Forum biblijne Strona Główna Forum biblijne
FORUM ZOSTAŁO PRZENIESIONE. ZAPRASZAMY www.biblia.webd.pl

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Reinkarnacja w hinduizmie: zestaw pytań
Autor Wiadomość
HarryPotter

Wyznanie: Kocham Myszkę <3
Pomógł: 24 razy
Dołączył: 06 Lis 2013
Posty: 349
Wysłany: 2013-12-07, 01:12   

Dadaista napisał/a:
Dezerter napisał/a:
chodzi o uzyskiwanie coraz wyższego poziomu rozwoju duchowego/świadomości

Czyli niektórzy rodzą się już, mając wyższy poziom duchowy? Czy samo istnienie Buddy, który głęboko wejrzał w rzeczywistość, lecz urodził się w miejscu niesprzyjającym do rozwoju duszy (nie chodzi tylko o bogactwo materialne, ale także zachowanie najbliższego otoczenia) nie przeczy w najbardziej wyraźny sposób temu, co piszecie o reinkarnacji? Bo piszecie o grupach karmicznych oraz tym, że jeśli dusza ma dobrą karmę, rodzi się w dobrym miejscu, w którym jest uduchawiana. Ale Budda nie urodził się w takim miejscu, a przecie nikt nie podważa tego, że duszę musiał mieć wspaniałą, skoro doszedł do tego, do czego doszedł, a jego nauki wciąż pozostają aktualne.

Skoro doszedł do tego, do czego doszedł, wybierając świadomie niesprzyjające warunki do rozwoju, to wybrał je dlatego, żeby podjąć wyzwanie. O ileż lepiej byłoby mu osiągnąć oświecenie, rodząc się w slumsach? Urodził się w miejscu, które dobrze odpowiadało jego planom. W tym sensie było to dobre miejsce. Dla niego. Inni by temu nie podołali zwykle.


Zapytasz o dowody. Mogę co najwyżej zapewnić Cię, że sytuację z psem przerobiłem na sobie w tym wcieleniu. Stanął jak wryty, kiedy na niego zaszczekałem. Pojawiło się to u mnie spontanicznie. Wręcz widziałem w jego oczach błysk oświecenia. Również była noc i również był rower. Och, gdybyś zobaczył jego minę :-)


Nie roszczę sobie prawa do tego, żeby Cię przekonać. Gdybyś napisał od początku, że chodzi Ci o to, żeby udowodnić Ci coś, a nie przedstawić czyjś punkt widzenia, nie podjąłbym się tego wcale, bo nie da się udowodnić czegokolwiek komuś, kto zakłada z góry, że podejdzie do tego skrajnie nieufnie. Rozumiem, że obiegowe poglądy na temat reinkarnacji wprowadzają zamieszanie i szanuję i cenię krytyczną postawę. Błąd nie tkwi w Tobie, że nie zechcesz tego zrozumieć. Nie ma żadnego błędu. Przeczytasz to i skorzystasz na tym, choćby przez ostrzenie sobie na mnie pióra swojej satyry. Ja również na tym skorzystam, bo spisanie tego daje mi również coś cennego.
Powiem Ci, że jeśli wylejesz kubełek pomyj na moją koncepcję, będę się tylko z tego śmiał. Podobnie jak śmiać mi się chciało, gdy różni obrońcy wiary oburzali się święcie, gdy się szargało ich świętości. Jak w ogóle można podchodzić do tematu najwyższych wartości w taki sposób, że pała się świętym oburzeniem, jeśli jakiś profan je wyszydzi? Jeśli ich koncepcja wiary jest tak skonstruowana, że gotowi są zgrzytać zębami znad klawiatur w takich sytuacjach, to sami nie zdają sobie sprawy, czy służą temu, co rozwija w nich dobro, czy zło.

Nauka broni się przed pseudonauką, lecz sama nauka oparta jest na dogmatach. Mamy dogmaty matematyczne, jak na przykład definicję punktu i na tym przykładowym dogmacie oparliśmy definicję prostej, oraz całą geometrię Euklidesową, jak również Nieeuklidesową. Mamy dogmaty o powtarzalności doświadczeń, które zgrzytają, gdy tylko przystawić je do chmury gęstości prawdopodobieństwa ustalenia położenia elektronu na orbicie. Mamy zasadę nieoznaczoności Heisenberga. A już w psychologii mamy taki mix, że nazywanie jej nauką, czasem brzmi zgoła... heh, nie będę kończył, żeby nie ułatwiać potem szermierki słownej zwolennikom koncepcji różnych Bóstw, którzy by tu przypadkiem wpadli ;-)



Dadaista napisał/a:
Gdyby reinkarnacja była faktem, to ludzie po wypadkach nie zmienialiby swojej osobowości, ponieważ ów "wewnętrzny czynnik" i "wewnętrzna motywacja", o której pisałeś, miałaby ponadnaturalne korzenie. Ale nie ma. Weź taki przykład: http://pl.wikipedia.org/wiki/Phineas_Gage Jego zdolności czy predyspozycje moralne (jak zwał, tak zwał), zmieniły się pod wpływem wybicia przez pręt części płata czołowego. Czysta biologia. To był zupełnie inny człowiek po wypadku.


Pomijam lobotomię płatów czołowych, do której zmierzasz w tym przykładzie, bo możesz tu akurat mieć rację. Jednak weź pod uwagę, że jeśli przyjąć iż w głowie takiego człowieka mogły być różne byty, to da się to u innych ludzi często wytłumaczyć. Zapewne i z gruntu psychologii, czy też psychiatrii znana Ci jest definicja osobowości mnogiej? Czytałem arcyciekawą książkę, napisaną przez człowieka, który latami zmagał się z wieloma bytami, zamieszkałymi w jego głowie.
Znasz na pewno te słowa: zaawansowana nauka niczym nie różni się od magii.
Jeśli zechcesz chodzić boso po ogniu, będziesz musiał użyć właśnie tej zaawansowanej nauki. Wszelkie zabawy w uzdrawianie na odległość przy pomocy siły umysłu, używają tej właśnie zaawansowanej nauki.
Ma ona to do siebie, że czasem nie wiadomo, jak działa, ale działa. A, do licha, czy jesteś pewny, że wiesz, jak jest zbudowany Twój komputer? Wielu ludzi nie wie. Po prostu go używają.


Dadaista napisał/a:

Nie mam wątpliwości, że o lewitacji, bilokacji czy dowolnym innym paranormalnym zjawisku też można poczytać na wielu profesjonalnych stronach. Dopóki nie zobaczę takiego zjawiska na żywo bądź nie nagra go ktoś na wideo (co za problem?), to nie ma czym sobie głowy zaprzątać.



Wiesz, doskonale Cię rozumiem, bo i ja podchodzę do tego w ten właśnie sposób. Tyle tylko, że na swój własny użytek co nieco widziałem. Akurat nie bilokację, ani lewitację. Ale widzisz, nie możesz wierzyć temu, co zobaczysz, jeśli coś z tego typu zjawisk zobaczysz, lub będzie to Twoim udziałem. Nie możesz, gdyż...
To niemożliwe :-)
A niemożliwe, bo nie zostało udowodnione i uznane przez autorytety.
Więc jeśli nawet doznasz oświecenia, będziesz musiał uznać, że zostałeś poddany halucynacji, ewentualnie że ktoś dosypał Ci do jedzenia psychotropów.
No bo jak tu odrzucić oficjalne stanowisko oficjalnych przedstawicieli oficjalnej nauki?
No chyba, że będziesz miał w tylnej części ciała ich opinię.

Mój pechozol jest taki, że ja nie muszę nikomu niczego udowadniać, bo to, co zakładam, zakładam na swój własny użytek.
Ale zawsze mogę sobie się zabawić...

Dadaista napisał/a:

Moje odczucia są pewne, ale nie jest pewne to, co mi funduje owe odczucia. Nie ma jednak sensu wierzyć, że jestem postacią z gry komputerowej albo kostką do gry, ponieważ nie ma ku temu żadnego powodu. Być może jestem kostką do gry, ale bez dowodu w tej sprawie nie mogę tego przyjmować na wiarę. Dlatego istnieją zdania bazowe, tj. podstawy naszej wiedzy. Jednym z takich zdań jest np. jestem istotą materialną. Innym: nie znam niczego poza materią, zatem wierzę tylko w materię.


Eksperyment myślowy: wyobraź sobie, że jesteśmy duszami w duchowym świecie. Nagla jakaś dusza wpada na pomysł i oznajmia innym, że istnieje coś takiego jak materia. Dlaczego wtedy miałbym uwierzyć w materię? Jeśli znam tylko duchowość, to wierzę tylko w duchowość. Tak jak teraz wierzę tylko w materię. Albo wierzę w to, że w garażu mam dwa samochody, bo tylko dwa odczuwam zmysłami. Być może znajduje się tam trzeci, niewidzialny, samochód, ale - na litość boską - dlaczego miałbym w to wierzyć? Ty możesz wysnuć hipotezę o trzecim niewidzialnym samochodzie, a ja muszę Ci wówczas odpowiedzieć, że dopóki nie zaczniesz przedstawiać dowodów, Twoja hipoteza opiera się tylko na Twojej wyobraźni.



A więc wierzysz tylko w materię. Czyli w energię już nie. Jak więc możesz przeprowadzić eksperyment myślowy, skoro myśl nie jest materią, tylko polem energetycznym? Nie możesz sobie tego wyobrazić, bo wyobraźnia jest niematerialna.
W dodatku podchodzisz nienaukowo do sprawy, bo rasowy naukowiec w nic nie wierzy. Wprost nie wolno mu wierzyć w cokolwiek, bo Święty Graal nauki każe naukowcom odrzucać wszelką wiarę, jako niezgodną z dogmatem nauki. Czym by się bowiem wtedy różnili, od przebiegających fora internetowe, rozmaitych nawiedzonych szaleńców?
 
 
Dadaista 


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 26 Sie 2013
Posty: 48
Wysłany: 2013-12-07, 17:43   

HarryPotter napisał/a:
Słyszałem historię o człowieku, który już prawie wyrwał się z koła samsary, ale miał jelonka, do którego się przywiązał i reinkarnował, jako jelonek. W tym wypadku reinkarnacja działała bardziej na zasadzie "zapatrzenia"

Ja słyszałem, jak Władek (ten spod szóstki) po obaleniu berbeluchy wykonał skok z ziemi na dach 4-piętrowego bloku. True story.

HarryPotter napisał/a:
Dadaista napisał/a:
Dusza wcielona w ciało nie pamięta swoich wcześniejszych inkarnacji. Jest to fakt, który obserwujemy na co dzień. A może pamiętacie, kim byliście wcześniej? Nie? To macie tak samo jak ja. Jest wprawdzie wiele świadectw osób rozsianych po całym świecie, często są to dzieci, ale na około 7 miliardów ludzi te nawet kilkaset czy kilka tysięcy relacji nadal nie zmienia faktu, że większość ludzi nic nie pamięta.


Większość ludzi nie jest też fizykami atomowymi.

Otóż to. Większość ludzi nie jest fizykami atomowymi i większość ludzi nie pamięta swoich wcześniejszych wcieleń. Aczkolwiek nie mam pojęcia, po co ta Twoja wzmianka o fizykach atomowych, kiedy rozmowa dotyczy czego innego.

HarryPotter napisał/a:
Reinkarnacja więc też jest nawykiem duszy, która robi to z przyzwyczajenia, bo ciągnie ją do tego.

Ilu ludzi, tyle poglądów. U Kardeca w "Księdze Duchów" znowu napisane jest, że inkarnacja dzieje się samoistnie, dusza przebywając w zaświatach czuje zbliżające się nowe wcielenie, tak jak niewidomy czuje zbliżanie się do ognia (to przykład z tej książki). Z drugiej strony Kardec nie pisał z pozycji hinduisty, więc mniejsza o niego.

Piszesz, że dusza powraca do ziemskiego ciała z przyzwyczajenia. Nawet ta dusza, która jest na "początku drogi" i która wie, że czeka ją żywot pełen cierpienia? I czy wszystkie dusze robią to z przyzwyczajenia? Dziwna by to była nieurodzajność "charakterów". Bardziej to wygląda jak "zaprogramowanie do przyzwyczajenia się do inkarnacji". I czy przyzwyczajenie jest główną motywacją? Jeśli tak, niezbyt to chyba szlachetne, ja myślałem, że chodzi o wyższe cele, a tu dup - zwykłe przyzwyczajenie.

HarryPotter napisał/a:
A w jaki sposób szczury laboratoryjne, którym wszczepiono RNA innych szczurów, które znały wyjście z labiryntu, znajdują wyjście z labiryntu, skoro nie jest zachowana ciągłość "wiedzy"? Pamiętaj, że pod słowem "wiedza", ukrywa się słowo "pamięć". Pamięć może być uświadomiona i nieuświadomiona. Pamiętana i zapomniana. Dlatego dzieci, które pamiętają rzeczy z poprzednich wcieleń, zapominają je potem.

Czy ktoś kiedykolwiek siedział w głowie szczura ze wszczepionym RNA innego szczura? Nie. A zatem skąd wniosek, że nie została tu zachowana ciągłość wiedzy?! Nie wiemy przecież, w jaki sposób owe informacje przekazane przez obce RNA zostały odczytane przez szczura. Znamy tylko efekt tego "odczytu". Chyba że wiemy wszystko co i jak. Niestety, nie podajesz źródeł, na które się powołujesz, więc nie mam na czym bazować.

Ogólnie przykład z RNA jest przykładem tylko na to, że RNA przenosi informacje. W każdym szczurze drzemie czyjaś dusza, czy tak? No i zobacz, jak łatwo nią manipulować za pomocą obcego RNA. Niby posiadasz swoją wiedzę, ale można ci przekopiować cudzą wiedzę za pomocą fizycznych nośników. I to prowadzi do zmiany zachowania. Podobnie jak do zmiany zachowania prowadzi wychowanie (bądź jego brak). Wszystko daje się wytłumaczyć za pomocą fizyki, więc po co to bajanie o duszy?

HarryPotter napisał/a:
Dadaista napisał/a:
Jeśli dusza nie pamięta swoich wcześniejszych wcieleń, każda kolejna inkarnacja jest de facto startem od zera.

"Jeśli".

Ja nie pamiętam swoich wcześniejszych wcieleń i nie pamięta ich, powiedzmy, 99% ludzi. To czysty strzał, ale możesz przeprowadzić ankietę i popytać ludzi na ulicy. Zatem to "jeśli" odnosi się do miażdżącej większości, nie jest więc czymś co można zbagatelizować.

HarryPotter napisał/a:
Dadaista napisał/a:
Wędrówka duszy odbywa się na Ziemi, a zatem to na Ziemi, w cielesnym przebraniu, można osiągnąć oświecenie.

A co ma piernik do wiatraka? Czy na Księżycu reinkarnacja przestała obowiązywać?

Czytanie ze zrozumieniem się kłania. Przeczytaj cały fragment jeszcze raz. "Ziemia" jako synonim życia doczesnego. Akurat żyjemy na Ziemi, więc pisałem o Ziemi. Gdybyśmy żyli na Księżycu, pisałbym o Księżycu. To rzeczywiście nie ma absolutnego znaczenia; przykro, że muszę odpowiadać na czepialstwo, które bierze się z niezrozumienia czytanego tekstu.

HarryPotter napisał/a:
Oczywiście, że płynie. Co z tego, że nie pamięta?
Możesz nie pamiętać kiedy, kto, jak i gdzie nauczył Cię bong sau. Możesz w ogóle nie pamiętać, co to jest bong sau, podobnie jak możesz zapomnieć swojego imienia, ale jeśli ktoś nauczył Cię bong sau, to odruchowo je zastosujesz, gdy zajdzie taka potrzeba. To się dzieje bezmyślnie.

To dokładnie tak samo jak z Miauhubertem i wąsami. Możesz w ogóle nie pamiętać rozmowy z Miauhubertem, który polecał zapuścić w życiu ziemskim wąsy. Mogą ci się nie podobać wąsy u innych, ale prędzej czy później sam je zapuścisz. To się dzieje bezmyślnie.

HarryPotter napisał/a:
Pewne rzeczy są "wrodzone" - jak choćby odruch ssania przez noworodka. Tych niepamiętanych, ale nabytych rzeczy jest coraz więcej, w miarę kolejnych inkarnacji. Dziecko nie pamięta, że ma ssać, tylko czuje, że ma ssać.

Masz rację co do tego, że nabytych rzeczy jest coraz więcej. Mylisz się co do źródła. Nabytych rzeczy jest tym więcej, im więcej rozmów przeprowadzi się w zaświatach z Miauhubertem (i/lub jego krewnymi).

HarryPotter napisał/a:
Dadaista napisał/a:
nawet reinkarnacja nie radzi sobie z problemem umierających noworodków.

Zakładasz pojęcie winy i kary. To pojęcie istnieje tylko w Twojej wyobraźni. W rzeczywistości jest tylko pojęcie przyczyny i skutku.

To tak jakby powiedzieć, że ukaranie skazanego więzieniem nie jest karą, ale skutkiem jego czynu. No tak, jest też i skutkiem. Tak samo jak jest i karą.

HarryPotter napisał/a:
Śmierć noworodka jest tylko Mają, złudzeniem, bo śmierć nie istnieje. Nie zostali więc ukarani, tylko mieli okazję to przemyśleć. W jakim sensie ten noworodek był ich? W sensie materialnym? Jego ciało nie należało do nich. W sensie duchowym? Jego dusza też do nich nie należała. Przywiązali się do niego. To było przyczyną ich cierpień. Czyli przyczyną ich cierpień było niewyzwolenie się z przywiązania. Wyzwolenie się z niego nazywamy oświeceniem. Cierpieli, bo chcieli cierpieć. A raczej, bo nie potrafili się wyzwolić.

Zaczyna się festiwal moralnej degrengolady, gdzie śmierć niemowlęcia nie jest nazywana obrzydliwą karą i zbrodnią, ale "okazją do przemyślenia". Normalnie postawiłbym na końcu zabawną emotikonkę, ale to nie jest śmieszne.

Oczywiście, że rodzice przywiązują się do swoich dzieci. Wszystkie istoty inteligentne i czujące do czegoś się przywiązują. Nie przywiązują się tylko kamienie. Zatem czy kamień jest bliżej oświecenia niż człowiek? I dlaczego człowiek miałby dążyć do tak wynaturzonej postaci obojętności wobec świata? "Hej, umarł ci syn, dlaczego się śmiejesz?" "Stary, daj mi spokój, dzięki (!) temu, że zmarł, mam teraz tyyyyyle okazji do przemyśleń i wiesz co? Gwiżdżę na to wszystko, jest dobrze.".

Chory jest ten ideał nieprzywiązywania się do niczego. Absurdalne jest, że te same dusze, które nie powinny się przywiązywać do rzeczy materialnych, są tak bardzo przyzwyczajone do procesu inkarnacji, którego niezbędnym elementem jest pobyt w ciele fizycznym.

HarryPotter napisał/a:
Niektórzy odczuwają skutki niektórych swoich czynów w kolejnej inkarnacji, niektórzy odczuwają skutki niektórych innych czynów niemal natychmiast.
To, że nie rozumiemy procesów, które tym rządzą, nie znaczy, że takie prawo nie działa.

Nie oznacza też, że takie prawo działa.

Widzisz, twierdzisz zdumiewające rzeczy, więc winny jesteś dokładnego wyjaśnienia. Tymczasem okazuje się, że nawet koncepcja, na którą nie ma dowodów poza bogatą wyobraźnią, nawet taka koncepcja musi uciekać się do "białych plam".

HarryPotter napisał/a:
Wiesz co się stanie, jak zabijesz pająka? Ja wiem.
Będzie się mścił. Odczujesz to w tej samej inkarnacji.

Pamiętam, jak kiedyś zabiłem pająka. Następnego dnia miałem grać mecz na odkrytym boisku. Zapowiadali słoneczny dzień, a lało jak z cebra. Mecz się nie udał. Wtedy tego nie rozumiałem. Dziś wiem, że pająk-mściciel został deszczową chmurą.

Jeszcze wrócę do tego przykładu gdzieś w dalszej części.

HarryPotter napisał/a:
Rodzina nie jest karana, tylko sobie to tak wyobraża. Przeżywa stresy, jak człowiek ogarnięty fobią grania w totolotka. Przywiązuje zbyt wielką wagę do zbyt małych rzeczy. Dziecko nie jest własnością rodziny. Śmierć nie jest realna.

Ciąg dalszy moralnego zepsucia wywołanego bogatą wyobraźnią i wiarą w rzeczy niepotwierdzone.

Oczywiście, że rodzina "przeżywa stresy" oraz cierpi po stracie bliskiego. Jak mogłoby być inaczej? Poza tym skoro nawet śmierć bliskiego jest bez znaczenia, to co ma znaczenie? Po co ta cała komedia z cielesnym żywotem? Po to, żeby po milionie wcieleń nie móc zapłakać nad stratą ukochanej osoby!? Żeby przyjmować zło świata z pogardliwą obojętnością zamiast aktywnie mu się sprzeciwiać, biadoląc nad niesprawiedliwym losem nieszczęśliwych i niewinnych ludzi!? Co za ideę nadczłowieka-potwora mi tu rysujesz?

HarryPotter napisał/a:
Pojęcie dobra i zła istnieje tylko w Twoim umyśle. Realne jest pojęcie przyczyny i skutku. Jeśli ktoś mówi, że coś jest dobre, to powstaje pytanie - dobre dla kogo? Świat nie jest ani zły, ani dobry sam z siebie. Ale może się takim stać, jeśli ktoś tego bardzo chce. Zauważ, że nie twierdzę, że dobra i zła nie ma, tylko, że dobro, czy zło istnieje w Tobie (jeśli pozwolisz sobie na ich istnienie).

Nikt nie jest wolny (może poza psychopatami) od kategorii moralnych oraz estetycznych. Taki mamy aparat poznawczy. Zatem nie mamy przesłanki, aby móc stwierdzić, że dobro i zło nie jest realne. Co najwyżej można powiedzieć, że istnieje multum rzeczy obojętnych moralnie (np. pisanie lewa ręką). Natomiast na zasadzie bogatej wyobraźni możemy negować dowolną rzecz i zjawisko.

HarryPotter napisał/a:
Dadaista napisał/a:

NOWE LEPSZE WCIELENIE
Miałem o to dopytać, więc zrobię to teraz: jak wynagradzany jest dobry żywot? Powiedzmy, że Konstanty Pierdziwiatr prowadził cnotliwą egzystencję. Ma dobrą karmę. Co to tak naprawdę oznacza? W jaki sposób zostaje to wynagrodzone? Urodzi się jako syn/córka milionera? Takie przeliczanie wszystkiego na kasę wydaje się śmieszne, ale nic innego, poza zdrowiem, nie przychodzi mi do głowy.

Urodzi się jako luzak.

Np. jako Doda Elektroda. Fajna ta inkarnacja. Seksowna.

HarryPotter napisał/a:
No a co w tym dziwnego? Może, pod warunkiem, że oddał nasienie wcześniej do banku nasienia do przechowania i że zapłodnienie nastąpiło po jego śmierci. Gdyby umarł podczas kopulacji, zanim by jego dusza otrząsnęła się z wszystkiego, załatwiła swoje sprawy i wskoczyła do nowego ciała, minęłoby zbyt wiele czasu. Więc technicznie jest to bardzo trudne. Chociaż pewnie możliwe.

Nie ma absolutnie nic dziwnego w tym, że ktoś jest swoim własnym synem. Skąd mi w ogóle do głowy przyszło dziwić się temu? Co ja nienormalny jestem czy co?

HarryPotter napisał/a:
Nie ma systemu kar i nagród. Jest tylko system przyczyny i skutku. Przydawanie temu systemowi takiego zabarwienia, jest kreowaniem rzeczywistości, tak, jak ją postrzegasz. Wierzysz w to, że tak jest, więc rzeczywiście tak jest. Ale w gruncie rzeczy nie robisz nic innego, tylko kreujesz swój wszechświat. Tak więc napędzasz tym samym system kar i nagród. Który istnieje tylko w Twojej wyobraźni.
Jeśli istnieje również w wyobraźni siedmiu miliardów ludzi, to tym samym masz do czynienia z siedmioma miliardami wszechświatów, w których obowiązuje system kar i nagród. Możesz to potraktować jako siedem miliardów osób z chorobą psychiczną, ewentualnie ze skrzywionym pojmowaniem rzeczywistości. Możesz też podejść do definicji normalności w sposób statystyczny - to znaczy, że coś, co jest mniej powszechne, odbiega od normy. Wtedy, w tym systemie, musisz przyjąć, że to ja jestem nienormalny, a siedem miliardów goniących za nagrodami i uciekających przed karami, jest normalnych.
Decyzja należy do Ciebie.

To zejście na łatwiznę. "Hej, nie zgadzasz się ze mną? nikt się ze mną nie zgadza? A co tam - macie swoje wszechświaty, a ja mam swój. Koniec dyskusji.".

To nie jest kwestia dziecinady, którą Ty proponujesz, ale obiektywnego dochodzenia do prawdy. Dziecko zamykające oczy też myśli, że staje się niewidzialne, ale czy tak jest istotnie? Nauka na przestrzeni wieków wypracowała metody dochodzenia do tez najbliższych prawdzie i żadna z tych tez nie mówi o istnieniu duszy. Wracając zaś do meritum: cieszę się, że nie negujesz przyczyny i skutki. Przynajmniej tę realną rzecz możemy zostawić w spokoju.

Spójrzmy teraz na system nagród i kar i na to, co sam na ten temat napisałeś: "Wiesz co się stanie, jak zabijesz pająka? Ja wiem. Będzie się mścił. Odczujesz to w tej samej inkarnacji.". A więc zemsta. A więc kara.

Chyba że zemsta nie jest dla Ciebie karą, ale wtedy jesteś już tak oderwany od rzeczywistości i nadajesz takie znaczenie wyrazom i pojęciom, że komunikacja staje się niemożliwa. Zemsta bowiem na celu zawsze ma ukaranie kogoś za coś, słownik PWN definiuje zemstę jako: "odwet za doznaną krzywdę". Wreszcie dlaczego pająk miałby się za cokolwiek mścić, skoro nie doznał żadnej krzywdy (tylko ją sobie wyobraża, głupek jeden)? Ja go zabiłem, ale to tylko... skutek. Nic więcej. Hej, dlaczego ten pająk tak groźnie na mnie patrzy?

HarryPotter napisał/a:
Pamięć o błędach nie jest warunkiem koniecznym do ich unikania. Pamięć o nietrafionych numerach totolotka nie jest warunkiem koniecznym do trafienia.

Pomieszanie z poplątaniem.

Po pierwsze - nietrafione numery w totolatka nie są błędem w tym sensie, w jakim błędem jest wejście po pijaku za kierownicę samochodu czy dotknięcie palcem dla próby gorącego przedmiotu. Totolotek to hazard, a obstawianie w ciemno zakłada nietrafienie. Nietrafienie jest zresztą o wiele bardziej prawdopodobne.

Po drugie - mylisz warunek konieczny z warunkiem wystarczającym. Pamięć o błędach jest warunkiem koniecznym do ich uniknięcia, natomiast nie jest warunkiem wystarczającym.

HarryPotter napisał/a:
Istotą przerwania koła samsary nie jest bycie dobrym, tylko nieprzywiązywanie się do dóbr. Bycie dobrym jest ubocznym skutkiem podążania właściwą ścieżką, tak jak alkohol jest ubocznym skutkiem procesu fermentacji. Koncentracja się na byciu dobrym, jest przywiązaniem. Co to znaczy być dobrym? Czy będę dobry dla Ciebie, jeśli zerwę Ci gwałtownie zasłonę z oczu, czy jeśli pogłaskam Cię po główce?

Bycie dobrym nic nie oznacza, przecież już to sam ze soba ustaliłeś.

HarryPotter napisał/a:
Nie osiąga się poprzez cierpienie, tylko poprzez wyłączanie cierpienia. Wiesz w jaki sposób osiąga się chodzenie po ogniu? Poprzez wyłączanie bólu. Następuje to poprzez kierowanie energii ochronnej do miejsc, które będą miały kontakt z ogniem. Dzieje się to przy pomocy umysłu.
Wszystko dzieje się przy pomocy umysłu.

Innymi słowy: ideałem jest człowiek niecierpiący, a zatem niezdolny do empatii. Cudownie.

HarryPotter napisał/a:
Życie nie zaczyna się w momencie porodu. Przez te parę miesięcy przed porodem istota myśli, czuje i uczy się. To, czy umrze w czasie niego, czy 70 lat później, jest istotne bardziej dla jego rodziców, niż dla niego. Dla niego jest łatwiej umrzeć wcześniej, bo mniej przywiązało się do tego świata. Co nie znaczy, że nie mogło się wiele nauczyć, zanim odeszło.

Już chyba ustaliliśmy, że życie zaczyna się od rozmowy z Miauhubertem bądź inną fantastyczną istotą?

Uprawiasz wodolejstwo. Oczywiście, że śmierć dziecka istotna jest dla rodziców, trudno, żeby była istotna dla martwego dziecka.

No, no, najwięcej uczą się martwe noworodki albo płody, które umierają w 3. miesiącu i dochodzi do poronienia.

HarryPotter napisał/a:
Nie chodzi o to, że będzie wtedy cierpieć, ale że będzie teraz cierpieć. Załatwi se łatwe życie nawet i w pewnym momencie pomyśli - kurczę, mam to zostawić i umrzeć? To w wersji optymistycznej. W wersji pesymistycznej będzie cierpieć znacznie wcześniej ze znacznie większej ilości powodów.

Żeby tylko każdy człowiek miał takie problemy, jak "mam to zostawić i umrzeć?". Ostatecznie każdy musi coś zostawić i umrzeć, a i każdy boryka się z problemami. Budda też je miał. Chrystus je miał. Wszyscy je mieli. Niczego nie zmienia to w podstawowej kwestii: można żyć jak pan i spisać jedno życie na straty, a ewentualne lęki przed śmiercią utopić w prostytutkach i wódce. I co się stanie? Absolutnie nic. I tak czeka cię kolejny żywot. Poroniony system.

HarryPotter napisał/a:
Grzech istnieje tylko w Twoim umyśle. Ewentualnie jeszcze w umysłach siedmiu miliardów innych ludzi.
Poza tym nie istnieje.
Istnieje tylko prawo przyczyny i skutku.

"Grzech" jako "czyn niemoralny", "zły", nic więcej. W innym sensie nie używam tego słowa.

Pewnie, dobro i zło istnieje w umysłach siedmiu miliardów ludzi, ale... wszyscy się mylą. Tylko która przesłanka pozwala na taki wniosek?

HarryPotter napisał/a:
Jest świadoma wszystkiego. Zawsze.
Świadomość w łonie matki nie różni się niczym od świadomości poza jej łonem, więc odpowiedź na pytanie, po co duszy, będącej w zarodku, świadomość, jest taka sama, jak odpowiedź na pytanie, po co w ogóle duszy świadomość.
Żeby się rozwijać.

Jeśli dusza jest we mnie i jest świadoma wszystkiego, a ja nie podzielam świadomości duszy, tzn. nie myślę jako dusza, tzn. że albo owa dusza jest czymś odrębnym ode mnie albo jest wytworem wyobraźni.

HarryPotter napisał/a:
Dadaista napisał/a:
I dalsze pytanie: dlaczego jedni umierają jako zarodek 8-tygodniowy, inni jako 9-tyodniowy, inni zaś przy wyjściu (czy niedługo po wyjściu) z łona matki? Jakie znaczenie ma tu różnica jednego tygodnia?

Mają mniej, lub więcej czasu na naukę.

I, jak rozumiem, nic więcej o owej nauce nie można powiedzieć? Ot, uczą się czegoś w łonie, ale czego? Ach, już wiem, budowy anatomicznej. Wybitni biolodzy musieli we wcześniejszym żywocie umrzeć jako zarodki. Genialne w swej prostocie.

A na poważnie: to czego się one (tj. dusze) tam uczą?

HarryPotter napisał/a:
Może się też zdarzyć, że cała gromada bytów wskoczy w jakieś ciało.

To kobiety tak mają, stąd ciagłe zmiany nastrojów.

HarryPotter napisał/a:
Wolisz być konikiem polnym, albo Chińczykiem? Łatwiej będzie Ci się odnaleźć w swojej rodzinie. Jak dobrze trafisz, to nawet możesz mieć to samo imię i nazwisko.

Wolę nie być żoną swego własnego syna.

HarryPotter napisał/a:
Dadaista napisał/a:
Co to jest "szybszy rozwój" w odniesieniu do życia duszy na Ziemi?

Co to jest "szybszy rozwój" w odniesieniu do życia duszy na Ziemi? Przyspieszenie, które uzyskuje dusza w osiąganiu kolejnych etapów rozwoju.

"Szybszy rozwój" to "przyspieszenie". G-E-N-I-A-L-N-E. Dlaczego sam na to nie wpadłem?

HarryPotter napisał/a:
Sens krótkiego pobytu w ciele jest taki, że dusza wybrała sobie szybką lekcję.

Ech, szkoda ze szkołą (tą prawdziwą, nie zmyśloną) tak się nie dało.

HarryPotter napisał/a:
Siłą woli nie oderwiesz raczej Księżyca od Ziemi.
(Na wszelki wypadek może jednak nie próbuj ;-) )

Wiesz co, tak mnie straszysz, że chyba rzeczywiście nie spróbuję.

HarryPotter napisał/a:
Celem może być zarówno pomaganie, jak i szkodzenie. Nie wszystkie byty idą ścieżką dobra.

A Ty znowu piszesz o dobru, które przecież realnie nie istnieje. Paranoi można dostać. Wszystkie byty idą ścieżką przyczyny i skutki, inne ścieżki nie istnieją. Żebym ja Ci musiał tłumaczyć Twój własny światopogląd...

Nie istnieje też coś takiego jak "pomaganie" i "szkodzenie", bo to łączy się z pojęciami dobra i zła, które też nie istnieją (obiektywnie).

HarryPotter napisał/a:
Nauka nabyta w kolejnych wcieleniach jest zapamiętywana. Nie są tylko pamiętane okoliczności jej nabycia. Jednak byt, który nabył już pewne umiejętności, będzie w stanie zmierzyć się z nimi w kolejnym wcieleniu. Jeśli raz sobie z tym poradzisz, poradzisz sobie z tym praktycznie zawsze. W kolejnym wcieleniu, jadąc na rowerze w tym samym miejscu i spotykając duszę tego samego psa, który pobiegnie za Twoją duszą, będziesz w stanie sobie poradzić. Na przykład, kiedy zacznie szczekać na Ciebie, spontanicznie wydasz z siebie głos w języku psów, który w tłumaczeniu na ludzki będzie brzmiał: "No co ty, ziomal, na swojego szczekasz?" Wtedy nie tylko poradzisz sobie z tą sytuacją, ale też umożliwisz duszy psa wspięcie się na kolejny poziom rozwoju, który stanie się jej udziałem, gdy dozna wstrząsu na te słowa.
Możesz nie pamiętać umiejętności, które nabyłeś, ale w krytycznych sytuacjach, pojawią się one same, w postaci gotowych rozwiązań.

Zwykłe szczeknięcie... Przecież to takie oczywiste. A ci idioci każą nie patrzeć w oczy psu i wykonywać sto innych dziwnych czynności, dajesz wiarę? A tu szczeknąć trzeba, raz a porządnie! Dzięki. A z ludzkimi językami jest tak samo? Bo pewniem był już i Chińczykiem, i Zulusem, i Hiszpanem, a ni w ząb ich nie rozumiem. A kiedyś Anglik do mnie podszedł i ze stresu nie umiałem wybąkać słowa, choć coś niecoś znam angielski. Ale pieski jest trochę łatwiejszy niż angielski, to z agresywnym psiakiem dam se radę.

HarryPotter napisał/a:
Skoro doszedł do tego, do czego doszedł, wybierając świadomie niesprzyjające warunki do rozwoju, to wybrał je dlatego, żeby podjąć wyzwanie. O ileż lepiej byłoby mu osiągnąć oświecenie, rodząc się w slumsach? Urodził się w miejscu, które dobrze odpowiadało jego planom. W tym sensie było to dobre miejsce. Dla niego. Inni by temu nie podołali zwykle.

To wyżej to o Buddzie. Sam widzisz, tam, gdzie Twoja nauka się załamuje, masz gotowe, nieweryfikowalne, rozwiązanie: dusza sama tego chciała. Jak można z czymś takim dyskutować? Ja Ci powiem coś innego: Budda wybrał pałace, bo gadał z bratem Miauhuberta, który go przekonał, że pałace są spoko. To jest Twój poziom argumentacji.

HarryPotter napisał/a:
Zapytasz o dowody. Mogę co najwyżej zapewnić Cię, że sytuację z psem przerobiłem na sobie w tym wcieleniu. Stanął jak wryty, kiedy na niego zaszczekałem. Pojawiło się to u mnie spontanicznie. Wręcz widziałem w jego oczach błysk oświecenia. Również była noc i również był rower. Och, gdybyś zobaczył jego minę :-)

A ja Cię mogę co najwyżej zapewnić, że Twoje twierdzenia nie posiadają żadnej wartości. Zatem zamiast raczyć mnie te typu historyjkami, których nie potrafisz dowieść, po prostu daruj sobie. Pracuję z ludźmi starymi, schorowanymi i uwierz mi, że Twoja historyjka z psem nie dorasta do pięt najlepszym historiom, jakie słyszałem od moich podopiecznych. Nie byłaby chyba nawet w top 100.

HarryPotter napisał/a:
Nie roszczę sobie prawa do tego, żeby Cię przekonać. Gdybyś napisał od początku, że chodzi Ci o to, żeby udowodnić Ci coś, a nie przedstawić czyjś punkt widzenia, nie podjąłbym się tego wcale, bo nie da się udowodnić czegokolwiek komuś, kto zakłada z góry, że podejdzie do tego skrajnie nieufnie. Rozumiem, że obiegowe poglądy na temat reinkarnacji wprowadzają zamieszanie i szanuję i cenię krytyczną postawę. Błąd nie tkwi w Tobie, że nie zechcesz tego zrozumieć. Nie ma żadnego błędu. Przeczytasz to i skorzystasz na tym, choćby przez ostrzenie sobie na mnie pióra swojej satyry. Ja również na tym skorzystam, bo spisanie tego daje mi również coś cennego.

Sceptycyzm to naukowa postawa, "skrajna nieufność" to Twój obrazowy opis. Jak rozumiem, Ty do światopoglądu materialistycznego nie podchodzisz "skrajnie nieufnie", czy tak?

Wszelkie systemy myślowe można atakować od zewnątrz i od wewnątrz. Atak od zewnątrz wygląda tak, że proszę o przedstawienie dowodu na potwierdzenie swoich tez. Ty, ani nikt inny w całej historii ludzkości, takiego dowodu nie przedstawił.

Atak od wewnątrz polega na wytknięciu niekoherencji, czyli sprzeczności, luk itp. W zasadzie można się zatrzymać na ataku od zewnątrz, ale ten od wewnątrz daje większą frajdę i ma lepszą moc oddziaływania. Choć nie zawsze. Bo jeśli system jest przemyślany, jest spójny i logiczny, to wówczas pozostaje atak od zewnątrz. Przykłady spójnych i logicznych oraz przemyślanych systemów:
1. Uniwersum Muminków.
2. Świat "Władcy Pierścieni".
3. Uniwersum Spidermana.

Nie ma się czego przyczepić, jeśli chodzi o świat Muminków, ale czy to oznacza, że Muminki istnieją? Nie. To nic nie oznacza, dopóki nie pojawi się dowód na ich istnienie.

HarryPotter napisał/a:
Nauka broni się przed pseudonauką, lecz sama nauka oparta jest na dogmatach. Mamy dogmaty matematyczne, jak na przykład definicję punktu i na tym przykładowym dogmacie oparliśmy definicję prostej, oraz całą geometrię Euklidesową, jak również Nieeuklidesową. Mamy dogmaty o powtarzalności doświadczeń, które zgrzytają, gdy tylko przystawić je do chmury gęstości prawdopodobieństwa ustalenia położenia elektronu na orbicie. Mamy zasadę nieoznaczoności Heisenberga. A już w psychologii mamy taki mix, że nazywanie jej nauką, czasem brzmi zgoła... heh, nie będę kończył, żeby nie ułatwiać potem szermierki słownej zwolennikom koncepcji różnych Bóstw, którzy by tu przypadkiem wpadli ;-)

Oczywiście, że wszystko opiera się na pewnych założeniach. Istnieją przecież zdania bazowe np. wierzę w to, że siedzę przed komputerem, a nie że jestem mózgiem zanurzonym w wodzie, do którego przypięto machinę, która wywołuje w mózgu wrażenie siedzenia przed komputerem. Tylko że to wszystko na czymś się opiera. Pomysł z mózgiem zanurzonym w wodzie jest pomysłem, na który nie ma dowodów. Pomysł, że żyję na planecie, którą zamieszkuje 7 miliardów ludzi, nie jest nawet pomysłem, a czymś, co jawi się jako oczywistość i cała rzeczywistość. Naukowe tezy muszą spełniać multum warunków, aby były naukowe. Te warunki kształtowała ludzkość przez cały czas swego istnienia, wciąż je kształtuje. Te warunki nie powstały od tak, ale zapewniają dochodzenia do stanowisk najbliższych prawdzie. Co nie spełnia tych warunków - nie jest brane pod uwagę. Gdybyśmy opierali się na lekceważącycm podchodzeniu do tych spraw, musielibyśmy dzisiaj na serio rozważać bełkot osoby obłąkanej albo Twoje zapewnienie o tym, że gadałeś z psem za pomocą szczeknięć. Po co ktoś miałby to na serio rozważać, jeśli nie przedstawiono żadnych dowodów?

Nauki empiryczne opierają się na pewnych założeniach i dzięki temu mamy komputer, mamy internet, mamy lekarstwa, mamy drapacze chmur i mamy multum innych rzeczy, które istnieją realnie. Nauka jest dogmatyczna, ale nie tak jak religie. Religia nie może się pogodzić z czymś, co w nią godzi i burzy jej podstawowe twierdzenia. Nauka zaś z lekkością porzuca swoje paradygmaty, jeśli zaś coś blokuje owo porzucenie, to jedynie przesądy (najczęściej religijne). Rewolucja naukowa to rzecz naturalna i znana nauce, ale czy istnieje coś takiego jak rewolucja religijna? Religia dodaje nowe twierdzenia, często dziwne, ale nie burzy podstawy, zupełnie inaczej działa nauka, a to dlatego że nauka w swej istocie jest nieskrępowana.

Jeśli znasz lepszą definicję punktu, przedstaw ją i zbuduj na niej nową matematykę. Któż Ci broni? Albo komukolwiek innemu? Jak ludzie wpadli na istnienie innych geometrii niż Euklidesowa? Elektron i wszystko, co o nim wiadomo, wiemy dzięki nauce. Nauka ma na tyle godności, że potrafi przyznać, iż pewne byty wymykają się eksperymentowi. Ale najpierw musi potwierdzić istnienie tych bytów (w taki czy inny sposób), a tak się nie stało z duszą. Naukowcy to ambitni ludzie, każdy jeden z nich pierwszy ogłosiłby odkrycie duszy czy czegoś równie zdumiewającego, gdyby tylko mógł. Serio. To nie jest niezwykłe spostrzeżenie, to oczywistość. Jeśli nikt do tej pory tego nie zrobił i nie trąbią o tym wszystkie uniwersytety świata, to nie ma o czym mówić.

HarryPotter napisał/a:
Pomijam lobotomię płatów czołowych, do której zmierzasz w tym przykładzie, bo możesz tu akurat mieć rację. Jednak weź pod uwagę, że jeśli przyjąć iż w głowie takiego człowieka mogły być różne byty, to da się to u innych ludzi często wytłumaczyć. Zapewne i z gruntu psychologii, czy też psychiatrii znana Ci jest definicja osobowości mnogiej? Czytałem arcyciekawą książkę, napisaną przez człowieka, który latami zmagał się z wieloma bytami, zamieszkałymi w jego głowie.

Jest różnica między stanowiskiem psychiatrii, która szuka odpowiedzi, bada, podaje hipotezy i je weryfikuje, a Twoim apodyktycznym stanowiskiem, że jest tak, a nie inaczej, i kropka. Ty nie podajesz żadnego rozwiązania, bo jeśli to byłoby rozwiązanie, to ja mam podobne: dusza podczas rozmowy z siostrzeńcem Miauhuberta została uderzona, bo zachowywała się niekulturalnie. To sprawiło, że nie może do siebie dojść i stąd te pozorne osobowości. Głupie? Wcale nie. Logiczne i spójne, tak jak miliard innych fantastycznych pomysłów. Chodzi o to, że wzięte z kosmosu i zaserwowane bez żadnego uzasadnionego powodu. Jako hipoteza - okej. Ale każda hipoteza musi podać możliwość swojej falsyfikacji. Czy Ty albo czy ja podaję? Nie. A zatem jesteśmy poza nauką, jesteśmy na gruncie bogatej wyobraźni.

HarryPotter napisał/a:
Znasz na pewno te słowa: zaawansowana nauka niczym nie różni się od magii.

Tak, znam tę metaforę.

HarryPotter napisał/a:
Mój pechozol jest taki, że ja nie muszę nikomu niczego udowadniać, bo to, co zakładam, zakładam na swój własny użytek.

Tylko czy warto wierzyć w rzeczy, których prawdziwości nie potwierdza nauka, czyli jedyna metoda znana całej ludzkości, która pozwala na dochodzenie do sądów prawdziwych i prawdopodobnie prawdziwych? Ja też przerobiłem wiele koncepcji, z wiarą w Boga włącznie, nawet w innym miejscu tego forum bronię wiary w Boga na zasadzie hecy: czy dam radę obronić stanowisko, z którym się już nie zgadzam? A teraz jestem czysty. Ograniczam się do sądów pewnych, chyba że idzie o emocje i takie tam, ale to nie należy do rzeczy. Pewnie, że muszę się często zdać na innych, tak jak z budową komputera czy wiarą w to, że teorie jakiegoś tam fizyka są prawdziwe. Jakie mam inne wyjście? Jeśli bym się z tym nie zgadzał, musiałbym przecież przedstawić dowodzenie, a nie zrobić focha, że jestem na nie. W najlepszym razie mogę nie interesować się tematem.

HarryPotter napisał/a:
A więc wierzysz tylko w materię. Czyli w energię już nie. Jak więc możesz przeprowadzić eksperyment myślowy, skoro myśl nie jest materią, tylko polem energetycznym? Nie możesz sobie tego wyobrazić, bo wyobraźnia jest niematerialna.

Chwila, a Ty nie wierzysz w materię? Przecież też w nią wierzysz.

Energia jest wielkością fizyczną, a więc materialną, więc gadasz od rzeczy. Myśl jest wynikiem odpowiedniej aktywności komórek nerwowych, a więc znowu materia. Nauka nie wie o tym wszystkiego, ale też nie mówi, że wie wszystko. Spokojnie to bada. I jeśli znajdzie ślad czegoś niefizycznego, na pewno to ogłosi, a ja to zaakceptuję. Na razie wszystko ogranicza się do fizyki, więc jakim prawem miałbym wierzyć w coś więcej? I po co?

http://www.polityka.pl/na...aje-pamiec.read Ciekawy fragment: "Od czasów Kartezjusza istniał podział na ciało i duszę. Ten dualny sposób myślenia został przejęty przez medycynę, a w tym psychiatrię. Nowe odkrycia pokazują, że jest to sztuczny podział. Procesy psychiczne są wyrazem aktywności mózgu, a jego morfologia i fizjologia zmienia się z kolei pod wpływem doświadczeń życiowych.". Jak widzisz, nauka nie uciekała przed ideą duszy, ale skoro owa idea nie znajduje potwierdzenia, to jest przez naukę porzucana. Proste. Inaczej nauka nie miałaby sensu, jeśli i tak wierzylibyśmy w coś na przekór faktom.

HarryPotter napisał/a:
W dodatku podchodzisz nienaukowo do sprawy, bo rasowy naukowiec w nic nie wierzy. Wprost nie wolno mu wierzyć w cokolwiek, bo Święty Graal nauki każe naukowcom odrzucać wszelką wiarę, jako niezgodną z dogmatem nauki. Czym by się bowiem wtedy różnili, od przebiegających fora internetowe, rozmaitych nawiedzonych szaleńców?

Dam Ci wyjaśnienie mądrzejszej ode mnie osoby (Impactor z Filmwebu):

"Oczywiście, że wiara nie jest wiedzą. Wiara, tak jak i wiedza, jest rodzajem wierzenia. Gradacja wierzeń wygląda następująco:


1. wierzenia absolutnie pewne (logiczne aksjomaty)
2. wierzenia które przyjmujemy za absolutnie pewne na podstawie dowodów wykazanych metodą naukową
3. wierzenia uzasadnione (których prawdziwość jest wysoce prawdopodobna)
4. wierzenia których nie ma podstaw uznania za prawdziwe
5. wierzenia, których są podstawy do uznania za nieprawdziwe
6. wierzenia, których fałszywość można wykazać

1-2 = Wiedza

4-6 = Wiara (dodatkowo potwierdza to definicja wiary podana w PŚ, list do Hebrajczyków 11:1)

Oczywistym jest więc, że wiara obejmuje wierzenia bezpodstawne, oraz wierzenia fałszywe.

Nadal chcesz twierdzić, że wiara to coś wartego utrzymywania?".

Ja nie mówię, że istnieje tylko materia, ja mówię, że wszystko, co wiemy o świecie w tej chwili, sprowadza się do materii.
_________________
"A wiesz, o wiele przyjemniej jest wypuścić motyla niż złapać." (z filmu "Motyle")
 
 
Dezerter 


Wyznanie: chrześcijanin
Pomógł: 224 razy
Dołączył: 16 Sie 2009
Posty: 3642
Skąd: Inowrocław
Wysłany: 2013-12-07, 20:30   

HarryPotter napisał/a:
Dezerter napisał/a:

Reinkarnacja jest spójną, mądrą i sprawiedliwą koncepcją, gdy ją zgłębiałem nie widziałem słabych stron
ale
jest nie do pogodzenia z chrześcijaństwem z odkupieniem i zbawieniem
więc trzeba wybrać w co się wierzy (bo żadnych twardych dowodów na reinkarnację nie znalazłem po obejrzeniu wielu filmów i przeczytaniu wielu...)
proste
ja wybrałem
czego i tobie życzę



Tu nie chodzi o dowody, tylko o logikę. Oczekujesz awatarków w 3D na niebie, na potwierdzenie reinkarnacji? A są takowe na potwierdzenie chrześcijaństwa?

nie nie oczekuję - czytaj ze zrozumieniem - napisałem wyraźnie "trzeba wybrać w co się wierzy - ja wybrałem"
więc gdy nie ma dowodów mamy do czynienia z wiarą, którą wybieramy nie tylko gdy jest "logiczna" - jest kilka innych kryteriów, którymi ludzie się kierują przy wyborze religii , a zawsze na końcu jest akt woli

HarryPotter napisał/a:
Dezerter napisał/a:

w szerszym kontekście taka śmierć niemowlaka ma sens, cel i wartość, a poza tym jeszcze 100 wcieleń przed tobą a więc nie ma co przykładać wagi do tego jednego....
a co ma powiedzieć chrześcijanin, któremu dane tylko raz ...


To, że chrześcijanin nie wierzy w reinkarnację, nie zwalnia go z tego, że jej podlega.

To, że ty nie wierzysz w Sąd ostateczny nie nie zwalnia cię z tego, że mu podlegasz. :-P
... chociaż :mysli: człowiek mający takie moce jak ty.... ;-)
_________________
Nie czyńcie tak jak ci przeciw którym występujecie
http://zchrystusem.pl/
 
 
HarryPotter

Wyznanie: Kocham Myszkę <3
Pomógł: 24 razy
Dołączył: 06 Lis 2013
Posty: 349
Wysłany: 2013-12-08, 01:59   

Dadaista, kiedy zacząłem czytać Twój wątek, z, co tu nie ukrywać, długimi treściami, robiłem na bieżąco notatki i na bieżąco odnosiłem się do Twoich pytań. Wydawało mi się z początku, że masz zamiar po prostu usystematyzować wiedzę na temat reinkarnacji, a nie, że polemizować na jej temat. Polemika na wszelkie tematy religijne jest przelewaniem z pustego w próżne i w tym sensie pisałem, że nie muszę Ci nic udowadniać. Nie muszę, bo nie chcę. Na co mi taka strata czasu?
Nie wiem, czy wierzę, ani w co wierzę. Nawet wiara w materię nie jest taka pewna, ponieważ na dobrą sprawę nie wiadomo, gdzie ukrywa się brakująca materia wszechświata.

Cytat:
Piszesz, że dusza powraca do ziemskiego ciała z przyzwyczajenia. Nawet ta dusza, która jest na "początku drogi" i która wie, że czeka ją żywot pełen cierpienia? I czy wszystkie dusze robią to z przyzwyczajenia? Dziwna by to była nieurodzajność "charakterów". Bardziej to wygląda jak "zaprogramowanie do przyzwyczajenia się do inkarnacji". I czy przyzwyczajenie jest główną motywacją? Jeśli tak, niezbyt to chyba szlachetne, ja myślałem, że chodzi o wyższe cele, a tu dup - zwykłe przyzwyczajenie.

Cóż... Brzytwa Ockhama.

Nie czytałem Księgi Duchów. Z uduchowionych książek podobał mi się cykl Carlosa Castanedy, ponieważ dostrzegam w nim, że pisze o czymś, na czym się zna. Książki Choa Kok Sui w swoim czasie wydawały mi się za trudne, momentami niezrozumiałe, albo po prostu nudne, ale czasem trafiał mi się w nich wątek, który walił we mnie obuchem. Tak było, kiedy po raz pierwszy brałem się za uzdrawianie i zrobiłem to na tyle nieumiejętnie, że zamiast wyrzucić negatywną energię z ciała osoby, którą leczyłem, pozwoliłem jej przejść na siebie. Dopiero po pewnym czasie trafiłem na urywek właśnie w książce Choa Kok Sui, który tłumaczył mi co i dlaczego mi się przytrafiło, oraz jak się przed tym zabezpieczyć. No ale miałem dostęp do tych książek sporadyczny - przeglądałem je tylko u znajomego.
Część spraw, o których piszę, jest dla mnie prosta, bo takie rzeczy, jak uzdrawianie na odległość, były dla mnie czymś normalnym. Czymś co robiłem.
W niektóre sprawy po prostu nie muszę wierzyć, bo wierzyć to sobie można w coś, czego się nie dostrzega. Jak się z tym ma do czynienia, to już to nie jest wiara, tylko codzienność.
Zadałeś wiele pytań i ja w dobrej wierze starałem się na nie odpowiedzieć, najlepiej jak umiałem.

Cytat:
Ja nie pamiętam swoich wcześniejszych wcieleń i nie pamięta ich, powiedzmy, 99% ludzi. To czysty strzał, ale możesz przeprowadzić ankietę i popytać ludzi na ulicy. Zatem to "jeśli" odnosi się do miażdżącej większości, nie jest więc czymś co można zbagatelizować.

Ja tego nie bagatelizuję.

Cytat:
Zwykłe szczeknięcie... Przecież to takie oczywiste. A ci idioci każą nie patrzeć w oczy psu i wykonywać sto innych dziwnych czynności, dajesz wiarę? A tu szczeknąć trzeba, raz a porządnie! Dzięki. A z ludzkimi językami jest tak samo? Bo pewniem był już i Chińczykiem, i Zulusem, i Hiszpanem, a ni w ząb ich nie rozumiem. A kiedyś Anglik do mnie podszedł i ze stresu nie umiałem wybąkać słowa, choć coś niecoś znam angielski. Ale pieski jest trochę łatwiejszy niż angielski, to z agresywnym psiakiem dam se radę.

Nie sądzę, żebyś był i Chińczykiem i Zulusem. Co do psów, to nie może to być zwykłe szczeknięcie, ale szczeknięcie, które w mowie psów oznacza właśnie to, co pisałem. Mowa psów jest prostsza niż angielski. Agresywne psy najczęściej są to psy od małej do średniej wielkości, natomiast psy wielkie z reguły zdają sobie sprawę z własnej siły i nie potrzebują same sobie udowadniać swojej przewagi nad kimś, goniąc za nim. Nie potrzebują wyładowywać na ludziach swoich stresów. Są częściej bardziej odpowiedzialne i wiedzą, że mogłyby zabić. Ta wiedza daje im spokój wewnętrzny. Owszem, może się zdarzyć pies - morderca. Zdarza się jednak rzadko. Kiedyś spotkałem w lesie śpiącego psa takiej wielkości, że wziąłem go z początku za zdechłą sarnę. Z bliska wyglądał na zdechłego wilka, a kiedy robiłem mu zdjęcie, obudził go trzask aparatu i zerwał się do ucieczki. Był cięższy ode mnie i miał paszczę tak wielką, że przegryzłby jednym chapnięciem drzewo grubości ramienia.
Nie jestem znowu tak brzydki, żeby psy na mój widok spieprzały, ale ten się nad tym nie zastanawiał. Prędzej masz szansę w lesie spotkać pijanego myśliwego, który Cię ustrzeli, niż psa - mordercę.
 
 
Dadaista 


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 26 Sie 2013
Posty: 48
Wysłany: 2013-12-08, 10:59   

HarryPotter napisał/a:
Nawet wiara w materię nie jest taka pewna, ponieważ na dobrą sprawę nie wiadomo, gdzie ukrywa się brakująca materia wszechświata.


HarryPotter napisał/a:
W niektóre sprawy po prostu nie muszę wierzyć, bo wierzyć to sobie można w coś, czego się nie dostrzega. Jak się z tym ma do czynienia, to już to nie jest wiara, tylko codzienność.

Skonfrontuj ze sobą dwa powyższe cytaty i powiedz, czy nie dostrzegasz tu sprzeczności.
_________________
"A wiesz, o wiele przyjemniej jest wypuścić motyla niż złapać." (z filmu "Motyle")
 
 
HarryPotter

Wyznanie: Kocham Myszkę <3
Pomógł: 24 razy
Dołączył: 06 Lis 2013
Posty: 349
Wysłany: 2013-12-08, 18:14   

Nie dostrzegam. To, że w niektóre sprawy nie muszę wierzyć, nie oznacza, że w inne muszę.
 
 
Dadaista 


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 26 Sie 2013
Posty: 48
Wysłany: 2013-12-08, 21:00   

Piszesz, że w rzeczy, z którymi człowiek się styka, nie wierzy się, ale uznaje za coś oczywistego. Czymś takim jest właśnie materia. Znałeś ją od urodzenia, towarzyszy Ci od zawsze. Materia jest właśnie takim niezaprzeczalnym pewnikiem. Mimo tego bajdurzysz coś o jakiejś "wierze w materię", tak jakby trzeba było wierzyć w codzienność. Toniesz w oceanie własnych absurdalnych twierdzeń.
_________________
"A wiesz, o wiele przyjemniej jest wypuścić motyla niż złapać." (z filmu "Motyle")
 
 
Dezerter 


Wyznanie: chrześcijanin
Pomógł: 224 razy
Dołączył: 16 Sie 2009
Posty: 3642
Skąd: Inowrocław
Wysłany: 2013-12-08, 21:32   

Dadaista napisał/a:
Piszesz, że w rzeczy, z którymi człowiek się styka, nie wierzy się, ale uznaje za coś oczywistego. Czymś takim jest właśnie materia. Znałeś ją od urodzenia, towarzyszy Ci od zawsze. Materia jest właśnie takim niezaprzeczalnym pewnikiem. Mimo tego bajdurzysz coś o jakiejś "wierze w materię", tak jakby trzeba było wierzyć w codzienność. Toniesz w oceanie własnych absurdalnych twierdzeń.

to ty nie wiesz, że materia to tylko maja
gdy usiądziesz nad mikroskopem to okaże się, że ta "codzienność" lita i pewna ....znika i tak naprawdę to jest jakaś pusta przestrzeń przez którą przelatują neutrina i inne "materialne " cząstki

a tak osobiście do Ciebie - pomyśl proszę nad tym, bo nie tylko ja to zauważyłem
- bardzo trudno się z tobą rozmawia
ale
pozdrawiam serdecznie
_________________
Nie czyńcie tak jak ci przeciw którym występujecie
http://zchrystusem.pl/
 
 
HarryPotter

Wyznanie: Kocham Myszkę <3
Pomógł: 24 razy
Dołączył: 06 Lis 2013
Posty: 349
Wysłany: 2013-12-08, 23:39   

Dezerter ma rację, że materia to złuda.
Badania naukowców to zresztą potwierdzają. Dziś robi się już eksperymenty z teleportacją. Potrafimy już teleportować coraz większe cząstki.
W fizyce istnieją rejony, w których czas biegnie w przeciwną stronę.
Ja tylko piszę, że nie muszę wierzyć w coś, co nie wymaga ode mnie wiary. Nie musisz wierzyć w pilota od telewizora. Jeśli potrafisz go obsługiwać, to go używasz. Ja nie potrafię i go nie używam.
Nie muszę wierzyć w przesyłanie energii na odległość między dwoma osobami, odległymi o tysiąc kilometrów.
Po prostu to robię.
Robię dokładnie to samo, co potwierdza zresztą współczesna nauka. Powiązane stany kwantowe nie tyle umożliwiają teleportację.
One ją gwarantują.
 
 
Dadaista 


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 26 Sie 2013
Posty: 48
Wysłany: 2013-12-09, 14:28   

Dezerter napisał/a:
to ty nie wiesz, że materia to tylko maja
gdy usiądziesz nad mikroskopem to okaże się, że ta "codzienność" lita i pewna ....znika i tak naprawdę to jest jakaś pusta przestrzeń przez którą przelatują neutrina i inne "materialne " cząstki

W jaki sposób to jasna (dla każdego, kto trochę czyta) uwaga miałaby przeczyć oczywistości, którą głoszę: "materia istnieje"?! Nie zanegowałeś istnienia materii, jedynie wypowiedziałeś sąd o jej naturze, o czym z kolei ja się nie wypowiadałem.

To dzięki nauce (a nie religijnym zgadywankom) wiemy, że nie istnieje idealne koło, a powierzchnia kartki papieru nigdy nie jest równa (podaje się często taki eksperyment: weź dwie książki i poprzekładaj je kartkami w taki sposób, że pierwsza kartka pierwszej książki styka się całą powierzchnią z pierwszą kartką drugiej książki, która z kolei styka się w ten sam sposób z drugą kartką pierwszej książki, a ta znowu z drugą kartką drugiej książki itd. Około 30 kartek z każdej książki powinno wystarczyć. Później spróbuj książki ze sobą rozłączyć. Nie da się. Najgładsze kartki mają chropowatą powierzchnię, która wygląda jak Himalaje i zazębia się, uniemożliwiając rozłączenie). Na co dzień nie widzę roztoczy ani atomów, chociaż wiem, że istnieją. To wszystko nie należy do rzeczy, ponieważ obraz makroskopijny świata, który widzimy na co dzień, jest zgodny z jego makroskopijną strukturą, która opiera się na oddziaływaniach elektrostatycznych oraz innych siłach wiążących ogromne skupiska atomów w ciała stałe. Innymi słowy: jest prawdą, że tak ogromny obiekt jak ziarnko piasku nie może przeniknąć od tak przez inny ogromny obiekt jak ściana domu. Zatem makroskopijny mózg prawidłowo odbiera makroskopijny świat. Chyba że naginasz prawa fizyczne i gdy rzucasz ziarnkiem piasku w budynek przelatuje ono przez całą budowlę, a później spada w nieskończoność (bo na ziemię także nie upada, ale dalej przez nią przelatuje)? Pewnie, że tak nie robisz, bo tak się nie da, makroskopijna struktura świata temu zapobiega. Co innego świat mikroskopijny i pojedyncze cząstki elementarne, co do których nasz mózg nasz nie zwodzi, ponieważ się nimi nie zajmuje (narządy zmysłów, które same są makrostrukturami, dostarczają mu danych wyłącznie o strukturach makroskopijnych).

Jesteś obiektem makro i nie możesz swobodnie przenikać przez inne obiekty makro. Tak mówi nauka, a zmysły to potwierdzają. Budowa świata nie jest lita w mikroukładach, jest lita w makroukładach. Jakie znaczenie dla makrostruktur ma fakt, iż obraz mikroświata jest praktycznie pusty? Co to zmienia w makrostrukturze? Najbardziej fascynująca jest tu chyba liczba cząstek elementarnych, która tworzy "skupisko" znane np. jako ciało stałe.

A już tak na marginesie i poza główną dyskusją: przyjmijmy, że świat materialny jest istotnie złudzeniem w każdej możliwej sprawie. Wówczas Jezus Chrystus, który wg Twojej wiary jest Bogiem (bo jesteś chyba katolikiem?), musiał doskonale to wiedzieć. Zatem jego cierpienie także było pozorne i on musiał sobie zdawać z tego sprawę. HarryPotter pisze o możliwości wyłączenia bólu, ktoś tak doskonały jak Jezus miał te wszystkie "sztuki" i "moce" opanowane do perfekcji, zatem nieźle "przyaktorzył". Ból przecież nie istnieje, bo nie istnieje dotyk, podobnie jak nie istnieje nic stałego (ani bicz, ani gwóźdź, ani cierń, ani nawet kaleczone ciało). Jest to wprawdzie bzdura w odniesieniu do makroświata, ale załóżmy, że trwamy w błędzie. Jezus jednak znał prawdę i znał złudzenie. Albo więc ta prawda była ciągle z nim i odczuwał całą rzeczywistość adekwatnie (tzn. bez bólu), albo wyzbył się prawdy na rzecz chwilowego złudzenia bólu (bo i tak miał obiecany żywot wieczny; zresztą i ja bym poszedł na taki układ: śmierć przez fikcyjne ukrzyżowanie, bo materia jest fikcją, a później żywot wieczny u boku Boga Ojca).

HarryPotter napisał/a:
Dziś robi się już eksperymenty z teleportacją. Potrafimy już teleportować coraz większe cząstki.

Na razie znana jest jedynie teleportacja kwantowa, zatem wszelka wiedza pewna w tej sprawie ogranicza się do teleportacji kwantowej. Cała reszta to zwykłe bajanie. Ponadto owa teleportacja: "nie jest procesem natychmiastowym. Nawet w najprostszym przypadku jest niemożliwa bez klasycznego przekazu (np. światłowodem) czterech bitów informacji. Zatem proces ten nie może zachodzić z prędkością większą od szybkości światła" (za Wikipedią). Nie jest to więc teleportacja w sensie, jaki nadali jej pisarze SF. Ponadto odbywa się za pomocą fizycznych nośników, czyli za pomocą materii.

HarryPotter napisał/a:
Ja tylko piszę, że nie muszę wierzyć w coś, co nie wymaga ode mnie wiary.

Jakim więc prawem piszesz: "nawet wiara w materię nie jest taka pewna" oraz krytykujesz stanowisko materialistyczne, skoro żaden materialista nie opiera się na wierze, ale na tym, co sam nazwałeś, codziennością?!

HarryPotter napisał/a:
Nie muszę wierzyć w przesyłanie energii na odległość między dwoma osobami, odległymi o tysiąc kilometrów.
Po prostu to robię.

A ja Ci jeszcze raz powtarzam zasadniczą różnicę między Twoim zapewnieniem, że coś robisz, a rzeczami, które można zweryfikować. Wiadomo, w jaki sposób może komunikować się dwoje ludzie będących daleko od siebie. Np. za pomocą telefonów komórkowych. Albo za pomocą internetu, jak robimy to ze sobą (komputer, na którym odczytujesz tę wiadomość, też jest fikcją?). Czysta fizyka. Natomiast nie wiadomo jak oraz - przede wszystkim - nie wiadomo, czy możliwa jest komunikacja za pomocą tylko umysłu dwóch ludzi, którzy znajdują się (przykładowo) na dwóch różnych kontynentach. Twoje zapewnienia mają taką samą obiektywną wartość, jak zapewnienia osoby chorej psychicznie, że w nocy doznała bilokacji. Jeśli byłoby inaczej, nie istniałyby wierzenia fałszywe, ponieważ każdy mógłby usprawiedliwić się swoim "doświadczeniem". Istniałyby więc jednocześnie wierzenia, które znosiłyby się nawzajem i jednocześnie te dwa różne wierzenia musiałyby być uznane za prawdę. Zatem znowu absurd.

HarryPotter napisał/a:
Robię dokładnie to samo, co potwierdza zresztą współczesna nauka. Powiązane stany kwantowe nie tyle umożliwiają teleportację.
One ją gwarantują.

Tak, gwarantują teleportację kwantową przy pomocy np. światłowodów. Mam nadzieję, że jesteś pod nie podczepiony. A jak nie jesteś i robisz to w inny sposób, to nie kryj się z tym, ale głoś to całemu światu, bo masz możliwość zbawić ludzkość. Nie żartuję. Tego rodzaju komunikacja ratowałaby życie. Nikt już by nikogo nie zgwałcił, bo osoba, którą ktoś chciałby zgwałcić, skontaktowałaby się z posterunkowym za pomocą myśli. No, mówię wprawdzie teraz o telepatii, ale tej przecież tym bardziej nie wykluczasz.

HarryPotter napisał/a:
Dezerter ma rację, że materia to złuda. Badania naukowców to zresztą potwierdzają.

Mylisz się. Badania naukowców nie przeczą istnieniu materii, a tylko wtedy byłaby złudą. Badania naukowców mówią jedynie o tym, że mikrostruktura świata jest zupełnie inna, niż to sobie wyobrażaliśmy.

Zadziwiające jest, że powołujesz się na naukę. Bo jeśli się na nią powołujesz, to musisz się wreszcie pogodzić z tym, że o świecie duchowym nie mówimy ona praktycznie nic (innymi słowy: nie ma żadnego naukowego dowodu na istnienie takiego świata, z czym chyba się nawet zgadzasz). Zatem tam, gdzie Twoja interpretacja nauki zgadza się z Twoim światopoglądem, tam się na nią powołujesz. Tam, gdzie nauka nic nie mówi, a powinna, ignorujesz naukę. Ja z kolei jestem bardziej stały w uczuciach opieram się tylko na nauce, jeśli chodzi o naturę świata.
_________________
"A wiesz, o wiele przyjemniej jest wypuścić motyla niż złapać." (z filmu "Motyle")
 
 
jspirytysta 

Wyznanie: spirytysta
Pomógł: 1 raz
Wiek: 43
Dołączył: 15 Paź 2013
Posty: 14
Wysłany: 2013-12-13, 21:45   

Dadaista napisał/a:
Ale tu nie ma żadnych dowodów! W tym rzecz. Daj namiary na periodyki naukowe, fachową literaturę, pod którą podpisali się naukowcy z różnych uniwersytetów. Bo masz tylko pojedynczych entuzjastów, ale takich znajdziesz w dowolnej sprawie, a to przecież nie oznacza, że dowolna rzecz, na którą wpadli ludzie, została udowodniona.


Wiesz dla chcącego nie ma nic trudnego, niestety materiał jest w j. angielskim
powstały prace naukowe podsumowujące ostatnie 100 lat badań nad mediumizmem

Braude SE. Immortal remains: The Evidence for Life After Death. Lanham,
MD: Rowman & Littlefield; 2003.

Fontana D. Is There an Afterlife? A Comprehensive Overview of the Evidence.
Oakland, CA: O Books; 2005.

Gauld A. Mediumship and Survival: A Century of Investigations. Chicago:
Academy Chicago Publishers; 1983.
_________________
bez miłosierdzia nie ma zbawienia, Jak żyć szczęśliwie?
 
 
Dadaista 


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 26 Sie 2013
Posty: 48
Wysłany: 2014-01-26, 12:44   

Proszę Cię, każdy wielki przełom w nauce, szybko doczekuje się dziś polskiego przekładu. A tu cicho jak makiem zasiał. Ot, kolejne publikacje na tematy, na które nie ma żadnych dowodów, bo gdyby były, uczylibyśmy się o tym w szkołach (takie same publikacje posiadają takie tematy, jak lewitacja, bilokacja, UFO itd.). Fizycy zresztą gadają dziś o tak niewyobrażalnych sprawach, że część z nich jawi się jak czary. Ale gadają dalej, a na uniwersytetach uczą się o tym. Nauka nie boi się niczego, o ile to coś jest prawdą, znajduje potwierdzenie itd. Tego o reinkarnacji na dziś dzień powiedzieć nie możemy. To kończy temat dowodów, bo niestety nie mam czasu, żeby zapoznawać się z każdą z tysięcy książek na tysiące tematów.

Lepiej byś zrobił, gdybyś wybrał najmocniejszy dowód z wymienionych książek i mi go przedstawił. Bo chyba czytałeś te książki, skoro się na nie powołujesz? Proszę o jeden konkretny dowód.
_________________
"A wiesz, o wiele przyjemniej jest wypuścić motyla niż złapać." (z filmu "Motyle")
 
 
jspirytysta 

Wyznanie: spirytysta
Pomógł: 1 raz
Wiek: 43
Dołączył: 15 Paź 2013
Posty: 14
Wysłany: 2015-01-31, 16:16   

a co to jest mocny dowód ? możesz podać jakieś szczegóły kryteriów oceny ?
w jaki sposób mierzysz moc dowodów ?
_________________
bez miłosierdzia nie ma zbawienia, Jak żyć szczęśliwie?
 
 
swallow12 
Anna Jaskółka

Wyznanie: katolik
Wiek: 41
Dołączyła: 05 Lut 2016
Posty: 4
Skąd: pomorze
Wysłany: 2016-02-20, 17:33   

jspirytysta napisał/a:
a co to jest mocny dowód ? możesz podać jakieś szczegóły kryteriów oceny ?
w jaki sposób mierzysz moc dowodów ?


Również bardzo ciekawi mnie ten temat, szkoda, że nie ma kontynuacji. Sama zastanawiam się nad pomiarem mocy dowodów, jednak nie znalazłam wiele informacji, które mogłyby mi wyjaśnić to czego chcę się dowiedzieć. Szkoda, bo temat jest naprawdę ciekawy i myślę, że nada nie wyczerpany.
_________________
Ciekawe - oczyszczanie karmy
 
 
amiko


Wyznanie: Słowianin
Pomógł: 128 razy
Dołączył: 09 Wrz 2006
Posty: 3520
Wysłany: 2016-02-20, 20:47   

W duchu pielgrzymujemy-inkarnujemy się na Ziemi,tak jest napisane w 2 Kor.5.1-10

Te historie zostały naukowo zbadane i potwierdzają istnienie reinkarnacji:Reinkarnacja regresja 1/11 PL:
LINK --> https://www.youtube.com/watch?v=-5f3Ndk1Xdo
_________________
Bo ja nie wstydzę się ewangelii chrystusowej o obecnym w nas wszystkich Chrystusie,Słowie Bożym (Kol.1.24-28).Jest On bowiem mocą i Mądrością Bożą (1 Kor.1.24) ku zbawieniu dla każdego wierzącego, najpierw dla Żyda, potem dla Greka.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 10