Forum biblijne Strona Główna Forum biblijne
FORUM ZOSTAŁO PRZENIESIONE. ZAPRASZAMY www.biblia.webd.pl

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Ze świata - Afryka
Autor Wiadomość
Arius 
badacz Biblii


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 25 Lut 2008
Posty: 4947
Skąd: kosmopolita
Wysłany: 2009-12-30, 13:11   Ze świata - Afryka

Cytat:
Susan i Joshua z zachodniej Kenii mieli poważny wypadek samochodowy i trafili do szpitala. Odwiedzili ich znajomi z kościoła i stwierdzili, że wypadek musiał być karą od Boga. Ponieważ jednak małżeństwo to czytało wcześniej Biblię i czasopisma otrzymane od Świadków Jehowy, wiedziało, że Bóg nie jest sprawcą takich wypadków. Powiedzieli znajomym, że jeśli nie mają nic innego na pocieszenie, to mogą ich więcej nie odwiedzać. Zaraz po wyjściu ze szpitala nawiązali kontakt ze Świadkami Jehowy. W listopadzie oboje uczestniczyli już w służbie polowej, a w lutym roku 2000 zostali ochrzczeni. Joshua jest stałym pionierem pomocniczym, a Susan była pionierką pomocniczą w kwietniu.

Otis walczył w wojnie domowej w Liberii. Pewnego dnia razem z „przyjacielem” mieli jechać do sąsiedniego kraju, żeby sprzedać samochód, który ukradli. Ten „przyjaciel” jednak rozmyślnie przejechał Otisa, łamiąc mu nogi i uszkadzając rdzeń kręgowy, a następnie uciekł samochodem. Otis jest odtąd trwale okaleczony i sparaliżowany od bioder w dół. Często myślał o samobójstwie, ale sytuacja uległa zmianie, kiedy pewien pionier specjalny zaczął studiować Biblię z jego ojcem. Orędzie nadziei, docierające z pokoju ojca do uszu Otisa, który leżał sparaliżowany w łóżku, napełniało go radością. Poprosił, by studium odbywało się w jego pokoju, pragnął bowiem w nim uczestniczyć. Poruszony tym, czego się dowiadywał, dokonał w życiu zmian. Rzucił palenie i zaczął pracować nad swą osobowością. Dziś już się nie zamartwia swoim kalectwem. Jest głosicielem dobrej nowiny i cały czas wypatruje osób przechodzących obok jego domu, żeby podzielić się z nimi swoją nadzieją. Kiedy zapytano, co go przekonało, iż znalazł religię prawdziwą, wyjaśnił, że było to osobiste zainteresowanie, jakie mu okazywali Świadkowie. Powiedział: „Bracia codziennie mnie odwiedzali. Dzięki temu znowu poczułem się jak człowiek”.

Avelino z Mozambiku był stałym czytelnikiem naszych czasopism, ale w okolicy, gdzie mieszkał, nie było Świadków. Z czasem rozpoczęto z nim korespondencyjne studium biblijne. Avelino zaczął się dzielić zdobywaną wiedzą z innymi. Wkrótce wyłoniła się grupa, która spotykała się, by wspólnie czytać artykuły ze Strażnicy i z książki Prowadzenie rozmów na podstawie Pism. Dowiedziawszy się o tym, kilku braci wybrało się w podróż, by głosić w tej okolicy. Ku ich zdziwieniu okazało się, że grupa ta liczy 30 osób. Wygłoszono wykład publiczny, którego wysłuchało 90 osób. Na najbliższe zgromadzenie w miejscowości Nampula pojechało 10 członków tej grupy. Jeden z nich został w mieście i w ciągu zaledwie tygodnia przeczytał całą książkę Wiedza, która prowadzi do życia wiecznego. W związku z takim zainteresowaniem na teren ten przeprowadziło się dwóch pionierów stałych. Miejscowa grupa robi wspaniałe postępy.

W Ruandzie zanotowano w czerwcu nową najwyższą liczbę głosicieli — 7435. W ciągu tego roku służbowego każdego miesiąca średnio co piąty głosiciel uczestniczył w jakiejś gałęzi służby pionierskiej. Prowadzi się tam ponad 12 000 studiów biblijnych, a na Pamiątkę przybyło 30 716 osób. W ostatnich czterech latach wybudowano i oddano do użytku 51 Sal Królestwa, a planuje się budowę 115 następnych. Pomimo dużych potrzeb związanych z budowami głosiciele poświęcają miesięcznie na służbę polową przeciętnie około 20 godzin.

Młody mieszkaniec Gambii chciał wyjechać do Kanady i zostać kaznodzieją zielonoświątkowców. Przed planowanym wyjazdem pracował jako sekretarz w miejscowym kościele tego wyznania. Razem z żoną zgodzili się na studium broszury Czego wymaga od nas Bóg? W czasie studium pokazano im zalety Pisma Świętego w Przekładzie Nowego Świata, między innymi zamieszczone na końcu „Biblijne tematy do rozmów”. Odtąd nie śpiewali już każdego ranka pieśni religijnych, jak to czynili do tej pory, lecz analizowali po jednym temacie, odczytując wszystkie podane wersety. Kiedy ten młody mężczyzna otrzymał list z zaproszeniem na dwuletnie studia w seminarium w Kanadzie, zareagował następująco: „Na co mi to? Teraz już znamy prawdę!” Po sześciu miesiącach studium biblijnego razem z żoną zostali ochrzczeni i obecnie gorliwie dzielą się z drugimi wspaniałymi prawdami, które poznali i które przyniosły im tak wiele pożytku.
(yb2001, s.44-46)
 
 
kostek 


Wyznanie: Świadek Jehowy
Pomógł: 6 razy
Dołączył: 26 Sie 2009
Posty: 973
Wysłany: 2009-12-30, 13:23   

Opowiada członek Międzynarodowych Brygad budowlanych br. Spielmann


Jak słyszycie ja i żona Ida pochodzimy ze Szwajcarii ale ostatnich 9 lat mieliśmy przywilej spędzić w Afryce, należąc do Międzynarodowej Rodziny Budowlanej. A przydzielani byliśmy do różnych części tego kontynentu: Mozambik, Południowa Afryka, Zambia, Angola i na koniec też trafiła się Malawi. Nie chcielibyśmy opowiadać o tym, gdzie budowaliśmy, chcemy przedstawić doświadczenia jakie przeżyliśmy ze spotkanymi braćmi.

I tak na przykład, kiedy byliśmy w Zambii, rok czasu mieszkaliśmy w Livinstone, mieście niedaleko znanych na całym świecie Victoria Falls, w małym domku, a zadanie jakie nas czekało to zbudować 20 Sal Królestwa w ciągu roku. Jedną salę mieliśmy wybudować w wiosce Mukuni (Google Maps). A w Mukuni (tak też nazywa się Naczelnik tej wioski) mieszkają
czciciele demonów. Wioska składa się z około 9.000 chat, takie małe miasteczko w buszu zbudowanie z trawy i tam mogliśmy teraz zbudować salę. Możecie sobie więc wyobrazić, z jakimi uczuciami się tam udawaliśmy, bo dobrze wiedzieliśmy, że nie tylko czczą demony, ale również składają ofiary z ludzi... robią to podczas pełni, zabijają człowieka, ze skóry żołądka naciągają bęben i rytuał się zaczyna. To się dzieje nawet dzisiaj. Ale ciekawy był radosny nastrój panujący w tej wiosce, kiedy tam przybyliśmy. Naczelnik Mukuni, przyjął nas do siebie, przywitał i powiedział: Wy jesteście Świadkami Prawdziwego Boga. Po czym podarował nam ziemię pod budowę. I w ciągu 12tu dni zbudowaliśmy salę, prawdziwy fundament, ściany, prawdziwy dach, okna, toalety itd, bo Organizacja Jehowy ma taki standard: Jakość można mieć wszędzie, nawet w Afryce. Po 6ciu dniach budowy przyszedł mężczyzna wysłany z wioski przez naczelnika z zapytaniem, jakiego czarownego napoju albo jedzenia używamy, że jesteśmy w stanie tak szybko budować kościół? Mieliśmy więc możliwość wydać mu świadectwo, że nie ma żadnego napoju, bo nasz Bóg Jehowa nie potrzebuje takich rzeczy, ani nawet armii ludzi, lecz jeśli człowiek poddaje się pod wpływ jego Ducha to można zbudować kościoły w niewiele dni. Mężczyzna wrócił z wiadomością do naczelnika. I kiedy skończyliśmy budowę, przyszedł naczelnik Mukuni a z nim 13,14 osób, które przyprowadził.
Około godziny pokazywaliśmy mu salę a potem, w swoim języku przemówił do ludzi, z którymi przyszedł. Nie rozumieliśmy go, ale lokalny brat nam wyjaśnił o co chodziło. Ci ludzie to byli miejscowi duchowni. Powiedział im: Patrzcie! Przed 35 laty podarowałem wam ziemię po to, żebyście wybudowali na niej kościół. Do dziś nic tam nie ma! Świadkowie Jehowy dostali ode mnie ziemię przed dwoma miesiącami, a wciągu 12 dni postawili kościół. Daję wam jeszcze trzy miesiące i jeśli nie zbudujecie tam kościoła, to podaruję ziemię Świadkom Jehowy i wszędzie będą budowali swoje sale! To bardzo ciekawe,bo jak pamiętacie przyjechaliśmy tam z delikatnie mówiąc mieszanymi uczuciami: uuu... składanie ofiar z ludzi... czciciele demonów. Ale podczas budowy Sali Królestwa nawet serca czcicieli demonów mogą się zmienić i dlatego nigdy nie możemy przeceniać wpływu, jaki na sąsiadów wywiera nasza pomoc przy budowie czy sprzątaniu Sali.

Potem mieliśmy też budowy w dwóch innych zborach: w Siachitela i Muwela (Google Maps) i te dwa zbory chcieliśmy wam przedstawić. Kiedy więc przybyliśmy do Muwela, musieliśmy najpierw ’wybębnić’ do braci żeby przyszli, bo przecież nie ma w buszu telefonów, jedziesz 6,7 godzin landroverem przez dżunglę i zarośla, by w końcu dojechać na miejsce a nikt nie wie, że przyjechałeś, no ale po jakichś dodatkowych 4godzinach mieliśmy wszystkich starszych w komplecie. Oczywiście rozmowa: taaak, chodzi o budowę Sali królestwa, taaak, kochany bracie, oczywiście potrzebujemy Sali! Dziękujemy serdecznie!, A ilu jest głosicieli? Taaak, 490. Hmm... kochany bracie, no to nie potrzebujecie Sali Królestwa. Potrzebujecie Salę Zgromadzeń
- Taaaak!! Świetny pomysł! Sala zgromadzeń byłaby jeszcze lepsza!
- Hmm... a czy mógłbym zobaczyć na sprawozdania?
Więc patrzę na sprawozdania i widzę: liczba głosicieli 39. A przecież oczywiście wiemy, że bracia nie kłamią, po prostu niekiedy nie trafiają w środek prawdy ;D więc pytam jak to jest z tymi dwiema liczbami.
- Nooo wiesz kochany bracie, na pamiątce jest nas 490.
- No tak kochani bracia, ale wiecie, że nie budujemy Sal Pamiątkowych, tylko Sale królestwa.
Tak więc wszyscy zgodziliśmy się, że zbudujemy salę na 100 głosicieli. I doszliśmy do punktu rozmowy na temat finansów, bo Ciało Kierownicze uczy, i ma w tym rację, że każdy może złożyć jakiś datek. Każdy, nawet w Afryce. Jeden cent, czy milion dolarów, to nie jest istotne, po prostu każdy może mieć w tym swój udział. A jeśli nie ma pieniędzy, może darować coś innego, np materiały. Tak więc bracia w Afryce mają możliwość odczuwać radość z dawania. I bracia mówią mi, że zebrali 4000 dolarów! Jak to bracia - pytam- dopiero 4 miesiące wiecie że przyjedziemy i chcecie powiedzieć, że zebraliście 4000 dolarów?
- Tak, tyle zebraliśmy- odpowiedział brat.
I tu muszę dodać, że miesięczny zarobek mężczyzny mającego na utrzymaniu 5osobową rodzinę to 35 dolarów. 4000 dolarów zebrane w ciągu 4mcy było więc niewiarygodną sumą. I wtedy popełniłem błąd, bo spytałem czy mógłbym zobaczyć te pieniądze. Oczywiście, są w domu sekretarza... i musieliśmy jechać kolejne 4godziny... :D
Pojechaliśmy i rzeczywiście, bracia zebrali 4.000 dolarów. Tak więc rozpoczęliśmy budowę, ale nadal pozostawało pytanie skąd te pieniądze?
- No wiesz bracie, sprzedaliśmy trochę kurczaków, trochę krów, warzywa, owoce, robiliśmy i sprzedawaliśmy ubrania, ale najwięcej sprzedaliśmy żywności i stąd pieniądze.
- Ale kochani, czy to mądre? Wiecie dobrze, że za pół roku będzie susza, i władze zapowiadają klęskę głodu. (to była klęska głodu, sprzed 5ciu lat, która dotknęła Zambię, Malawi i Zimbabwe (ciekawostka z netu)
- No ale przecież mamy stawiać sprawy królestwa na pierwszym miejscu i o resztę się nie martwić...
- Ale bracia, Jezus powiedział przecież, że gdy ktoś chce zbudować wieżę, powinien obliczyć koszty...
- Taaak bracie Spielmann - brat mówił już podniesionym głosem- ale Biblia mówi też, że jeśli Jehowa nie buduje domu, na próżno trudzą się budowniczowie! I jeszcze, żeby wystawić Jehowę na próbę!
No cóż... musiałem się tutaj poddać. I zauważyłem, że bracia śledząc moje argumenty i to, że nie jestem jakby przekonany co do słuszności ich działania, patrzyli na mnie nieco podejrzliwie i spytali:
- Bracie, czy rzeczywiście jesteś wysłannikiem Towarzystwa?
Na dodatek musiałem pokazać kartę żadnej krwi :D No na wszelki wypadek zbudowaliśmy tam salę ;D w ciągu 10ciu dni i przenieśliśmy się dalej jakieś 700, 800km na północ do Siachidemy, gdzie panowała już klęska głodu. I to, co tam zastaliśmy było bardzo smutne. Spotkaliśmy braci, którzy od trzech miesięcy nie mieli zebrania. Wyobraź sobie! Zbór, a nikt nie chodzi na zebrania od 3 mcy. Dlaczego? No cóż, bracia starsi przed trzema miesiącami opuścili wioskę, by udać się na poszukiwania pożywienia w inne części kraju i powiedzieli, że nie mają czasu prowadzić zebrań. No wyobraźcie sobie! Tak więc mamy na miejscu braci w bardzo kiepskim duchowym stanie, więc bracia z Towarzystwa zdecydowali, żeby zorganizować coś w rodzaju tygodnia obsługi, a także pożywienie, lekarstwa, bo wiecie: gdzie zbór jest duchowo słaby, nie ma szans na wybudowanie Sali bo Duch nie może tam działać. Ale wyobraźcie sobie, że po tygodniu bracia byli znowu weseli, były specjalne przemówienia i wszyscy cieszyli się czekając na rozpoczęcie budowy Sali. Trwało to co prawda miesiąc, ale sala została wybudowana. Ciekawe jest jednak to, czego dowiedzieliśmy się rok później podczas wizyty w Betel. Kiedy susza i klęska głodu dotarła do Muwela (zboru wielkodusznych braci) dookoła, na terenie gdzie mieszkali bracia, regularnie padały deszcze! Nawet ludzie z okolic przychodzili do braci, którzy mogli im podarować, lub nawet sprzedać nieco żywności. Tak więc Muwela jako taka nie została dotknięta klęską głodu. Ale z Siachitemy dotarła wiadomość, że wszyscy starsi, którzy opuścili zbór by udać się w poszukiwaniu żywności, podczas poszukiwań stracili życie... To coś, co sprawia, że po plecach przechodzą dreszcze, czyż nie?
Ciekawy jest cytat z Psalmu 33:18,19 może przeczytajmy go w związku z tym, o czym mówimy. Oto oko Jehowy jest zwrócone ku tym, którzy się go boją, ku tym, którzy wyczekują jego lojalnej życzliwości, 19 by wyzwolił ich duszę od śmierci i zachował ich przy życiu podczas klęski głodu.
Tak więc Jehowa widzi, co przechodzą Jego słudzy, a Jego oko jest zwrócone na tych, którzy się go boją i polegają na jego lojalnej życzliwości. To, że chodzimy na zebrania, jesteśmy przygotowani, i może nawet od czasu do czasu chodzimy do służby, to jeszcze nie sprawia, że jesteśmy Świadkami Jehowy. Świadek Jehowy będzie we wszystkich okolicznościach stosował prawe zasady Jehowy. Na przykład brat, który stracił pracę, może być tak zmartwiony i tak zajęty poszukiwaniem nowej - a jak ją znajdzie okazuje się przeważnie, że musi opuszczać zebrania - a może też postanowić sobie, że zwiększy czas służbie, że tak jak bracia w Muweli chce wystawić Jehowę na próbę. I wielu braci, którzy stracili pracę, będąc w służbie, będąc na głoszeniu znaleźli nowe miejsce pracy.
Muwela dała wszystko... czy to znaczy, że też powinniśmy dać wszystko i powiedzieć : Jehowo, tu jestem! Rób ze mną co uważasz za słuszne? No jeśli ktoś naprawdę chce to zrobić, nie będzie rozczarowany. Ale do tego potrzebna jest odwaga. Jednak w odwadze można dostrzec lęk i zaufanie do Jehowy. Jednak przede wszystkim dla ciebie i dla mnie znaczy to, by w osobistych okolicznościach, innych dla każdego, dawać Jehowie co mamy najlepsze. Dla ojca i męża jest to coś zupełnie innego niż dla brata czy siostry w stanie
wolnym.

Później przyjechaliśmy do Angoli. Niedługo po zakończeniu wojny domowej. Słychać było jeszcze strzelaniny i widzieliśmy wiele strasznych scen... nie mogliśmy poruszać się po terenie na własną rękę, Towarzystwo nam na to nie pozwoliło ponieważ Angola ma 12 mln mieszkańców ale 55 mln min lądowych i to było zbyt niebezpieczne. Widzieliśmy ludzi pozbawionych niektórych kończyn, albo nie mieli ich wcale. Leżeli, lub siedzieli w takich wózeczkach, żeby móc się jakoś przemieszczać. Tam właśnie zostaliśmy skierowani. Ja jako Szwajcar miałem zająć się kontrolą jakości :D a moja żona mogła jedździć wielkimi maszynami budowlanymi. Tak więc wyobraźcie sobie: do Angoli przyjeżdża Szwajcar i sprawdza jakość. Masz do dyspozycji wszystkie projekty, oglądasz i widzisz... ooo... Angolczycy budują nie kielnią ale sercem! Niekiedy widzisz mur, który nie stoi tak jak powinien, albo tam gdzie powinien i musisz serdecznie zachęcić braci, żeby go rozebrali. A oni pokornie to robią! Tak, tak... Tak więc ponieważ wszystko to musiałem kontrolować, szybko dosatłem nową ksywkę: szeryf budowy (oczywiście bez gwiazdy). Ale oni używali tej ksywki w pozytywnym znaczeniu. Nigdy nie odczułem, żeby ktoś się ze mnie naśmiewał, czy coś. Razu pewnego współpracowałem z młodym bratem: Mario Magochi. Musieliśmy mu pomóc przy nauce malowania: najpierw gruntowanie, góra, dół, góra, dół, bez żadnych przerw między kolejnymi pociągnięciami wałka, żeby wszystko miało dobrą jakość. Mario szybko zrozumiał, złapał za wałeki i: góra, dół, góra dół, tak jak pokazałem. Kiedy tylko odszedłem kilka kroków Mario powtarzał: góra, dół, góra, dół, ale robił metodą zygzakową zostawiając spore powierzchnie nie zagruntowane :D widziałem to, kiedy pomagałem drugiemu bratu przy wiązaniu, podszedłem do niego i mówię: Wiesz co Mario? Góóóra, dóóół, pokazując jak ma być. ?Tak, tak bracie Piotrze, góóra, dół, góóra, dół.? Kilka razy cierpliwie - tak jak powiniśmy tłumaczyć :D- powtarzałem mu sposób gruntowania, potem mieliśmy spotkanie organizacyjne z braćmi starszymi i podczas tego spotkania widzę przez okno Mario, który swoją zygzakową metodą powtarza Góra, dół, góra dół, widzę jak wałek wypada mu z rąk i ląduje w piasku a Mario podnosi go i nakłada na ścianę, tworząc do tego piękną strukturę na tynku :D Tak więc widzę to wszystko i mówię:
- Bracia, mam problem z Mario - wszyscy zaczęli nagle szeptać więc zrozumiałem, że coś się święci... Potem prowadzący budowę brat mówi:
- Słuchaj... hmm... a może Mario ma problem z tobą a nie ty z nim?
- Nie chodzi o żaden duchowy problem, lecz taki jakościowy...
- Mimo wszystko... może Mario ma problem z tobą?
- Ze mną? Jak to możliwe...
- Spytaj go może jak poznał prawdę
- Jak to...
- Spytaj po prostu.
I Mario opowiada mi swoją historię. Kiedy miał 14 lat, podczas wojny domowej, musiał patrzeć jak żołnierze zgwałcili jego 9letnią siostrę, a potem ścięli jej głowę. To jest Afryka... Mario musiał na to wszystko patrzeć, jego też chcieli ściąć, ale w jakiś sposób udało mu się uciec i po wielu dniach dotarł do obozu dla uchodźców prowadzonego przez ONZ a tam widział jak pracownicy tego obozu wykorzystywali seksualnie kobiety i dopiero potem dawali im żywność... Ale widział też mężczyzn i kobiety, naszych braci, którzy się wzajemnie szanowali a pożywienie dzielili z drugimi. Do tego rozdzielili cały obóz na tereny osobiste i głosili drugim dobrą nowinę i Mario to się bardzo spodobało. Tak zaczął studiować
Biblię, został bratem i teraz pracuje ze mną. Jak myślisz, po tym co usłyszałem, jak duży był mój malarski problem z Mario? Kiedy dajemy braciom zadania, musimy poznać ich osobiste okoliczności. Może być tak , że brat odpowiedzialny za literaturę nie daje rady przyjść na salę 20min wcześniej tak jak powinien. Co wiemy na temat jego miejsca pracy? Jakie prześladowania, próby musi znosić? Albo brat, który powinien nosić mikrofon a go nie ma i ktoś musi go zastąpić, co wiemy na temat jego aktualnej sytuacji, dlaczego go nie ma? Kiedy jednak spytamy braci, jak poznali prawdę, jakie próby ich aktualnie dręczą,
zaczynamy wtedy rozumieć, że każdy z nas mniej lub bardziej musi wytężać siły i walczyć żeby tu być. I że może jego niedoskonałe zachowanie nie ma zupełnie nic wspólnego z tym że nie cieszy go powierzone zadanie, ale po prostu w tym momencie nie może inaczej.
Tak więc Mario otrzymał zmianę przydziału. Daliśmy mu pracę, która odpowiadała jego charakterowi i możliwościom: zaczął pracować w narzędziowni, gdzie przychodzili bracia po różne potrzebne im do pracy narzędzia, a on mógł dbać o nie, naprawiać i rozmawiać z braćmi. Tam czuł się naprawdę dobrze. Przydzielajmy więc braciom zadania odpowiadające ich umiejętnościom i nie osądzajmy zbyt szybko, kiedy od razu nie widać pozytywnych efektów. Potem przyszedł do mnie brat kierownik budowy i mówi, że świetnie
rozwiązałem sprawę z Mario. Tak, był zadowolony, bracia też...
- słuchaj , a znasz owoc świętego ducha? -pyta mnie ten brat
- co masz na myśli?
- no owoc świętego ducha. Wiesz: miłość, radość itd, dziewięć
części.
Oczywiście szybko mu je wszystkie wyliczyłem a on spytał:
- A czy spotkałeś owoc, który się nazywa ‘wydajność’?
No i wtedy do mnie dotarło: wydajność nie jest częścią owocu ducha! Chociaż w zachodniej zwłaszcza niemieckojęzycznej części Europy kładziemy na nią dużą wartość, czyż nie? Ale nie jest ona częścią owocu ducha. I chociaż Jehowa jest najbardziej wydajną osobą we
wszechświecie, stworzył niebo i ziemię nie w ciągu dosłownych sześciu dni, ale potrzebował na to dziesiątki tysięcy lat. Ale wszystko było dobre, piękne. I to samo dotyczy zboru, kiedy chcemy wprowadzić jakieś organizacyjne sprawy, myślmy o tym, że to właśnie
miłość, pokora, cierpliwość są cechami, które chcemy pokazać. A wydajność, jeśli ktoś potrafi ją pokazać, to pięknie, ale nie powinniśmy do niej zmuszać braci. Gdyż kiedy wymagamy od drugich wydajność, zabijamy miłość. A to właśnie miłość jest znakiem
rozpoznawczym prawdziwych chrześcijan a nie wydajność. Na koniec może coś na temat jedzenia. W Zambii codzienną narodową potrawą jest Nshima.
To jest taka kasza manna, którą gotuje się (http://inter-food.blogspot.com/2007_04_01_archive.html) w wodzie, bez soli, pieprzu, bez przypraw. Robi się z tego taka papka, włosi powiedzieliby polenta (my grysik?) kiedy jest gotowe, każdy może sięgnąć ręką do garnka, ugnieść sobie dowolny kształt, pogadać z przyjaciółmi i zjeść nshime :D Żona zaprosiła pewnego razu paru zambijczyków na obiad. Kurczaczek, ziemniaczki, sałatki. Było super dobre! Najedliśmy się wszyscy do syta! Ale zaproszony brat powiedział w pewnym momencie do swojej żony: Chodź kochanie, zjemy sobie w domu nshime. Zastanawiałem się co jest nie tak? No cóż, dla Zabmbijczyków dzień bez nshimy jest stracony. Należy do ich kultury i jedzą ją, czy są głodni, czy nie. Kochani, czy my czasem nie mamy w naszym duchowym życiu czegoś podobnego? Pokażę wam (Biblia) to jest nasze nshima. Może niekiedy myślimy sobie, eeeff jest troche nudne... Albo myślimy sobie: już tyle dzisiaj zjadłem! Czytałem wnikliwe, przygotowałem się do zebrania... no przecież miałem studium osobiste i jestem duchowo pełny. A mimo wszystko ważne jest żebyśmy mieli naszą codzienną porcję nshimy, codzienne czytanie Biblii. Dla zambijczyka nie jest ważne, czy jadł dużo czy mało, ważne jest, żeby codziennie zjadł porcję nshimy. I chociaż jesteśmy już pełni od studiowania i różnych duchowych zajęć, czy przeczytamy jeszcze 5wersetów, czy rozdział Biblii, nie gra roli, po prostu potrzebujemy naszą dzienną
porcję nshimy, a na dzień bez niej możemy patrzeć jak na dzień stracony.
I jeszcze może jedna sprawa: Zgromadzenie, piękne punkty, wywiady, potem przerwa, jemy coś, a po przerwie gorąco... i matka natura zaczyna brać nas w swoje rozkołysane ramiona i wtedy głowa bezwładnie opada nam na klatkę piersiową. I nawet najbardziej duchowy chrześcijanin ulega niekiedy matce naturze :D A w Angoli bracia mają na to Cudowny Środek. Ma dwa i pół metra długości, składa się z bambusowej tyczki zakończonej gałgankiem z bawełny. Bracia porządkowi chodzą między rzędami i kiedy matka natura cię zwycięża, Tap!!! Dostajesz delikatnie w tył głowy :D taak jest
naprawdę, budzisz się szybciutko i bracia mówią wtedy: mujto brigadier mao, czyli: wielkie dzięki kochany bracie! My też kiedy jesteśmy budzeni z duchowego snu, może przez jakąś radę, czy na zebraniu, też chcemy powiedzieć wtedy: serdecznie dziękuję kochany bracie, że mnie zbudziłeś, a nie: a co cię to obchodzi? Pomyślmy o tym wszystkim: jesteśmy międzynarodową społecznością braci i możemy się wieeeele od siebie nauczyć. I nie jest ważne, czy jestem pionierem, starszym, sługą, czy tyyyylko głosicielem, a mówię tak, bo tyyyylko głosicieli nie ma. Jezus nie umarł tyyyylko za niektórych, ale za wszystkich, bo wszyscy jesteśmy w jego oczach tyle samo warci. I dlatego chcemy sobie wzajemnie pomagać, by nie stracić tej wartości, którą mamy wszyscy w Bożych oczach. A potem, kiedy dotrzemy do nowego świata, dopiero wtedy zacznie się prawdziwe życie, którego wszyscy tak wyczekujemy.
 
 
Arius 
badacz Biblii


Pomógł: 1 raz
Dołączył: 25 Lut 2008
Posty: 4947
Skąd: kosmopolita
Wysłany: 2010-01-01, 18:46   

Cytat:
W swym pierwszym liście do Koryntian apostoł Paweł napisał: „Nie otrzymaliśmy ducha świata, lecz ducha, który jest od Boga, abyśmy znali to, co zostało nam życzliwie dane przez Boga” (1 Kor. 2:12). Takiego właśnie ducha przejawiają Świadkowie Jehowy w Afryce, czym odróżniają się od otaczającego ich samolubnego i niespokojnego świata.
Neutralność, bezstronność i miłość okazywana przez Świadków Jehowy przyciąga ludzi do Słowa i organizacji Jehowy. Pewien brat z Zairu pisze na ten temat: „We wsi Monigi, leżącej na przedmieściach Gomy, Hutu i Tutsi już nie chodzą do kościołów chrześcijaństwa, by członkowie drugiego plemienia nie napadli ich podczas nabożeństwa. Większość uchodźców wróciła do Ruandy, a pozostali mieszkańcy dwóch sąsiednich wiosek wiedzą, że jedynym miejscem, gdzie Hutu i Tutsi spokojnie ze sobą przebywają, jest Sala Królestwa Świadków Jehowy. Toteż wielu prosi o studium biblijne”.
W Angoli po trzydziestu latach wojny domowej zapanował względny pokój. Świadkowie Jehowy korzystają z tego, by głosić o Królestwie Bożym. W niektórych rejonach spotykają się z nadzwyczajnym przyjęciem. Po czteroletniej przerwie nadzorca obwodu mógł wreszcie odwiedzić zbór w północnej prowincji Uíge. Działa tam 75 głosicieli, którzy nie posiadali się z radości, gdy z wykładu publicznego skorzystało 794 obecnych. Na południu kraju otwarto domy misjonarskie w Benguela i Namibe. Grono 28 969 głosicieli ma jeszcze dużo do zrobienia, o czym świadczy fakt, że na Pamiątkę przybyły aż 108 394 osoby.
Kiedy pionierka w Addis Abebie w Etiopii wracała ze służby polowej, zauważyła przed wejściem do jakiegoś domu kobietę z dzieckiem na kolanach. Czteroletnia dziewczynka nagle zaczęła się szamotać, wyrwała się matce i pobiegła do naszej siostry z wyciągniętą ręką, chcąc się przywitać. Pionierka nie znała tej rodziny, ale wykorzystała okazję, by porozmawiać z matką, i spytała czy nie mogłyby wejść do środka. Gdy zaczęła opowiadać o nadziei Królestwa, kobieta wybuchnęła płaczem. Spytana o przyczynę, wyznała, że akurat chciała się otruć. Właśnie pytała Boga w modlitwie, dlaczego ją opuścił, gdy jej dziecko przykuło uwagę siostry. Zwierzyła się jej ze swych licznych problemów. Pionierka ją pocieszyła i zapoczątkowała studium biblijne. Mimo sprzeciwu rodziny owa kobieta robi piękne postępy.
Stella, studentka z Nigerii, poszukiwała prawdy. Od paru lat należała do Kościoła zielonoświątkowego i myślała, że znalazła religię prawdziwą. Postanowiła napisać książkę wykazującą, że wszystkie inne wyznania są fałszywe. Gdy jednak zrobiła listę religii znanych w jej kraju, stwierdziła, iż niewiele wie o Świadkach Jehowy. Postanowiła wtedy: „Pochodzę na ich zebrania przez trzy miesiące, żeby zdobyć o nich więcej informacji”. Jeszcze tego samego tygodnia zjawiła się na zgromadzeniu obwodowym. Pod koniec programu zaczęły jej się nasuwać wątpliwości co do wyznawanej religii. W następnym tygodniu przybyła do miejscowej Sali Królestwa. Przeczytała również wszystkie publikacje Świadków Jehowy, jakie tylko wpadły jej w ręce. Po trzecim zebraniu podeszła do starszego zboru i oświadczyła: „Bracie, ochrzcij mnie. Jestem teraz jedną z was”. Nadzorca wyjaśnił, iż trzeba najpierw nabyć więcej wiedzy. Potem wręczył jej książkę do studiowania. Stella przeczytała ją w dwa dni, po czym oznajmiła starszemu: „Bracie, już przeczytałam tę książkę. Ochrzcijcie mnie”. Starszy umówił ją na studium z pewną siostrą i parę miesięcy później Stella została ochrzczona.
W Mali nasi bracia zdają sobie sprawę, że zebrania chrześcijańskie należą do miłościwych środków pomocniczych przewidzianych przez Boga dla Jego sług. Pragną rozbudzić takie samo docenianie u nowo zainteresowanych, dlatego starają się, aby się na nich dobrze czuli. Jedna z takich osób napisała: „Gdy pierwszy raz przyszedłem do Sali Królestwa, silne wrażenie zrobił na mnie widok tylu szczęśliwych twarzy i okazana mi życzliwość. Trochę się spóźniłem, toteż usiadłem sam. Natychmiast pewne małżeństwo podało mi Biblię i Strażnicę. Po zebraniu prawie każdy podszedł i uścisnął mi rękę, dzięki czemu poczułem się jak w domu. Opuściłem Salę z Biblią w Przekładzie Nowego Świata, z książką Największy ze wszystkich ludzi i Będziesz mógł żyć wiecznie w raju na ziemi. Jeszcze tego samego wieczora zacząłem je czytać i dowiedziałem się wtedy, że Bóg ma na imię Jehowa”.
W szkole w Sierra Leone koledzy dokuczali Stephenowi, bo stronił od niemoralnych tematów i rozpusty. Nie informując go o niczym, napisali w jego imieniu list miłosny do pewnej koleżanki. Po jakimś czasie podeszła do niego i powiedziała: „Dostałam twój list i zgadzam się, ale ty nic nie robisz w tym kierunku”. Brat był zaskoczony i wyjaśnił, że wcale do niej nie pisał. Zaraz następnego dnia przyniósł do szkoły książkę Pytania młodych ludzi — praktyczne odpowiedzi. Zebrał kolegów z klasy i tę dziewczynę i omówił z nimi temat „Życie płciowe i moralność”. Nieco później koledzy jeszcze raz zrobili to samo. Nasz młody brat ponownie porozmawiał z nimi o chrześcijańskim postępowaniu, korzystając z książki Pytania młodych ludzi. Z czasem większość „dręczycieli”, jak ich nazwał, porzuciła szkołę. Ci, którzy pozostali, bardzo szanują jego odwagę i prawość.
W Suazi głosiciele uważają, że książkę Wiedza łatwo się rozpowszechnia, a pewna pionierka donosi, iż udało się jej przestudiować z zainteresowaną dziewięć rozdziałów zaledwie w ciągu dziesięciu spotkań. Pisze o tej osobie: „Od pierwszego studium nie opuściła ani jednego zebrania zborowego. W Suazi bardzo trudno jest o pracę, toteż jeśli ktoś dostanie jakąś propozycję — nawet za skromną zapłatę — na ogół ją przyjmuje. Sąsiadka zaprosiła moją zainteresowaną na rozmowę kwalifikacyjną do miejscowego kasyna, gdzie potrzebowali krupierów. Zainteresowana odmówiła, oświadczając, że nie chce opuścić studium biblijnego, zaplanowanego na ten wieczór. Sąsiadka zaproponowała, że zapłaci za taksówkę, aby mogła wrócić na czas. Mimo to odmówiła. Gdy mi o wszystkim opowiedziała, spytałam, dlaczego jej zdaniem chrześcijanie nie powinni pracować w kasynie. Odrzekła, że podczas studium dowiedziała się, iż Jehowa nie pochwala hazardu. Następnie dodała: ‛Skoro miłuję Jehowę i pragnę spełniać Jego wolę, to jak mogłabym pracować w kasynie?’” Pionierka chciała ją wybadać, dlatego ciągnęła dalej: „Tam dobrze płacą i mogłabyś sobie kupić różne potrzebne rzeczy. Czy Jehowa by cię nie zrozumiał?” Zainteresowana wskazała na książkę Wiedza i oświadczyła siostrze, że czytała w Ewangelii według Mateusza 6:33, iż jeśli tylko będzie dawać pierwszeństwo Jehowie, to On będzie się zawsze o nią troszczył i pomoże jej uporać się z problemami.
(yb97, s. 49-52)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 11