Forum biblijne Strona Główna Forum biblijne
FORUM ZOSTAŁO PRZENIESIONE. ZAPRASZAMY www.biblia.webd.pl

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Byłem pastorem ewangelickim
Autor Wiadomość
Arius 
badacz Biblii


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 25 Lut 2008
Posty: 4947
Skąd: kosmopolita
Wysłany: 2010-01-04, 17:15   Byłem pastorem ewangelickim

Cytat:
Byłem pastorem ewangelickim

NA ARENIE życia religijnego w Kolumbii zaszły w ostatnich latach wielkie zmiany. Przeważająca większość moich rodaków do dnia dzisiejszego wyznaje religię rzymskokatolicką. Ale tylko niewielu z nich można nazwać gorliwymi katolikami. Na przestrzeni ostatnich kilku dziesięcioleci coraz więcej ludzi przechodziło do innych religii, w tym również do fundamentalistycznych grup protestanckich, które w swoim głoszeniu kładą szczególny nacisk na osobiste zbawienie.
Przez pierwszych osiemnaście lat życia byłem gorliwym wyznawcą religii rzymskokatolickiej. Codziennie chodziłem na mszę, dwa do trzech razy w tygodniu spowiadałem się i przyjmowałem komunię, jak również uczestniczyłem w nabożeństwach Drogi Krzyżowej ku czci Najświętszego Serca Jezusowego. Mieszkałem w Armenii w prowincji Quindio, a nasza rodzina była zaprzyjaźniona z miejscowymi księżmi.
Około 1945 roku odwiedziło nas w poszukiwaniu noclegu pewne starsze małżeństwo. Oboje byli ewangelikami i mieli ze sobą egzemplarz Biblii, którą zobaczyłem po raz pierwszy w życiu. Matka tak się tym zainteresowała, że rozmawiała z nimi o Biblii prawie do samego rana. Szybko zrozumiała, że to, czego ją uczy Kościół, niezupełnie zgadza się ze Słowem Bożym. Została ewangeliczką. Wkrótce potem również ojciec zaczął wspólnie z nami poznawać Biblię.
Nie zdawaliśmy sobie sprawy, co czeka mieszkańców parafii rzymskokatolickiej, którzy odważą się wystąpić z Kościoła. Dawniejsi przyjaciele stali się fanatycznymi wrogami. Kiedy umarł mój mały braciszek, ksiądz nie pozwolił nam pochować go na cmentarzu kościelnym. Nie było innego cmentarza, więc pozostało nam tylko pogrzebać go na podwórku za domem.
Podobne doświadczenie przeszliśmy rok później, gdy umarła moja matka. „Ponieważ ta kobieta studiowała Biblię”, powiedział ksiądz z ambony, „więc nie zasługuje na pochowanie w poświęconej ziemi. Wystarczy ją pogrzebać na jakiejś starej działce kawowej”. Takie przeżycia wcale nie przyciągały mnie do Kościoła mojej młodości. Spotkawszy się z odmową pochowania matki na cmentarzu, zdesperowany ojciec zwrócił się do grabarza, który zgodził się otworzyć cmentarz o trzeciej nad ranem. Dzięki temu jeszcze przed świtem matka została pochowana bez wiedzy księdza.
Po raz ostatni wszedłem do kościoła katolickiego w 1948 roku. Będąc w odwiedzinach u krewnych w Santa Rosa de Cabal, poszedłem na nabożeństwo i usłyszałem, jak ksiądz grzmiał na ambonie przeciw pewnej gazecie, która wydrukowała coś, co nie spodobało się Kościołowi. W swoim oskarżeniu ksiądz oświadczył, że ktokolwiek by kupił tę gazetę, pójdzie do piekła, jak każdy liberał. Ta uwaga o liberałach dotknęła mnie do żywego, ponieważ wówczas byłem członkiem Partii Liberalnej.
Właśnie w tym roku w związku z dokonanym w Bogocie zamachem na popularnego przywódcę Partii Liberalnej, Jorga Eliecera Gaitana całą Kolumbię ogarnęła fala terroru politycznego. Od lat kraj znajdował się na krawędzi wojny domowej. Wszystkie te akty gwałtu, dokonywane zarówno przez cieszących się poparciem duchowieństwa konserwatywnych katolików, jak również przez katolickich liberałów, wywoływały w moich myślach zamęt i sprawiły, że zacząłem inaczej patrzeć na Kościół.
W okresie największego nasilenia terroryzmu mój wujek pełnił służbę w policji. Przejęty wielką ilością zabójstw dokonywanych wśród praktykujących katolików zapytał księdza z Armenii, czy nie sądzi, że jest to wielki grzech. Ksiądz odpowiedział, że jeśli wujek obawia się używać swej broni, może ją poświęcić, aby uspokoić jego sumienie. Przypomniał mu, że gdy Piotr usiłował bronić Chrystusa, chwycił za miecz i uciął ucho słudze arcykapłana, Malchusowi (Jana 18:10, 11). W ten sam sposób — dodał ksiądz — Kościół jest zmuszony bronić wiary rzymskokatolickiej, nawet gdyby miało to oznaczać wytępienie wrogów — od niemowlęcia do starca. To jeszcze bardziej odsunęło mnie od Kościoła.
Dlatego nadal chodziłem na lekcje biblijne do ewangelików i w roku 1949 zostałem przez nich ochrzczony. Następnego roku zostałem w Pereira wyświęcony na pastora i skierowany do mojego rodzinnego miasta, Armenii.
GDY BYŁEM EWANGELIKIEM
Ugrupowanie ewangelickie, do którego początkowo się przyłączyłem, zostało założone przez pewnego Amerykanina. Gdy około 1930 roku wracał do Stanów Zjednoczonych, odsprzedał nie tylko budynek kościelny, lecz również ruch religijny. Dwóch wyznawców uznało za niemoralne sprzedawanie zboru, jak gdyby składał się z bezrozumnych zwierząt. Oboje zapoczątkowali więc niezależny ruch, który nazwali „Fundamentalistycznym Kościołem Apostolskim Kolumbii”. Jedno z postanowień statutu mówiło, że duchowni nie mają otrzymywać żadnego wynagrodzenia. Wyznawcy ci zachowali w pamięci, co Jezus powiedział o ‛najemniku’, który ‛nie troszczy się o owce’. — Jana 10:11-15.
Około trzydziestu lat później twórca pierwotnego ruchu powrócił do Kolumbii. Postęp w grupie, która się oderwała, wywarł na nim takie wrażenie, że poprosił, aby mu zezwolono się do niej przyłączyć.
Pozornie pogodził się z postanowieniami statutu. Jednakże mniej więcej po upływie roku niektórzy z nas zauważyli, że wielu pastorów przestało pracować zarobkowo. Odkryliśmy, że ten Amerykanin potajemnie ich opłacał. Kiedy zwrócono mu uwagę, że pogwałcił statut, odrzekł, że można to poddać głosowaniu. Większość pastorów aż nadto chętnie pozostała przy Amerykaninie.
Fakt, że większość z moich kolegów głosiła za pieniądze, bardzo mnie zmartwił. Dobrze wiedziałem, że Boskie Słowo nie powinno być głoszone za zapłatą (Mat. 10:8). Poza tym, będąc specjalistą w dziedzinie daktyloskopii (badania odcisków palców) oraz w księgowości, zrezygnowałem z bardzo ponętnych posad, żeby zostać pastorem. Równie przygnębiająco działał widok sporów i współzawodnictwa pomiędzy pastorami jak również lekceważenia przestróg przed rozbieżnościami, wskutek których ewangelicy rozpadli się na tyle sekt.
Ze względu na sytuację materialną przeniosłem się w 1954 roku do Bogoty i nie podejmowałem obowiązków pastora aż do czasu opuszczenia tego miasta w 1960 roku. Jednakże w tym okresie nadal czytałem Biblię i porównywałem jej nauki z naukami różnych sekt. Gdy mnie któraś z nich rozczarowała, przechodziłem do następnej.
Początkowo uczęszczałem na nabożeństwa do ugrupowania Zielonoświątkowców. Ku mojemu zdziwieniu nabożeństwa odprawiała u nich kobieta. Wiedziałem, że w myśl Pisma Świętego kobieta nie powinna mieć władzy nad mężczyzną (1 Tymoteusza 2:11, 12). Gdy poruszyłem tę sprawę, poinformowano mnie, że poprzedni pastor porzucił gminę, ponieważ nie była w stanie zadośćuczynić jego żądaniom co do wynagrodzenia. Zaproponowano mi, żebym objął stanowisko pastora. W związku z tym jednego wieczora spotkałem się z kilkoma odpowiedzialnymi przedstawicielami tego wyznania, żeby porównać ich nauki z moimi wierzeniami.
Między innymi twierdzili, że mają dar uzdrawiania i dlatego w ogóle nie potrzebują lekarzy ani lekarstw. Wystarczy im się tylko pomodlić, a zostaną uzdrowieni z każdej dolegliwości. Gdy zaczęliśmy omawiać temat Wieczerzy Pańskiej, zadałem im pytanie, dlaczego przy obchodzeniu jej wszyscy piją z oddzielnych kieliszków. Przyznali, że gdy Jezus był na ziemi, uczestnicy korzystali ze wspólnego kielicha. Jednakże w owych czasach ryzyko nabawienia się choroby zakaźnej nie było tak wielkie, jak dziś. Odpowiedziałem, że chyba nie bardzo wierzą w tak zwaną „moc uzdrawiania”, skoro z obawy przed zakażeniem się nie korzystają ze wspólnego kielicha zgodnie z wzorem, jaki dał Pan. W związku z tym o godzinie trzeciej nad ranem nasze spotkanie zostało nagle przerwane.
Kilka dni później zaszedłem do kościoła, ale nie zastałem kobiety, która przewodziła. Tego ranka zachorowała i musiano ją zabrać do szpitala. Był to dla mnie dowód, że nie mieli daru uzdrawiania.
Potem związałem się z inną grupą religijną o podobnych zapatrywaniach. W toku kampanii „przebudzenia religijnego” prowadzonej na placu targowym w Bogocie zapowiedziano, że w ostatnim dniu odbędzie się pokaz daru uzdrawiania. Ulegając prośbie jednego z przyjaciół, jak również powodowany ciekawością, udałem się tam.
Wprowadzono na podest starszego niewidomego mężczyznę i kazano mu uklęknąć. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety zaczęli się nad nim modlić, prosząc o wypędzenie z niego ducha ślepoty i przywrócenie mu wzroku. Po chwili zapytano tego niewidomego, czy widzi. Pokręcił głową i odpowiedział, że nie.
Poproszono więc publiczność o powstanie i przyłączenie się do modlitwy. Ponieważ niezbyt temu wszystkiemu dowierzałem, siedziałem dalej. Zauważyli to i zaczęli mi zarzucać, że to moja wina; że z powodu mojego niedowiarstwa nie mogą dokonać cudu. Zażądali, żebym z nimi współdziałał i ponownie modlili się nad niewidomym. Nadal opierałem się ich żądaniu. Po raz drugi zapytano niewidomego, czy widzi; znowu zaprzeczył. Wtedy jeszcze raz winę za swe niepowodzenie przypisali „niedowiarkowi”, który się między nimi znalazł.
Gdy potem przystąpili do mnie kaznodzieje tego wyznania, zwróciłem im uwagę, że Jezusowi nie była potrzebna wiara ze strony niewierzących, aby mógł dokonać cudu (Mat. 8:16; Jana 9:1-7, 35-39). Wprost przeciwnie, często dokonywał cudu, aby przekonać niewierzących, że naprawdę został posłany przez Boga (Jana 10:37, 38, 42; 11:42-45). Jeżeli więc rzeczywiście uzdrawiają mocą Bożą, to przez dokonanie cudu powinni przezwyciężyć moją niewiarę.
MOJE KONTAKTY ZE ŚWIADKAMI JEHOWY
Muszę teraz opowiedzieć o innej stronie mego życia. Dotyczy to moich długoletnich stosunków ze Świadkami Jehowy.
Wszystko zaczęło się w 1952 roku. Będąc w domu rodzinnym mojej narzeczonej, zauważyłem książkę, którą kupił jej ojciec. Była zatytułowana „To znaczy życie wieczne”. Ponieważ wiedział, że interesuję się wszystkim, co ma związek z Biblią, podarował mi ją. Pewien znajomy pastor poinformował mnie, że tę książkę wydali „russelici” — właśnie takiej nazwy użył w odniesieniu do Świadków Jehowy. Powiedział mi, że chociaż ten ruch ma swoje dobre strony, to jednak jest niebezpieczny, ponieważ rozpowszechnia pewne mylne poglądy. Byłem ciekaw, jakie to błędy zawiera ta książka. Im wnikliwiej tego dociekałem, tym więcej dowiadywałem się o Świadkach Jehowy.
Razem ze mną został wyświęcony na pastora jeden z moich przyjaciół nazwiskiem Fabio Rodas. Jednakże wkrótce potem Fabio został Świadkiem Jehowy. Kiedy się z nim spotkałem odpowiedział mi na kilka pytań, które mi się nasunęły w trakcie czytania podarowanej mi książki. Odtąd przy każdym spotkaniu otrzymywałem od niego publikacje Świadków Jehowy.
Dzięki serdecznemu naleganiu Fabia z czasem wyraziłem zgodę na studiowanie Biblii ze Świadkami Jehowy. Jednakże uporczywie wzbraniałem się wyrzec mojej wiary w trójcę, ponieważ byłem przekonany o słuszności „tajemnicy” trójosobowego Boga. Moje przekonanie opierało się głównie na wersecie z 1 Listu Jana 5:7. Świadkowie Jehowy ciągle twierdzili, że ten werset jest sfałszowany; że nie jest natchniony i został później dodany do tekstu Pisma Świętego. Ale dla mnie był to argument bardzo niepewny i uważałem, że tylko usiłują mnie zwieść.
W 1956 roku w Bogocie znowu przypadkiem spotkałem Fabia. Zgodziłem się pójść razem z nim do Sali Królestwa Świadków Jehowy. Tam zostałem przedstawiony rodzinie Rivera i uzgodniliśmy, że oni będą prowadzić ze mną studium. I znowu podniosłem sprawę trójcy. Wówczas jeden z obecnych spokojnie otworzył katolicki przekład Biblii na język hiszpański: Nacar-Colunga, odszukał 1 List Jana 5:7 i poprosił mnie, żebym przeczytał odnoszącą się do tego wersetu uwagę marginesową. Było tam napisane: „Wersetu, który w Wulgacie brzmi: ‛Trzej są, którzy dają świadectwo w niebie: Ojciec, Syn i Duch Święty, a ci Trzej są jedno’, nie ma w starożytnych rękopisach zarówno greckich, jak również łacińskich i innych, a także nie wspominają o nim Ojcowie Kościoła. Prawdopodobnie jest on pochodzenia hiszpańskiego i powstał stopniowo w następstwie egzegezy [interpretacji] wersetu, który go poprzedza. Forma, którą do dziś ma w Wulgacie, ustaliła się dopiero w XIII wieku”.
Po przeczytaniu tego zrozumiałem, że Świadkowie Jehowy mieli rację mówiąc, że ta część wersetu nie powinna występować w natchnionym Piśmie Świętym. Byłem również zaskoczony stwierdzeniem, że ewangelicy popełniają ten sam błąd, co Kościół rzymskokatolicki, posługując się tym wersetem na poparcie swej nauki o trójcy.
Od tej pory nabrałem więcej zaufania do Świadków Jehowy. Gdy znowu zacząłem sprawować urząd pastora, ich nauki wywierały wpływ na treść moich kazań. Wkleiłem nawet do swojej Biblii „Zestawienie wersetów dotyczących podstawowych nauk, bez komentarza” zamieszczone w wydanej przez Świadków Jehowy książce „Wyposażony do wszelkiego dzieła dobrego”.
Ale ciągle jeszcze nie mogłem się zdecydować na zerwanie więzi z ewangelikami. Dlaczego? Przede wszystkim nie chciałem się narazić mojej rodzinie, w której wszyscy byli ewangelikami, a kilku z nich — w tym również mój ojciec — pastorami. Poza tym żywiłem jakieś nieuzasadnione uprzedzenie do Świadków. Być może szukałem też drogi ucieczki przed odpowiedzialnością, która stawała się dla mnie tym wyraźniejsza, im dłużej studiowałem ze Świadkami Jehowy.
ODEJŚCIE OD EWANGELICYZMU
Skoro tylko zrozumiałem, jak wielkie znaczenie ma imię prawdziwego Boga, Jehowa, zacząłem je stale wymieniać w swoich kazaniach. W rezultacie moi przełożeni zaczęli się zastanawiać, do jakiego stopnia ulegam wpływowi Świadków Jehowy. Zostałem wezwany przed sąd kościelny. Chcąc się upewnić, czy nadal mogą mieć do mnie zaufanie, zażądali, abym w swoim kazaniu napiętnował błędy Świadków Jehowy. Ponieważ wymagałoby to ode mnie wypowiadania się wbrew własnym przekonaniom, odrzekłem: „Takiego kazania nie wygłoszę pod żadnym pozorem. Jeżeli to, czego nauczam na podstawie Biblii jest zgodne z naukami Świadków Jehowy, to muszę zostać jednym z nich. ‛Rozstrzygnijcie dziś, komu służyć chcecie. (...) Ja sam i mój dom służyć chcemy Jahwe’”. — Joz. 24:15.
Aby zerwać wszelkie więzy z Kościołem ewangelickim, przeprowadziłem się wraz z rodziną z Pereira do Cali. Było to pod koniec 1967 roku. Pewnej niedzieli wczesnym popołudniem wybrałem się do centrum miasta. Zastanawiałem się, czy zdołam odnaleźć Świadków Jehowy. Nagle w autobusie zauważyłem, że z kieszeni pewnego mężczyzny wystaje „Strażnica”. Postanowiłem pójść za nim. Zaprowadził mnie prosto do Sali Królestwa. Tego popołudnia po zebraniu znów uzgodniłem, że ktoś poprowadzi ze mną studium.
Poprzednio studiowałem ze Świadkami Jehowy aż do chwili, gdy wyłoniła się kwestia chrztu. Nie chcieli uznać ważności mego chrztu ewangelickiego, mimo że moim zdaniem zostałem ochrzczony „w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mat. 28:19). Gdy tym razem rozmowa zeszła na ten temat, spytałem studiującego ze mną brata Jóse Patrocinia Hermandeza: „Dlaczego miałbym jeszcze raz dać się ochrzcić?” Zapytał mnie wprost: „Czy znał pan imię Ojca, gdy pana ochrzczono?” Rzeczywiście, wtedy go nie znałem. Zrozumiałem więc, że nie zostałem ochrzczony ‛w Jego imię’.
Następnie, gdy rozmawialiśmy o chrzcie ‛w imię Ducha Świętego’ zadał mi pytanie: „Czy organizacja, w której został pan ochrzczony, zachowuje w swoim obrębie pokój i jedność, dając tym dowód, że ma ducha Bożego”? (Efezjan 4:3) Wtedy przypomniałem sobie, że duchowny ewangelicki, który mnie ochrzcił, Angel de Jesus Velez, zaledwie w dwa tygodnie później utworzył nową, samodzielną sektę. Ponieważ „spory, rozłamy, sekty” nie są „owocami ducha”, tylko „uczynkami ciała”, więc nie ulegało wątpliwości, że ta organizacja nie posiada ducha Bożego. — Gal. 5:19-23, NW.
W dniu 10 maja 1969 roku w końcu przyjąłem chrzest chrześcijański, aby usymbolizować moje oddanie się Bogu. Razem ze mną zostało ochrzczonych dwoje moich starszych dzieci. Żona i dwoje młodszych dzieci dało się ochrzcić później.
Patrząc wstecz, podzielam uczucia apostoła Pawła, który powiedział: „Niegdyś byliście bowiem ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości. Owocem bowiem światłości jest (...) prawda” (Efez. 5:8, 9). Kiedy sobie przypominam swoje przeżycia z czasów, gdy należałem do systemów religijnych chrześcijaństwa, tym bardziej uświadamiam sobie, w jak wielkiej ciemności byłem pogrążony. Teraz jestem wdzięczny za to, że jako dziecko światłości mogę służyć Bogu w charakterze ordynowanego przez Niego pastora, czyli pasterza, i że mogę wydawać ‛owoc światłości, którym jest prawda’. — Nadesłane.
(g70/13)
 
 
makabi 

Wiek: 45
Dołączył: 15 Lis 2009
Posty: 843
Skąd: polska
Wysłany: 2010-01-06, 10:53   re

ja bym to tak skomentowal

" zamienil stryjek siekierke na kijek " :-D
 
 
Hardi 
Administrator
Classic A2J

Wyznanie: chrześcijanin
Pomógł: 44 razy
Wiek: 42
Dołączył: 21 Paź 2009
Posty: 5892
Skąd: Norwegia
Wysłany: 2010-01-06, 13:14   Re: re

dzial nosi nazwe Świadectwa działania Boga, wiec Ariusie pomyliles dzialy
_________________
"Badacie Pisma, ponieważ myślicie, że dzięki nim będziecie mieć życie wieczne, a właśnie one świadczą o mnie. A jednak nie chcecie przyjść do mnie, żeby mieć życie." Jana 5.39-40

Blog ¤¤¤ YouTube ¤¤¤ Chomik ¤¤¤ Słowo Nadziei
 
 
 
Arius 
badacz Biblii


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 25 Lut 2008
Posty: 4947
Skąd: kosmopolita
Wysłany: 2010-01-06, 13:21   Re: re

Hardi napisał/a:
a ja bym poiewdzial cos innego, w kosciolach ewangelickich sa ksieza a nie pastorzy, taka jest oficjalna nazwa i tak sie oficjanie mowi, wiec jesli ten tekst wklejony przez Ariusa jest w calosci tak samo prawdomowny jak to ze PASTOR... to mozna to...


I kto to mówi :-)

http://info.wiadomosci.ga...tor+ewangelicki

Cytat:

Nowy - po pół wieku przerwy - [b]pastor ewangelicki w Białymstoku[/b]

2004-06-07, ostatnia aktualizacja 2004-06-07 00:00
Od wczoraj białostoccy ewangelicy mają swojego duchownego. Tomasz Wigłasz, 25-letni magister teologii, został ordynowany na pastora w olsztyńskim zborze. Tym samym jest pierwszym po wojnie pastorem ewangelickim w Białymstoku
Uroczystość ordynacji odbyła się w Olsztynie, bowiem tam mieści się siedziba biskupa Diecezji Mazurskiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, do której administracyjnie należy wspólnota ewangelików w Białymstoku. To ważny moment w historii wspólnoty - zarówno olsztyńskiej, jak i białostockiej. Po pierwsze, uroczystość ordynacji w Olsztynie odbyła się po raz pierwszy od lat 50., po drugie - ordynowany pastor będzie pierwszym od 60 lat ewangelickim duchownym w Białymstoku.

W malutkiej - liczącej zaledwie kilkadziesiąt osób - parafii białostockiej pastor Wigłasz będzie mógł teraz udzielać ślubów i odprawiać nabożeństwa komunijne (do tej pory, jeśli tylko była taka potrzeba - do Białegostoku musiał przyjeżdżać duchowny z kraju). Parafia białostocka funkcjonuje od dwóch lat. Jeszcze sto lat temu wspólnota ewangelicka w mieście działała prężnie, ale po drugiej wojnie światowej się rozpadła.

- Teraz mogę budować na nowo społeczność ewangelicką - mówi nowo ordynowany pastor.
 
 
Hardi 
Administrator
Classic A2J

Wyznanie: chrześcijanin
Pomógł: 44 razy
Wiek: 42
Dołączył: 21 Paź 2009
Posty: 5892
Skąd: Norwegia
Wysłany: 2010-01-06, 13:43   

masz stare info (sama data juz mowi wszystko), teraz wszyscy maja tytul ksiedza :mrgreen:

a nastepnym razem zanim cos napiszesz to najpierw sprawdz czy ktos nie zrobil readycji postu, bo ja to zrobilem w ciagu 30 sekund od napisanie pierwszego, a ty po kilku minutach wkleiles swoj post z moim starym cytatem :crazy:
_________________
"Badacie Pisma, ponieważ myślicie, że dzięki nim będziecie mieć życie wieczne, a właśnie one świadczą o mnie. A jednak nie chcecie przyjść do mnie, żeby mieć życie." Jana 5.39-40

Blog ¤¤¤ YouTube ¤¤¤ Chomik ¤¤¤ Słowo Nadziei
 
 
 
Arius 
badacz Biblii


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 25 Lut 2008
Posty: 4947
Skąd: kosmopolita
Wysłany: 2010-01-06, 13:53   

Hardi napisał/a:
masz stare info (sama data juz mowi wszystko), teraz wszyscy maja tytul ksiedza :mrgreen:

a nastepnym razem zanim cos napiszesz to najpierw sprawdz czy ktos nie zrobil readycji postu, bo ja to zrobilem w ciagu 30 sekund od napisanie pierwszego, a ty po kilku minutach wkleiles swoj post z moim starym cytatem :crazy:


LOL, a jaka data publikacji, z której cytowałem? 1970 rok :-D

Ciebie jeszcze na świecie wtedy nie było :-)

A twoje reedycje mnie nie interesują.
 
 
Musashi 

Wiek: 46
Dołączył: 15 Sie 2008
Posty: 824
Wysłany: 2010-01-06, 14:15   Re: re

makabi napisał/a:
ja bym to tak skomentowal

" zamienil stryjek siekierke na kijek " :-D



dobre :-D i prawdziwe


:balwan:
 
 
romanszewczuk3 
romanszewczuk3


Wyznanie: protestant
Dołączył: 10 Cze 2006
Posty: 62
Wysłany: 2012-04-28, 16:14   O TEMPORA O MORES

A kiedyś to było fajne chrześcijańskie forum a teraz sekty dochodzą do głosu a chrześcijanie?????
_________________
Mam pasję dla Jezusa, chciałbym zdobyć dla Niego cały świat.
słucham http://radiochrzescijanin.pl/
http://jozjasz.bnx.pl/news.php
 
 
bartek212701 


Pomógł: 162 razy
Wiek: 29
Dołączył: 03 Sty 2010
Posty: 9277
Skąd: Lublin
Wysłany: 2012-04-28, 18:01   

romanszewczuk3, nadal jest fajnym chrześcijańskim forum tyle,że każda religia ma swoje "prawdziwe" zdanie Twoja też,kolegi z góry też :-) a gdzie Ty tu masz sekty to ja nie wiem :-) no chyba,że jak większośc uwazasz,że to ŚJ lub Badacze cóż,przykre,że każdy uważa jakąś organizacje religijną powstała po KK za sektę.Używanie Biblii ostatnio tez oznacza kocią wiarę.przykre no i co na to poradzić...nic tylko się modlić o to by tacy ludzie swoje zdanie na ten temat[które rani członków tych"sekt"] zatrzymal w swoim ch sercach,czasami lepiej nie ranić ludzi,bo oni nas nie krzywdzą.
To jest postawa godna chrześcijanina.
_________________
Izaj. 33:6-Mądrość i umiejętność będą utwierdzeniem czasów twoich, siłą i obfitem zbawieniem twem, a bojaźń Pańska skarbem twoim.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 10