Forum biblijne Strona Główna Forum biblijne
FORUM ZOSTAŁO PRZENIESIONE. ZAPRASZAMY www.biblia.webd.pl

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Jak zostałem zwiedziony...
Autor Wiadomość
rochspioch

Dołączył: 18 Maj 2012
Posty: 14
Wysłany: 2012-05-26, 16:31   Jak zostałem zwiedziony...

Witam. Mam prawie 32 lata, postanowiłem podzielić się z wami pewnym przeżyciem, zwiedzeniem, ale i zdarzeniem które między innymi sprawiło że zmieniłem postrzeganie świata. Myślę że nie tylko ja zaczynam rozumieć, że droga do prawdy jest naprawdę bardzo wąska a zwiedzenie jest po prostu potężne.


Zanim zacznę moją opowieść chcę zaznaczyć, że jakieś drobne szczegóły mogą być niecelowo przekręcone, zapamiętane w sposób niezgodny z prawdą, ale to jest prawdziwa i niesamowita opowieść. Możecie mnie uznać za wariata, chorego psychicznie, a ja mówię wam że według najnowszych badań psychiatrów każdy człowiek może zostać zaklasyfikowany do jakichś schorzeń psychicznych. W dzisiejszym nurcie psychiatrii i psychologii Carl Jung jest jednym z bardziej cenionych naukowców. Człowiek ten miał swojego ducha-przewodnika, był okultystą tak jak jego „nawiedzona” matka. Co wy na to? Pewni naukowcy -chrześcijanie- uważają że choroby psychiczne nie istnieją, a tylko mózg jako organ może być uszkodzony, chory. Patrząc na obecny świat mam często wrażenie że wszyscy ludzie to zagubieni wariaci. Dziś myślę że szatan działa w naszych głowach, ale nie jest zmyślonym „przyjacielem” a całkiem realną choć bezcielesną istotą, która ma nad nami dużą przewagę.

2009 rok był dla mnie dość pracowity , po pracy wraz z kolegami udawaliśmy się na łono natury -łąka i parę drzew- gdzie spędzaliśmy czas przy piwie lub ewentualnie czymś mocniejszym. Można powiedzieć, że moje codzienne funkcjonowanie stawało się silnie powiązane z używaniem alkoholu, ale prawdziwy alkoholizm dopadł mnie dopiero po wyjściu z przymusowego odwyku alkoholowego w szpitalu psychiatrycznym (7 dni). Zanim powiem wam jak trafiłem do tego dziwnego miejsca, muszę zrobić mały wstęp i przedstawić wam parę dziwnych faktów z mojego życia. Zostałem ochrzczony 25 grudnia w szpitalu w wieku trzech lat. (niedawno gdy zobaczyłem świadectwo chrztu przeszły mnie dreszcze -co za symbolika- czyż w tzw. Boże Narodzenie nie mówią poczuj magię tych świąt?) Moi rodzice nie byli małżeństwem a później jakoś tak wyszło, że wylądowałem w szpitalu z powodu zatrucia pokarmowego,(W szpitalu dostałem zapalenia płuc bo mnie wietrzyli) ale matka koniecznie chciała mnie ochrzcić. Do momentu komunii byłem katolikiem lecz nie wiedziałem co to oznacza traktowałem to jak obowiązek narzucony przez matkę. Nigdy nie lubiłem przebywać w katolickich kościołach zawsze dziwnie się tam czuję, pewnego razu, zupełnie bez powodu, zwymiotowałem podczas mszy na ludzi w około... Pewnego razu poszedłem z moim kolegą do kościoła i tam zaczęliśmy zachowywać się niestosownie (śmiać się itp.) ksiądz zwymyślał nas i kazał się wynosić. Po tym zdarzeniu zacząłem oddalać się od krk i w końcu bywałem tam tylko na pogrzebach. Było też wiele innych wydarzeń, związanych z kościołem rzymskim które oddaliły mnie od niego np. ksiądz zniszczył grób mojego dziadka (zginął w powstaniu warszawskim) bo nie zapłacono za ziemię.
W kolejnych latach życia dość często zastanawiałem się: czym właściwie jest życie, po co żyję, dlaczego jestem taki a nie inny, dlaczego spotyka mnie to co mnie spotyka, chociaż chyba wielu tak się zastanawia. Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, aby przeczytać Pismo, porozmawiać z kimś szczerze o tym co zastanawia mnie najbardziej, „o co w tym wszystkim chodzi?” Po prostu żyłem z dnia na dzień i raczej nigdy nie robiłem życiowych planów i nie spotkałem żadnej osoby z którą bym chciał rozmawiać o życiu.
Latem 2009 roku zacząłem robić coś dziwnego, nie pamiętam gdzie to podłapałem i dlaczego w ogóle to robiłem ale zacząłem robić znak rogów (z palców) w kierunku słońca, nie jestem pewien na ile poważnie to traktowałem. Lato 2009 było dość dziwne dostałem awans w pracy, ludzie jakby bardziej mnie szanowali czy wręcz podziwiali, wszystko było jak to sam bardzo często mówiłem „cudownie”. Pewnego dnia poszedłem rano do pracy wiedziałem że czeka mnie bardzo wymagający dzień, miałem oficjalnie dowodzić ekipą ludzi i sprzętu. Dzień w pracy rozpoczął się „dobrze” wypiliśmy browarki i praca szła czułem się jakby mi urosły skrzydła dosłownie to czułem. Chociaż czułem też dziwny jakby ból głowy (jakby ucisk). Momentami czułem jakby mi coś na głowie rosło, a także dziwne uczucie jakby coś majtało mi się z tyłu (ogon ?) To były dziwne uczucia, ale ja to naprawdę czułem. Istniało to tylko w mojej głowie, ale było tak realne. Nagle pojawił się przełożony i powiedział abym odszukał w magazynie pewne rzeczy bo zdobył dobry kontrakt tzn. znalazł klienta na produkt firmy. Poszedłem do magazynu -tam był niesamowity bałagan- i zacząłem szukać, nie mogłem znaleźć tych rzeczy, a przełożony cisnął. Nagle jakby jakaś myśl uświadomiła mi że po prostu muszę się skupić i odszukać tę informację we wszechświecie (bo mogę jeśli chcę) to jedyne wyjście aby nie zawieźć szefów. I stało się moje myśli jakby zaczęły krążyć po wszechświecie (tylko tak potrafię to dziś opisać). Po chwili wyrwałem się jakby z tego uczucia, krzyknąłem „nie za dużo informacji”. Chwilę później doznałem halucynacji: unosiłem się jakby w kosmosie i z ogromną prędkością zacząłem lecieć w kierunku jakiejś czerwonej kuli. To trwało tylko chwilę, a ja czułem że to coś jest mi wrogie (chyba) i jakby wyrwałem się. Wyskoczyłem jakby z tej halucynacji i uderzywszy o ścianę upadłem na ziemię. Dostałem drgawek. Pamiętam że koledzy podbiegli do mnie a ja narysowałem na ziemi okrąg przecięty krzyżem. Pamiętam że jeden z moich szefów był tam w magazynie widział całe zajście, ale jakby nie zwracał uwagi. Poczułem straszliwy lęk miałem wrażenie, że ktoś chce mnie zabić a raczej wszyscy wokół. Jeden z kolegów przyprowadził innego szefa który wyprowadził mnie z hali. Podczas rozmowy z tym szefem powiedziałem, że chyba zaszkodziło mi słońce. Odesłali mnie do domu, pamiętam jedno zdanie które powiedział mi szef a właściwie pytanie.„ale wrócisz do nas?” Kiedy przebierałem się w szatni towarzyszyły mi dziwne myśli, ale przede wszystkim co się dzieje ze mną i co mam zrobić. Postanowiłem, że muszę iść do kościoła bo to jedyne bezpieczne miejsce. Podczas powrotu do domu spotkałem kobietę, słyszałem jakby ona rży do mnie jak klacz -jakiś głos w głowie mówił mi no ta ma ruję- Wróciłem do domu, po paru godzinach, znów zaczęły ogarniać mnie jakieś dziwaczne myśli, lęki. Poszedłem na teren kościoła i nagle dosłownie przestałem być sobą. Myślałem, czułem, wierzyłem, że jestem wcieleniem Jezusa Chrystusa. To trwało jakiś czas, w końcu pojawili się jacyś ludzie, wezwano policję. Byłem cały czas zrozpaczony, próbowałem tłumaczyć policji, że muszę zginąć, bo diabeł chce mnie wykorzystać w swoim planie. Przekonali mnie abym wszedł z nimi do środka bo byłem zupełnie nagi. Gdy znaleźliśmy się w środku rzuciłem się na pistolet jednego z nich, chciałem się zabić. Policjanci rzucili mnie na ziemię, skuli w kajdanki ale musieli też dociskać mnie do posadzki bo waliłem głową w kamienną podłogę. Wpadłem w szał, zacząłem niesamowicie przeklinać, wyrywać się. Nagle znów doznałem halucynacji wzrokowych, widziałem szybko zmieniające się obrazy (jakby historia świata w ułamku sekund grana w pętli), i mówiłem „i tak w kółko od nowa” . Nagle wszystko znikło a ja poczułem że jestem „sobą”, byłem potwornie zmęczony, przybity i zawstydzony. Chwilę później byłem już w karetce spięty pasami. Niestety 7 dniowy pobyt w szpitalu w jakiś dziwny sposób spowodował (dawali mi leki psychotropowe) że uznałem iż alkohol wcale nie jest moim problemem. Po wyjściu ze szpitala zacząłem naprawdę dużo pić, a moi pracodawcy jakby przymknęli na to oko. Wkońcu dotarło do mnie, że alkohol jest moim problemem, ale samodzielna walka doprowadziła mnie do depresji i myśli samobójczych.
Gdyby w moje ręce nie wpadł Nowy Testament i jakaś siła nie sprawiłaby że zacząłem go czytać i studiować w 2012 roku, jestem przekonany że dziś bym już nie żył. Wiem że ta historia brzmi dość niewiarygodnie, jednak muszę powiedzieć że nie jest to jedyne tak dziwaczne doświadczenie w moim życiu, chociaż to było wyjątkowo „silne” i symboliczne. Dziś mogę powiedzieć wam, że czuję, że zaczynam stawać się istotą żyjącą wyłącznie dla Jezusa Chrystusa.

To jest zdjęcie części dokumentu ze szpitala psychiatrycznego.
 
 
bartek212701 


Pomógł: 162 razy
Wiek: 29
Dołączył: 03 Sty 2010
Posty: 9277
Skąd: Lublin
Wysłany: 2012-05-26, 17:30   

Chyba zostałes opetany przez demona :-( wtedy,współczuje Ci oby było Ci lepiej trzymaj się i zycze Ci powodzenia niewielu by było odwaznych tak i miało siłę się przyznać do czegoś takiego.
_________________
Izaj. 33:6-Mądrość i umiejętność będą utwierdzeniem czasów twoich, siłą i obfitem zbawieniem twem, a bojaźń Pańska skarbem twoim.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 10