie, aby jak najszybciej urosnąć, kupić pistolet i zabić go.
Pewnego razu w dzień moich urodzin ojciec przyszedł nie wiadomo dlaczego trzeźwy.

Nie zaczął krzyczeć i bić mnie i mamę, jak zwykle, ale podarował mi w prezencie torebkę cukierków „Wieczorny Kijów”, które w tym czasie były towarem deficytowym, i obiecał kupić rower.
Otworzywszy torebkę znalazłam w niej zaledwie trzy cukierki, ale zapamiętałam je na całe życie, ponieważ okazały się jedynym prezentem, jaki otrzymałam od taty.
Wkrótce ojciec rzucił nas, pozostawiając w sercu moim i mamy uczucie odrzucenia, ból i nienawiść.

Mama – czułe słowo…

Światło księżyca przebijające poprzez zasłonkę oświeca sylwetkę kobiety pochylonej nad swoim dzieckiem. Jej cichy łagodny głos przynosi sen, rozwiewając wszystkie dziecięce lęki. Maleństwo czuje się bezpieczne i zamyka oczki. Ono wie, że jeśli mama jest blisko, to wszystko jest dobrze. Obce , niestety , są mi takie doznania. Mama nigdy mnie nie całowała, nie obejmowała, nie mówiła, że kocha, a tym bardziej nie śpiewała mi przed snem kołysanek. Pracując w przedszkolu, całą swoją miłość oddawała cudzym dzieciom, a dla mnie nie starczało jej ani siły, ani pragnienia. Kiedy mama przychodziła z pracy, musiałam iść do swojego pokoju i nie przeszkadzać jej. Po odejściu ojca mama zaczęła dużo pić. Pamiętam jak kiedyś sąsiedzi przynieśli ją do domu pijaną i szarpiącą się histerycznie. Ona albo chciała, albo naprawdę rzuciła się pod samochód.
Oskar Wilde powiedział, że najlepszy sposób, aby dobrze wychować dzieci, to uczynić je szczęśliwymi. Jednak szczęśliwymi mogą uczynić dzieci tylko szczęśliwi rodzice. Moja mama była nieszczęśliwa… Prawdą jest, że pojęłam to dopiero, kiedy Bóg dotknął mnie.
To jednak było potem, a na razie byłam maleńką istotą, nieustannie bitą i poniżaną przez najbliższych ludzi, stopniowo zmieniającą się w zwierzątko. Z przedszkola zabierali mnie ostatnią. Dlatego mogłam obserwować jak inni rodzice, przychodząc po dzieci, obejmowali je, całowali i mówili dobre słowa. Z tego powodu moje serce cierpiało. Nie pamiętam ani jednego święta, na które by przyszła moja mama, chociaż ja zawsze prosiłam ją o to. W odpowiedzi słyszałam tylko jedno: „A ty co, nie rozumiesz? Mam pracę.” Nie chciałam brać udziału w występach, ponieważ wiedziałam, że na mnie nikt nie popatrzy, nikt nie powie: „Córuchna, zuch jesteś! Mądre dziecko!” W takie dni zawsze ryczałam, ponieważ wówczas dotkliwiej odczuwałam odrzucenie, które było we mnie od samego urodzenia. Kiedy ojciec nas opuścił, mama ostatecznie straciła grunt pod nogami i zaczęła pić. Teraz w ogóle przestała zajmować się bratem i mną. Kiedy brat cokolwiek przeskrobał, to za wszystko obwiniał mnie, a mama nie dochodząc prawdy, kto zawinił, a kto nie, zawsze biła mnie. Moje życie było podeptane. Szczerze nie mogłam zrozumieć: po co zostałam urodzona, skoro znęcano się nade mną i poniżano mnie? Opowiadanie mamy, że urodziłam się „w czepku”, było dla mnie zbawiennym faktem. Przecież, według wierzeń ludowych, takich ludzi oczekiwał szczęśliwy los. W najstraszniejszych chwilach mojego życia przypominałam sobie o tym znaku losu i wierzyłam w to, że kiedyś tak czy inaczej będę szczęśliwa. Dodawało mi to sił, aby żyć dalej.
„Przywiązanie – to dążenie do bliskości z drugim człowiekiem i staranie się, aby tę bliskość ocalić… - czytam w jednym z podręczników psychologii. – Dla dzieci jest to życiowa konieczność w dosłownym znaczeniu tego słowa: małe dzieci, pozostawione bez emocjonalnego ciepła, mogą umrzeć, bez względu na normalne doglądanie, a u starszych dzieci może być zaburzony proces rozwoju. Odrzucone dzieci są nieszczęśliwe emocjonalnie…” Niestety, to jest prawda. Nie umiałam współżyć z ludźmi sądząc, że w świecie zwycięża silniejszy i we wszystkim prym wiodą pięści. Nie zastanawiałam się nad tym, że do człowieka można odnosić się z miłością – przecież ja jej nigdy nie zaznałam. Jeśli ktoś próbował mi pomóc, odbierałam to jako naśmiewanie się ze mnie. Wydawało mi się, że w tym momencie jestem słaba. Byłam przekonana, że największa siła polega na tym, że kiedy jesteś chory, pokazujesz, że nie jesteś chory; kiedy chce ci się płakać, wstrzymujesz łzy. Nauczył mnie tego mój starszy brat. On bił mnie i przy tym nakazywał milczeć i nie płakać. Jeśli w moich oczach pojawiały się łzy, zaczynał bić mnie jeszcze mocniej.
„Wyróżnia się następujące typy zakłóconego przywiązania - czytam dalej. – Zdezorganizowane – to dzieci, które nauczyły się radzić sobie w życiu łamiąc wszelkie zasady i przekraczając granice w ludzkich relacjach, wyrzekając się przywiązania na korzyść siły - one nie potrzebują aby je kochano, one wolą aby się ich bano. Jest to charakterystyczne dla dzieci podlegających przemocy i systematycznemu surowemu traktowaniu, nie mających doświadczenia przywiązania” . Te zdania powodują zadumę i ponowny powrót myślą do mojego dzieciństwa. Oto piękna lalka Anita w jasnoróżowym ubranku, którą ze wszystkich sił biję głową o podłogę. Nienawidzę jej, ponieważ mama pozwala mi się nią bawić tylko wtedy, kiedy jestem grzeczna / a to zdarza się niezwykle rzadko/. Dlatego tak bardzo upragniona zabawka jednocześnie stała się znienawidzoną. Gdyby nie jej uroda na pewno częściej pozwalaliby mi pobawić się nią. Dlatego masz! A oto biję przywiązanego do mnie psa, który żyje z nami w domu. To prawda, że kiedy on zaczyna skomleć i wyć, rozwiązuję go, płaczę i żałuję. A oto teraz moja wychowawczyni w przedszkolu rano przychodzi na zajęcia grupy i widzę w jej uszach kolczyki. Mam wielką ochotę pociągnąć za nie, ale ona prosi mnie, abym tego nie robiła, ponieważ uszy dopiero co przekłute i nawet niewielkie dotknięcie może spowodować ból. Odsuwam się , ale wypatrzywszy chwilę, dobieram się do niej na kolana i ze wszystkich sił ciągnę za ucho… Do tej pory z drżeniem wspominam to zdarzenie i nie wiem dlaczego tak postąpiłam. Może chciałam pokazać, jaki ból sama noszę w sobie? A dlaczego zaczaiwszy się w zakątku toalety, wyczekuję na opiekunkę i jak tylko pojawia się w zasięgu mojej ręki, biję ją szczotką do podłogi po głowie? Tak staram się wymierzać sprawiedliwość. Godzinę wcześniej ta kobieta zbiła mnie mokrą ścierką do podłogi za to, że nie mogłam zasnąć podczas leżakowania. Kiedy ona mnie biła, bardzo źle się czułam i myślałam: „Dlaczego wszyscy mnie biją? W domu – mama i brat, tutaj – ta cudza ciocia?” Ale to nikogo nie interesuje. W odpowiedzi na mój akt protestu przeciwko przemocy otrzymuję od „cudzej cioci” jeszcze jedną porcję, tylko bardziej wyrafinowanej kary. Opiekunka zdejmuje ze mnie majteczki i stawia do kąta, podniósłszy sukienkę, aby wszystkie dzieci mogły zobaczyć moją gołą pupę. Nie mogę słowami wyrazić wszystkich tych uczuć, których wówczas doświadczyłam stojąc w kącie. Odczuwałam silną niesprawiedliwość wobec siebie, w myślach zadając tylko jedno pytanie: „Dlaczego nikt mnie nie kocha?”. Jedno wielkie pytanie. Nie otrzymując na nie odpowiedzi, zmęczona nieustannym poniżaniem i przemocą fizyczną, pewnego razu wyszedłszy na spacer, postanowiłam uciec. Niepostrzeżenie wydostałam się z przedszkola, trochę pochodziłam po ulicach, a potem jednak wróciłam. Tam na mnie już czekali. Otrzymawszy porcję szturchańców, postanowiłam uciec ostatecznie i bezpowrotnie, ale w korytarzu spotkałam się z kierowniczką i wychowawczynią, które razem, w dosłownym sensie tego słowa, zaczęły mnie szarpać. Biłam się z dwiema dorosłymi kobietami gryząc i drapiąc, a miałam zaledwie pięć lat. „Nienormalne dziecko” - został wydany wyrok przez pedagogów. Nie poszczęściło mi się – ani rodzice, ani wychowawcy nie chcieli dociec, dlaczego tak się zachowuję. Oni reagowali na moje postępowanie nie próbując zrozumieć, co dzieje się w moim maleńkim sercu.
A wy mieliście do czynienia z takimi dziećmi? Albo , być może, wasze własne dzieci zachowują się wyzywająco, szokując i was i otoczenie? Zatem pozwólcie pomóc sobie w poznaniu tego co się dzieje, ponieważ nie chcę, aby chociaż jedno dziecko doświadczało tego, co mnie przyszło przeżyć w moim życiu. Chcę, abyście zrozumieli, czego potrzebują wasze dzieci.
Najlepsze, co możemy dać naszym dzieciom, - to nauczyć je kochać siebie.
Luiza Hej.

Negatywne postępowanie dziecka zawsze spowodowane jest tym, że nie zwracają na niego uwagi i dziecko czuje się niekochane. Oczywiście, kiedy byłam mała i zachowywałam się agresywnie, to nie rozumiałam, że w ten sposób szukam miłości i uwagi. Tę lekcję przyswoiłam sobie później na przykładzie mojej własnej córki
Wielu rodziców sądzi, że dla dziecka ważne jest, aby było nakarmione, ubrane i otrzymało wykształcenie. W rzeczywistości dziecko potrzebuje uwagi i kontaktu z nim. Najważniejsze – porozmawiać z dzieckiem, pomóc mu w rozwiązaniu problemów pojawiających się w jego młodym życiu, poznać jego oczekiwania, marzenia, plany, projekty. To jest bardzo ważne, ponieważ każde Boże powołanie ujawnia się w rodzju marzenia albo pragnienia w wieku młodzieńczym. A przecież jednym z zadań rodziców, bardziej niż cokolwiek innego, właściwie głównym, a nawet jedynym, jest to, aby odkryć w dziecku jego powołanie i pomóc w jego realizacji. Całkiem niedawno Bóg przypomniał mi, jak w dzieciństwie bawiłam się w nauczyciela. Właśnie wtedy ujawniało się moje powołanie. Jeśliby moja mama poświęciła mi wówczas więcej czasu, zauważyłaby to. Oto dlaczego jest tak ważne, aby mieć kontakt ze swoimi dziećmi. Jeśli rozpoznacie od najmłodszych lat marzenia waszego dziecka, to będziecie mogli dokładnie korygować jego naukę i zainteresowania. Prawdą jest, że można pomylić się. Czasami dorośli chcą w swoich dzieciach zrealizować nie ich marzenia , a swoje nieodłączne, osobiste pragnienia. Moja mama chciała, abym stała się znaną pianistką. Ona dosłownie przywiązywała mnie do fortepianu i biła, gdy nie chciałam ćwiczyć. Co z tego wyszło? Znienawidziłam muzykę. Babcia chciała, abym została baletnicą i biła mnie, gdy nie chciałam tańczyć. Znienawidziłam tańczenie. Dziadek bił mnie, gdy nie chciałam śpiewać. Znienawidziłam śpiewanie. Jeśli rodzice rozumieliby, że dzieci kiedyś urosną i chociaż teraz są jeszcze małe, ale już stanowią indywidualności, to ich wzajemne relacje układałyby się inaczej.
Kiedy urodziłam córkę, myślałam, że urodziłam dla siebie zabawkę. Nie zastanawiałam się nad tym, że ona może mieć swoje własne uczucia, pragnienia, marzenia, że ona kiedyś urośnie. Nie interesowałam się jej zdaniem: jakie zabawka może mieć zdanie? Cały urok zabawek polega na tym, że możesz robić z nimi to wszystko, na co masz ochotę. Dlatego właśnie, gdy dziecko zaczyna przejawiać swoje własne uczucia i po swojemu reagować na otaczające go wydarzenia, u rodziców nie rozumiejących, że przed nimi znajduje się nie zabawka, ale człowiek (chociaż maleńki), może pojawić się burza emocji, często negatywnych, typu: „Ja ciebie urodziłem, to ja ciebie teraz zabiję!” Może dla kogoś to jest nie do pomyślenia, ale dzieci – to nie jest własność rodziców. Nie możemy ich osądzać, wydawać na nie wyroki. Dzieci – to są istoty, dla których indywidualnie jest Boże przeznaczenie. Każde z nich stanie się kimś w przyszłości. I to kim one się staną, a w szczególności – jakimi się staną, zależy od tego, na ile my szanujemy je jako osoby, gdy jeszcze są dziećmi.
Dzisiaj mówię do swojej córki: „Aniu, wierzę, że staniesz się wielkim człowiekiem. Wierzę, że ty pozostaniesz indywidualnością.” Piszę dla niej notatki, w których mówię o tym w co wierzę. I moje dziecko zmienia się w oczach. Oprócz tego wyrażam szacunek dla niej, gdy pozostawiam jej prawo wyboru, na przykład odnośnie koleżanek. Wyjaśniam jej czym prawdziwy przyjaciel różni się od pozornego, a nie po prostu zabraniam spotykać się z tym albo innym dzieckiem. Gdy moja mama zabraniała mi robić to czy tamto, nie wyjaśniając mi dlaczego, ja robiłam właśnie to, czego mi zabraniano.
W jaki sposób można pokazać dziecku, że się je szanuje? Proście o przebaczenie, gdy naprawdę nie macie racji. . Pewnego razu moja córka zadała mi pytanie: „Mamo, dlaczego ty cudze dzieci kochasz bardziej niż mnie? Innym dzieciom poświęcasz więcej czasu niż mnie.” Usłyszawszy to przypomniałam sobie , że dokładnie takie słowa mówiłam swojej mamie, gdy byłam mała. W moim sercu był taki sam ból, jak teraz w sercu mojej córki. „Aniu, wybacz mi” - odpowiedziałam. Wiecie, co jeszcze zauważyłam? Kiedy zaczęłam szanować swoje dziecko jako osobę, ona zaczęła szanować mnie. Tylko wówczas, gdy rodzice szanują swoje dzieci, mogą liczyć na to, że będą szanowani przez dzieci.
Dzieciom potrzebne są nie pouczenia, a przykłady.
Joseph Jubert
Kiedyś słyszałam takie porównanie, że charakter dziecka do lat siedmiu podobny jest do świeżo zalanego betonu. Życie rodziców, upływające na oczach dzieci, właśnie rodziców, zostawia swój ślad w dzieciach , jak na świeżym betonie. Rodzice dla dzieci są jak bogowie. Dzieci śledzą każdy ich gest, spojrzenie i słowo. Jak tylko sięgnę pamięcią, moja mama zawsze paliła. I kiedy ona zabraniała mi palić, nie rozumiałam dlaczego przecież skoro moja mama pali, to i ja będę robić tak samo. Rodzicielskie tabu nie powstrzyma dzieci, jeśli rodzice sami robią to, czego zabraniają swoim dzieciom.
Najlepsze wychowanie - to pokazywać na przykładzie, co można, a czego nie można. Dziecko przyjmuje nie to, co mówi ojciec i matka, a to, co oni robią.
Jezus powiedział:
…Albowiem dałem wam przykład, byście i wy czynili, jak Ja wam uczyniłem.
Jana 13:14
Rodzice zapominają o tym, że to oni powinni dawać przykład swoim dzieciom. „Kiedy będę mieć własne dzieci, nie będę do nich zwracać się tak, jak moja mama do mnie” – zawsze tak twierdziłam. Jednak na swoje nieszczęście wobec rodzonej córki stałam się kopią własnej mamy. Mama nie poświęcała mi czasu, biła mnie i oskarżała. Chociaż nienawidziłam takiego postępowania, zaczęłam tak samo postępować wobec własnej córki. Widziałam to, ale nic nie mogłam na to poradzić. Dlaczego tak się dzieje – to, czego nienawidzimy w naszych rodzicach, zaczynamy praktykować na naszych dzieciach? Odpowiedź jest prosta. Ludzie nie wiedzą, jak inaczej postępować. Nienawidzili przemocy ze strony swoich rodziców, ale nie znają innego rodzaju relacji.

Czcij ojca swego i matkę…

Jak my dorośli, wierzący i niewierzący, lubimy to pierwsze przykazanie z obietnicą. A dziecko widzi rodzica w działaniu.
Jeśli ojcowie nie odnoszą się z szacunkiem do swoich ojców, niech nie oczekują, że własne dzieci będą ich szanować. W tym świecie wszystko jest wzajemnie powiązane. Aby dzieci czciły rodziców, muszą zobaczyć, jak należy ich czcić.
Własnym życiem, i na swoim przykładzie pokażcie dzieciom, jak wy czcicie swoich rodziców. Jak rozmawiacie z rodzicami, babciami, dziadkami? Jak z przeżytkami przeszłości? Jeśli tak, nie oczekujcie szacunku wobec was ze strony waszych dzieci.
Bóg powiedział:
Nie błądźcie, Bóg się nie da z siebie naśmiewać; albowiem co człowiek sieje, to i żąć będzie.
Galicjan 6:7
Aby zżąć cześć dla siebie, zasiejcie na początek cześć dla swoich rodziców. W ogóle wobec starszych. Jeżeli przy dziecku osądzacie jego opiekunów, nauczycieli, wychowawców, to ono zaczyna najpierw bez należytego szacunku odnosić się do nich, a potem do was, własnych rodziców. Pewnego razu przyjechaliśmy z usługą do pewnej chrześcijańskiej szkoły. Byłam zdziwiona, jak dzieci lekceważąco i bez szacunku odnosiły się do nas. Dzieci dosłownie szydziły sobie z nas i robiły, co chciały. Jedna nasza siostra po prostu stamtąd uciekła. W innych ogólnokształcących szkołach, niechrześcijańskich, grzech nie był tak powszechny, jak zobaczyliśmy to w zachowaniu dzieci pastorów. Nie chcę nikogo osądzać, ale być może ci pastorzy powinni przyjrzeć się swojemu życiu i ocenić, czy we wszystkim żyją tak jak uczył Jezus.
Bo jeśli ktoś nie potrafi własnym domem zarządzać, jakże będzie mógł mieć na pieczy Kościół Boży?
1 Tymoteusza 3:5

Jeśli w kościele jesteście jedni, w domu – drudzy, a w pracy – trzeci, to jesteście obłudni, a Bóg nienawidzi obłudy najbardziej na świecie. Postępowanie dzieci jest lakmusowym papierkiem, pokazującym poziom obłudy rodziców.
Człowiek jest prawdziwy wówczas, gdy nikt go nie widzi.

…Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie.
Mateusza 6:6

Ukryte grzechy rodziców widoczne są w ich dzieciach. Do pewnego pastora przyszli rodzice dziewczynki, z którą zaczęły się problemy wychowawcze. Pastor znał tę rodzinę i wiedział, że osądzano tam różnych ludzi, w tym również pastorów. Powiedział im: „Możecie przyprowadzić dziewczynkę do mnie na spotkanie, ale ona i tak nie weźmie pod uwagę moich rad”. Nie rozumiejąc, dlaczego on tak powiedział, rodzice przyprowadzili jednak do niego swoją córkę. Jak oczekiwał pastor, dziewczynka nie usłuchała go, ponieważ w jej rodzinie nie przyswojono sobie elementarnego szacunku do ludzi. Jedynym sposobem pomocy dziecku może być odwrócenie się rodziców od osądzania, które zostało zasiane przez nich we własne życie i życie ich córki. Wówczas Bóg usposobi przychylnie serce córki wobec ludzi i ona będzie mogła otrzymać przez nich Bożą pomoc.
A jak jest z prawdomównością? Nie lubimy, gdy dzieci okłamują nas. A my sami? Czy obiecujemy coś i nie robimy tego. Wszystkie dzieci, jak już mówiłam, w wieku 5-7 lat traktują rodziców jak bogów. Rodzice są dla nich ich ochroną, zabezpieczeniem – wszystkim. I kiedy taki „bóg” mówi na przykład: „Jeśli pięć minut będziesz cicho, pójdziemy kręcić się na karuzeli”. Dziecko jest cicho, ale na karuzelę nikt z nim nie idzie. W taki sposób zaczyna się chwiać piedestał, na który dziecko wyniosło rodzica. Ile razy słyszałam od dzieci: „Nasi rodzice nieustannie nas okłamują. Nieustannie”. Jednemu chłopcu mama obiecała zamiast wyjazdu na letni obóz kupić rower. Chłopiec uznał, że na obóz może pojechać i w przyszłym roku, a teraz pojedzie na rowerze – będzie zdrowo. Kiedy przyjaciele radośni i wypoczęci wrócili z obozu , spotkali się z kolegą. Niestety roweru nie dostał. „Oszukali mnie, okłamali” – wyznał rozczarowany. W taki sposób rodzice traktują dzieci! Czego mogą później oczekiwać od nich? Prawdomówności i uczciwości?
Aby zmienić człowieka, należy zacząć od jego babci.
Wiktor Hugo

Wszystkie zagadnienia, związane z tematem „rodzice – dzieci”, mówią o tym, aby dzieci podporządkowywały się swoim rodzicom. A jacy powinni być rodzice, aby dzieci im się podporządkowywały? W pierwszym liście do Tymoteusza apostoł Paweł opisuje, jaki powinien być sługa Boży. Tę charakterystykę pragnę wykorzystać w tym celu, aby pokazać, jaki powinien być ojciec, głowa rodziny i ogólnie rodzic:

…ma być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, umiarkowany, przyzwoity, gościnny, dobry nauczyciel, nie oddający się pijaństwu, nie zadzierzysty, lecz łagodny, nie swarliwy, nie chciwy na grosz, który by własnym domem dobrze zarządzał, dzieci trzymał w posłuszeństwie i wszelkiej uczciwości…

1 Tymoteusza 3:2-4

Na ile wy nie odpowiadacie tym wymaganiom, na tyle dzieci nie są wam poddane. Zmieńcie siebie – wówczas zmienią się wasze dzieci.
Przed nawróceniem byłam najbardziej negatywnym przykładem dla swojej córki, jednak potem, gdy nawróciłam się i zaczęłam umacniać się w Bogu - zaobserwowałam, że moja córka również zaczęła się zmieniać. Zmieniałam się na lepsze i ona razem ze mną. Gdy byłam narkomanką, Ania była najgorszą uczennicą. Teraz Ania jest jedną z najlepszych w klasie.
A teraz najważniejsze. Dlaczego cały czas uchodzi uwadze taka ważna sprawa:
A wy, ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu dzieci swoich…

Efezjan 6:4

Okazuje się, że nie tylko dzieci mogą pobudzać do gniewu nas, ale i my je . Nigdy nad tym nie zastanawialiście się?
Co znaczy słowo „rozdrażniać”? W moim zrozumieniu wiąże się to z czepianiem się o cokolwiek. Każdy człowiek bez wyjątku ma swój jedyny, niepowtarzalny charakter. Każdy człowiek w indywidualny sposób postrzega życie. Również każdy jest niedoskonały i ma swoje niedostatki. Czasami rodzice, wiedząc o słabościach swojego dziecka, zaczynają mu dogryzać i uderzać w najbardziej słabe punkty jego charakteru, tym samym oskarżając go i poniżając jego godność: „Ty – niechluju, nieudaczniku, tępaku…” A wy sami nigdy nie mylicie się? Wszystko wam wychodzi w życiu?
Jeżeli w opisanych sytuacjach zobaczyliście siebie i swoje dzieci, odpowiedzialność spoczywa na was, zgadzacie się z tym czy też nie. Jeśli wasze dziecko jest niezrównoważone i agresywne, zastanówcie się, czy chcieliście, aby wasze dziecko pojawiło się na świecie. Myślę, że odpowiedź będzie „nie”. Ponieważ oczekiwane dzieci zawsze są spokojne i przyjazne. To jest fakt. Dlatego teraz, zanim dacie w skórę swojemu „wodzowi czerwonoskórych”, zastanówcie się, czy jest on temu winien?
Rodziców nie wybiera się. Jeśli każde dziecko przy swoim urodzeniu miałoby szansę wybrać, to żadne nie wybrałoby dla siebie rodzica alkoholika, narkomana albo po prostu okrutnego i obojętnego człowieka. Jeśli wy, żałując tego czy też nie, wydaliście na świat dziecko, a nie wzięliście odpowiedzialności za całe jego życie, to jest teraz czas, aby to zrobić. Dlatego, że tylko od na dorosłych zależy , jakie będą nasze dzieci, gdy dorosną. Jedynie my odpowiadamy za nie przed Bogiem i swoim krajem, ponieważ fundament ludzkiego charakteru kładziony jest właśnie w rodzinie.
Kiedy pisałam tę książkę, mama - czytając rękopis - płakała, a potem w ciągu nocy napisała o tym, co sama przeszła w swoim życiu. Okazało się, jak wiele mamy wspólnego. Za zgodą mamy przytoczę po krótce jej historię:
„Jestem mamą Tani, urodziłam się w 1945 roku. Rodzice moi spotkali się na froncie i pokochali się. Byłam dzieckiem oczekiwanym, ale rodzice nie mieli kiedy zajmować się mną. Zarabiali, aby przeżyć, abyśmy nie pomarli z głodu. Doglądali mnie krewni, znajomi i sąsiedzi. Niezależnie od tego, że rzadko widziałam tatę i mamę, odczuwałam ich opiekę. W 1952 roku urodził się mój młodszy brat i jakby o mnie zapomnieli. A jeśli przypominali sobie , to tylko wtedy, gdy potrzebna była im niańka, kucharka, służąca i sprzątaczka. Rodzice nadal zabezpieczali mnie materialnie, dali dobre muzyczne wykształcenie, ale cała miłość i życzliwość, której najbardziej potrzebowałam, dostawała się bratu.
Kiedy byłam podlotkiem, mój ojciec zaczął się do mnie dobierać i pewnego razu, będąc pijany /mamy nie było w domu/, próbował mnie zgwałcić. Udało mi się wyrwać i uciec na ulicę. Była późna jesień, a ja w jednej nocnej koszuli czekałam na mamę. Wysłuchawszy mojego opowiadania, mama mi nie uwierzyła i dała mi w twarz. Od tego czasu starałam się jak najmniej przebywać w domu. Zajmowałam się muzyką, sportem, baletem, tańcem towarzyskim, pracowałam w przedszkolu jako nauczycielka muzyki. Wszędzie odnosiłam sukcesy i chwalono mnie. Jednak mój ociec znienawidził mnie. Bił mnie i wyzywał od puszczalskich. Nie wierzył żadnym przychylnym opiniom o mnie z kółek, do których uczęszczałam. Kiedyś ojciec tak mnie zbił, że z ucha poleciała mi krew i ogłuchłam. Lekarze uratowali mnie, ale ja od tego momentu szukałam sposobności, aby odejść z domu na zawsze.
Po pomyślnym zakończeniu szkoły wstąpiłam do instytutu pedagogicznego i pracowałam jako nauczycielka muzyki w przedszkolu. Moim marzeniem było opuścić dom rodzinny. W 1967 roku poznałam młodego człowieka, który mi się spodobał. Zaczęliśmy się spotykać. Nasze spotkania zakończyły się tym, że on mnie zgwałcił i zaszłam w ciążę. Bojąc się ojca i matki, potajemnie usunęłam ciążę. Dostałam krwotoku i ledwo mnie uratowano. Naturalnie rodzice o wszystkim dowiedzieli się i zmusili mojego „narzeczonego”, aby wziął ze mną ślub, obiecując zabezpieczyć młodą rodzinę mieszkaniem. W ten sposób moje życie zostało związane z niekochanym człowiekiem, ponieważ po tym, jak postąpił ze mną, nie byłam w stanie darzyć go miłością. Urodzenie syna na pewien czas zbliżyło nas, jednak nie w sprawach intymnych. Mąż odczuwał to i dlatego w łóżku był bardzo szorstki. Cztery lata po ślubie znowu zaszłam w ciążę. Z tego powodu mąż wściekł się i wyrzucił mnie do szpitala na aborcję. Ciąża była już duża i postanowiłam uratować dziecko. Moje oświadczenie mąż początkowo przyjął spokojnie, ale po upływie pewnego czasu zaczął po prostu znęcać się nade mną. Wracając do domu, parę razy w tygodniu gwałcił mnie, a jeśli sprzeciwiałam się, bił mnie celując w brzuch. W piątym miesiącu zbił mnie tak, że pojawiła się groźba poronienia. Lekarze uratowali dziecko. Ponieważ mąż był w partii - przestał się nade mną pastwić - bojąc się kary ze strony organizacji partyjnej, gdybym chciała poskarżyć się na niego. Tak udało mi się donosić ciążę.
Tanieczka urodziła się bardzo prędko i do tego „w czepku”. Jak układało się jej życie dalej, ona sama wam opowie. O sobie mogę jeszcze powiedzieć, że po urodzeniu Tani, umęczona walkami z mężem i jego oskarżeniami, zaczęłam pić. A potem, gdy odszedł do sąsiadki, piłam jeszcze więcej. Pojawiła się u mnie obojętność wobec wszystkiego i wszystkich. Nawet wobec własnych dzieci. Kiedy piłam, biłam je, ponieważ naprzykrzały mi się swoimi pytaniami i problemami. Nie chciałam ich widzieć. W1998 roku Pan znalazł mnie.
Do tego czasu stałam się już babcią – Anusia, Tani córeczka, zaczynała piąty roczek. Razem z Anusią przyszłyśmy do kościoła i Bóg zaczął zaprowadzać porządek w naszej rodzinie Jestem wdzięczna Jemu, że przebaczył mi i że dzisiaj mogę zwrócić się do ludzi z wezwaniem: kochajcie dzieci, pomagajcie im w ich niełatwym poznawaniu życia. Pan powierza nam te maluchy. Dopóki nie okrzepną, potrzebne jest im nasze rodzicielskie wsparcie. Nie odwracajcie się od nich, nawet gdy jesteście zmęczeni i zajęci swoimi sprawami. Zasiewajcie w nich swoją uwagę, a z czasem, kiedy wy będziecie potrzebowali ich opieki, oni tym samym wam odpłacą.”
Oto jej historia. Teraz wiem , co przeżyła moja mama. Ale dopiero teraz.
Zanim przeczytacie kolejną stronicę tej książki zadajcie sobie jedno pytanie: czy jeśli moje dziecko miałoby szansę wybrać rodziców, to czy wybrałoby mnie?
Ostatnio zmieniony przez CZEK0LADA 2007-10-08, 10:29, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
CZEK0LADA
[Usunięty]

Wysłany: 2007-10-08, 10:13   



Rozdział 2
_____________________________

Pierwszy raz
do pierwszej klasy

Pamiętam noc z 31 sierpnia na 1 września, noc w przededniu mojego nowego życia – szkolnego. Nie mogłam zasnąć z powodu uniesienia przepełniającego moje maleńkie serce. Odczuwałam przedsmak tego, jak to jutro zacznie się moje dorosłe życie: będę uczyć się, a nie bawić lalkami w przedszkolu. Będę się uczyć, aby stać się prawdziwym człowiekiem, pełnowartościowym i godnym członkiem społeczeństwa. Ja naprawdę tego chciałam.
Zawsze podobało mi się opowiadanie o Pinokio. Drewniany chłopczyk, po to aby stać się człowiekiem, musiał iść do szkoły, aby uczyć się.
I oto nadszedł długo oczekiwany poranek. Obudziłam się najwcześniej ze wszystkich. Obudziłam całą rodzinę i poszliśmy do szkoły. Gdy słuchałam pierwszej nauczycielki na pierwszej w swoim życiu lekcji, entuzjazm i pragnienie uczenia się po to, aby być najlepszą uczennicą, a po zakończeniu szkoły być najlepszym człowiekiem, napełniało całe moje jestestwo…
Pierwszą moją oceną była „pała”. Nie pamiętam okoliczności związanych z tym wydarzeniem, pamiętam tylko, że bardzo, bardzo starłam się, ale nie udało się. Ta „pała” stała się początkiem mojego rozczarowania w szkole i kolejnego rozczarowania w życiu. Ponieważ byłam bardzo ruchliwym i aktywnym dzieckiem, to spowodowało nieprzychylne odnoszenie się do mnie wychowawczyni klasowej. To z kolei rozwinęło u mnie taki sam stosunek do niej. W rezultacie, z końcem pierwszej klasy, zostałam wyrzucona na ostatnią „oślą” ławkę z piętnem „nie poddające się prowadzeniu dziecko”, na którą sadzano, jak mówiono, niepełnowartościowe dzieci. Ale mnie nie można było nazwać niepełnowartościową: nawet ociągając się, jednak zawsze mogłam powtórzyć słowo w słowo to, co mówiła nauczycielka. Ta „zsyłka na Kamczatkę” - według logiki nauczyciela - powinna była wydobyć ze mnie pragnienie udowodnienia, że nie jestem taka zła i głupia jak wydaje się. Ale we mnie, już w wieku siedmiu lat zranionej fizyczną i moralną przemocą, spowodowało to tylko pragnienie zemsty. Z powodu nieprawidłowego traktowania mnie przez nauczycielkę, wstąpiłam na wojenną ścieżkę, dając tym przykład moim rówieśnikom. Znalazło się wielu moich naśladowców. Szkołę podstawową zakończyłam z opinią dziecka, które nie poddaje się wychowaniu.

Aby być dobrym wykładowcą, należy kochać to, czego uczysz, i kochać tych, których uczysz.
Wasal Kluczewski

Niedawno wpadło mi w oko niewielkie opowiadanie. Mówi ono o pewnej nauczycielce, która otrzymawszy prowadzenie piątej klasy, powzięła niechęć do jednego ze swoich uczniów. Denerwował ją niechlujny wygląd chłopca, również jego zachowanie pozostawiało wiele do życzenia. Po pewnym czasie nauczycielka zauważyła, że zaczęła odczuwać przyjemność stawiając mu dwójki. Swoją nieobiektywność usprawiedliwiała tym, że łobuzów i chuliganów należy karać. W tym czasie nie zdążyła jeszcze zapoznać się z osobistymi sprawami swoich pięcioklasistów. Ale kiedy przeczytała jego historię, w tym również charakterystykę swojego „dokuczalskiego”, to poczerwieniała ze wstydu. Okazało się, że chłopcu zmarła mama i on z żądnego wiedzy, towarzyskiego, dokładnego dziecka, o czym świadczyła opinia z pierwszej klasy - przemienił się w niechlujnego, ponurego i niechętnego do jakiejkolwiek nauki chłopca, którego widziała teraz młoda nauczycielka. „Jak mogłam osądzać kogokolwiek, nie znając jego życia i jego sytuacji” – myślała i przepłakawszy cały wieczór, postanowiła pomóc biednemu dziecku jak tylko to możliwe, zupełnie zapominając o przeszłej nieprzychylności do niego. I udało się to jej. Chłopiec zakończył szkołę najlepszy uczeń w klasie, poszedł na studia, został doktorem matematyczno-fizycznych nauk, a kiedy postanowił ożenić się, wyraził wielkie pragnienie zobaczyć swoją ulubioną nauczycielkę wśród zaproszonych gości. Na weselu mężczyzna powiedział jej: „Dziękuję pani za to, że uwierzyła pani we mnie. Dziękuję za to, że pokazano mi, iż coś znaczę i mogę czegoś dokonać”.
Moje szkolne życie także rozświetlił kiedyś „promyk światła”, który, niestety szybko zniknął z mojego nieboskłonu. Okazała się nim moja nauczycielka matematyki – młoda, urocza kobieta nie mająca więcej niż 30 lat. Kiedy po raz pierwszy przyszła do naszej klasy i zobaczyła mnie na ostatniej ławce, zapytała: „Dlaczego ty, taka maleńka, siedzisz na końcu?” /byłam bardzo chudziutka i niewysoka/. Na jej pytanie moi koledzy klasowi chórem odpowiedzieli: „Ona jest najgorszą uczennicą i wyjątkowo trudnym dzieckiem”. „Chcę, abyś usiadła na pierwszej ławce”, - zwróciła się do mnie i posadziła naprzeciw swojego stołu. Miejsce to uważane było za najbardziej zaszczytne – tu siedzieli najlepsi uczniowie. Dla mnie, przywykłej przez ostatnie lata do swojego statusu, taka zmiana miejsc spowodowała niewiarygodny skutek – matematyka stała się moim ulubionym przedmiotem i bardziej przykładnej ode mnie na tych lekcjach nie było. Nauczycielka była wymagająca, ale ja czułam jej przychylność do mnie, co dawało wspaniałe rezultaty – otrzymywałam jedynie „piątki”. Ale - jak już poprzednio mówiłam - ta świetlista smużka w moim szkolnym życiu trwała niedługo. Nauczycielka odeszła i więcej już nigdy nie widziałam jej, jak również nie doznałam takiego dobrego i sprawiedliwego traktowania. Ta młoda nauczycielka była piękna nie tylko zewnętrznie, ale i wewnętrznie,pecyfiką naszej szkoły było to, ze do dziennika wstawiano, tyran w spódnicy, mojtawiła we mnie niezatarty ślad.łam atemetyka i pozostawiła we mnie niezatarty ślad. Gdy tylko na jej miejsce przyszła osoba stanowiąca całkowitą jej przeciwność, tyran w spódnicy, moje osiągnięcia w matematyce mocno poszły w dół i zachowanie także.
Specyfiką naszej szkoły było to, że do dziennika wstawiano oceny nie tylko ze znajomości przedmiotu, ale i z zachowania. Jeśli nawet otrzymałam „piątkę” za wiadomości, „niedostateczne” z zachowania na koniec semestru przewyższały dobre stopnie i mój bilans wyglądał nie najlepiej. W szóstej klasie na egzaminie z języka rosyjskiego i literatury otrzymałam „5”, ale za podpowiedź innemu uczniowi obniżyli mi ocenę. To było ostatnią kroplą goryczy i postanowiłam walczyć z taką tendencją. Ponieważ droga do szkoły wiodła przez moje podwórko, więc każdego ranka ze swojego balkonu obrzucałam idących do pracy nauczycieli jajkami i zgniłymi pomidorami. W szkole podpiłowywałam nogi krzeseł, na których siadali nauczyciele, kradłam dziennik klasowy, poprawiałam w nim stopnie. W ogóle, robiłam, co chciałam.
A przecież, idąc do pierwszej klasy, tak bardzo chciałam uczyć się dobrze i być przykładną uczennicą. Po prostu od pierwszych dni w szkole nie rozumiałam, czego chcą ode mnie i jaką mam być. Byłam aktywna i ruchliwa. Co miałam z tym począć? Mnie, pierwszoklasistce, wczoraj jeszcze bawiącej się lalkami w przedszkolu, nikt nie wyjaśnił, jak należy właściwie zachowywać się w szkole. Od razu przyklejono do mnie etykietkę, koncentrującą się na niedociągnięciach mojego charakteru. I to są wszystkie wyjaśnienia. Być może, gdyby pierwsza nauczycielka zainteresowała się sytuacją w mojej rodzinie, to zrozumiałaby, czym spowodowana jest specyfika mojego zachowania i wówczas nie drażniłabym jej tak bardzo. Ale tak się nie stało.
Zaczęłam walczyć na dwa fronty – szkoła i dom. W szkole stawiali mi „dwójki”, pisali do dzienniczka uwagi, a w domu bili nawet nie pytając co się ze mną dzieje i dlaczego tak się zachowuję. Bili mnie codziennie. Kiedyś starszy brat związał mi ręce i nogi, a potem zbił skórzaną skakanką… Nie jestem w stanie opisać tego bólu. Nie chciałam iść do szkoły i nie chciałam wracać do domu. Moja nienawiść do wszystkich wzrastała razem ze mną. Zmieniałam się w okrutnego nastolatka.
Gdy miałam 10-12 lat, byłam już na tyle zastraszona przez wychowawców, rodziców i nauczycieli, że przestałam się bać. Mój strach przekształcił się w jakieś dziwne pragnienie czynienia takich rzeczy, z powodu których obowiązkowo będą spotykać mnie nieprzyjemności. Sama zaczęłam prowokować je.
Począwszy od szóstej klasy, zaczęły przychodzić do pracy mojej mamy listy ze skargami na moje zachowanie w szkole. Ojczym dokładał wszelkich starań, aby oddano mnie do specjalnej szkoły dla młodocianych przestępców. Kolejne pismo do pracy mamy groziło już wydaleniem mnie. Wieczorem mama płakała i pytała mnie: „Tania, czy ty rzeczywiście nie możesz zachowywać się normalnie?”. Po tej rozmowie z mamą postanowiłam poprawić się. Następnego dnia na lekcjach starałam się być cicho i zachowywać się grzecznie. Wszystko szło dobrze, ale nie za długo. Na lekcji języka rosyjskiego zachowywałam się tak samo jak na lekcjach poprzednich. Jednak kolega siedzący za mną zaczął z kimś gadać. Nauczyciel, stojący w tym momencie twarzą do tablicy i przyzwyczajony do tego, że szum w klasie zwykle spowodowany był przeze mnie, nie orientując się w sytuacji krzyknął: „Gałuszko wyjdź z klasy!” Historia powtarzała się, jak wówczas - w pierwszej klasie: chciałam dobrze uczyć się, dobrze zachowywać, stać się człowiekiem, a do mnie – „Wynocha z klasy”. „To nie ja – mówię - byłam cicho, nic nie zrobiłam”. Nauczyciel przerwał lekcję i powtórzył: „Wyjdź z klasy”. „Nie wyjdę, dlatego że nie jestem winna!” – upierałam się przy swoim. Wtedy on z krzykiem podszedł do mnie, złapał za kołnierz i próbował wystawić za drzwi. Nie wyobrażacie sobie, co się ze mną stało. Z powodu takiej niesprawiedliwości jakby mną targnęło i - zbiłam nauczyciela. Jego zabrało pogotowie ratunkowe, a ja musiałam stanąć przed sądem szkolnym.
Moja mama klęczała na kolanach przed radą pedagogiczną, błagając, aby mnie nie wyrzucano ze szkoły. Wszyscy nauczyciele byli przeciw mnie. „Za takie wychowanie, rozstrzelać was to mało!” – krzyczeli do niej. Mama zemdlała, a ja złapałam solidną statuetkę stojącą na stole naprzeciwko mnie i rzuciłam nią w nauczycieli…
Żadna szkoła w okolicy nie chciała przyjąć mnie w swoje progi. Mojej babci udało się umieścić mnie w szkole w innym rejonie, ale tam nie kontynuowałam nauki. W ten sposób w trze-cim semestrze siódmej klasy zakończyłam swoje średnie wykształcenie. Ojczym załatwił mi początkowo przyjęcie do zakładu krawieckiego, z którego po sześciu dniach wyrzucili mnie za awanturę, a potem do obuwniczego. Uczyłam się tam dwanaście dni i ponownie skreślono mnie stamtąd za drakę.

Biedaczek Pinokio

Jak już wspominałam, moim ulubionym opowiadaniem było opowiadanie o Pinokiu. Ojczulek Karlo wyrzeźbił Pinokia z drewna i chciał, aby stał się zwyczajnym chłopcem. Zdecydował, że trzeba go po pierwsze ubrać, po drugie nakarmić i po trzecie wyprawić do szkoły. Ale tata Karlo nie wyjaśnił Pinokiowi , w jakim celu właściwie niezbędna jest mu szkoła. Dlatego, gdy tylko drewniany człowieczek znalazł się na skrzyżowaniu i zobaczył po jednej stronie ulicy niepozorny, szary gmach szkoły, gdzie dzwonkiem zaganiali dziewczynki i chłopców w jakieś tam swoje ramki, a po drugiej – światła i zapraszające usilnie do przyjścia dźwięki, w jednej chwili zwrócił swoją uwagę na tę drugą stronę.
Bardzo ważne jest, aby rodzice wyjaśnili swojemu małemu dziecku idącemu do szkoły znaczenie zdobycia wiedzy i zaszczepili pragnienie uczenia się. Szkoła jest fundamentem, na którym buduje się dalszy wzrost człowieka. Od głębokości i trwałości fundamentu zależy wysokość domu, a od głębokości i jakości wiedzy zależy wysokość zajmowanej pozycji życiowej, czyli to, kim człowiek stanie się w życiu. Ważne jest, aby to właśnie uświadomić dziecku.
Zadawałam mamie pytania: „Po co mam chodzić do szkoły? Dlaczego?” Jej odpowiedź była: „Trzeba!” To wszystko. A jeśli dopytywałam się dalej: „ A dlaczego trzeba?” – to po prostu obrywałam po głowie. To pytanie pozostawało ciągle bez odpowiedzi, traktowałam więc szkołę jako niepotrzebną stratę czasu. Moja córka znalazła się obecnie w podobnej sytuacji.
Teraz, dzięki Bogu, mogę jej wytłumaczyć, jakiemu celowi służy chodzenie do szkoły. Być może Bóg celowo do tego dopuścił, ale wychowawczyni Ani z charakteru bardzo przypomina moją własną. Ona nie umie spokojnie mówić, cały czas krzyczy nie słuchając nikogo innego. Moja córka nie chce chodzić do tej szkoły. Mówię jej: „Aniu, ty chodzisz do szkoły, aby się uczyć, a nie po to , żeby słuchać jak ktoś krzyczy. Po prostu chodź do szkoły, ucz się i módl za swoich kolegów i nauczycieli. Bóg postawił cię w tej klasie, abyś przyniosła tam światło.”
…Ognie po przeciwnej stronie ulicy, które przyciągnęły uwagę Pinokia - to symbol próżniaczego trybu życia. One zawsze mamią, ponieważ na każde „dlaczego?” dają choćby i fałszywe, ale jednak odpowiedzi: „Powinieneś tu zajrzeć, ponieważ możesz się rozerwać, zapomnieć o złych myślach, odpocząć”. Ale świat przemilcza to, że taki odpoczynek może przemienić się w stratę pieniędzy, jeśli są to automaty do gry; utratę zdrowia, jeśli jest to popijanie za barowym stołkiem; albo w ogóle utratę życia , na przykład podczas pijackiej awantury. O tych sprawach tych sprawach właśnie świat nie mówi. Akcent kładzie się na chwilowym zadowoleniuiej awantury. ia, jeśli jest to p świat nie mówi. Akcent kładzie się na chwilowym zadowoleniu, uspokojeniu, ucieczce od rzeczywistości. Nie trzeba tam najpierw zaglądać, a potem planować przyszłości. Aby dzieci nie ulegały ułudzie „kolorowych opakowań”, niezbędne jest, utwierdzienie w nich zrozumienia, że życie nie składa się tylko z „dzisiaj, jutro, za miesiąc, czy za rok”. Życie - to długotrwałe istnienie. Rodzice powinni wziąć na siebie odpowiedzialność za zaplanowanie tego długiego czasu. Jak każde dziecko, nie rozumiejące wartości życia i ważności nauki, Pinokio pobiegł za blaskiem.

Jeżeli dziecko nie będzie odczuwać, że wasz dom należy także do niego, to uczyni swoim domem ulicę.
Nadin de Rotszyld

Z czym zetknął się drewniany człowieczek, „załapawszy się” na ten jaskrawy szyld? Pierwszy chłopiec (niech będzie to pierwowzór wychowania przez ulicę) zaproponował mu kupno elementarza - pierwowzoru mądrości. Kiedy rodzice nie zajmują się swoimi dziećmi, wówczas zaczyna się nimi zajmować ulica. Tam starsze dzieci uczą je tego - jak w ich mniemaniu- trzeba żyć – jak pić, palić, grubiańsko odpowiadać rodzicom, jak kraść z ich portfeli pieniądze.Tak było w moim przypadku. Kiedy moim domem stała się ulica, znalazłam sobie kolegów – takich nikomu nie potrzebnych wyrostków. Każdy z nas miał skomplikowane życie. Nasi rodzice pili, bili nas i tym podobne. Kto nie miał rodziców alkoholików, ten nie zrozumie mnie. Jedna dziewczyna z naszej kompanii nauczyła nas palić, kiedy mieliśmy zaledwie 10 – 11 lat. Gdy mieliśmy po 12 lat, za ukradzione rodzicom pieniądze, kupowaliśmy i „rozpijaliśmy” wino, a gdy mieliśmy 13 lat już próbowaliśmy narkotyków. Kiedy byłam w czwartej klasie spisali mnie na milicji za kradzież cukierków w sklepie. Swoich przyjaciół także nauczyłam kraść. Wchodziliśmy do dowolnego sklepu i braliśmy cokolwiek wpadło nam w ręce. Nie potrzebowaliśmy wcale tych kradzionych rzeczy, ale doświadczywszy smaku ryzyka, kradliśmy, aby je ciągle na nowo odczuwać. Było to swojego rodzaju uzależnienie - jak alkoholizm lub narkotyki.
Ponieważ na nikogo z nas nikt specjalnie w domu nie czekał, zbudowaliśmy sobie własny dom, byle jaką budę, którą nazwaliśmy „miejscem jęczenia w lesie”. Tam piliśmy, paliliśmy i robiliśmy wszelkie świństwa, z każdym dniem stając się coraz bardziej niebezpiecznymi dla otoczenia. Okrucieństwo, już ponad miarę wypełniające nasze dusze, wylewało się z nas z powodu najmniejszych błahostek. Nasza agresja obejmowała wszystkich młodych, wobec których dobrze odnosili się nauczyciele i rodzice. Pewnego razu, tylko z tego powodu, zaciągnęliśmy na strych pewną dziewczynę, bardzo mocno zbiliśmy ją i chcieliśmy wyrzucić z szesnastego piętra. Nie wiem , co nas wtedy powstrzymało od tej zbrodni.
Gdy tylko Pinokio sprzedał swoje abecadło – symbol mądrości, posłuszeństwa i przyszłości – od razu spotkały go nieprzyjemności ze strony Karabasza-Barabasza i Duremara - prototypu mafii. Na czym opiera się bandytyzm? Na strachu. Karabasz-Barabasz zamknął Pinokia w „klatce strachu”, aby ten bał się zwrócić o pomoc do taty Karla i w ogóle do kogokolwiek.
Tym sposobem urwis został całkowicie uzależniony od Karabasza.
Dzieci żyjące na ulicy także tworzą własną mafię. W mojej podwórzowej paczce był ustanowiony pewien system zdobywania pieniędzy na alkohol i papierosy. Biliśmy ludzi, chodziliśmy „ręka w rękę” z wyrostkami z innych dzielnic. Oto czym zajmują się dzieci spędzające większą część swojego czasu na ulicy. Jeżeli rodzice są leniwi i nie poświęcają swojemu dziecku dość czasu, to od najwcześniejszych lat powodują, że dziecko wychodzi na ulicę i niech wówczas nie myślą, że gdy wołają je, aby przyszło coś zjeść, ono po prostu bawi się. W tym czasie odpowiedzialność za jego wychowanie bierze na siebie ulica. Ja staram się, aby moja córka nie spędzała na ulicy więcej niż jedną godzinę. Zwracam uwagę na jej koleżanki i jeśli zauważam, że coś jest nie tak, wyjaśniam jej to i daję możliwość, aby sama dokonała prawidłowego wyboru.
Wspominając swoje młodzieńcze lata, jestem przerażona, że obecnie wiele dzieci jest napełnionych taką nienawiścią, jak kiedyś nasza paczka. Dla mnie nie było wówczas nic świętego. Teraz to rozumiem, że w stronę okrucieństwa popychała nas zazdrość o miłość, której my byliśmy pozbawieni i zawiść wobec dzieci, które tej miłości doświadczały w swoim życiu.
Powróćmy do naszego Pinokia. Po tym, jak sprzedał on swoją mądrość, zdradził też swojego ojca opowiadając tajemnicę swojego domu. Wówczas wszystkie ciemne siły ruszyły na jego domowe ognisko. Kiedy Pinokio znalazł się w ślepej uliczce, nie wiedząc co robić, kto przyszedł mu na pomoc z radą i właściwym podejściem? Żółw Tortilla – wyobrażenie szkoły i nauczycieli, którzy mogą w jakimś zakresie zastąpić rodziców, coś podpowiedzieć i poprawić w dziecku. Przecież 70 procent dzieciństwa i młodości przypada na lata szkolne i połowę swgo czasu dzieci spędzają w murach szkoły. Szkolne lata każdego człowieka zajmują określony okres jego życia. Właśnie w tym czasie dokonuje się ukształtowywanie osobowości człowieka. Właśnie w tym okresie zakładania trwałego życiowego fundamentu dorastającego pokolenia, nauczyciele odgrywają bardzo ważną rolę w życiu nastolatków. Gdyby nauczyciele zdawali sobie z tego sprawę, wielu życiowych tragedii można byłoby uniknąć.
Bycie nauczycielem to praca ogromna, ale niewdzięczna.
Ogromna dlatego, że nauczyciel może dawać siebie , wszystko co jest w jego sercu , od razu wielu dziesiątkom ludzi. Ma szanse czynienia wkładu w przyszłość. Przecież to on uczy przyszłych polityków, biznesmenów, lekarzy, profesorów.
Niewdzięczna zaś dlatego, że bardzo rzadko zdarza się, aby któryś z uczniów był od razu wdzięczny za to, co otrzymał. Dlatego jeśli nauczyciel pragnie szybkiego uznania, czeka go rozczarowanie.
W środowisku nauczycielskim panuje przekonanie, że po przepracowaniu 5 – 10 lat, nauczyciel potrzebuje pomocy psychologicznej, ponieważ przez ten czas jego system nerwowy został nadszarpnięty do tego stopnia, że staje się człowiekiem niezrównoważonym psychicznie. Pamiętam jak moja nauczycielka nieustannie płakała z mojego powodu. Wcześniej nawet nie podejrzewałam, jak wielki był jej trud. Prawdziwy nauczyciel oddaje cząsteczkę siebie każdemu ze swoich uczniów i bierze odpowiedzialność za nich. Swoimi słowami i postępowaniem niezwykle wpływa na ich życie. Przecież w jakiejś mierze uczniowie – to dzieci, a nauczyciele – to ich rodzice. Tak, jak już wspominałam w pierwszym rozdziale, wszystko zaczyna się od rodziny. Tylko współpraca rodziców i nauczycieli w wychowaniu dzieci może przynieść najbardziej zadowalające rezultaty. Nie należy rzucać dziećmi jak piłką od rodziny do szkoły i na odwrót. Takie postępowanie mówi tylko o tym, że dorośli ludzie, rodzice i nauczyciele, po prostu nie chcą brać na siebie odpowiedzialności za dorastające pokolenie. Znaleźć winnego to najprostsze wyjście. Ale komu potrzebny jest ten winny, jeżeli na naszych oczach rozwala się życie ludzi?!
Nauczyciel, to profesja od Boga i wybierać ją powinien tylko taki człowiek, który na tyle kocha dzieci, że gotów jest znosić ich nieznośne czasem zachowanie, umieć odbierać czym ono jest spowodowane i prawidłowo reagować na to, co się dzieje, aby nie zaszkodzić młodej duszy.
Parę lat temu przypadkowo spotkałam swoją klasową wychowawczynię. Pamiętała mnie jako nastolatkę i początkowo przestraszyła się. Opowiedziałam jej, że byłam narkomanką, że teraz jestem osobą wierzącą i poprosiłam ją o przebaczenie wszystkiego co robiłam. „Nie dziwię się, że byłaś narkomanką – powiedziała - ale w to, że zmieniłaś się , to do końca uwierzyć nie mogę”. „Mnie jest wszystko jedno, czy pani wierzy czy nie, ale moje życie zmienił Pan Jezus!” – odpowiedziałam jej. W trakcie naszej rozmowy opowiedziała mi o chłopcu, którego obecnie chcą wyrzucić ze szkoły, jak kiedyś mnie. W mojej pamięci od razu powstało wyraźne wspomnienie tamtej chwili i powiedziałam: „Nie, nie róbcie tego! Jako nauczyciele jesteście powołani, aby uczyć dzieci, podnosić je i czynić z nich wartościowych ludzi, a nie niszczyć je! Przyjrzyjcie się waszemu podejściu do swojej pracy. Niszczycie dzieci!” Patrzyła na mnie przestraszonymi oczami nie wiedząc czego może się po mnie spodziewać. „Zniszczyliście moje życie. Tylko Bogu dziękuję, że On mnie znalazł”. Zaproponowałam rozmowę z tym dzieckiem i błagałam, aby nie skreślali go ze szkoły, gdyż byłoby to równoznaczne z jego zniszczeniem. Nauczycielka w pośpiechu oddaliła się ode mnie.
Wiek młodzieńczy – najbardziej delikatny i kruchy. W tym okresie dziecko nie tylko przechodzi przez burzliwy rozwój fizjologiczny, który dostarcza mu wielu kłopotów, ale też zaczyna logicznie rozumować i osobiście rozsądzać argumenty starszych - rodziców i nauczycieli. Właśnie dlatego młodzieniec często wydaje się „dyskutantem”. Jeżeli dorośli tego nie rozumieją, powstają konflikty.
A poznawanie własnej seksualności? We współczesnym świecie, w którym nie ma żadnych zasad związanych z seksem, nastolatek gubi się w domysłach, co jest dobre, a co złe. Nastolatkowie nie współżyjący seksualnie, biją się z myślami: „Może ja tracę coś ważnego? Może ze mną jest coś nie tak?” Dzieciom, które nawiązują intymne związki, również nie jest słodko – one często odczuwają, że są wykorzystywane i nadużywane. Są pustoszone moralnie.
Pytanie: „CCci.okoi ich także nie na żarty, nawet jeśli z drugiej strony wydaje się, że dziecku jest wszystko jedno, co go czeka w przyszłozym będę zajmować się w życiu?” niepokoi je także nie na żarty, nawet jeśli wydaje się, że dziecku jest wszystko jedno, co je czeka w przyszłości.
I tak na tle wszystkich tych przynoszących zamieszanie wewnętrznych problemów i pragnień, nawet niewypowiedzianych, gdy potrzebują otrzymać pomoc od dorosłych, młodzi ludzie czasami spotykają się z ich rozdrażnieniem, agresją, i - najbardziej przerażającą - obojętnością.
Niewrażliwość dorosłych i brak chęci ustalenia przyczyn takich czy innych zachowań dzieci gubi dorastające pokolenie. Pewnego razu, gdy jechałam do miasta, z okna autobusu zobaczyłam na samym środku jezdni bijących się do krwi młodych ludzi. Samochody zatrzymywały się, ludzie wysiadali z nich i po prostu przyglądali się, czym to wszystko się zakończy. Nikt nie próbował rozdzielić dzieci, nikt nie wykazywał wobec nich współczucia… A ja płakałam do końca mojej podróży.
Dzieci chcą, aby dorośli interesowali się ich życiem. One potrzebują uwagi ze strony rodziców i nauczycieli. I kiedy nie otrzymują tego, zaczynają zachowywać się w sposób wyzywający, tylko po to, aby ich jakoś zauważono. Jednej młodej dziewczynie ze służby szkolnej, która prawdziwie brała udział w życiu swoich podopiecznych starszoklasistów, powiedzieli oni: „Pani jest jedyną osobą, która się nami interesuje. Jesteśmy wszystkim obojętni. Nawet dyrektor szkoły widząc, że palimy, nie zwraca nam uwagi. Jemu jest wszystko jedno”.
Dzieci giną z powodu naszej obojętności wobec nich. Historia mojego życia jest – dobitnym tego potwierdzeniem. Gdyby nie miłość Boża, z całą pewnością nie byłoby mnie pośród żywych. Ale, chwała Bogu, żyję i pragnę poprzez karty tej książki przekazać każdemu człowiekowi, że jest godzien miłości.
 
 
CZEK0LADA
[Usunięty]

Wysłany: 2007-10-08, 10:15   


Rozdział 3
___________

Bez komentarza

Przechodzę teraz do najbardziej dramatycznego okresu mojego życia. Dla wielu ludzi wczesna młodość i czas młodzieńczy – to najbardziej szczęśliwe lata, jednak nie dla mnie. Wspomnienie o nich powoduje , że wzdrygam się.
Mam 14 lat. Jest godzina 23 wieczorem. Przystanek autobusowy. Jestem sama, ponieważ babcia wyszła już z klubu, w którym pracowała jako akompaniator tańców, nie doczekawszy się na mnie. Podchodzi do mnie trzech mężczyzn i kiedy orientują się, że obok mnie nie ma nikogo z dorosłych, zaciągają mnie do położonego obok parku.
To, co stało się potem, śniło mi się przez długie miesiące. Błagałam tych mężczyzn, aby zostawili mnie, ale oni pobili i zgwałcili mnie. Nie chciałam żyć. Jechałam trolejbusem cała umazana ziemią i ludzie odwracali się ode mnie. Gdybym mogła, to sama odwróciłabym się od siebie.
Kiedy dotarłam do domu i wszystko opowiedziałam mamie o tym, co się stało, ona kilka razy uderzyła mnie po twarzy. Oczekiwałam, że przytuli mnie do siebie, w jakiś sposób podtrzyma, ochroni od tego bólu… Wydaje się, że policzek, który mi wymierzyła, spowodował głębokie rany w moim sercu. Wyłam z bezsilności niczego nie rozumiejąc: dopiero co pastwili się nade mną nieznani mężczyźni, a teraz bije mnie moja rodzona mama. Co się dzieje? Mama łapie mnie i ciągnie na milicję.
„Ona wszystko wymyśliła” – powiedział oficer śledczy po przesłuchaniu mnie. Byłam w szoku. Następnego dnia poszłam do swojej koleżanki, starszej ode mnie o osiem lat, która zdążyła już odsiedzieć karę w więzieniu, aby podzielić się swoim nieszczęściem. Ona wysłuchała mnie i następnie zaproponowała bym pojechała z nią na dziewiąte piętro. Poprosiła, abym poczekała na nią i po jakimś czasie wróciła z pewnym młodzieńcem. „Koleżanka” znowu odeszła, a on zgwałcił mnie. Oczywiście, mamie już nie powiedziałam o tym, co się stało. Teraz każdej nocy śniły mi się sceny gwałtu i krzyczałam przez sen. Pewnego razu, kiedy ponownie śniło mi się, że ci trzej mężczyźni ciągną mnie w głąb parku, na tle całkowitej ciemności nagle pojawiło się czerwone światło i zobaczyłam Jezusa. Jego ręce były rozłożone, nad głową – aureola, a za Nim wstawało słońce. Powiedział do mnie : „Nie bój się!”.
„Dzisiaj Bóg przyszedł do mnie” – powiedziałam rano mamie. Ona stwierdziła, że zwariowałam. A do mojego serca od tego momentu wszedł pokój i więcej nie krzyczałam po nocach. Oprócz tego, że mama, dowiedziawszy się o gwałcie, odcięła się ode mnie, to jeszcze cała rodzina, zaczęła traktować mnie jak zapowietrzoną, wydzielając dla mnie oddzielną łyżkę, widelec, talerz i kubek. Krewni otwarcie demonstrowali swoją odrazę do mnie. Niekiedy mnie także zdawało się, że mam obrzydzenie sama do siebie. Czułam się chora i wstrętna.
Po upływie pewnego czasu usiłował mnie zgwałcić również mój ojczym. Broniąc się, rozbiłam mu na głowie taboret. Wówczas on postawił mojej mamie warunek: albo ja, albo on. I mama wybrała jego. Miałam wtedy 15 lat. Zostałam sama i znienawidziłam cały świat. Bywały okresy, że całymi tygodniami nie miałam co jeść. Na domiar złego, jedna z moich tak zwanych koleżank, dowiedziawszy się, że mieszkam sama, dała swojej paczce kolegów, z którymi często spędzała czas i była ich wspólną dziewczyną, mój adres w zamian za to , żeby ją zostawili w spokoju. Podstawiła im mnie i w ciągu półtora roku oni przychodzili do mnie do domu, bili mnie i gwałcili. Bałam się włączać światło, chodzić po mieszkaniu, spać na kanapie, ponieważ ona skrzypiała i to mogło przyciągnąć uwagę moich prześladowców często stojących pod drzwiami i podsłuchujących, czy jestem w domu czy nie. Jeżeli nie otwierałam drzwi, to po prostu wykopywali je nogami.
To były najstraszniejsze lata w moim życiu. Strach i wstyd kąsały mnie po rękach i nogach. Jako jedyne wyjście z tego piekła widziałam śmierć, dlatego wiele razy próbowałam zakończyć życie samobójstwem. Nie było nikogo, kto mógłby mnie obronić. Nie było sensu mówić czegokolwiek mamie, ponieważ znałam jej reakcję. Na pomoc milicji także nie liczyłam. Pamiętałam napastliwy ton i niedowierzanie ze strony milicjantów, kiedy mama przyprowadziła mnie na komendę, aby złożyć doniesienie o gwałcie. Zostałam sama oko w oko z tym koszmarem, znienawidziwszy cały świat i przede wszystkim samą siebie. Zaczęłam dużo pić i zażywać narkotyki. Gdy miałam 15 lat zdarzały mi się tygodniowe zapicia. Wydawało mi się, że jestem pomyłką natury, całkowitą miernotą i w ogóle nie mam prawa żyć. W piętnastym roku życia zaszłam w ciążę i po raz pierwszy dokonałam aborcji. A wszystkich ich było 13.
Wszystko kiedyś ma swój kres. Przyszedł też koniec i dla tego etapu mojego życia. Gdy miałam szesnaście lat poznałam chłopaka, który obronił mnie od moich gnębicieli. Ojczym umarł, mama wróciła do domu, ale pić zaczęła jeszcze więcej niż poprzednio. Powoli dochodziłam do siebie, pojawiła się nadzieja ułożenia sobie życia, urodziła mi się córka.
Był to początek lat 90-tych, gdy państwo rozpadało się i panowało w nim całkowite bezprawie. Człowiek, z którym żyłam, postanowił zarabiać pieniądze na „żywym towarze”. Podjął się pracy w firmie, w której rozwoził prostytutki do klientów. Potem sam został sutenerem. Sutener – to człowiek, który bardzo kocha pieniądze, i popada w coraz większą zależność od nich. Chciwość popycha takich ludzi do zajmowania się ową działalnością, zagłuszając wszelkie wyrzuty sumienia. Początkowo sutener próbuje ochroniać swój „towar”, pomagając w trudnych chwilach dziewczynom. Jednak stopniowo staje się coraz bardziej twardy i pieniądze zaczynają ostatecznie kierować jego postępowaniem. Jakkolwiek dziewczyna-prostytutka nie czułaby się, i tak wygania ją do „roboty”. Sutener wie doskonale – „towar” musi przynosić dochód. Pojęcie „zachorowała” dla niego nie istnieje.
Kiedy mój współlokator został sutenerem, „towar” rzeczywiście zaczął przynosić dochody – zaczęliśmy mieć dużo pieniędzy. Gdy tylko córeczka skończyła półtora roku, porzucił nas. Chciałam popełnić samobójstwo, ale przeżyłam. Lekarze nie mogli się nadziwić, w jaki sposób udało mi się przeżyć po zażyciu pięciu opakowań środka nasennego. Oczywiście, po tym wydarzeniu zaczęłam mieć problemy z sercem, ale najważniejsze, że pozostałam przy życiu. Bóg chronił mnie zawsze, chociaż nawet nie mogę policzyć, ile razy próbowałam skończyć z życiem. On miał Swój plan dla mojego życia.
Pozostawiona samotna, z maleńkim dzieckiem na rękach, ja również zajęłam się sutenerstwem. Do dziewczyn odnosiłam się po ludzku, oddawałam im większą część ich zarobków, odczuwałam wobec nich litość. Jeśli któraś z nich nie miała gdzie się podziać, pozwalałam nocować u mnie. Chciałam pomóc dziewczynom, ale nie zadawałam sobie pytania, jakim sposobem. Wydawało mi się, że wypłacając im więcej niż połowę zarobionych przez nie pieniędzy, nie poniżam ich i nie okradam, ale pomagam. Taki stosunek do dziewcząt-prostytutek to rzadkość w tym biznesie. Ja szczerze współczułam dziewczętom. Patrząc na nie sama sobie w duszy powtarzałam: „Nigdy nie zostanę prostytutką!”.


Niebezpieczne bagno

Pewnego razu do mojej „firmy” przyszło zamówienie. Wszystkie dziewczęta były na wyjeździe, wyjaśniłam więc dzwoniącemu mężczyźnie, jaka jest sytuacja. Wtedy on powiedział: „Przyjeżdżaj ty. Potrzebuję z kimś porozmawiać”. Nie wiem, co mnie do tego skłoniło, ale zgodziłam się. Całą noc spędziliśmy na rozmowie. Ostatecznie, zmęczona tym gadaniem, uciekłam z mieszkania. Zaczął do mnie wydzwaniać i żądać tylko jednego, by mógł poznać moją roczną córeczkę, o której mu opowiadałam tamtej nocy. Ten człowiek przeszedł przez Afganistan, gdzie przeżył wszystkie okropności wojny. Potrzebował nawiązać relację. Kiedy po raz kolejny odmówiłam spotkania, zagroził, że jeśli się nie zgodzę, wezwie milicję i powie, że go okradłam…
Spotkaliśmy się na mieście. Zobaczywszy moją córkę, wziął ją na ręce, przycisnął do siebie i zaczął płakać. Byłam zszokowana i nie wiedziałam, jak reagować. Potem zaprowadził nas do najlepszego w owym czasie sklepu i kupił jej wiele pięknych, drogich rzeczy. I tak cały dzień – robił wszystko dla mojej dziewczynki. Potem, kiedy wyjechał do Moskwy, skąd pochodził, jeszcze przez długi czas przysyłał nam pieniądze.
Po pewnym czasie w kraju zaostrzono prawo dotyczące prostytucji i sutenerstwa. Postanowiłam więcej w taki sposób na życie nie zarabiać. Musiałam wychowywać córkę i nie chciałam ryzykować wolnością.
Pieniądze kończyły się popadłam w długi. Ciągle w uszach dźwięczał mi głos córki : „Mamo jestem głodna”. Próbowałam jakoś odwracać jej uwagę od myślenia o jedzeniu. Kiedyś zadzwoniła do mnie dziewczyna, która u mnie wcześniej pracowała, i w rozmowie wygadała się, że jedzie do Moskwy. Na moje pytanie : „Dlaczego?” odpowiedziała, że teraz prostytutki zarabiają tam 200 dolarów za noc. I wtedy w moim sercu zaczęła się walka. Z jednej strony głos córki: „Chcę jeść”, z drugiej nie spłacone długi - jak zaspy śnieżne. I wtedy diabeł wykorzystał moje zamieszanie. Przyszła myśl: „A co , jeśli tylko kilka razy pójdę do klientów? Tylko kilka razy – i wiele spraw będzie rozwiązanych”. Diabeł nie mówił jednak , w jaki sposób to wciąga.
I oto jestem w Moskwie. Z powodu „obfitego” kijowskiego życia bardzo schudłam, ale w mojej nowej pracy to akurat było korzystne. Cieszyłam się dużym wzięciem. Dziewczyny-konkurentki znienawidziły mnie za to i uknuwszy pewną intrygę, wyrzuciły mnie z mieszkania. Wrogie uczucie odrzucenia działało nawet tutaj. Znalazłam się na ulicy w obcym mieście. Zadzwoniłam do jednego ze swoich bogatych i wpływowych klientów, objaśniając mu sytuację. Pomógł mi zatrzymać się w jednym z moskiewskich hoteli. „Praca” trwała nadal. Pieniądze, które chciałam zarabiać na spłacenie długów topniały w oka mgnieniu. Nie udawało mi się niczego odłożyć. Oprócz wydatków na ubrania, taksówki i inne atrybuty takiego życia, masa pieniędzy szła na narkotyki, których z każdym dniem potrzebowałam więcej i więcej. Bez takiego wyłączania się z rzeczywistości niemożliwe jest zajmowanie się prostytucją. Narkomania i prostytucja są ze sobą nierozerwalnie powiązane. Wszystkie prostytutki stają się narkomankami albo alkoholiczkami, ponieważ niemożliwe jest przeżywanie tego wszystkiego , czego one doświadczają, bez dopingu. Ani jeden człowiek w normalnym stanie nie może wytrzymać takiego poniżania i przemocy wobec siebie, nieważne jak wiele by mu za to płacono. Kiedy prostytutka wyjeżdża z kolejnym klientem, musi zdawać sobie sprawę z tego, że żywa może już nie wrócić. Pamiętam wiele sytuacji, gdy dziewczyny nie wracały od klientów. Ich los nie jest znany. Prostytutka zawsze chodzi po ostrzu noża. Mogą ją sprzedać, zabić w pijackiej awanturze, udusić, utopić, powiesić, zastrzelić jak psa, wykorzystać jako dawcę potrzebnych organów. Opowiadali mi o dziewczynie, którą przywieziono do mieszkania, w którym już czekali lekarze, aby wyciąć jej jakiś organ potrzebny do transplantacji. Dziewczyna , aby tego uniknąć, wyskoczyła z trzeciego piętra, rozbijając szybę i kalecząc całe swoje ciało. Inna dziewczyna opowiadała, jak klient chciał rozpruć ją, aby zobaczyć jak wyglądają wewnętrzne organy kobiece. Jeszcze inną dziewczynę bandyci przymusili do uprawiania seksu z psem. I takich historii jest całe mnóstwo.
Pewnego razu klient przetrzymał mnie kilka dni w jakiejś piwnicy w ciemności, przywiązaną do czegoś, bez jedzenia i wody. W pełnej nieświadomości tego co ze mną będzie przeżyłam tych kilka dni. Następnie tak samo spokojnie , jak mnie przyprowadził, przywiązał i odszedł, ten człowiek przyszedł, odwiązał mnie i wypuścił. Nie wiem, o co mu chodziło… Jeszcze inny klient kupił mnie, abym mu opowiadała anegdoty. Przez wiele godzin wymyślałam z marszu bez przerywania śmieszne historie, ponieważ, gdy tylko przestawałam, zaczynał się złościć. Innym razem sprzedali mnie zboczeńcowi. Człowiek ten mógł osiągnąć satysfakcję seksualną tylko wtedy, gdy przyglądał się przedśmiertnym konwulsjom dziewczyny, którą dusił. Tylko to powodowało u niego zaspokojenie. Był bardzo gruby i miał około dwóch metrów wzrostu. Kiedy przyjechaliśmy do jego prywatnego domu, pierwszą rzeczą jaką zrobił, było to, że wypuścił na mnie swojego kaukaskiego psa owczarka. Chwała Bogu, byłam ubrana w futro, któremu nieźle się dostało. Psychicznie było to bardzo silne doznanie. W taki sposób chciał mnie przestraszyć, aby osłabić duchową odpornośc. Kiedy zaczął mnie dusić, nie wiem skąd wzięłam siłę, ale zepchnęłam z siebie tego olbrzyma, złapałam leżący w kuchni tasak i powiedziałam: „Jeśli przybliżysz się do mnie, jeśli choćby poruszysz się na łóżku, ja ciebie zabiję. Teraz, nie ma co”. Z pewnością, musiałam mówić bardzo przekonująco – moje słowa podziałały. Wydostałam się z jego domu, ale trzęsło mnie jeszcze przez tydzień.
Na całe życie zapamiętam historię, kiedy grupa kryminalistów wywiozła mnie i jeszcze jedną dziewczynę do domu leżącego poza miastem, z którego nie mogłyśmy się wydostać przez dwa tygodnie. Było ich tam 30-40 mężczyzn. Gwałcili mnie, przywiązywali za ręce, za nogi, bili, topili w basenie, zamykali w parniku, szczuli psami. Robili co tylko chcieli. Znajdowałam się w stanie seksualnego i fizycznego sponiewierania, całe ciało bolało mnie, zapomniałam jak się nazywam, nie wiedziałam jaka jest pora dnia, zaczęłam tracić świadomość istnienia. Wszystko, co działo się ze mną, bardzo mocno wpłynęło na moją psychikę. Po dwóch tygodniach odwieźli nas do Moskwy i sprzedali innej grupie, której mieszkanie znajdowało się na ósmym piętrze. Kiedy dowiedzieli się, że jestem z Ukrainy, jeden z nich wziął mnie za nogę i przewiesił przez okno mówiąc: „Teraz ciebie wyrzucę!”. Ktoś z jego przyjaciół powstrzymał go. Wtedy bardzo mocno zbił mnie. Nie wiem dlaczego ten człowiek nienawidził Ukraińców, ale bił mnie wtedy za cały naród.. Cała byłam we krwi. Kiedy wszyscy zasnęli, obie z koleżanką, owinąwszy się w prześcieradła (ponieważ ubrania nam zabrali) jakimś cudem otworzyłyśmy drzwi i wyskoczyłyśmy na ulicę. Była zima…
Kiedy wisiałam głową w dół na ósmym piętrze, pożegnałam się z życiem i w myślach powiedziałam: „Chwała Bogu, że wreszcie się to wszystko skończy”. Było mi już wszystko jedno. Śmierć nieustannie zaglądała mi w twarz. To nie jest przesadzone określenie. Fizycznie czułam oddech śmierci. Życie nauczyło mnie psychologii. Jeśli nie rozeznawałabym, czego mężczyzna chce ode mnie, nie byłoby mnie już na tym świecie. Musiałam jak pies rozpoznawać po wzroku „pana” jego życzenia. W innym wypadku on mógł mnie po prostu zabić. Spoglądając w moje oczy, właściwie każdy mówił, że nie jest w stanie w nie patrzeć, tak wiele w nich było bólu.

Pożądliwość oczu

W Biblii jest napisane, że pożądliwość, gdy pocznie, rodzi grzech. W ogóle ciało jest nienasycone. Kiedy człowiek znajduje się pod kontrolą ducha nierządu, zawsze jest mu mało. Nawet jeśli ma żonę. Większa część mężczyzn przychodzi po usługę do prostytutek, ponieważ ich własne żony: po pierwsze ich nie rozumieją, po drugie nie zadowalają, a po trzecie pod zewnętrzną „fasadą” u wielu kobiet kryje się pustka i wiele z nich faktycznie nie zajmuje się stwarzaniem ciepła domowego we własnej rodzinie. Niekiedy dziewczyny były wzywane tylko po to, aby posprzątać w domu albo przygotować obiad.
Połowa klientów wykorzystuje prostytutki tylko w tym celu, aby wygadać się, ulżyć swojej duszy, popłakać w „ kamizelkę”, wiedząc, że widzą dziewczynę pierwszy i ostatni raz. W czasie najtrudniejszych momentów mojego życia, przychodziłam na Kreszczatik, siadałam na ławeczce w tak zwanej „alei zakochanych”, szukałam jakiejś starszej ode mnie kobiety i wylewałam przed nią swoją duszę. Te wybierane przeze mnie kobiety, pełniły rolę mamy, której tak było mi brak w życiu. Oczywiście, nie opowiadałam im o tych wszystkich koszmarach, o których piszę teraz, ale zawsze chociaż jakąś drobną część. Dlatego, że wszystko to nosić w sobie niepodobna. Po takich spotkaniach było mi lepiej. Podobnie i klienci: pierwsza ich potrzeba - to podzielić się z kimś nieznajomym jakimiśnieznajomym jakimiś swoimi ciemnymi , gniotącymi momentami życia, nie dająćymi u.ie na duszy, popłakać w kamizelkęe. tr ciemnymi, dręczącymi stronami swego życia. Wielu klientów, którzy kupowali mnie, zwracało się do mnie imionami swoich żon i krzyczało na mnie. Z pewnością tacy klienci mają silne, dominujące żony, które trzymają ich pod pantoflem, lub też są córkami wysoko postawionych ludzi i ci mężowie nie mogą nawet słowem odezwać się w domu. Dlatego na prostytutkach wyżywają się za cały swój ból i upokorzenia, za urażoną męską ambicję. Swoiste odreagowanie.
Płacąc za dziewczynę, 70 procent klientów myśli tak: „Kupiłem cię, jesteś rzeczą”. W ten sposób próbują podnieść swoją samoocenę. Zasadniczo wszyscy wynaturzeńcy – to ludzie z niską samooceną, którzy usiłują poprzez poniżanie dziewczyn podnieść mniemanie o sobie. Pokazują to, że mają pieniądze, czują się wszechmogący i życie innych nic dla nich nie znaczy: „Jeśli ciebie kupiłem, to jesteś rzeczą i mogę robić z tobą wszystko co zechcę”. Dlaczego u mężczyzn pojawia się nienawiść do kobiet?
Myślę, że często dlatego, że matka była bardzo surowa w relacji z synem i biła go. To doprowadza do niskiej samooceny i może spowodować nienawiść wobec całej płci żeńskiej.
Druga przyczyna – to oglądanie scen przemocy ojca wobec matki (bicie, oskarżenia). U chłopca może kształtować się wówczas pogląd, że tylko w ten sposób trzeba zwracać się do kobiet i że są kobiety – niższy rodzaj istot , z którymi można postępować tak, jak się chce. Niektórzy ojcowie kupują prostytutki dla swoich synów – nastolatków i na tym przykładzie „uczą” ich jak obchodzić się z kobietami. Przy okazji można usłyszeć słowa ojcowskiego pouczenia: „Kobieta – to szmata, to – zło. Zapamiętaj” Dziecko przestraszonymi oczami patrzy na to „zło” i nie wie jak podejść do niego. Ojcowie już pokazali zadanie – zło należy zniszczyć.
Jest jeszcze jedna przyczyna - zawiedziona miłość. Młody mężczyzna zaczyna nienawidzić kobiet z tego powodu, że zostawiła go kochana dziewczyna.
Kiedy człowiek posiada władzę zaczyna rozumieć, że tak czy inaczej nie zaspokaja ona jego potrzeb, a więcej nic nie może osiągnąć, bywa że staje on się okrutny. Z pewnością 80 procent klientów (wysoko postawionych urzędników państwowych) – to ludzie-zwierzęta, nienawidzący wszystkich, nie mówiąc już o prostytutkach. Jest to zasadą, że tacy wynaturzeńcy, jeśli dzwonią po dziewczyny, to tylko w celu uprawiania zboczonego
seksu. Zboczenia płciowe – to nieodłączny proces składający się na rozpad ludzkiej osobowości , zmieniający ją w zwierzę. Stosunek takiego człowieka do innych ludzi staje się taki – jak wobec zwierząt.
Pewnego razu na Krymie przepadł jakiś minister. Wszyscy padali z nóg w poszukiwaniu go. A on tymczasem „przepadł” w jednym z górskich domów, dokąd wezwano i mnie . Był tam żywy gepard, który zagryzł kogoś ze służby. Tym gepardem szczuli mnie, a potem strzelali do mnie jak do tarczy. I to wszystko wymyśliła „elita” naszego społeczeństwa. Do tej pory nie rozumiem, jakim sposobem udało mi się wydostać stamtąd z życiem. Tam na własne oczy przekonałam się, że im wyższą pozycję osiąga człowiek , tym bardziej staje się zdeprawowany.
Pieniądze i władza całkowicie wypaczają rozum i serce człowieka, jeśli nie zna on Boga. O tym upewniłam się dzięki osobistemu doświadczeniu, przerażona tym, co wyrabiali ci wysoko postawieni ludzie.
Zdarzają się też inni klienci. W Moskwie bywał u mnie jeden taki, którego lubiły wszystkie prostytutki. On nie sypiał z dziewczętami, tylko z nimi spędzał czas. Podobała mu się filozofia Nietzsche`go i uważał siebie za nadczłowieka. Można powiedzieć, że przychodził, aby nas nauczać, próbując coś tam nam wyjaśniać. Naszym głównym zadaniem było – milczeć, słuchać, i kiedy trzeba, mówić „tak”. Człowiek ten nie mógł znaleźć sensu życia, zżerała go wewnętrzna pustka. Nie wiem, czym ten człowiekzajmował się, ale posiadał ogromną ilość pieniędzy, kilka mieszkań i wilii w Moskwie. Mógł na całą noc wynająć jedno z najbardziej znanych kasyn w stolicy, popijając drogi koniak - 1 gram po 500 dolarów, wąchając go przez zwinięty w trąbkę 100 lub 1000 dolarowy banknot, który potem podpalał. Często w ciągu nocy jeździłyśmy z nim do różnych mieszkań. Prowadził samochód z prędkością 250 km na godzinę, a ja, nie znając jeszcze Boga, przypominałam sobie w tym czasie wszystkie znane mi modlitwy. Gdy zatrzymywała go milicja, wykrzykiwał do nich przeróżne zykiwał do nich przeróżne okropności wy.szcze Boga oniak - 1 gram po 500 dolarów, wąchając go okropności i rzucał w ich stronę ogromną ilość pieniędzy. Pewnego razu zadzwonił do mnie , powiedział, że bardzo źle się czuje i poprosił, abym przyjechała. Siedział na środku pokoju zarzuconego dolarami – a ja nie widziałam bardziej nieszczęśliwego człowieka. Często pytał mnie , w jakim celu pracuję. „Żeby zarobić pieniądze” – odpowiadałam. „A co dalej? – stawiał następne pytanie. – Mam kupę pieniędzy, ale to nie przynosi mi szczęścia” – powtarzał.
…Sportowców, gwiazdy estrady, milicjantów, urzędników państwowych i średnio statystycznych mężów, w ogóle wszystkich, którzy korzystają z usług prostytutek, męczy pustka, którą może zapełnić tylko Pan Jezus.
Jakkolwiek wysoko człowiek by nie zaszedł, jak wiele by nie zarabiał pieniędzy i jak bardzo by nie znęcał się nad kupionym „żywym towarem”, to tej pustki nic i nikt nie jest w stanie zapełnić, oprócz Boga.
Wielu klientów usiłuje zaspokoić swoje najbardziej przyziemne potrzeby i pragnienia. Napatrzył się człowiek na filmy pornograficzne i magazyny, wymyślił sobie coś tam i postanowił wprowadzić to w czyn za przy pomocy dziewczyny-prostytutki. Wszystkie opowiadania dziewczyn o ich życiu klienci traktują jako kłamstwo i zabiegi, aby wyciągnąć z nich jak najwięcej pieniędzy. Uważają, że prostytutki – to kłamczuchy i osoby, które fantazjują. Myślą, że dziewczyny wychodzą na ulicę, nie dlatego, że zmusza je do tego sytuacja życiowa, ale dlatego, że im się to podoba. „Podoba ci się to!” – mówią często. A dziewczyny udają, zgadzając się z tym. A jeżeli przyznajesz się do tego, że ci się to nie podoba, to mogą cię zbić. Dzieje się tak dlatego, że jeśli oni kupują sobie „zabawkę” na noc, to nie chcą, żeby ona im płakała. Nie interesują ich uczucia i opinie „rzeczy”. Potrzebują opróżnić brudne zakamarki swojej duszy i zaspokoić swoją pożądliwość…
W rzeczywistości 90 procent dziewczyn wychodzi na ulicę z powodu jakichś problemów, nie wierząc, że mogą rozwiązać je w jakiś inny sposób. Tylko niespełna 3 procent stanowią te, którym rzeczywiście podoba się ten fach. Byłam prostytutką cztery lata, a tylko jeden raz spotkałam dziewczynę, której podobało się to, że sprzedawała swoje ciało. Wiele dziewczyn uwierzyło w kłamstwo, że prostytucja - to prosta droga do dobrego zamążpójścia. Jeżeli dziewczyna ma do czynienia z takim mnóstwem mężczyzn, to jest szansa, aby znalzła sobie najlepszego. Jeszcze jedno kłamstwo – możliwość zarobienia pieniędzy. Niektóre dziewczyny weszły na tę drogę, aby opłacić swoją naukę na uczelni, inne – aby nakarmić swoje dzieci, gdy zostały porzucone przez swoich mężów lub kochanków.

Wysepka miłości

Kiedyś grupa bandytów zrobiła obławę na dziewczyny-prostytutki i wywiozła je ze sobą. Ja także wpadłam w ich ręce. Przez cała noc znęcali się nad nami, jak tylko chcieli. Pomiędzy nimi był młodzieniec, który zakochał się we mnie. Chociaż dziwnie to brzmi, ale pośród przemocy, brudu, narkotyków i alkoholu narodziła się miłość.
Jurek, tak miał na imię dowiedział się gdzie mieszkam i czekał nieraz na mnie, nie dając mi przejść. „Dokąd idziesz?” – spytał mnie kiedyś, gdy wychodziłam z hotelu. „Do pracy” – odpowiedziałam. „Znam ja tę twoją pracę. Dzisiaj nigdzie nie pójdziesz. Teraz to ja ciebie kupiłem” – powiedział , wyciągając w moim kierunku paczkę pieniędzy. Potem mówiąc: „Kupiłem ciebie na cały tydzień” dorzucił jeszcze parę banknotów. Spędziliśmy razem siedem dni, w Moskwie bawiąc się, zaglądając do restauracji i na dyskoteki. W czasie jednego z takich wypadów, zaproponował mi, abym wyszła za niego za mąż. „Zgłupiałeś, czy co? – zapytałam – Po pierwsze, za rok , dwa rzucisz mnie, przypominając sobie, gdzie mnie znalazłeś. Po drugie , mam dziecko”. Pamiętając z własnego życia, jak dobierał się do mnie ojczym, nie mogłam nawet dopuścić myśli, że razem z moją córką będzie przebywał obcy mężczyzna.
Jurek był uparty. Nocował obok hotelu. Przepędzałam go, ale on nie ustępował. Przyglądając się temu wszystkiemu, mój sutener powiedział: „ Głupia jesteś, żeby rezygnować z takiej szansy? Takie coś zdarza się jednej z trysiąca prostytutek.” Jak się potem okazało, Jurek wykupił mnie u niego.
Wszystko rzuciłam i wyszłam za Jurka za mąż, nawet przestałam brać narkotyki, od których do tego czasu byłam już mocno uzależniona. „Kochasz mnie?” – pytał Jurek w dniu naszego ślubu. Za każdym razem szczerze odpowiadałam : „Nie!” Nie potrafiłam okłamywać go. Po tym wszystkim, co do tej pory wydarzyło się w moim życiu, nie wierzyłam, że ktokolwiek jest w stanie mnie pokochać i ja sama nie mogłam kochać nikogo.
Nikt mnie tak nie kochał, jak ten człowiek, ale szczęście trwało niedługo. Pomimo tego, że w moim sercu nie było miłości, ten okres życia był dla mnie szczęśliwy, ponieważ nie wiedziałam, co to jest prawdziwe szczęście.
Po upływie roku od naszego ślubu Jurka zabili. Był członkiem jednej z moskiewskich grup przestępczych i przynosił do domu po tysiąc dolarów dziennie. Po pewnym czasie między dwoma odłamami tej grupy wyniknął konflikt, w rezultacie którego zabili dwóch kolegów Jurka i już zaczęli polowanie na niego. Stało się dla nas konieczne ukrycie się poza miastem , pojechaliśmy więc do Kijowa z dużą ilością pieniędzy i kupą rzeczy. Nie mieliśmy najmniejszego pojęcia, w co zainwestować pieniądze. Zaproponowałam kupienie samochodu i zajęcie się prywatnymi przewozami. Jurkowi ta myśl nie podobała się. Nikt z nas nie potrafił prowadzić samochodu. A to, żeby pójść na kurs prawa jazdy, nikomu nawet do głowy nie przyszło. Mój brat poradził żeby pojechać do Turcji w celu zakupu towaru i sprzedać go w kraju. Tak właśnie zrobiłam, kupując wszystko, co mi się podobało i tracąc przy tym wszystkie pieniądze i cały towar, który zatrzymano. Wtedy mój brat jeszcze raz mi powiedział: „Odłóż pieniądze, ponownie jedź do Turcji i kup inny towar”. Znowu tak zrobiłam. Początkowo handel ruszył, ale potem stało się to samo co z pierwszą partią towaru. Okazało się, że jesteśmy dłużni niewyobrażalną sumę pieniędzy, ponieważ pożyczylismy je na wysoki procent. Życie stało się nie do zniesienia – wierzyciele żądają pieniędzy, Jurek pije. I ponownie przyszła do mnie myśl – można rozwiązać ten problem, gdy tylko znowu wyjdę na ulicę. Powiedziałam o tym Jurkowi. Jego krzyku „Nie!” - nie zapomnę nigdy – to był krzyk jego serca.
Mimo to wyjechałam.
Moskwie przyjęli mnie dobrze. Opowiedziałam o naszym problemie sutenerowi. Obiecał mi pomóc, ale oczywiście wszystko skończyło się na słowach.
Zauważyłam, że przed wyjściem za mąż, gdy pracowałam jako prostytutka, miałam powodzenie, jeśli tak można powiedzieć, wiele uchodziło mi na sucho. Ale teraz wszystko przekształciło się w koszmar.. Mało tego, że zaczęłam mieć straszne nieprzyjemności, znowu brać narkotyki i większą część zarobionych pieniędzy tracić na „działki”, to jeszcze nie odstępowała mnie myśl o Jurku, który nie mógł przeżyć tego, że ponownie zaczęłam zajmować się prostytucją.
Z powodu przyjmowania narkotyków wielu momentów tego okresu swojego życia nie pamiętam. Dlatego nie mogę powiedzieć, jak ponownie znalazłam się na statku, na którym poznałam Jurka. Pewnego razu na pokładzie podeszła do mnie kobieta i zapytała: „Chcesz normalnie zarabiać?” – „Kto nie chce?” – odpowiedziałam. „Tam na ciebie będą czekać” – z tymi słowami podała mi świstek papieru z adresem: miasto Jałta, hotel „Jałta”.

Witamy w ustroju niewolniczym

Krym. Jałta. Hotel o tej samej nazwie. Znajduję wskazany w adresie hotelowy pokój i stawiam się przed obliczem miejscowej suterenki. „Kto ciebie wytrzasnął – taką? Oglądałaś się w lustrze?” – przywitała mnie takimi słowami. „W jakiej głuszy robili ci ten manicure?” – kontynuowała. Wyjaśniłam jej w jakiej.
Ostrzygli mnie, zrobili fryzurę, manicure, pedicure. Potem zawiozła mnie do pewnego wytwornego salonu. Kupiła piękną sukienkę, perfumy i kosmetyki, a moje rzeczy po prostu wyrzuciła. Do tego wszystkiego zabrano mi wszystkie dokumenty. Zostałam jej niewolnicą. Następnym etapem „podwyższania moich kwalifikacji” była szkoła dla prostytutek. Tak, są i takie szkoły. Tam uczyli mnie, jak „ prawidłowo” chodzić, siedzieć przy stole, rozmawiać z klientami. Oprócz mnie u tej kobiety było jeszcze około 20 dziewcząt. O ile w Moskwie pracowałam na siebie, o tyle w Jałcie pracowałam na nią. Pieniędzy nie oglądałam w ogóle. Kiedy ona stwierdziła, że jestem za gruba do mojego rzemiosła, przestali mnie karmić. Piłam tylko soki – pomidorowy i pomarańczowy. Od tego czasu nie znoszę nawet ich zapachu. Kiedy spotykałyśmy się z klientami, mogłyśmy w barze zamawiać na własny rachunek produkty, a sutenerka potem z naszych zarobionych pieniędzy płaciła za to. Kiedy ustawiła mnie na diecie, uprzedziła barmanów, aby nic oprócz soków mi nie dawali. W ciągu dwóch miesięcy nic nie jadłam. Udawało mi się coś przekąsić, tylko wtedy gdy klient czymś mnie poczęstował.
Najbardziej interesujące jest to, że ta właśnie sutenerka sama kiedyś była prostytutką w tym hotelu. Jest to dziwne - przecież sama przeżywała ból, okrucieństwo, poniżenie, jednak nienawidziła nas wszystkie i odnosiła się do nas nie jak do ludzi. W ogóle, sutenerzy – to przyszłe lub byłe prostytutki. Byłe prostytutki to najbardziej ostre suterenki. Kobiety-sutenerki, które nie były nigdy w skórze prostytutki, odnoszą się do dziewcząt pobłażliwie. One zawsze prowadzą z nimi rozmowy o przyczynach takiego wyboru, o ich uczuciach. Zdarzają się sutenerki z wypaczonym umysłem. Jednej z nich podobało się, żebyśmy jej opowiadały wszystko w szczegółach, zwłaszcza o najokropniejszych naszych przeżyciach. Słuchając tego doznawała przyjemności. Mężczyźni-sutenerzy – co zawsze jest zasadą, to ludzie z niską samooceną, nienawidzący całej żeńskiej płci i często korzystający za darmo z usług swoich „podopiecznych”.
Generalnie, niska samoocena – to powszechny problem i sutenerów i prostytutek. Jedni i drudzy uważają siebie za niezdolnych do innego sposobu zarabiania pieniędzy. O swoich możliwościach mają niższe zdanie, niż to ma miejsce w rzeczywistości.
Aby wyrwać się z tej jałtańskiej meliny, trzeba było zarobić bardzo dużo pieniędzy. Jeśli chodzi o „popyt” zajmowałam drugie miejsce. Sutenerka ciągle nie mogła zrozumieć dlaczego. „Ona w ogóle taka nijaka? A taki popyt” – dziwiła się. Byłyśmy zobowiązane do zarobienia określonej sumy na dzień i wypełnienia swojego rodzaju planu. Jeżeli udało się zarobić mniej niż przewidywała suma, to na taką „winowajczynię” nakładana była kara. Karę zresztą można było otrzymać za najdrobniejszą rzecz. W ten sposób sutenerka trzymała nas bez pieniędzy i nie dawała możliwości zarobienia, żeby wykupić się.
Wydostałam się z tej jaskini przypadkowo. Dziewczyna, która była pierwsza jeśli chodzi o powodzenie, wykupiła i siebie, i mnie. Zawiozłam ją do Moskwy na statek, z którego wyjechałam na Krym.

Agonia

Wiadomość o zabójstwie Jurka wbiła się jak nóż w moje serce. Zabrakło jedynego człowieka na tej ziemi, który mnie kochał. Narkotyki stały się moim jedynym „wybawieniem” od rzeczywistości. Mogłam, na przykład, przyjąć kilka tabletek ekstazy, dodając do tego kokainę, potem amfetaminę, zapić to dużą ilością wódki, potem pokłuć się „szprycą” i na koniec „przyłożyć” jeszcze heroinę. I wszystko to w ciągu jednej doby.
Moją dawkę heroiny w Moskwie stanowiło 1,5 grama (wiele razy próbowałam celowo „przedawkować”, żeby gładko zejść z tego świata). Po tych wszystkich przeżyciach, postanowiłam jechać do domu, ale skończyły mi się pieniądze, więc ponownie zostałam w Moskwie, żeby cośkolwiek zarobić. Pieniądze, pieniądze, pieniądze…. Ciekawe, że niezależnie od tego ile bym nie zarobiła, dramatycznie ich nie starczało. Co prawda, udało mi się częściowo spłacić nasz kijowski dług. Było to jeszcze przed śmiercią Jurka. „Tania, jestem gotowy sprzedać swoją śledzionę albo nerkę, tylko nie zajmuj się tym!” – płakał, kiedy przyjechał do Moskwy po pieniądze. Jurka zabili gdzieś tam w Rosji, nie wiem nawet, gdzie jest jego grób…
Utraciwszy wszelki instynkt samozachowawczy, piłam ciągami i spotykałam się z każdym, kto napatoczył mi się na drogę. W ten sposób poznałam środowisko „gejowskie”.
Większa część z nich to narkomani zażywający kokainę i sataniści. Są bardzo kapryśni, wścibscy i nudni – grający rolę kobiet. Homoseksualista – to kobieta w najgorszym wydaniu. Jeżeli kobieta w swojej naturze bywa kapryśna, to „geje” odgrywają rolę tak „kapryśną”, że przechodzi to wszelkie pojęcie.
Jeśli kobieta skłonna jest osądzać i plotkować, to musi jeszcze bardzo się postarać, żeby dogonić w tym „geja”. On również lepiej niż kobiety wie wszystko na temat ciuchów, mody, perfum. Ma również wyśmienity smak, on jest najlepszym stylistą. Do zmiany orientacji seksualnej i bycia tym, kim się w istocie nie jest, popycha ludzi niska samoocena. W taki sposób ludzie ci starają się korygować swoje nieprzystosowanie. To samo odnosi się do lesbijstwa. Jedna dziewczyna opowiedziała mi , że jej koleżanka zrobiła operację usunięcia piersi oraz wewnętrznych kobiecych organów, żeby nawet fizycznie upodobnić się do mężczyzny. Do takiego znęcania się nad sobą skłania ludzi to samo niskie mniemanie o sobie.
Moi znajomi „geje” zaproponowali mi, abym poddała się rytuałowi poświęcenia szatanowi. „Ty i tak jesteś już nasza, dlatego że robisz wszystko co cieszy diabła” – mówili. Kiedyś, przebywając w mieszkaniu razem z jedną dziewczyną satanistką, usłyszałam propozycję, żeby wypić za Lucyfera. Wewnątrz mnie jednak coś się stało i odmówiłam, tłumacząc, że jeszcze nie przeszłam poświęcenia i dlatego na razie pić za niego nie będę. Wtedy ona zdecydowała, że mi powróży. Po kilku minutach dziewczyna ze zdziwieniem spojrzała na mnie i powiedziała, że karty pokazują, iż jestem silna energetycznie, bardzo silna, nawet silniejsza od niej. Rzeczywiście, kiedyś zajmowałam się okultyzmem, wróżeniem i tym podobnymi rzeczami. Zdarzały się sytuacje, że coś mówiłam i to się działo. Być może, moja znajoma przestraszyła się ukrytej we mnie siły i odprawiła jakieś rytuały, dość, że nocą przyszedł do mnie pewien demon i starał się mnie zabić. To było straszne i nie były to halucynacje. Ponownie z pomocą przyszedł mi Bóg.
Wtedy jeszcze tego nie rozumiałam, wiec moje klęski i niedole trwały dalej.
Kiedy mama z moją córką przyjechała do mnie do Moskwy, umierałam z powodu narkotyków. Patrząc na moją dziewczynkę, zrozumiałam, że nie odczuwam wobec niej nie tylko macierzyńskich uczuć, ale w ogóle żadnych. Jedyne pragnienie jakie miałam wtedy – to jak najszybciej umrzeć. Nienawidziłam siebie. Mój organizm już odmawiał posłuszeństwa. Przez ostatni miesiąc nie mogłam wypróżnić się. Kiedy nie mogłam dostać kolejnej dawki, zaczął się u mnie taki stan, że mama przeraziła się. Od czterdziestostopniowej temperatury miałam ciągłe dreszcze, termometr po prostu parował. Aspiryna nie pomagała. Majaczyłam. Miałam rozdęty brzuch, bolał mnie każdy włosek na ciele, łamały mnie kości. Nie mogłam dotknąć się nawet palcem. Poród w porównaniu z tymi bólami jest niczym. Umierałam na oczach własnej mamy. Nie mogłam znaleźć sobie miejsca, aby się uspokoić, tak bardzo wszystko mnie bolało. W pewnym momencie, wijąc się z bólu, usłyszałam moją córkę opowiadającą mi o tym, jak Bóg stwarzał świat. Jak na wojnie po bombardowaniu następuje ogłuszająca cisza, tak i moje ciało nagle przestało mnie boleć i zanurzyło się w błogostan. Pokój i radość ogarnęły całą moją istotę i naocznie zobaczyłam obraz stworzenia świata. Gdy tylko Anusia zamilkła, ból z nową siła natarł na mnie. Trzeciego dnia agonii sparaliżowało mi nogi. Nie spałam około dziewięciu dni, wypijając po kilka butelek wódki zamiast narkotyków i nie byłam pijana. A moja mama, patrząc na to wszystko, krzyczała: „Panie , zbaw ją!”.
 
 
CZEK0LADA
[Usunięty]

Wysłany: 2007-10-08, 10:18   



Rozdział 4
_______________

Droga do domu
Nawrócenie


Po powrocie do Kijowa zdobyłam pracę jako barmanka, chodziłam po dyskotekach i klubach, zażywałam narkotyki, bez których już nie mogłam się obejść. Moje żyły nieustannie potrzebowały kłucia.
W tym czasie moja mama, znękana i poraniona przez życie, zaczęła szukać Boga. Razem z moją córką chodziły po różnych kościołach, cerkwiach, monastyrach, wszelkich możliwych świętych miejscach, wszędzie - gdzie jak jej się zdawało - można znaleźć Boga. Kiedyś mamy nie było cały dzień, ale gdy wróciła, jej oczy błyszczały z radości. Zaczęła opowiadać mi o kościele, w którym spędziła cały dzień. Ucięłam szybko jej opowiadanie. Wtedy moje serce jeszcze niczego nie przyjmowało, ale od tego dnia zaczęłam zauważać w niej zmiany. Przestała pić i palić, stała się spokojniejsza i poweselała, niezależnie od tego, że życie w naszej rodzinie pozostawało nadal takie samo. Teraz, kiedy napotykałam kolejne problemy, mama namawiała mnie, żebym przychodziła z nimi do kościoła. Sprzeciwiałam się, mówiąc, że nic nie może mi pomóc i nie potrafię żyć inaczej. Słowa mama: „Bóg ciebie kocha” doprowadzały mnie do szału. Krzyczałam: „Co ty pleciesz! Jaki Bóg? Mnie nikt nie kocha. Nawet ty, rodzona matka!” Cały rok mama modliła się za mnie. Cały rok sprzeciwiałam się, aż pewnego razu, kiedy ona kolejny raz zaczęła mówić mi o Bogu, zbiłam ją do utraty przytomności. Wielu wierzących nie wierzyło, że mogę być zbawiona, uważając, że jestem wyjątkiem. „Bóg może wszystko – tylko nie w przypadku waszej córki – mówili mojej mamie”. Mama nie zwracała uwagi na ich słowa i nadal trwała w modlitwie za mnie.
Tymczasem kościół „Słowo wiary”, do którego ona chodziła, zmienił miejsce spotkań na halę sportową znajdującą się obok baru, w którym pracowałam. Po okolicy od razu rozniosły się wieści, że do tego kościoła chodzić nie można, dlatego, że tam wyganiają demony. Taki popłoch spowodowany był tym, że był to nie tradycyjny prawosławny kościół, a kościół charyzmatyczny. Dla naszych ludzi było to coś nowego i nienormalnego. Pewnego razu jednak tam zajrzałam, ale nic na mnie nie zrobiło wrażenia i wyszłam stamtąd myśląc, że na zawsze.
Życie toczyło się dalej. Spotykałam się z jednym z kijowskich kryminalnych autorytetów. Zarówno on, jak i jego koledzy, cenili mnie za to, że nigdy nikogo nie wystawiłam. W tym środowisku, rzadko można spotkać przyjaźń w ogóle, a zwłaszcza przyjaźń nie opierającą się na myśleniu; „co ja mogę od ciebie dostać?”. Ci ludzie wierzyli, że w świecie można przeżyć tylko czyniąc zło. Chociaż od dziecka żyłam i obcowałam z ludźmi trzymającymi się takich poglądów, sama starałam się żyć inaczej. Każdemu, kto prosił mnie o pomoc, pomagałam. Zawsze , co prawda, kończyło się to zdradą z ich strony – albo mnie wystawiali, albo okradali. Ale ja i tak chciałam czynić dobrze. Z pewnością, właśnie to wywoływało w środowisku szacunek wobec mnie.
Kiedyś mojemu koledze „autorytetowi”, z powodu przedawkowania narkotyków, zatrzymała się akcja serca. Jego puls był niewyczuwalny, a on zrobił się siny i przestał oddychać. W mieszkaniu w tym czasie znajdował się z nami jeszcze jeden młody chłopak. Pochylił się nad martwym i zaczął się modlić. „A ty co, masz nierówno pod sufitem?” – krzyknęłam podbiegając do niego. Odepchnął mnie i modlił się dalej. W ciągu minuty na moich oczach wydarzył się cud (to rozumiem dopiero teraz) – trup zaczął oddychać i otworzył oczy. Wtedy nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia. Docierało do mnie tylko jedno – jeśli mój chłopak nie zmartwychwstałby, to mnie podejrzewaliby o zabójstwo.
Po tym wydarzeniu Żółw, tak nazywali chłopaka, który modlił się nad bossem, zaczął mi opowiadać o Bogu i kościele. Okazało się, że jest wierzący. Nie wierzyłam w tym czasie niczemu i nikomu, a tym bardziej jakiemuś Bogu, ale opowieści Żółwia o stworzeniu świata działały na mnie jakoś uspokajająco. Lubiłam słuchać tej „bajki”. Kiedyś poprosił: „Obiecaj mi, że pójdziesz ze mną do kościoła”. Niechętnie zgodziłam się, ale potem jeszcze długo znajdowałam różne wymówki, odkładając to pójście.
6 marca 1999 roku Żółw kolejny raz przypomniał mi o mojej obietnicy i przyprowadził mnie do kościoła. Ale wtedy, oczywiście, nic się nie wydarzyło. Otworzyć serce, zawierzyć - to znaczy stać się bezbronnym wobec zranień. Nie mogłam sobie na to pozwolić: zbyt wiele przyszło mi w życiu przeżyć. Nie zostałam w kościele i stoczyłam się jeszcze bardziej w dół po równi pochyłej. Ale coś się ze mną zaczęło dziać. 8 marca, dwa dni po wizycie w kościele, mój adorator przyniósł mi w prezencie dużą sumę pieniędzy, ale ja, widząc Biblię w jego rękach, powiedziałam: „ Zabierz pieniądze z powrotem, lepiej daj mi w prezencie Biblię”. Zapragnęłam sama przeczytać wszystko to, o czym Żółw mi opowiadał. Chłopak bardzo się zdziwił i nie chciał mi jej dać, ale ja nie ustępowałam. „Jeśli ty mi jej nie podarujesz, między nami wszystko skończone – zakomunikowałam kategorycznie. Zależało mu na naszej relacji i dlatego zgodził się.
Po przyjściu do pracy, położyłam Biblię na stole barowym. Moi znajomi, a także mój przyjaciel, zobaczywszy ja zdziwili się i zaczęli mnie podpuszczać: „Damy ci 3000 grzywien – i ty ją wyrzucisz”. Ale dla mnie ta Biblia wydawała się już czymś najdroższym. Zaczęłam ją czytać, oczywiście nic nie rozumiejąc. Doczytałam do historii życia Abrahama i porzuciłam to zajęcie. Ponownie zaczęłam się kłuć i już mi Biblia nie była w głowie.
Kupując narkotyki od ciemnoskórych, usłyszałam od nich, że przez kościół, do którego prowadzał mnie Żółw, przepuszczają narkotyki: jakoby Biblie nasączają narkotykami, a potem stronice mielą na maszynkach do mięsa. Oczywiście im uwierzyłam. Potem, kiedy opowiadałam o tym pastorowi Sandejowi, był zszokowany takim kłamstwem. Ale wówczas znienawidziłam go.
Oczywiste było, że do tego kościoła nie można mnie było już zaciągnąć.
Po upływie kilku miesięcy zrobił mi się na ręku ropiejący wrzód (od ukłucia zakażoną igłą) i groziło mi zakażenie krwi. Lekarze byli przekonani, że zostało mi 2-3 dni życia. Transfuzja krwi u narkomanów – to zabieg bardzo problematyczny. Mama siłą zaciągnęła mnie, jak opierającego się byczka, do pastora Sandeja.
Odczuwałam wobec tego ciemnoskórego człowieka jednocześnie i strach, i nienawiść. Nie rozumiałam ani jednego słowa, które mówił pastor, ale jego dotknięcie do mojej rozkładającej się ręki, spowodowało efekt „ płomienia na tłuszczu” - jak w znanej reklamie - potężny płomień wżarł się w moją ranę, a głowę napełnił huk wlewającej się energii… Do domu szłam czując lekkość w całym ciele.
Po dwóch dniach oglądając już całkowicie zagojoną rękę w poszukiwaniu żyły do wkłucia, z pewnym niepokojem myślałam: „Możliwe, że jednak Bóg jest?” Po gnijącym wrzodzie nie zostało ani śladu. Ten dowód - to jeszcze było dla mnie za mało.
Wydarzenia toczyły się gwałtownie. Minęło zaledwie parę miesięcy i zostałam zatrzymana za zażywanie narkotyków. W celi metr na dwa siedziały ze mną jeszcze cztery dziewczyny: jedna – warunkowo osądzona, po amnestii i dwukrotnie osadzona, druga – także warunkowo osądzona, po amnestii , jeden raz osadzona, trzecia - za posiadanie większej ilości narkotyków i czwarta – za umyślne zabójstwo. Oto jakie towarzystwo. Siedząc na pryczy, zaczęłam płakać i prosić: „Boże, jeśli istniejesz jestem gotowa uwierzyć w Ciebie. Wydobądź mnie stąd. Obiecuję, że oddam Ci całe moje życie”. Chociaż w głębi serca było coś całkiem innego.
„Tylko mnie stąd wyprowadź, a zaraz zaspokoję głód narkotyków”. Przypominając sobie słowa modlitwy pokutnej z gazety „Słowo wiary”, którą mama często przynosiła z kościoła, powtórzyłam ją i nagle pomyślałam o swojej córce – łzy żalu poleciały mi po policzkach. Przepraszałam za to, że nie mam miłości do swojego dziecka. I co ciekawe, podczas tego, przestałam odczuwać skutki głodu narkotykowego. Współtowarzyszki z celi, także narkomanki, zdziwiły się, że coś takiego jest możliwe. Wiadomo, że bez „działki” dolegliwości głodu nie ustępują. To się stało 8 sierpnia 1999 roku.
Siedząc w celi początkowo zawodziłyśmy różne złodziejskie piosenki, a potem nagle zaśpiewałam chrześcijańską pieśń „Zmień mnie” z kasety, którą także przyniosła do domu moja mama. Często ją śpiewałam nie rozumiejąc, że zwracam się do Boga. „ Proszę śpiewaj dalej” – przyczołgała się do mnie jedna z dziewczyn i położyła mi głowę na kolanach. Przestało ją trząść i odczuła ulgę. W ślad za piosenką rozpoczęłam swoje opowiadanie o stworzeniu świata przez Boga, o Adamie, Ewie, Noem…Przypominałam sobie wszystko, co słyszałam od Żółwia i co zdążyłam zapamiętać podczas pierwszego spotkania w kościele. „Chcemy poprosić, aby Bóg nam wybaczył” – prawie jednocześnie zwróciły się do mnie dziewczyny. „W niczym nie mogę wam pomóc – odpowiedziałam. To mogą robić tylko kościelne „szyszki”. Ale one nie uspokajały się. I wtedy ja z papierosem w zębach i z ironią w głosie, zaczęłam modlić się. Śmiać mi się chciało z tych dziewczyn, klęczących ze łzami w oczach i powtarzających za mną słowa modlitwy nawrócenia. Nie rozumiałam całej powagi tego, co się wówczas działo.
Ja po prostu kłułam się, a stało się coś cudownego – my wszystkie uniknęłyśmy kary, chociaż oskarżenia wobec niektórych z nas były nie na żarty.
Po uwolnieniu dalej kłułam się, ale wtedy już odczuwałam silniejsze wyrzuty sumienia. Coś w moim wnętrzu nie dawało mi spokoju. „Trzeba iść do kościoła, trzeba iść do kościoła” – ta myśl naprzykrzała się mojej duszy. I na koniec, decyzja dojrzała – 21 września 1999 roku drugi raz przekroczyłam próg kościoła „Słowo wiary”.
…Uczucie błogości okryło mnie po samą głowę, gdy tylko weszłam do pomieszczenia kościelnego. Wydawało mi się, że wskoczyłam do basenu z ciepłą wodą.
Nawrócenie moje było szczere i świadome. Pan od razu uwolnił mnie od uzależnienia narkotykowego, w którego niewoli byłam przez 11 lat.

Przemień mnie

Po nawróceniu poszłam do centrum rehabilitacyjnego dla narkomanów. Uwolnienie w jednej chwili dzięki Bożej łasce – to dobra rzecz. Ale kiedy nie ma objawienia, jak takie uwolnienie zatrzymać, diabeł może je ukraść. Osiem kroków, na których opiera się rehabilitacja dla uzależnionych od narkotyków i alkoholu w centrum „Miłość”, zmieniło całkowicie moje światowe spojrzenie i stosunek do narkotyków. Byłam uzależniona 11 lat, a przez 5 z nich byłam w ciągu, to znaczy żyłam prawie tylko narkotykami. Dlatego pierwszy krok programu rehabilitacyjnego centrum, którego zadaniem jest uświadomienie sobie własnej bezsilności wobec nałogu, zrozumiałam naprawdę jak nikt inny. Od tego zaczęła się prawdziwa moja rehabilitacja jako osoby. W tym czasie jednym z naszych zadań było świadczenie ludziom na ulicy o tym, że jesteśmy byłymi narkomanami. Pojechałam wraz z innymi na stację metra „Politechnika”, ale kiedy inni zaczęli opowiadać ludziom o sobie i rozdawać broszury centrum rehabilitacyjnego, cichaczem uciekłam . Tak wyglądała moja pierwsza ewangelizacja.
W moim umyśle trwała prawdziwa wojna. Coś z zewnątrz szeptało: „W coś ty się wpakowała? Po co ci to wszystko? Trzeba być zupełnie głupią, żeby otwarcie mówić, że ty jesteś – byłą narkomanką. Chcą cię poniżyć. Mało ci tych oskarżeń i poniżania, których doświadczyłaś w swoim życiu?” Zgadzałam się z tymi myślami: tak rzeczywiście, po co mi to – wstań, siadaj, zrób to, zrób tamto. Nie chciałam robić tego, co nam proponowali w Centrum. A modlić się? Trudno mi było wyobrazić sobie zajęcie bardziej nużące, niż modlitwa. Samo słowo wywoływało we mnie burzę sprzeciwu. Wszystko inne, tylko nie modlitwa. Wydawało mi się, że jest to brednia i głupota, zwracać się do kogoś, kogo nie widzisz. „Tania, jaki Bóg, jaki kościół? Popatrz na tych ludzi, co to za modlitwa innymi językami?” – podobne myśli rozdzierały mnie na części i nie wiedziałam, co robić.
Pewnego razu, przyszłam do Centrum wcześniej i usłyszałam jak pewien głoszący mówił, że diabeł atakuję umysł ludzi z zewnątrz i kłamie. Jego główne zadanie - odwieść człowieka od Boga, zabić wiarę, aby następnie go zniszczyć. Kiedy kłamca przychodzi, trzeba zwyciężyć go Słowem. Do Jezusa także przychodził diabeł i kusił go według z góry przewidzianego programu, On jednak tak był pełen Słowa Bożego, że mógł mu przeciwstawić się. W tej chwili pojęłam, że to właśniemniepojęłam, że "gramu, On jednak tak był pełen Słowa Bożego, że mógł przeciwstawić się mueł zwraca się do ludzi z zew „rogaty” siał we mnie wszystkie swoje myśli. Wtedy powiedziałam mu: „Zabraniam ci kłamać mi - w imieniu Jezusa Chrystusa!” I od tego dnia zaczęłam czytać Biblię. Bóg rozpoczął pracę nad moim sercem.
Jeżeli człowiek jest uzależniony od narkotyków, to koniecznie powinien przejść rehabilitację w naszym centrum, która pomaga uwolnić się od fizycznej , emocjonalnej i duchowej zależności od narkotyków, przyjąć nowy stosunek do życia i uczyć się żyć zwycięskim życiem bez narkotyków. To rehabilitacyjne centrum jest bezwzględnie konieczne dla każdego, kto kiedykolwiek chociaż próbował narkotyków, nawet jeśli nie był nidy w ciągu. Taki człowiek jest uzależniony i potrzebuje rehabilitacji, aby już nigdy nie stykać się z tym problemem. Chrześcijańskie Centrum rehabilitacyjne daje siły by być ponad uzależnieniem i panować nad narkotykami.
Narkotyki tak mocno stratowały moje życie i zniszczyły system nerwowy, że wybuchałam z byle powodu; mogłam po 10 razy spotykać się z tym samym człowiekiem i nie byłam w stanie zapamiętać jego imienia ani twarzy twarzy. Pamięć w mojej głowie była po prostu nieobecna. Zasób słów stał się ograniczony, ponieważ w świecie posługiwałam się jedynie nieprzyzwoitymi słowami. Nie potrafiłam wyjaśnić ludziom, o co mi chodzi, nie potrafiłam poprawnie sformułować zdania, a do tego jeszcze zacinałam się.
Na wykładach zapisywałam dosłownie każde słowo, żeby potem w domu sprawdzić w słowniku, co one oznaczają. Było mi tak trudno, że można powiedzieć, iż „mózg mi się gotował”.
Przez pierwszy rok mojego chodzenia z Bogiem mówiłam Mu: „ Boże, łatwiej by Ci było przejść koło mnie niż mnie zmienić”. Kiedy słyszałam słowa pastora Sandeja: „Bóg chce się wami posługiwać”, to w sercu moje myśli krzyczały - „On na pewno żartuje!” Coś jednak działo się w mojej głowie i zadziwiało mnie niewyjaśnione uczucie, które ciągnęło mnie do kościoła. Jak człowiek, który wiele dni nie jadł i nie pił, biegłam tam, aby nakarmić się i zaspokoić duchowe pragnienie. Chciałam tam przebywać.
Pewnego razu przed nabożeństwem podbiegł do mnie młody, energiczny człowiek i ze zdziwieniem zapytał: „ A ty, dlaczego nie jesteś na modlitwie, tam za ścianą? Chodź szybko, czekamy na ciebie.”. I tak szybko jak przybiegł, tak samo zniknął. Oczywiście nigdzie nie poszłam. Za kilka minut młodzieniec znowu pojawił się i już beze mnie nie odszedł. Kiedy poszłam z nim za scenę, zobaczyłam dużo młodzieży, która trzymając się za ręce modliła się. Po skończonej modlitwie nowy znajomy przedstawił mnie w taki sposób, jakbym była jakimś wielkim człowiekiem. W jego słowach brzmiało tyle szacunku i uwagi wobec mojej osoby, że byłam zszokowana. Ten młody człowiek miał na imię Andrzej. Dzisiaj jest on już pastorem i starszym zarządzającym w naszym kościele. Wszystko, co on wycierpiał z mojego powodu, to cud i chwała dla Boga. Ponieważ gdyby on nie kochał mnie tak, jak Bóg kocha, to nie wiem, czy zostałabym w kościele. Wiedziałam, jak mam postępować, gdy mnie odrzucano, ale naprawdę nie wyobrażałam sobie , jak mam reagować na przejawy miłości wobec siebie. Dlatego początkowo sprzeciwiałam się każdej jego prośbie i radom. Wszystko robiłam na odwrót, chociaż wiedziałam, że ma rację. Chciałam przekonać się, czy będzie traktował mnie normalnie, nawet jeśli wszystko będę robić na przekór. Całym swoim zachowaniem usiłowałam sprowokować go do rozdrażnienia i niechęci wobec mnie, aby potem powiedzieć: „Wiedziałam, że tak będzie!”. Do takiego postępowania popychało mnie uczucie odrzucenia, które towarzyszyło mi całe życie.
„Zmień mnie” - tę piosenkę często śpiewałam jeszcze przed nawróceniem, nie wiedząc, kto może mnie zmienić. Kiedy Bóg rozpoczął pracę nad moim sercem, wydobywając ze mnie wszystkie brudy odpowiadając w ten sposób na moją świadomą już modlitwę: „Zmień mnie”, oczywiście wszystko to odbijało się na mojej fizycznej i duchowej rodzinie. Jak wiele niezadowolenia wylewałam na pastora Andrzeja! Bóg nieustannie objawiał mi i pokazywał, że to ja obraziłam tego człowieka i że nie miałam prawa tak postąpić. Czasami od tych objawień po prostu wyłam. Potem szłam kajać się i prosiłam o przebaczenie pastora Andrzeja, aby za jakiś czas znowu przyznać się do winy i znowu prosić o przebaczenie. Z pewnością działo się tak więcej niż tysiąc razy. I za każdym razem oczekiwałam, że teraz to na pewno mi nie przebaczy, że tym razem nie będzie chciał mieć ze mną do czynienia. Ale chwała Bogu za niego. Stosunek pastora do mnie nie zmieniał się , bo kochał mnie taką, jaka byłam. Zmienił mi tyle „pampersów” niańcząc mnie. W trudnych chwilach zawsze byłam pewna jego modlitwy za mnie. Czułam, że ten człowiek naprawdę modli się za mnie broniąc wszelkich atakowanych przez wroga pozycji.
W przeszłości pastor Andrzej był wojskowym i jego wojskowa polityka w odnoszeniu się do mnie zrobiła ze mnie wojownika. Kiedy zaczęłam wzrastać w Bogu, on dosłownie rzucił mnie na otwarte morze. Od tej pory, gdy podchodziłam do niego z prośbą o jakąś radę, słyszałam: „Nie mogę za ciebie podejmować decyzji. Sama zastanów się!”. Teraz zostaw mnie w dżungli, poradzę sobie. Wrzuć na głęboką wodę, wypłynę. Nauczył mnie przeżywać, znajdować wyjście z trudnych sytuacji i zawsze polegać na Bogu.
Pastor Andrzej przeprowadził mnie także przez prawdziwą szkołę pokory. Był kochający, cierpliwy wobec mnie i w równej mierze stanowczy. Nikt mnie tak nie karcił jak on. Jak ja się wtedy na niego obrażałam! „Jak tak można? A gdzie miłość?” – oburzałam się. Kiedyś postanowiłam więcej nie mieć z nim do czynienia, ale Pan dał mi objawienie, które całkowicie zmieniło moje poznanie i w ślad za tym - postępowanie. Bóg zapytał mnie: „Powiedz mi, czy możesz wybrać sobie rodziców? Nie. Ja sam decyduję, gdzie które dziecko ma się urodzić. Ja mam mój plan dla życia każdego dziecka. Jeżeli jedno z rodziców nie jest z mojego planu, to nie zrodzi się taka osobowość, jaką sam zaplanowałem. Podobnie jak w rzeczywistości fizycznej, tak i w duchowej, wybieram swoim dzieciom duchowych rodziców”. Gdy usłyszałam to wszystko w swoim sercu, zrozumiałam, że na tym etapie Bóg wybrał pastora Andrzeja jako mojego duchowego mentora i powinnam mu być posłuszna.
Pan pokazał mi werset w Biblii:

Każdy człowiek niech się poddaje władzom zwierzchnim; bo nie ma władzy, jak tylko od Boga, a te, które są, przez Boga są ustanowione. ( Rzymian 13:1)

Zaczęłam szanować swojego lidera. Bóg pokazał mi, że jeśli coś mi się w nim nie podoba, to mogę tylko się za niego modlić, a nie buntować się i postępować po swojemu. Gdy zaczęłam modlić się za pastora Andrzeja, sama zaczęłam się zmieniać.
Jestem wdzięczna Bogu za mojego lidera. Dzięki przykładowi, jaki swoim postępowaniem dawał pastor Andrzej, nauczyłam się nie obrażać, szukać wszystkich odpowiedzi u Boga i patrzeć na każdego z duchowych liderów nie jak na człowieka, ale jak na Bożego pomazańca. Bardzo rozsądnie pastor przyprowadził mnie na swoją grupę domową, a potem równie mądrze wyznaczył do usługiwania. Dla mnie pojęcie „służba” było czymś bardzo poniżającym. Kojarzyło mi się z psem, nad którego głową trzymają cukierek, i pies musi służyć na dwóch łapkach, żeby w nagrodę dostać tę właśnie słodycz. Oprócz tego, gdy dowiedziałam się, że będę służyć w biurze ciemnoskórego pastora Sandeja, tego było za wiele. Zwróciłam się do niewidzialnego Boga ze słowami: „ Boże, jeśli Ty mnie słyszysz naprawdę, to ja ci chcę powiedzieć: Ty się nade mną znęcasz!”.
I oto jestem pierwszy raz w biurze pastora. Zakończyło się głoszenie . Pomieszczenie biurowe zapełniło się ogromną ilością ludzi, między którymi był również pastor Sandej. Podchodzi do mnie, patrzy mi w oczy i to spojrzenie powoduje, że w tym momencie czuję jakby każdy szczegół mojego życia, wzdłuż i w poprzek, został prześwietlony. Miałam pragnienie, żeby gdziekolwiek schować się. Wydawało mi się, że człowiek ten widzi nie tylko wszystkie moje niedoskonałości, ale i wszystkie moje wnętrzności. Nie jestem w stanie przekazać wszystkich tych odczuć. Tymczasem stałam, napełniona wszystkimi tymi nie całkiem przyjemnymi wrażeniami, gdy szeroki uśmiech rozjaśnił nagle jego twarz, wyciągnął do mnie rękę i pozdrowił mnie. „Pani do mnie?” – zapytał. Byłam tak zaszokowana, że nie mogłam wykrztusić ani jednego słowa, w gardle mi zaschło. Oczekiwałam czegoś innego – albo, że jak zwykle bywało przejdzie obok mnie nie zauważywszy, albo zrobi coś w tym rodzaju. Jego reakcja zaskoczyła mnie i usunęła wszystko, co sobie nawymyślałam albo usłyszałam o tym człowieku.
Kiedy stojąca obok mnie dziewczyna wyjaśniła w moim imieniu, że teraz ja będę pomagać w biurze, uśmiech ponownie rozjaśnił jego twarz: „ Jak Pani na imię? Jest nam miło widzieć Panią” – i przywitał się ze mną tak, jakbym była nie wiadomo jak ważną osobą. To spotkanie przemieniło całe moje myślenie. Zaczęłam obserwować tego ciemnoskórego człowieka, którego do tej pory tkaktowałam z rezerwą i obawą. Moje obserwacje były bardzo stronnicze – wyszukiwałam najmniejszy fałsz w jego działaniach, ale za każdym razem widziałam tylko szczerość. Przyglądając się, na przykład, jak on płacze modląc się za chorych na raka, pytałam sama siebie: „Czyżby on naprawdę płakał? Czy te łzy wypływają istotnie z serca?”. I wiecie , to naprawdę były łzy cierpienia. Służenie w biurze pastora pomogło mi umocnić się w Bogu i w kościele.
Z każdym dniem upewniałam się, że pastor Sandej, to Człowiek pisany wielką literą. Pojawiło się we mnie pragnienie (które, początkowo poważnie, nie wiadomo dlaczego, przestraszyło mnie): być taką, jak on. Nie rozumiałam, dlaczego takie pragnienie w ogóle się pojawiło, i dlaczego powinnam być taka, jak on? Widziałam, jak pastor kocha ludzi. Widziałam, jak sam Bóg przez niego kocha ludzi, jak sam Bóg ujawnia ból swojego serca, swoje współczucie wobec ludzi. Pastor stara się kochać każdego człowieka jednakowo, nie stronniczo, nie obłudnie. W każdym człowieku stara się odkryć ten potencjał, który Bóg w niego włożył. Wysłuchując każdego człowieka, szuka w jego sercu choćby nawet najmniejszego pragnienia i zaczyna je rozwijać, zachęcając i pomagając mu zaistnieć. Słyszałam historię o pewnym artyście, który namalował obraz i pokazał go ubogiemu. Na obrazie był przedstawiony elegancki samochód, obok którego stał pięknie ubrany mężczyzna. Artysta powiedział temu ubogiemu człowiekowi, że takim właśnie go widzi. Po upływie pięciu lat ten ubogi człowiek stał się właśnie taki. Podobnie pastor Sandej rysuje życie ludzi, którzy chociaż cokolwiek pragną robić. Wiele razy miałam okazję widzieć, jak wysłuchiwał innych ludzi i chociaż według mnie, nie było tam czego słuchać, to pastor Sandej uważnie słuchał, nie przerywał, dawał rady a potem ten człowiek szybko rósł. Przypomniałam sobie siebie, jak kiedyś przyszłam do niego z „gołą” ideą, a on, wysłuchawszy mnie, ubrał ten pomysł i pomógł mi go zmaterializować, zachęcając, pomagając i podtrzymując. Dziękuję mu za to.
Spostrzegłam również, że pastor Sandej głosi to, czym sam żyje, przynosi to słowo, które działa w jego życiu. To wszystko zaczęło bardzo mocno na mnie wpływać. Po pięciu latach już bez żadnego strachu prawdziwie pragnę mieć takie serce, jak ma on, kochać ludzi tak, jak on kocha. Uważam go za swojego ojca. Wychował mnie i włożył w moje życie wiele cennych rzeczy. Jeśli na całej kuli ziemskiej byłoby chociaż stu ludzi, takich jak on, to planeta byłaby zbawiona. Podjęłam decyzję, że stanę się jednym z takich ludzi, którzy idą za Chrystusem, kochają Go i pokazują Go innym poprzez swoje życie, tak jak to robi pastor Sandej. Zdarza się, że ludzie odchodzą z kościoła ze stwierdzeniem: „Tu nie ma miłości”. W takich chwilach przypominam sobie słowa pastora: „ Jeżeli nie widzicie miłości w kościele, zacznijcie sami ją okazywać”. Postanowiłam nie oczekiwać miłości od innych, a samej okazywać miłość otaczającym mnie ludziom . W Biblii jest miejsce, w którym apostoł Paweł mówi: „Bądźcie naśladowcami moimi, jak ja jestem naśladowcą Chrystusa”. Patrząc na pastora Sandeja można powiedzieć: „Podążajcie za nim, jak on podąża za Chrystusem”.
Nie boję się tego powiedzieć o nim. W pastorze Sandeju jest bardzo wiele Boga. Przykro jest mi patrzeć na wielu ludzi w kościele, którzy nie zrozumieli, że to wszystko nie jest grą. Nie zrozumieli też, że powierzenie swojego życia Jezusowi – to najbardziej korzystna transakcja.

Panie – miłości moja

Pastor Sandej często powtarzał w czasie usługiwania: „Przypomnijcie sobie, co Bóg zrobił dla was”. Zastanawiałam się: „Dlaczego on to mówi? Czy chce nas znowu, jak kocięta, które narobiły szkód, wepchnąć ponownie w naszą przeszłość? Przyszłam tutaj, żeby o wszystkim zapomnieć, a on mówi: „Przypomnijcie sobie”. Ale pewnego razu, czytając Biblię, zwróciłam uwagę na ludzi, którzy wracali do Jezusa, aby dziękować za to, co On uczynił w ich życiu, i zrozumiałam, że jestem człowiekiem niewdzięcznym. Pomyślałam, że muszę dziękować Bogu. A jak dziękować komuś, kogo się nie widzi? Żeby powiedzieć „dziękuję”, trzeba zobaczyć tego, komu dziękujesz. Postanowiłam, przekroczyć próg mojego stosunku do modlitwy i zacząć się modlić.
Moja pierwsza modlitwa trwała raptem pięć minut, ale dla mnie to była wieczność. Przez te pięć minut zdążyłam pomodlić się o wszystko – o Ukrainę, Prezydenta, pastora, wszystkich liderów, swoją rodzinę, wszystkich sąsiadów i krewnych. W ogóle o wszystko i wszystkich. Kiedy spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że minęło dopiero pięć minut, speszyłam się: o co jeszcze się modlić? Jak ludzie mogą modlić się po 2 – 3 godziny? Przecież przez cały ten czas, trzeba o czymś mówić? Jeszcze postałam tak z pięć minut milcząc i na tym moja modlitwa skończyła się. Potem zaczęłam chodzić i wydawało mi się, że zrobiłam coś nie tak. Im bardziej zastanawiałam się nad swoją wiarą, tym bardziej rosło we mnie odczucie, że mnie samej nic nie wyjdzie.
Zaczęłam więc podpatrywać ludzi w kościele i stosować metody modlitewne, możliwe do przyjęcia dla mnie. Pierwszym krokiem było oddawanie czci Bogu – uwielbiałam Boga w domu i w kościele. Drugim krokiem – modlitwa innymi językami. Właśnie modląc się innymi językami, zaczęłam otrzymywać i nadal otrzymuję rozpoznanie kierunku w jakim mam podążać, oraz wszystkie odpowiedzi na niepokojące pytania. W moim życiu następują ciągle zmiany.
Kiedyś pastor Sandej pokazywał na spotkaniu fragment pewnego filmu, w którym była pokazana scena ukrzyżowania Jezusa. Wtedy dotarło do mnie, że nie rozumiem, co tak naprawdę wydarzyło się na krzyżu. Wtedy rozpoczęłam długi post, żeby otrzymać odpowiedź na pytanie „Co stało się na Golgocie?”.
„Panie, chcę pojąć, co Ty zrobiłeś dla mnie” – wołałam do Niego. Prosiłam: „Panie, chcę poznać Ciebie. Objaw mi się. Jestem Ci wdzięczna za to, że uwolniłeś mnie od narkotyków. To jest cudowne, ale ja chcę poznać Ciebie. Znam Ciebie i jednocześnie nie znam Ciebie…” I On pokazał mi wszystkie swoje cierpienia. Zobaczyłam, że kiedy byłam poniżana, odrzucana i całe moje życie było podeptane, On cały mój ból, wstyd, rozczarowanie wziął na siebie. Zobaczyłam siebie w Biblii na miejscu prostytutki, którą chcieli ukamienować a Jezus stanął w jej obronie. Nie mógł przejść obok tej kobiety. Zajrzał w jej serce i zobaczył tam tylko strach, rozczarowanie, ból…Chciał znaleźć choćby odrobinę miłości, ale nie znalazł. I wziął ją w obronę mówiąc: „Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem”. Na podstawie tej historii zrozumiałam, że Bóg obronił osobiście mnie. On nie wzbraniał się stanąć w mojej obronie. Tak bardzo sobą gardziłam i nienawidziłam siebie, że gdy usłyszałam słowa: „Pokochałem cię. Przechodziłem obok ciebie i zobaczyłem cię” - było to dla mnie nie do pomyślenia. W tym życiu nikt mnie nie zauważał, nikomu nie byłam potrzebna. Ale Bóg, przechodząc obok, nie mógł nie zatrzymać się. On zobaczył, w jak wielkiej jestem potrzebie. Zatrzymały Go wszystkie moje bóle i problemy.
Pierwszą osobą, której zaufałam w moim życiu, był Pan Jezus. Od tej pory On nigdy mnie nie zawiódł, nie okłamał, nie dał mi mniej miłości niż komuś innemu. Ani razu! Uchwyciłam się Go i trzymam się Jego rękami i zębami. Nigdy Go nie puszczę. Moje serce przepełnione jest wdzięcznością i proszę Go: „Boże, pomóż mi nigdy nie zapomnieć tego, co Ty dla mnie zrobiłeś na krzyżu i skąd mnie wydobyłeś, a równocześnie nie zapominać, że jestem z Tobą posadzona w okręgach Niebieskich. Wszystko, co mam obecnie – to Ty Panie”.
Przed nawróceniem, kiedy do mnie podchodzili ludzie i mówili o Bogu, prawie chciałam ich bić. Lekceważyłam to. Bóg jednak nie patrząc na to wszystko, nie ominął mnie przechodząc obok. Jak wielka jest Jego miłość do mnie. Nawet jeśli błądzę i robię coś nie tak, kiedy tylko zawołam „Boże” – od razu odczuwam Jego obecność. Jak wielka jest Jego łaska - że On po prostu kocha, że oddał swoje życie, niczego nie oczekując w zamian. Kiedy wchodzisz w relację z Bogiem, po prostu zanurzasz się w Jego miłości, otaczając się nią i od środka i z zewnątrz. I wtedy przychodzi pokój, który przewyższa wszelkie zrozumienie, przychodzi radość, przychodzi zachwycenie. Kiedy byłam narkomanką, odczuwałam „odlot”, ale Boży „odlot” jest nieporównywalny z niczym. Społeczność z Nim usuwa wszelki ból, pomaga wzrastać. Lubię spędzać czas z Bogiem każdego dnia „zapominając o tym, co za mną, i zdążając do tego, co przede mną…”, już wiem do kogo się zwracam, prosząc: „Zmień mnie, Jezu. Chcę być lepszym twoim uczniem!”.
Kiedy na samym początku mojej drogi z Bogiem wychodziły na jaw moje słabe miejsca w życiu modlitewnym, zaczęłam chodzić na spotkania służby modlitwy, ponieważ w kościele słyszałam, że bez ułożenia sobie relacji z Bogiem, która kształtuje się przez modlitwę, człowiekowi będzie trudno pozostać w Bogu. Starałam się zbudować tę relację i jeśli w niej pojawiała się dziura, usiłowałam uzyskać wszelką potrzebną wiedzę, aby tę dziurę załatać. Z upływem czasu, podobnie jak kiedyś byłam zależna od narkotyków, tak teraz z każdym dniem stawałam się coraz bardziej uzależniona od społeczności z Bogiem. Miałam pragnienie modlić się ciągle więcej i więcej. Teraz znajduję każdą chwilę, żeby porozmawiać z Bogiem. Bardzo często przychodzi On do mnie jako Ojciec. Modląc się i pogrążając w ogromną miłość, czuję się jak w uniesieniu. Bóg pragnie, aby Jego dzieci przychodziły do Niego i wchodziły do miejsca Najświętszego i napełniały się Nim. Niestety wielu wierzących, uchyla zaledwie zewnętrzny przybytek i zadawala się małymi odblaskami Bożej chwały.
Ja we wszystkim staram się zobaczyć Pana. Patrzę na ptaki, drzewa, księżyc – i moje serce zaraz zaczyna śpiewać:

„O Panie mój, gdy w Twoich wielkich dziełach
Oglądam Boże cuda twoich rąk, gdy widzę gwiazdy,
Błyskawice burzy, Twą moc, co podtrzymuje cały świat,
Me serce w uwielbieniu śpiewa Ci, Jak wielkiś Ty,
Jak wielkiś, Ty”.

Jednym z motywów napisania tej książki, było moje pragnienie objawienia chwały Bożej. Jeśli zatrzymałabym w tajemnicy swoje przeżycia, to Jego chwała nie byłaby objawiona tak potężnie, jak ujawnia się teraz, gdy czytacie tę książkę. Kiedyś Bóg powiedział do Estery: „Jeśli będziesz milczeć, zbawienie przyjdzie z innej strony, a ty i dom twojego ojca zginiecie”. Wiecie, nie chcę zginąć. Nie chcę zginąć w niewdzięczności, nie opowiedziawszy o tym, co Bóg dla mnie zrobił. Chcę krzyczeć: „Zobaczcie, co Bóg zrobił w moim życiu!”. Kto wstydzi się opowiedzieć o swojej przeszłości i o tym jak Bóg zmienił jego życie, w rzeczywistości wstydzi się Boga. A On uprzedza, że jeśli ktoś będzie się Go wstydził, tego i On wstydzić się będzie. Lepiej, żeby od ciebie odwrócili się ludzie, niż sam Bóg. On pragnie, abyśmy byli przezroczyści. Aby nie pozostało ani jedno ciemne miejsce w naszych sercach. Jeżeli mamy coś do ukrycia tu na ziemi, nie będziemy mogli wejść do Królestwa Bożego, ponieważ nie będziemy mogli ustać w Bożej świętości. Tylko ci, którzy są czystego serca, Boga oglądać będą.
 
 
CZEK0LADA
[Usunięty]

Wysłany: 2007-10-08, 10:19   



Rozdział 5
________________

Zrzuć kajdany przeszłości

Gdy przyszłam do kościoła, byłam bardzo zraniona, nikomu nie wierzyłam, nienawidziłam siebie i całego świata. Pan zbawił mnie i przebaczył, ale diabeł nieustannie przypominał mi o mojej przeszłości: „Myślisz, że stałaś się swiętą? Popatrz na siebie”. Chodziłam do kościoła ze swoim bólem, uważając siebie za najgorszą, ułomną i nikczemną.
Ja, była narkomanka i prostytutka, dzisiaj nie kłuję się, nie prowadzę hulaszczego życia, nie palę, ale wcześniej, gdy słyszałam w czasie głoszenia o kobiecie-prostytutce, która przypadła do nóg Jezusa, przyjmowałam to jako oskarżenie - jak kamień wrzucony do mojego ogródka. Za każdym razem wypowiadane przez kogoś słowo „prostytutka”, było dla mnie jak uderzenie w twarz.
Dziekan biblijnego instytutu, w którym uczyłam się, często na kazaniu mówił o prostytucji. I diabeł atakował mnie , wmawiając mi: „Od ciebie wszyscy się odwrócą, jeżeli dowiedzą się o twojej przeszłości!” Nie mogąc tego dłużej wytrzymać, na kilka miesięcy przed zakończeniem nauki, poszłam do dziekana i powiedziałam, że odchodzę z instytutu. Na jego pytanie „Dlaczego?” od razu rozpłakałam się i opowiedziałam mu o swojej przeszłości. Czułam się chora i było mi bardzo ciężko… Po raz pierwszy powierzyłam ciężar mojej przeszłości innemu człowiekowi. A przecież do tego momentu, trzy i pół roku chodziłam do kościoła. Ponad trzy i pół roku chodziłam do kościoła i przez cały ten czas nosiłam w sobie osąd, ból i niewypowiedziane zranienie. A w Biblii napisane jest:

Jeśli więc Syn was wyswobodzi, prawdziwie wolnymi będziecie.
Jana 8:36

Przyjęłam Jezusa do swojego serca, otrzymałam wolność, ale przyjęłam ją nie do końca. Patrzyłam na dziekana i myślałam: „Teraz on powie: „Idź precz grzesznico!” albo „Tak, to jest poważny powód do odejścia”. Nic takiego jednak nie stało się. On uważnie wysłuchał mnie i powiedział: „Przyjdzie czas , Taniu i będziesz składać świadectwo o tym, co było”, „ Nigdy w życiu nie będę mogła o tym opowiedzieć”, - taka była moja reakcja. „Tak mówisz, bo jeszcze nie jesteś wolna”, odpowiedział dziekan. Dzisiaj jestem wolna i chcę pomóc stać się wolnym każdemu, kto jest w takiej potrzebie.
W kościele jest wielu ludzi, których kontroluje ich przeszłość. Wiem, że 90 % byłych narkomanek było też prostytutkami. Jeżeli nie stały na ulicy, w dosłownym znaczeniu tego słowa, to sprzedawały się za działkę narkotyków. Jednak o tym problemie, nie wiadomo dlaczego, jakoś nikt nie mówi. Związane jest to z tym, że dziewczynie łatwiej jest przyznać się do tego, że była narkomanką niż otwarcie powiedzieć, że zajmowała się prostytucją. Jeżeli człowiek nie jest wolny od swojej przeszłości, to nie może przynieść tego problemu do światła i nadal jest od niego zależny. Bóg mówi, że ci, którzy są w Chrystusie, są – nowymi stworzeniami ( 2. Kor. 5:17). Co to oznacza? To, że to, co działo się z człowiekiem do momentu jego nawrócenia, to jest stary człowiek, który został ukrzyżowany.
Kiedy głośno mówimy o swoich grzechach, uzyskujemy zwycięstwo nad nimi i grzechy nigdy już nie powrócą. Przez słowo świadectwa swojego zwyciężamy wroga (Obj. 12:11). Prostytucja jest takim samym okropnym uzależnieniem jak narkomania i alkoholizm. Mężczyźni, którzy mają seksualne związki z różnymi kobietami, są w jakimś stopniu także prostytutkami. Oni oddają siebie kobietom. Wszystko to dzieje się z powodu niskiej samooceny, która stanowi przyczynę nie tylko rozwiązłości płciowej, ale też samobójstw, narkomanii, alkoholizmu i innych tragedii.


Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego

Skąd wyrasta korzeń niskiego poczucia własnej wartości? Z dzieciństwa. Od tego, ile człowiek otrzymuje uwagi i miłości właśnie w tym okresie swojego życia, zależy jego dalsze życie. Na ile ugruntowany jest w dziecku szacunek do siebie samego, docenienie jego ważności, na tyle będzie się to przejawiać w relacjach z innymi. Wielu ludzi było ofiarami okrutnego fizycznego lub emocjonalnego traktowania jeszcze w dzieciństwie.
Ubliżanie dziecku przez rodziców, nauczycieli i rówieśników, przyczynia się do kształtowania w nim zaniżonej samooceny. Nie na darmo mówi się, że jeśli człowieka sto razy nazwać „świnią”, to za sto pierwszym razem będzie chrumkał jak świnia. Jeżeli cały czas mówi się człowiekowi, że jest beztalenciem, to on uwierzy w to i nie zechce czegokolwiek przedsiębrać w swoim życiu. Moja mama zawsze mnie wyzywała i oskarżała.
Najbardziej twardą formą poniżenia dziecka jest zbicie go. Jeżeli człowiek był od dzieciństwa poniżany, to gdy staje się dorosłym, w taki właśnie sposób zaczyna zwracać się do otoczenia. Na przykład, moja mama biła mnie za jakiekolwiek przewinienie, maleńkie albo duże. Nienawidziłam w niej tego najbardziej na świecie. Ale kiedy sama urodziłam córkę, zaczęłam postępować wobec niej dokładnie tak samo, jak kiedyś moja mama wobec mnie. Kiedy człowiek jest bity, przemienia się w zwierzę. Bywa jednak, że nawet zwierzęta są traktowane łagodnie. Bóg jest miłością i On wszystko stworzył zgodnie ze swoją naturą. Jego istota – to miłość – umieszczona w każdym stworzeniu, nawet w takim drzewie. Jeżeli nie jest doglądane z miłością, to uschnie. Przemoc niszczy w człowieku jego godność. Cały czas znosiłam znęcanie się nade mną mamy, dziadka, starszego brata i innych ludzi. Dlatego, jeśli ktoś mówił mi: „Jesteś przecież człowiekiem!” – zastanawiałam się: „Czy naprawdę jestem człowiekiem?”. Od samego dzieciństwa moje poczucie własnej wartości zbliżało się do zera.
Jeżeli dziewczyna w wieku kilkunastu lat, właśnie wtedy, kiedy kształtuje się jej wyobrażenie o własnej godności jako osoby, doświadczy nadużycia seksualnego, to przekreśla to całe jej życie. Gdy miałam 14 lat zostałam zgwałcona, i to zniszczyło moje życie u samych podstaw. Okrutne traktowanie, niezależnie od formy w jakiej się przejawia, prowadzi do tego, że człowiek zamyka się w sobie. Zaczyna czuć się niepotrzebnym i w tym samym czasie odtrąca jakąkolwiek pomoc, miłość i troskę.
Pamiętam każdy cios, który mi zadano. Po takich biciach miałam tylko jedno pragnienie – żeby takie rzeczy więcej nie powtarzały się, aby nikt mnie więcej nie bił, nie ubliżał mi, nie znęcał się nade mną, nie gwałcił. Zamknęłam się w sobie, bojąc się podzielić z kimkolwiek swoim bólem. Wydawało mi się, że jeżeli opowiem o nim, zaczną znowu mnie bić. Nigdy nie wypowiadałam swojego zdania na głos, ponieważ wiedziałam: moje zdanie nikogo nie obchodzi. Kiedy człowiek nie może wyrazić swojego przekonania, umiera jako osoba. Każdy człowiek powinien mieć takie prawo, aby móc powiedzieć to, co mu leży na sercu. Byłam nauczona ukrywać swoje emocje, aby nikt nie wiedział, że mnie coś boli. Z punktu widzenia psychologii, taki stan nazywa się odrzuceniem i stanowi wielki problem we współczesnym społeczeństwie. Jest bardzo wielu takich, którzy są odrzuceni przez swoich rodziców, przyjaciół, żony i mężów. Teraz, gdy Bóg uzdrowił moje serce i staram się kogoś takiego objąć, to czuję jakbym obejmowała jeża, wystawiającego swoje igiełki ochronne, aby, nie daj Boże, ktoś nie zrobił mu krzywdy, nie zajrzał w jego serce i nie zobaczył w nim rany, która jątrzy się i cały czas boli. Oni mówią: „Kocham cię”, ale tak naprawdę nie wiedzą, co to jest miłość.
A kłamliwe oskarżenia! Jak to boli, gdy mówią o tobie to, co jest nieprawdą. Rany emocjonalne – to straszna rzecz. Bóg każdego człowieka uczynił wartościowym i ważnym. W każdego włożył jego własną osobowość, jego godność i konkretne dary, które czynią człowieka kimś wyjątkowym. Poczucie osobistej wartości w naszych własnych oczach rośnie, gdy inni ludzie aprobująco wypowiadają się o nas i naszym postępowaniu, kiedy odczuwamy moralne i psychiczne wsparcie otaczających nas ludzi. Jest to tak ważne – czynić coś i widzieć wsparcie rodziców, przywództwa, duchowego ojca. Kiedy uśmiechają się do ciebie i mówią: „Zuch z ciebie!”, to budzi nadzieję.
Jak wiele znajduje się w kościele odrzuconych dziewcząt i kobiet! Z tego powodu traktują one tych, którzy są obok, jak wrogów i nikomu nie ufają. Widzę za tym w sercu każdego z nich ukryty głęboko ból, łańcuchy i więzy wstydu oraz osądzania samej siebie.
„Przed nawróceniem było w moim życiu wielu mężczyzn, i kiedy przyszłam do kościoła, odczuwałam wstyd – podzieliła się ze mną jedna z wierzących kobiet, kiedy dowiedziała się, jaki temat chcę poruszyć w mojej książce. Gdy myślałam o zamążpójściu, czułam się okropnie: jak mogę wyjść za mąż z takim bagażem przeszłości, pewnie zaraz mój przyszły mąż dowie się o tym? Długi czas męczyły mnie takie pytania. Jednak jakoś niepostrzeżenie wstyd z powodu mojej przeszłości opuścił moje serce. Przyszła wolność i zrozumienie, że jeżeli będę mieć męża, którego Bóg dla mnie przeznaczył, to jego miłość zakryje moją przeszłość i nigdy nie będzie mi robił wyrzutów”.
Wstyd powoduje, że czujemy się skrępowani. Jest takie powiedzenie – „Wstydzi się, kto widzi”. Bóg mówi, że wszystko co ukryte, będzie ujawnione. A kiedy Bóg przebaczył to, co było ukryte - grzeszną przeszłość - to po co ją ukrywać i cierpieć pod jej ciężarem?
Jeżeli człowiek boi się, co powiedzą ludzie, to zależy on od opinii ludzi. A jeżeli człowiek jest zależny od ludzi, nie może stać się zależnym od Boga. Jeżeli wstydzicie się waszego życia, to wstańcie i opowiedzcie o nim. I wtedy zwyciężycie wstyd, który dla wielu ludzi jest jak Goliat. Wyjdźcie naprzeciw niego z „kamieniami” – objawieniami:

1…teraz nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie…
Rzymian 8:1

Bóg wszystko przebaczył.

2. Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem…
2.Koryntian 5:17

Dość już karmienia wstydu i osądzania, nieustannego babrania się w błocie przeszłości! Wyjdźcie z tego miejsca. Umrzyjcie dla tego wszystkiego, ponieważ Chrystus umarł za wszystkich, aby ci, którzy żyją, już nie dla siebie żyli, ale dla Niego.

Dlatego już odtąd nikogo nie znamy według ciała…

2. Koryntian 5:16
Wszystko, co było kiedyś, to były uczynki ciała. Wszystko, co was trzyma w strachu i wstydzie, było wcześniej. Ale teraz – jesteście nowymi stworzeniami. Stare minęło, teraz wszystko jest nowe.

3. Nie wspominajcie dawnych wydarzeń, a na to, co minęło, już nie zważajcie!
Izajasz 43:18

Nigdy więcej nie wspominajcie tego, co się z wami działo.

4. Zapomnijcie wszystko, co było, ponieważ Bóg daje wszystko nowe. Przyjmijcie to nowe:

Oto Ja czynię rzecz nową: Już się rozwija, czy tego nie spostrzegacie? Tak, przygotowuję na pustyni drogę, rzeki na pustkowiu.

Izajasz43:19

5. Wyrósł bowiem przed nim jako latorośl i jak korzeń z suchej ziemi. Nie miał postawy ani urody, które by pociągały nasze oczy, i nie był to wygląd, który by nam się mógł podobać. Wzgardzony był i opuszczony przez ludzi, mąż boleści, doświadczony w cierpieniu jak ten, przed którym zakrywa się twarz, wzgardzony tak, że nie zważaliśmy na niego. Lecz on nasze choroby nosił, nasze cierpienia wziął na siebie. A my mniemaliśmy, że jest zraniony, przez Boga zbity i umęczony. Lecz on zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze. Ukarany został dla naszego zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni. Wszyscy jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas na własną drogę zboczył, a Pan jego dotknął karą za winę nas wszystkich.

Izajasz 53:2-6

Jezus poniósł grzechy nas wszystkich. Rozebranego przeprowadzono przez całe miasto na oczach tysięcy ludzi. Wszystkie nasze lęki i wstyd zaniósł na krzyż. I teraz one tam się znajdują. Powiedzcie wstydowi, który was trzyma: „Wstydzie, jesteś na krzyżu, w imieniu Jezusa Chrystusa”.
Jeżeli diabeł stratował wasze życie, niszcząc wasze człowieczeństwo, to ja chcę wam powiedzieć: Pan kocha was.

Przeto teraz nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie (żyjący nie według ciała, ale według ducha).

Rzymian 8:1



Nie ma żadnego potępienia! Oczywiście diabeł przychodzi i zaczyna kłamać, na przykład: „Popatrz na siebie! Jesteś już stara, nikt się z tobą nie ożeni”. I wtedy kobieta zaczyna myszkować po całym kościele w poszukiwaniu małżonka. Ale najważniejsze – nie jest to, aby znaleźć męża albo żonę. Najważniejsze – to znaleźć Chrystusa, zanurzyć się w Nim i otrzymać całkowite duchowe i emocjonalne (duszewne) uwolnienie. Ani jeden człowiek, żaden mąż ani żona nie pomoże człowiekowi wybawić się ze swoich ran i kompleksów.
Mam znajomą w kościele, która ma w głowie tylko zamążpójście. Mówię jej: „Być może, ten człowiek, który ma się stać twoim mężem, jeszcze nie dojrzał duchowo do małżeństwa. Wyobraź sobie, wychodzisz za niego za mąż, a on zaczyna się nad tobą znęcać. Dziękuj Bogu, że jeszcze nie jesteś mężatką. Bądź wdzięczna Bogu, że nie dał ci takiego „błogosławieństwa”, które będzie przychodzić do ciebie w nocy i mówić: „Wstać, to ja przyszedłem!”. Ta dziewczyna jest bardzo ładna, ale kiedyś rzucił ją jej ukochany chłopak, tłumacząc swoją decyzję tym, że jest brzydka. To uczyniło w jej sercu taką ranę, że naprawdę uwierzyła w to, co jej powiedział i swój ból zaczęła zagłuszać alkoholem oraz chwytać się róznych sposobów. A ile jest jeszcze takich dziewcząt, które ich pierwsza miłość zraniła do głębi duszy.
„Znalazłem lepszą od ciebie” – takie słowa zniszczyły życie wielu dziewcząt. „Jestem pokraką, nikomu nie potrzebną” – zaczynają wierzyć i działać na własną rękę w nadziei, że może chociaż komukolwiek spodobają się. (Boże, jakie to jest potworne diabelskie kłamstwo!) W dodatku dziewczęta te zaczynają wyzywająco ubierać się i malować, wypaczając swoje naturalne piękno. Czasami patrzysz i myślisz, jak udaje się jej nosić te kilogramy kosmetyków na swojej twarzy? Rozumiem, że za tym wszystkim kryje się głęboka rana w sercu, niskie poczucie własnej wartości i niewiara w siebie. Jeżeli w swoim wnętrzu dziewczyna, albo kobieta, uważa siebie za ułomną, szarą osobowość, to chociażby zewnętrznie starała się siebie ubarwić – nic jej to nie pomoże. Chcę jednakże powiedzieć, że wszelkie piękno znajduje się w środku. Żadne kosmetyki ani ubranie nie ukryją tego, co tak naprawdę myśli o sobie człowiek.
Niekiedy widzisz piękną dziewczynę idealnie ubraną z pięknym makijażem i fryzurą, stylową i modną. A Bóg, patrząc na nią z góry, widzi babę-jagę, okropną i brudną. Bóg odwraca od niej swoje spojrzenie, ponieważ ona nie dba o swojego duchowego człowieka. Dziewczyna zapomniała oczyścić się wewnętrznie. Bóg mówi do niej: „Jesteś grobem pobielanym! Gdybyś mogła popatrzeć na siebie od wewnątrz na to, jak wyglądasz w duchowej rzeczywistości, to zrobiłoby ci się niedobrze z tego powodu”. Bóg uczynił wszystkich pięknymi. Jest to piękno, które pochodzi z wnętrza. Dlatego czyńcie pięknym swojego wewnętrznego człowieka. Ponieważ to, czym człowiek jest napełniony wewnątrz, z pewnością pojawi się na zewnątrz. Ale niektóre dziewczęta nie troszczą się o to, aby napełniać swoje wnętrze Bogiem, one wszystkie swoje siły zużywają na dbanie o wygląd zewnętrzny.
Zetknęłam się w kościele z jedną dziewczyną, której zewnętrzny wygląd mówił o tym, jak bardzo chce się podobać. Zaczęłam jej wyjaśniać podstawowe rzeczy: „Najpierw szukaj Królestwa Bożego. Zapomnij o swoim pragnieniu wyjścia za mąż. Jeśli chcesz się malować, to maluj się, ale nie powinno to być wyzywające. Makijaż powinien podkreślać tylko naturalne piękno. Nie potrzebujesz tych umalowanych powiek. Posłuchała mnie. Zaczęła powoli zmieniać swoją garderobę i kosmetyki, a przede wszystkim zaczęła jednoczyć się z Bogiem. I kiedy pewnego razu podszedł do nas jeden brat z kościoła, zobaczywszy tę dziewczynę, zaraz powiedział: „Słuchaj, ty tak się zmieniłaś, że teraz przyjemnie z tobą porozmawiać”. – „A przedtem było nieprzyjemnie?” – zdziwiła się. „Wcześniej nie chciało się nawet stanąć obok ciebie - odpowiedział młody człowiek. - Ty jakoś oczyściłaś się”. Dziewczyna była oszołomiona takim wyznaniem. Kiedy wracałyśmy do domu, ona cały czas po drodze dziwiła się: „Boże mój, nawet nie przypuszczałam, że w oczach obserwatora było to tak odpychające.”

Ozdobą waszą niech nie będzie to, co zewnętrzne, trefienie włosów, złote klejnoty lub strojne szaty, lecz ukryty wewnętrzny człowiek z niezniszczalnym klejnotem łagodnego i cichego ducha, który jedynie ma wartość przed Bogiem.

1. Piotra 3:3-4

Wierzę, że apostoł Piotr nie był przeciwny dbaniu o wygląd zewnętrzny. On po prostu przestrzegał kobiety przed skrajnością. Jeśli kobiety spędzałyby tyle czasu u nóg Jezusa, ile spędzają przed lustrem, to przyniosłoby im to o wiele więcej korzyści. Bogu zależy na naszym wewnętrznym stanie. Bóg jest Duchem, i On nie patrzy na nasze fizyczne zabiegi. On nie patrzy na to, jak jesteśmy ubrani i ile mamy pieniędzy w portfelach. On nie skupia się na wypowiadanych przez nas słowach. On patrzy w nasze serca. Poproście Boga, aby dał wam możliwość popatrzeć na siebie od wewnątrz i zobaczyć, że:

My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem , oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem.

2. Koryntian 3:18

Jeżeli popatrzymy w Biblię jak w zwierciadło, to zobaczymy, jak wyglądamy w oczach Boga. Bóg może nam pomóc uzupełnić nasze braki, skorygować nasze życie, całego naszego wewnętrznego człowieka. Bóg może np. powiedzieć: „Z tej strony coś ci sterczy. Popraw się odrobinę: trochę lakieru, niewiele pudru i wszystko będzie w porządku. A tutaj masz sporo tłuszczu – trzeba trochę schudnąć”. Bóg ubarwi naszego wewnętrznego człowieka. On go przemieni, pokropi wodą kolońską, tak że będzie się od niego rozchodził miły aromat. I wówczas to wewnętrzne piękno trudno będzie ukryć. Kiedy przybliżamy się do cudownego Stwórcy, wtedy wszystko dookoła staje się przepiękne, kiedy napełniamy się Bożą miłością, to wszystko staje się przyjemne, gdy wypełniamy się Jego pięknem, to wszystko wokół staje się cudowne.
W czasie jednego z postów Bóg pokazał mi wizję, w której zwrócił się do mnie z prośbą, abym dała mu swoje serce. Wyjmuję swoje serce, i ono okazuje się takie maleńkie, pomarszczone. W miarę jednak jak przybliżam się do Jezusa, ono staje się coraz większe i większe, napełniając się życiem. W tym czasie On wyciąga do mnie Swoje serce. Kiedy przybliżyłam serce Jezusa do siebie, ono się we mnie rozpływa i ja przemienia w jedno wielkie serce z rękami i nogami. Rozchodzi się od niego niezwykłe światło.
Próbowałam go schować pod koszulą, ale nie mogłam. Spod kołnierza, z rękawów wychodziło jasne światło i przyciągało ludzi, którzy pytali mnie: „ Co tak u ciebie świeci?”.
Według miary naszej społeczności z Bogiem zmieniamy się. On nas oczyszcza, napełnia Sobą, zabiera wszystkie nasze niedostatki, a w zamian daje Swoją godność. On daje nam wszystko, co jest nam potrzebne, abyśmy mogli się ostać w życiu. Najlepszy zasiew – to zasiew w Pana, ponieważ nigdy nie będziemy żałować tego co zbierzemy.
Bóg powiedział:

Nie bój się, bo już nie doznasz zawstydzenia, i nie zrażaj się, bo już nie zostaniesz zhańbiona, gdyż zapomnisz o hańbie swojej młodości i nie będziesz pamiętać opłakanego czasu twojego wdowieństwa. Bo twoim małżonkiem jest twój Stwórca, - jego imię Pan Zastępów – a twoim Odkupicielem Święty Izraelski, zwany Bogiem całej ziemi. Gdyż Pan uzna cię znów za małżonkę, niegdyś porzuconą i strapioną w duchu. Bo czy można wzgardzić małżonką poślubioną w młodości? – mówi twój Bóg. Na krótką chwilę porzuciłem cię, lecz znów cię zgromadzę w wielkiej miłości.

Izajasz 54:4-7

Siostro, nie będziesz zawstydzona. Nie smuć się. Gdy tylko otworzysz swoje serce i pozwolisz Jezusowi uzdrowić twoje rany, On zabierze wszystkie twoje lęki, wstyd, sromotę, a w zamian da ci Swoją chwałę i wielkość.

Wtedy ujrzą narody twoją sprawiedliwość i wszyscy królowie twoją chwałę, i nazwą cię nowym imieniem, które usta Pana ustalą.
Izajasz 62:2

Bóg ma w tobie upodobanie.

Będziesz wspaniałą koroną w ręku Pana i królewskim zawojem w dłoni twojego Boga.
Izajasz 62:3

Bóg przygotował dla ciebie wspaniałą przyszłość. Jedyna rzecz, jaką musisz zrobić - to odrzucić swoją przeszłość, ponieważ ona nie daje ci wejść w nowe cudowne i piękne życie, przygotowane dla ciebie przez Pana:

A gdy znowu przechodziłem koło ciebie i widziałem cię, oto nadszedł twój czas, czas miłości. Wtedy rozpostarłem nad tobą poły swojej szaty i nakryłem twoją nagość, związałem się z tobą przysięgą i zawarłem z tobą przymierze – mówi Wszechmocny Pan – i stałaś się moją. I obmyłem cię wodą, spłukałem z ciebie twoją krew i pomazałem cię olejkiem. Potem przyodziałem cię szatą haftowaną, nałożyłem ci sandały z miękkiej skórki, dałem ci zawój z kosztownego płótna i jedwabną zasłonę. Przyozdobiłem cię klejnotami, włożyłem naramienniki na twoje ramiona i naszyjnik na twoją szyję .Dałem ci też kolczyk do nozdrzy i nausznice do uszu i ozdobny diadem na twoją głowę.

Ezechiela 16:8-12

Pan przechodzi obok każdej dziewczyny i chce zaleczyć każdą jej ranę, uleczyć wszelki ból przyniesiony przez diabła, odgrodzić i ochronić przed nim. Pan na krzyżu przykrył twoją nagość, twój wstyd. Pan zwraca się do ciebie: „Pochyliłem się nad tobą w mojej wierności. Wszedłem w przymierze z tobą i stałaś się moja. Być może wszyscy odwracali się od ciebie, wstydzili się i nie chcieli cię znać. Ale Ja wziąłem ciebie tak, jak mąż bierze żonę. Nigdy w życiu nie wytknę ci twojej przeszłości. Wręcz przeciwnie, chcę obronić cię przed oskarżeniem, aby nikt nie mógł dotykać twojego zranionego serca. Zaufaj Mi.”
Bóg chce uzdrowić twoje serce, zmyć z ciebie wszelki brud, oszczerstwa, osądzanie, grzechy. Oprócz tego, On pragnie, abyś stała się jego namaszczoną i najważniejszą kobietą, ponieważ jesteś jego niewiastą, księżniczką, królową. Każda kropla Jego krwi jest jak brylant na twoim ubraniu.
„Przystroję ciebie tak, że będziesz najpiękniejsza - mówi Pan. – Wszyscy będą widzieć to piękno. Ubrałem cię w szaty światłości, czystości, sprawiedliwości, mądrości, wspaniałości, chwały, wielkości. Przygotowałem dla ciebie powołanie. Każdy twój krok będzie miał u podstawy Moje objawienie. Będziesz iść i objawiać moją chwałę. Będziesz przejawiać wobec ludzi moją miłość. Byłaś całe życie odrzucona, ale teraz będziesz dawać ludziom to, czego sama nigdy nie miałaś. Będziesz dawać miłość temu światu, który potrzebuje jej jeszcze bardziej niż kiedyś ty potrzebowałaś. Dam ci takie serce, że będziesz dotykać się wszystkich zranionych serc i Moją miłością podnosić poranione dusze. Ponadnaturalna ochrona będzie z tobą przed wszelkimi kłamliwymi oskarżeniami. I ten, kto będzie chciał cię osądzić w pierwszej kolejności osądzi siebie. Obronię cię. Dałem ci siłę i władzę, abyś deptała po wężach i skorpionach. Dokąd pójdziesz, tam rozkwitnie sad. Będziesz jak miła wonność roztaczać Moją piękność. Jesteś jak róża w mojej dłoni. Chcę wziąć tę różę i rozgrzać ją tchnieniem mojego życia, abyś rozkwitła i aby aromat czystości, świętości rozprzestrzeniał się na wszystkich i aby każdy człowiek, który się z tobą zetknie, wdychał ten zapach. Pragnę podnieść ciebie najwyżej, aby cię wywyższyć i aby wszystkie narody widziały, że moje imię jest wypisane na tobie. Chcę dać ci pieczęć, abyś była uznawana przez wszystkich ludzi. W imieniu Jezusa Chrystusa”.
Bóg nie będzie mógł uczynić nic nowego, dopóki będziecie się trzymać starego. Wyrwijcie się stamtąd w imieniu Jezusa Chrystusa. Przestańcie trzymać samych siebie w więzach przeszłości. Wy jesteście nowymi stworzeniami. Stare przeminęło, wszystko jest nowe. Wszystkie bóle, wszystkie zniewagi, których doświadczyliście w swoim życiu, wszelkie oskarżenia ze strony mężczyzn, rodziców, rówieśników – wszystko to minęło. Nie trzeba żyć według starych przekonań na swój temat. Zrzućcie z siebie to przestarzałe ubranie. Wyprostujcie plecy i idźcie prosto.
Jeżeli Bóg mógł zmienić mnie, to dla Niego naprawdę nie ma nic niemożliwego. Kiedy człowiek patrzy na Boga, zapomina o wszystkich swoich problemach. Gdy zaczęłam patrzeć na Niego, wszystko co stare odeszło. Zapominając o przeszłości podążam do przodu.
 
 
CZEK0LADA
[Usunięty]

Wysłany: 2007-10-08, 10:20   


Rozdział 6
________________

Kroki ku odnowie

Kiedyś zapytano mnie: „Czym w twoim pojęciu jest normalne życie – po przejściu takich doświadczeń ?”. Zastanowiłam się nad tym pytaniem i oto co mogę powiedzieć: „Bez Boga normalne życie jest niemożliwe. Normalne życie - to życie czyste i sprawiedliwe. Normalne życie – to życie bez grzechu. To takie życie, kiedy idziesz trzymając wielką, ciepłą rękę Pana. Nawet wówczas, gdy się potykasz, On nawet na sekundę nie odstępuje od ciebie. Wielki Bóg zawsze idzie razem z tobą. On podtrzymuje ciebie, uczy, nakierowuje, koryguje, kocha, uświadamia, demaskuje, karci gdy trzeba, zachęca, wywyższa, uczy pokory. On – nasz Ojciec i najbliższy Przyjaciel.”
Uchwyciłam się tej ręki, ponieważ normalne życie – to właśnie uświadomienie sobie i zrozumienie tego, że Bóg trzyma ciebie za rękę, że jesteś cenna i kochana przez Pana i możesz pomóc innym. Całkiem niedawno Pan dał mi usłyszeć bardzo cenne słowa: „Bóg nigdy nie okryje hańbą i nie skompromituje tych, którzy chcą zdjąć hańbę i kompromitację z innych.”.
Kiedyś mój dom wyglądał jak pole bitwy, na którym miały miejsce prawdziwe starcia, w całym tego słowa znaczeniu. Krew leciała na wszystkie strony. To – nie jest normalne życie. Teraz w naszym domu panuje cisza, Boży pokój i spokój, rządzi szacunek, wzajemne zrozumienie, miłość, każdy stara się czynić jeden drugiemu to, co miłe – to jest właśnie normalne życie.
Każdy chce być szczęśliwy. Szczęście - to jest normalne życie. Chcę żyć szczęśliwym życiem, a szczęśliwe życie jest wówczas, gdy Bóg ciebie zna i posługuje się tobą. Wielkim szczęściem jest kiedy naprawdę jesteś w stanie pomóc innym ludziom i zobaczyć ich zmienione życie.
Jak można wejść w normalne życie? W tym rozdziale chcę podzielić się z wami moimi krokami ku odnowie.

Krok 1. Rezygnuję z poprzedniego sposobu życia, nawet jeśli - według mojego zrozumienia było ono jasne, zabezpieczone i beztroskie.

Co to oznacza? Wiele dziewcząt - prostytutek uważa swoją profesję za sposób na zapewnienie sobie świetlanego i beztroskiego życia. One przymykają oczy na wszystkie poniżania i cierpienia. Jeśli nienawidzą takiego życia, to nawet wtedy nie są w stanie wyrzec się go, ponieważ nie wiedzą, jak inaczej można żyć i zapewnić sobie byt. „Gdzie znajdę pracę? Jak mogę inaczej zarabiać?” – pytają same siebie. Strach przed przyszłością trzyma je, i boją się odejść z tego „biznesu”.
Dziewczyny, jeżeli przyjdziecie do Boga i wyznacie swój grzech, On przebaczy wam i uzdrowi was:

...I ukorzy się mój lud, który jest nazwany moim imieniem, i będą się modlić, i szukać mojego oblicza, i odwrócą się od swoich złych dróg, to Ja wysłucham z niebios, i odpuszczę ich grzechy i ich ziemię uzdrowię.
2. Kronik 7:14

Diabeł daje prostytutkom zarabiać, lecz on sam także pożera ich pieniądze. A Bóg mówi, że jeżeli człowiek odwróci się od swoich grzesznych dróg, to Bóg da takiemu człowiekowi możliwość zarabiania i otrzymywania także z powodu swego trudu satysfakcji, aby nie stracił tego wszystkiego. Każda prostytutka ma świadomość tego, że żyje niewłaściwie. Ale rzecz w tym, żeby wyzbyć się takiego fachu, znienawidzieć taki obraz życia, powziąć postanowienie, aby tak dalej nie żyć i powiedzieć: „Panie, powierzam Tobie swoje życie i postanawiam ufać Ci bezwarunkowo. Proszę nadstaw ucha, usłysz modlitwę moją, przebacz moje grzechy.” I wtedy Bóg mówi, że on uzdrowi twoją ziemię i twoje życie.
Dziewczyny ciągnie ku prostytucji miłość do pieniędzy, pragnienie bogactwa, ukrywające się pod usprawiedliwieniem: „Chcę zabezpieczyć siebie i swoją rodzinę…”.
U Boga jest przebaczenie, miłość, przyszłość. On mówi:

Chodźcie więc, a będziemy się prawować – mówi Pan! Choć wasze grzechy będą czerwone jak szkarłat, jak śnieg zbieleją; choć będą czerwone jak purpura, staną się białe jak wełna. Jeżeli zechcecie być posłuszni, z dóbr ziemi będziecie spożywać.
Izajasza 1:18,19


Kiedy tylko pokutujemy, Bóg daje nowe życie pełne błogosławieństw.

Krok 2. Przyjmuję przebaczenie od Boga i przebaczam samemu sobie.
Kiedy przyszłam do Boga, zrozumiałam, że mam przebaczone grzechy, ale nie mogłam tego przyjąć do końcabo nie mogłam uwierzyć, że Bóg może właśnie mnie przebaczyć. Ale Bóg przebaczył mi. On także przebaczył wam. On kocha i mnie, i was:

Ja, jedynie Ja, mogę przez wzgląd na siebie zmazać twoje przestępstwa i twoich grzechów nie wspomnę.

Izajasz 43:25

Ten pociąg towarowy, złożony ze stu wagonów grzechu, który ja (a może i wy) przytaszczyliśmy do Boga , On przebacza całkowicie. Jakkolwiek straszne byłyby te grzechy, Pan nigdy ich nie wspomni. Przyjmijcie przebaczenie od Boga i przebaczcie sami sobie. Nie grzebcie w sobie, nie szukajcie w sobie czegoś, dawnych win, nie osądzajcie siebie. W takim wypadku, to nie wy siebie osądzacie, ale sam diabeł. Nie pozwalajcie mu na to.

Krok 3. Przebaczam wszystkim swoim prześladowcom, wszystkim, którzy sprawili mi ból, poniżali i oskarżali.

W moim życiu mężczyźni sprawili mi wiele bólu. Myślałam, że nigdy nie będę mogła mieć z nimi relacji. W kościele stroniłam od nich, starając się nie mieć z nimi nic wspólnego. Pewnego razu, gdy studiowałam w instytucie , w szkole biblijnej, 8 marca podszedł do mnie brat w Chrystusie ze słowami: „Taniu, Bóg chce, abyś była piękna”i wyciągnął w prezencie komplet kosmetyków. Potem wszyscy mężczyźni z naszej grupy każdej z nas mówili miłe, ciepłe życzenia i wręczali kwiaty. Kiedy przyjmowałam od nich wszystkie te przejawy życzliwości, to odczułam w sercu, że przebaczyłam wszystkim mężczyznom.
Co to znaczy „ przebaczyć”? Przebaczyć – to znaczy zapomnieć i nigdy nie konfrontować się z krzywdzicielami. Rozumiem, że może to być trudne. Ale popatrzcie na moje życie – przebaczyłam wszystkim. Bóg uwolnił mnie, ale to uwolnienie stało się dla mnie faktem dopiero, gdy ja wybaczyłam. Było mi trudno wypowiedzieć słowa: „Panie, przebaczam wszystkim”, ale zrobiłam to. Jedyne pragnienie, jakie pozostało wobec tych ludzi, to było to, aby oni nawrócili się i pojednali z kochającym Ojcem. Pan da wam siły, aby przebaczyć każdemu, kto was skrzywdził:

Ponieważ Baranek, który jest pośród tronu, będzie ich pasł i prowadził do źródeł żywych wód; i otrze Bóg wszelką łzę z ich oczu.

Objawienie 7:17

Jeżeli człowiek nosi w sobie poczucie krzywdy, to ono niszczy go od wewnątrz. To prawo działa. Krzywda rodzi chęć odpłaty, i człowiek zaczyna obmyślać plan zemsty. Odnajdźcie Boga, a On napełni was Swoją miłością tak, że pokochacie swoich prześladowców. I to przebaczenie zetrze wszelką łzę z waszych oczu. Inaczej być nie może!
Przebaczyłam wszystkim tak bardzo, że teraz opowiadając o swoim życiu, wydaje mi się, że to nie mnie się przydarzyło. Bóg może uczynić wszystko nowe w waszym życiu, ale wszystko zależy od was. Czy chcecie przyjąć nowe? Czy chcecie zmienić swoje życie? A może chcecie pozostać w tym bagnie krzywd, nienawiści, użalania się nad samym sobą? Po prostu teraz wyznajcie: „Przebaczam wszystkim, którzy mnie skrzywdzili, dopuścili się wobec mnie przemocy, wszystkim, którzy oskarżali mnie i poniżali. Przebaczam i odpuszczam im wszystkim w imieniu Jezusa Chrystusa. Amen.”.

Krok 4. Postanawiam nigdy nie osądzać ani siebie, ani innych ludzi, szukając winnego.

Gdy przebaczycie wszystkim waszym krzywdzicielom, należy podjąć decyzję, aby nie osądzać siebie. Już wcześniej to mówiłam, ale chcę jeszcze raz zatrzymać się na tym. Kiedy przyszłam do Chrystusa, nieustannie szukałam winnego. Za pierwszą osobę winną wszystkich moich niepowodzeń uważałam moją mamę. „Po co mnie urodziłaś?” – pytałam ją. Osądzanie siebie i otoczenia nie dawało mi spokojnie żyć. Uwolnić się od tego pomógł mi list do Rzymian. Wierzę, że i wam pomoże:

Nie ma przeto usprawiedliwienia dla ciebie, kimkolwiek jesteś, człowiecze, który sądzisz; albowiem, sądząc drugiego, siebie samego potępiasz, ponieważ ty, sędzia czynisz to samo.
Rzymian 2:1

Jakikolwiek człowiek, czy ucierpiał czy został osądzony, nie jest usprawiedliwiony, jeśli sądzi kogoś innego. Nawet, jeśli sto razy macie rację , ale osądzacie tego, kto nie ma racji – nie ma dla was przebaczenia. Ponieważ miłość wszystko przebacza. Powiecie: „Tania zgłupiałaś, czy co? Popatrz jak ciebie poniżano, oskarżano, i ty mówisz, że im można przebaczyć?
Mówię wam: „Tak! Można przebaczyć: popatrzcie na siebie – czy myślicie, że uczyniliście mniej? Nie! Każdy człowiek zgrzeszył. Każdy człowiek pozbawiony jest chwały Bożej. Jedyne przebaczenie jest - w Jezusie Chrystusie. Jeżeli Bóg przebaczył wam, przyjmując was takimi jacy jesteście, to jakie macie prawo nie przebaczyć innym ludziom? Czy jesteście więksi od Boga?”
Przebaczyłam swojej mamie. Pan napełnił moje serce miłością do niej i wdzięcznością za to, że wychowywała moją córkę, kiedy mnie przy niej nie było.
Podejmijcie decyzję nigdy nie szukać winnego i nie osądzać nikogo – ani siebie, ani innych ludzi. Odwróćcie swoje oczy od siebie i popatrzcie na Boga. Zaprzestańcie grzebania się w sobie, w swojej przeszłości, przestańcie wyszukiwać czegoś tam w sobie, szarpać Boga za brodę i krzyczeć: „Dlaczego dopuściłeś takie rzeczy w moim życiu?”. Lepiej zapytajcie: „Jak mam wykorzystać to, czego doświadczyłem w życiu, na chwałę Twoją i na pożytek innych ludzi?” – I wtedy Boża chwała ujawni się przez wasze życie.

Krok 5. Podejmuję decyzję, aby znienawidzieć grzech w każdej postaci i żyć czystym, świętym życiem.

Jezus żyje w waszym sercu. Przyjęliście Go jako swego Pana i Zbawiciela. Jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście, to musicie zajrzeć na ostatnią stronę tej książki, pomodlić się modlitwą nawrócenia i jeszcze raz wrócić do pierwszego kroku odnowy.

Umiłowałeś sprawiedliwość, a znienawidziłeś nieprawość: Dlatego namaścił cię, o Boże, Bóg twój olejkiem wesela jak żadnego z towarzyszy twoich.
Hebrajczyków 1:9

Jezus znienawidził grzech tak bardzo, że stanął przeciw niemu. On pokochał człowieka, ale znienawidził grzech w nim. Dlatego stanął pomiędzy grzechem a człowiekiem. Dlatego był w stanie wziąć wszelki grzech na siebie. Ten Jezus żyje teraz w waszym sercu. Pozwólcie Mu pokochać sprawiedliwe życie. On jest zdolny do tego. I pozwólcież Mu na to, aby poprzez was znienawidził grzech we wszelkich jego przejawach. Nie ma maleńkiego i wielkiego grzechu. Jest jeden pień , który nazywa się grzechem, i od niego idą odgałęzienia. Grzech zabójstwa jest równy grzechowi osądzania lub nieprzebaczenia. Wszelki grzech prowadzi do śmierci. Lepiej z nim nie żartować, ponieważ zapłatą za grzech – jest śmierć. To wszystko. Nie jest napisane, że śmierć jest tylko za wielki grzech. Nie. Śmierć jest nieunikniona w wyniku jakiegokolwiek grzechu. Jeżeli Jezus nie żyje w waszym sercu, jesteście grzesznikami:

Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, lecz darem łaski Bożej jest żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.
Rzymian 6:23

Nawet jeśli nigdy nie cudzołożyliście, nie kradliście, nie kłamaliście i uważacie, że nie robiliście niczego złego, ale Jezusa nie ma w waszym sercu, to jesteście grzesznikami.

Postanówcie, że znienawidzicie grzech we wszelkiej jego postaci i będziecie żyć świętym życiem. Jezus da wam łaskę do tego.
Ale jak żyć czystym życiem?

Błogosławiony każdy, który się boi Pana, który kroczy jego drogami!
Psalm 128:1

1.Bojaźń Boża usposabia do tego. Poziom czystości i świętości w waszym życiu określi stopień waszej życiowej pozycji w Chrystusie.
2. Wzrost w Bogu uzyskuję się poprzez modlitwę i Słowo Boże. Jeżeli nie wzrastacie w Chrystusie, to gdzieś w waszym życiu zagnieździł się grzech. Nie jest trudno go znaleźć. Zapytajcie: „Panie, co przeszkadza mi wzrastać w Tobie?” – i On z radością wskaże przeszkodę.

Owoc trudu rąk swoich spożywać będziesz, będziesz szczęśliwy i dobrze ci się powiedzie.

Psalm128:2

Jeżeli będziecie żyć czystym życiem, znienawidziwszy grzech, Bóg będzie błogosławił was tak, że będziecie mogli spożywać owoc trudu waszych rąk. Znaczy to, że otrzymacie pracę, która zabezpieczy wam dostatnie życie i będziecie szczęśliwi. Nie tylko, będziecie wykonywać pracę, która sprawi wam radość, ale jeszcze będziecie otrzymywać za nią pieniądze i doświadczać błogosławieństwa. A błogosławieństwo – to najwyższy poziom radości, szczęścia i wszystkiego co najlepsze w Chrystusie.
Żyć czystym i świętym życiem to jest pierwsza służba Bogu. Co to znaczy „służyć Bogu”? To znaczy objawiać Go poprzez swoje życie, aby dzięki waszemu postępowaniu ludzie mogli zobaczyć Jezusa. W czasach Nowotestamentowego kościoła wierzący zaczęli nazywać siebie chrześcijanami, ponieważ Chrystus przejawiał się w ich życiu. Jeżeli żyjecie grzesznym życiem i przy tym nazywacie siebie wierzącymi, to przez was znieważane jest imię Pana. Pomyślcie o tym.

Krok 6. Podejmuję decyzję, aby nie patrzeć na przedstawiciela płeci przeciwnej jako na obiekt żalu, pragnień albo jako na potencjalnego towarzysza życia (współmałżonka).

Niebezpiecznie przychodzić do kościoła, jak na „połów”. Często obserwuję sytuację, gdy do kościoła przychodzi wystrojona dama i zaczyna rzucać spojrzeniami po sali. Żal mi takich kobiet. Znam jedną dziewczynę, która w ten sposób złapała sobie męża. Dzisiaj jest to bardzo nieszczęśliwa rodzina. Po wyjściu za mąż dziewczyna przestała chodzić do kościoła, bo teraz już nie ma po co.
Człowiek napełniony pożądliwością szuka kogoś, na kogo mógłby ją „wylać”. Fizyczna namiętność zaślepia człowieka, a kiedy namiętność przechodzi, zasłona spada z oczu i człowiek przerażony pyta: „Boże, jak mam z nim ( z nią) żyć? Okazuje się, że jego (jej) nie kocham”. A Słowo Boże zabrania rozwodów. Niebezpiecznie jest chodzić na pasku pożądliwości. Niebezpiecznie jest patrzeć na płeć przeciwną jako na krzywdziciela, obiekt pożądania albo potencjalnego towarzysza życia. Jeżeli chcecie ożenić się albo wyjść za mąż, na początek szczerze przypatrzcie się sobie, na ile duchowo jesteście gotowi do tego kroku. Ponieważ Bóg daje tylko to, co jest odpowiednie właśnie dla was. Czy chcecie mieć obok siebie na całe życie towarzysza, który podobnie jak wy jest jeszcze niedoskonały? Jeżeli nie, to zacznijcie szukać Boga, a tym samym wzrastać duchowo, nauczcie się nie dzielić ludzi na płeć męską i żeńską.

Bo wszyscy, którzy zostaliście w Chrystusie ochrzczeni, przyoblekliście się w Chrystusa. Nie masz Żyda ani Greka, nie masz niewolnika ani wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety; albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie.
Galicjan 3:27,28

To jest poziom w Chrystusie. Jedynie na takim poziomie Bóg daje błogosławieństwo. Jedynie na takim poziomie On da wam współmałżonka, który rzeczywiście będzie błogosławieństwem dla was. A Boże błogosławieństwa smutku nie przynoszą.

Krok 7. Podejmuję decyzję, żeby być prawdziwą, szczerą osobą, nie grać jakichś ról i nie nosić masek.

Jeżeli człowiek jest poniżany i oskarżany, to albo zamyka się w sobie, albo zaczyna grać rolę silnego człowieka. Na przykład, wszystkie prostytutki odgrywają jakieś role, aby złapać klienta. Takim dziewczynom bardzo trudno stać się szczerymi i prawdziwymi. W tym celu trzeba dołożyć starań. To odnosi się nie tylko do prostytutek, ale w ogóle do wszystkich. Większość ludzi gra jakieś role, często nie jedną. W kościele ktoś jest inny, w domu – inny, w pracy – jeszcze inny. Znam rodzinę, w której mąż jest w kościele liderem, przykładem dla wszystkich, a w domu – tyran, gnębiący i poniżający swoją żonę. Zrozumcie, Bóg nie patrzy na wasze maski, On patrzy na wasze serca. Zadajcie sobie pytanie: przed kim gracie? Czy jesteście w teatrze? Grać rolę – to kłamstwo, a kłamcy Królestwa Bożego nie odziedziczą.
Co to znaczy „być prawdziwym”? To oznacza zobaczyć siebie takim, jakim się jest w rzeczywistości. W tym pomóc może Słowo Boże. Przejrzawszy się w nim, jak w zwierciadle, można zobaczyć swój duchowy i duszewny stan, zobaczyć swoje serce. Mówiłam o tym wcześniej i teraz chcę powtórzyć. Kluczem do wielkiej mocy jest to, aby nasze słowa i nasze postępowanie było zgodne z tym, co jest w naszym sercu. To jest wielka siła. Z Bogiem nie można żartować. Z Nim należy być prawdziwym. On zawsze wie, co my sami sobą reprezentujemy. Nie pożałujecie, gdy będziecie żyć uczciwie, czysto i sprawiedliwie.


Krok 8. Podejmuję decyzję, kochać ludzi takimi, jacy są i nie oczekiwać od nich czegokolwiek w zamian. Postanawiam, że nie będę żyć jak barometr i oceniać wszystkich swoich działań i uczynków porównując się z innymi na zasadzie współzawodnictwa.

Nie żyjcie na kredyt, nie żyjcie według zasady „coś za coś”. Nie wykorzystujcie ludzi dla osobistych celów. Sami stańcie się szczebelkiem do wyniesienia innych.
Niektórzy ludzie w kościele zawierają z kimś znajomość tylko z tego powodu, że człowiek ten ma pieniądze i pozycję w społeczeństwie, albo z tego względu, że na przykład można u niego w domu pomieszkać. Nie rozumiem mentalności ludzi, którzy akceptują oceniają innych według ich zewnętrznych atrybutów. Przecież to wszystko jest przemijające. Przyjmujcie innych ludzi w taki sposób, jak Jezus was przyjął:

Przeto przyjmujcie jedni drugich , jak i Chrystus przyjął nas, ku chwale Boga.
Rzymian 15:7

Czy byliście godni, aby Jezus was przyjął? Czy zasłużyliście na przebaczenie? Nie, ludzie nie zasługują na przyjęcie i przebaczenie, ale pozwólcie Bogu, aby przez was przyjął i kochał ich. On jest do tego zdolny. Człowiek sam z siebie nie może ani przebaczyć, ani przyjąć, ani kochać, ale Jezus, który żyje w was, może przebaczyć i przyjąć każdego człowieka. Pozwólcie Jezusowi żyć poprzez was.

Krok 9. Decyduję się szukać Królestwa Bożego i sprawiedliwości Jego. Postanawiam nigdy nie polegać na swoich siłach i zdolnościach, a jedynie na Bogu.

Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane.
Mateusza 6:33

Szukać Królestwa Bożego – to znaczy szukać woli Bożej, Jego prowadzenia przez całe życie. My tutaj na ziemi musimy poznać Gospodarza Królestwa Bożego poznać zasady funkcjonowania tego królestwa, abyśmy, gdy Jezus powróci – mogli być przyjęci już jak swoi. Tak samo, kiedy chcemy wejść do czyjegoś domu, powinniśmy poznać się z jego domownikami i zasadami postępowania w tym domu.
Niektórzy wierzący są nastawieni na zdobywanie rzeczy tego świata – znalezienie pracy, osiągnięcie pewnej pozycji, zajęcie się swoją karierą – tylko nie Królestwem Bożym. Praca, pieniądze, kariera – to wszystko jest bardzo dobre, ale ja spotkałam ludzi, którzy posiadali to wszystko, a jednak byli nieszczęśliwi. Zamawiali prostytutki, żeby po prostu pobyć z nimi, ponieważ sami żyli w otoczeniu ludzi nienawidzących ich, zazdroszczącch im władzy i pieniędzy, pragnących usunąć ich i zająć ich miejsce. Jeżeli człowiek zdecyduje się szukać samego Boga, nigdy nie będzie tego żałował, ponieważ Bóg - wiedząc, że serce takiego człowieka jest całkowicie oddane Jemu, będzie zapewniał mu wszystko, co niezbędne – jedzenie, pieniądze, mieszkanie, samochód… Bóg daje mu to, ponieważ wie, że wszystkie te rzeczy nie staną się jego idolami i nie odciągną go od Dawcy.
W chodzeniu z Bogiem bardzo ważne jest, aby nie pokładać nadziei w swoich siłach i możliwościach, to znaczy nie opierać się na sobie. Człowiek jest stworzony z paru wiader wody i zaledwie garstki ziemi. To jest bardzo niepewny fundament. Natomiast poleganie na Bogu, który był, jest i zawsze będzie taki sam, to jest solidny fundament:

Zrzuć na Pana brzemię swoje, a On cię podtrzyma! On nie dopuści , by na zawsze zachwiał się sprawiedliwy.
Psalm 55:23

Czy rozumiecie? Co was niepokoi? Na co reaguje wasze serce? Wszystko złóżcie na Pana i Jego szukajcie. On nie pozwoli, aby sprawiedliwy zachwiał się, zachowa w zdrowiu jego duszę i ciało, zapewni duchowy wzrost i dobrą pozycję w społeczeństwie i rodzinie. Oznacza to, że nie będzie wzlotów i upadków, czarnych i białych smug. Będzie płynne przemieszczanie się w górę, ponieważ oczy sprawiedliwego zwrócone są na Boga - ku górze. Tam , gdzie skierowany jest wzrok, w tym kierunku następuje też nasze poruszenie.
Moje spojrzenie nie jest skierowane w dół, na znikomości marność, moje spojrzenie kieruje się do przodu. I Bóg pokaże różnicę między tymi, którzy na Nim polegają, a tymi, którzy nie mają w Nim nadziei. Ta różnica będzie bardzo wielka.
Usunąwszy się do tyłu i przepuściwszy Boga przodem, po pierwsze, pokazujemy, że jesteśmy bezpieczni, ponieważ On jest Wszechmogący, po drugie, nigdy nie wpadniemy w pychę. Znaczy to, że nie pomyślimy sami o sobie, że coś znaczymy. Pamiętacie osła, na którym Jezus wjechał do Jerozolimy? Wyobraźcie sobie, że on wraca do swojej stajni i opowiada: „Widzieliście, jak ja dzisiaj wjechałem do Jerozolimy, jak mnie pod kopyta rzucali gałęzie palmowe i krzyczeli: Hosanna! To wszystko było dla mnie.” Głupio to brzmi, nieprawdaż? Jeżeli Jezusa nie byłoby na tym ośle, czy ktoś w ogóle zauważyłby go? Dlatego nigdy nie bądźcie pyszni. Pamiętajcie, że w tym momencie to Bóg was używa.

Krok 10. Podejmuję decyzję, że nigdy nie będę porównywać się z innymi ludźmi, a jedynie z Bogiem i Jego powołaniem dla mojego życia.

Duch porównywania się, duch współzawodnictwa jest nie do przyjęcia w Chrystusie. Nigdy nie porównujcie się z nikim. Bóg stworzył każdego unikalnym, jedynym w swoim rodzaju. Jesteś jedyny, nie ma nikogo takiego jak ty. Tak samo unikalne i niepowtarzalne jest powołanie każdego człowieka. Nie przyglądajcie się, kto i w jaki sposób radzi sobie w życiu, ponieważ gdy odkryjecie to, co Bóg przygotował dla waszego życia, wy równie szybko, a może jeszcze szybciej znajdziecie się w tym co Pan ma dla was. Można analizować życie ludzi, po pierwsze aby się uczyć, a po drugie żeby móc uczyć innych, ale w żadnym wypadku nie po to, aby zazdrościć, porównywać się, wykorzystywać ich dla swoich osobistych celów. Patrzeć należy tylko na Boga dającego wszystkim szczodrze według swojej łaski i dobroci.
Pan mnie zadziwia we wszystkich relacjach. Jak wielka jest Jego łaska, Jego moc, i Jego chwała! Dla każdego człowieka Bóg obmyślił zadanie, dzięki któremu człowiek może spełnić się w życiu. Do wypełnienia tego zadania Pan daje człowiekowi łaskę, nadprzyrodzoną siłę i obdarza go szczególnymi zdolnościami. Znaczy to, że Bóg sam wypełnia to zadanie. Od człowieka oczekuje jedynie pokory i posłuszeństwa. Wcześniej myślałam: „No dobrze, Panie, jeżeli wszyscy będą spełnieni, to kto nad kim wtedy będzie panował?” A teraz wiem, że Bóg stworzył ludzi, aby oni panowali nad wszystkim, tylko nie jeden nad drugim. Kiedy każdy człowiek zajmuje się budowaniem własnego życia według Bożego planu, nie ma wówczas miejsca na panowanie człowieka nad człowiekiem.

Krok 11. Podejmuję decyzję, że nie zatrzymają mnie żadne trudności i doświadczenia w poznaniu mojego powołania. Postanawiam, że będę podążać do przodu z Bogiem, pokonując wszystkie przeszkody na mojej drodze.

Kiedy rozpoczniecie wchodzić w swoje powołanie, pojawią się próby. Często pytają mnie, czy mam pokuszenia w moim życiu. Tak, oczywiście. Ale są dwa sposoby reagowania na nie: poddać się im i pogrążyć w błocie samooskarżenia albo przeciwstawić się. Trzeciego wyjścia nie ma. Lepiej przeciwstawić się, ale w tym celu trzeba podjąć decyzję, że nas nic nie zatrzyma.

Patrz! Daję ci dzisiaj władzę nad narodami i królestwami, abyś wykorzeniał i wypleniał, niszczył i burzył, odbudowywał i sadził.
Jeremiasza 1:10

Wykorzeniać grzech, niszczyć wszystkie dzieła diabła, wytracać i burzyć przeszkody i odbudowywać czystość i świętość.
Krok 12. Podejmuję decyzję, aby stać się jednym z tych, których Bóg będzie używał dla swojej chwały, i dołożę wszelkich starań, aby On był ze mnie dumny.

Chcę, aby Bóg używał mnie, nie chcę stanowić cząstki tłumu, nie chcę stać z boku. Pan zawsze używa konkretnego człowieka. On nigdy nie używa tłumu. On zawsze zwraca się bezpośrednio do człowieka , nie do tłumu. On daje zadanie jednemu człowiekowi. Podejmijcie decyzję, aby być tym człowiekiem. Postanówcie być jednym z tych, których Bóg będzie używał dla swojej chwały. Stańcie się tym osiołkiem, na którym Jezus będzie tryumfalnie jechał po ziemi. Dołóżcie wszelkich starań, aby On był z was dumny. Pewnego razu powiedziałam Bogu: „Chcę, aby pastor Andrzej był ze mnie dumny”. Kiedy tak się stało i pastor Andrzej powiedział mi o tym , ja ponownie zwróciłam się do Boga: „Pragnę, aby pastor Aleksander Michajlik był ze mnie dumny”.
I pastor Aleksander, kiedy kończyłam szkołę biblijną, powiedział, że jestem jego dumą. Wtedy znowu poprosiłam : „Boże, pragnę, aby ze mnie był dumny pastor Sandej”. Kiedy i pastor Sandej skierował pod moim adresem słowa o tym, że jest ze mnie dumny, zrozumiałam, że najbardziej zależy mi na tym, aby ze mnie był dumny sam Jezus. Aby patrząc z Nieba na całe moje życie, powiedział: „Tak, nie na darmo poszedłem i umarłem za nią na krzyżu”. Pragnę cieszyć serce Boga.

Krok 13. Postanawiam, że zawsze będę pamiętać o tym, co Pan uczynił dla mnie.

Nigdy nie zapominajcie, skąd Bóg was wydobył. Wdzięczne serce pomoże wam nigdy nie odejść od Niego, nigdy nie popaść w pychę i da możliwość wzrostu. Wdzięczne serce pozwoli bardziej poznawać Jezusa.

Wspominajcie cuda jego, których dokonał, dziwne dzieła jego, wyroki ust jego…
1. Kronik16:12

Aby kształtować w sobie wdzięczne serce, zacznijcie zapisywać w zeszycie wszystkie cuda, które Bóg robi w waszym życiu a zobaczycie, jak z każdym dniem ich przybywa. Dlaczego? Ponieważ wdzięczne serce pobudza pragnienie Boga, aby czynić coś w waszym życiu.
Opowiedziałam dokładnie całą moją drogę , którą przeszłam z Bogiem. Jestem nieraz pytana: „Czy łatwe jest życie po nawróceniu?” Jest. Jeżeli człowiek pragnie żyć dobrym, godnym życiem, to powinien sobie takie życie zapewnić. Zapewniać sobie z Bogiem o wiele lepiej, niż bez Niego. Do wszystkiego trzeba dołożyć starań. Królestwo Niebieskie zdobywa się siłą (zobacz Mateusza 11:12).

I otrze wszelką łzę z oczu ich, i śmierci już nie będzie; ani smutku, ani krzyku, ani mozołu już nie będzie; albowiem pierwsze rzeczy przeminęły. I rzekł Ten, który siedział na tronie: Oto wszystko nowym czynię. I mówi: Napisz to, gdyż słowa te są pewne i prawdziwe. I rzekł do mnie: Stało się. Jam jest alfa i omega, początek i koniec. Ja pragnącemu dam darmo ze źródła wody żywota. Zwycięzca odziedziczy to wszystko, i będę mu Bogiem, a on będzie mi synem.
Objawienie 21:4-7

Bóg ociera wszelką łzę z oczu tych ludzi, którzy pozwalają mu na to. Pan jest Bogiem kochającym, i jedynym Jego pragnieniem jest, aby ani jeden człowiek na świecie nie martwił się i nie płakał. On pragnie zamienić smutek w radość a łzy – w zachwyt.
Czytając tę książkę widzicie, że miałam wiele powodów, aby usiąść i lizać swoje rany rycząc gdzieś w kącie. Wybrałam jednak inną drogę. Zdecydowałam, aby być razem ze zwycięzcami:

Zwycięzca odziedziczy to wszystko, i będę mu Bogiem, a on będzie mi synem.
Objawienie 21:7

Pan powiedział, że stare przeminęło. Uwierzyłam Mu i przyjęłam wszystko nowe, co On zaczął stwarzać dla mnie. Popatrzcie, co uczynił Pan w moim życiu. On dał mi przyszłość. Chcę powiedzieć każdemu, kto był atakowany przez diabła: jeżeli przestaniecie lizać swoje rany i po prostu podniesiecie się sięgając po nowe, które tworzy dla was Pan, drzwi nadprzyrodzonej rzeczywistości otworzą się. Nowe rozbłyśnie jasnym światłem w waszym życiu i wszystkie ciemne plamy rozpłyną się. Pan jest Alfą i Omegą. Pozwólcie Mu zacząć działać w waszym życiu, a zobaczycie, jak On z chwały w chwałę będzie was wywyższać. Kiedy ktokolwiek usłyszy o waszej przeszłości, wyda mu się to nierzeczywistym i nikt nie uwierzy, że to naprawdę przydarzyło się wam.
Bądźcie zwycięzcami, usiądźcie razem ze zwycięzcami. Stańcie się dziedzicami wszystkiego – nie odrobiny, nie tylko jakiejś części, ale wszystkiego. Bądźcie żądni tego, co przygotował wam Bóg. Poprzez was będą płynąć rzeki wody żywej. Jeśli Pan zacznie coś dla was stwarzać, nigdy nie pożałujecie, że powierzyliście Mu swoje życie. Jestem tego najlepszym przykładem.
 
 
CZEK0LADA
[Usunięty]

Wysłany: 2007-10-09, 06:36   


Uważam, zę tę książkę - powinen przeczytać każdy rodzic, nauczyciel, psycholog.
To potęzne świadectwo działania Mocy Bożej.
 
 
Miłujący prawdę 

Dołączył: 28 Cze 2006
Posty: 1134
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2007-12-28, 22:10   

Czytaj Biblię!!!
"Róbmy więc wszystko, co możemy, by wejść do tego odpoczynku, żeby czasem ktoś nie wpadł w ten sam wzór nieposłuszeństwa.
Bo słowo Boże jest żywe i oddziałuje z mocą, i jest ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, i przenika aż do rozdzielenia duszy i ducha, a także stawów i ich szpiku, i jest zdolne rozeznać myśli i zamiary serca.
I nie ma stworzenia, które by było niewidoczne dla Jego wzroku, ale wszystko jest obnażone i zupełnie odsłonięte dla oczu Tego, któremu mamy zdać rachunek"(Hebrajczyków 4:11-13)..
Pozdrawiam
_________________
"Jako żyje Jehowa, będę mówił to, co powie mój Bóg"
 
 
Greg 

Dołączył: 09 Lis 2008
Posty: 39
Skąd: Kraków
Wysłany: 2008-11-21, 20:07   

Witam.

Mam pytanie - wie ktoś gdzie można całą tą książkę dostać? Byłbym bardzo wdzięczny za odpowiedź. ;-)
 
 
AgnesPavlovski
[Usunięty]

Wysłany: 2008-11-21, 20:24   

Greg napisał/a:
Witam.

Mam pytanie - wie ktoś gdzie można całą tą książkę dostać? Byłbym bardzo wdzięczny za odpowiedź. ;-)

Greg, ja jestem tłumaczką tej ksiazki i nie została ona wydana. Była zamieszczona na moim forum i na mich blogach, ale je wczoraj skasowałam. Jest to tylko, co tutaj jest.
Pozdrawiam. Ja mam całosć w domu na CD. Swoją drogą szukam wydawcy... :-(
 
 
Greg 

Dołączył: 09 Lis 2008
Posty: 39
Skąd: Kraków
Wysłany: 2008-11-21, 20:55   

a jaki to jest procent całej książki to co tu jest (np. ile rozdziałów ma)? ;-)

a jakaś opcja żeby nabyć ją od Ciebie, np jako kopie CD istnieje?

Myślę podobnie jak CZEK0LADA,
CZEK0LADA napisał/a:
Uważam, zę tę książkę - powinen przeczytać każdy rodzic, nauczyciel, psycholog.
To potęzne świadectwo działania Mocy Bożej.

stąd moje zainteresowanie i chęć posiadania całości w domu

Pozdrawiam
 
 
AgnesPavlovski
[Usunięty]

Wysłany: 2008-11-21, 20:58   

Tu jest 80-90 procent.
Napisz do mnie maila.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Strona wygenerowana w 0,24 sekundy. Zapytań do SQL: 11